Tawerna Bibliotekarzy
Kozie forum :)

Homo sum, humani nihil... - Po co żyć?

Grzebul - 2007-03-12, 18:59
Temat postu: Po co żyć?
Człowiek ma doła, życie nie daje przyjemności, każdy kolejny dzień jest szary i nijaki.
Nie widzi się niczego co można by z siebie jeszcze dać, wie się dobrze, że jest się nikim na tym świecie.
Miliaaardy ludzi już odeszło z tego świata. W lepszy, gorszy, inny, w nicość może... - nie wiadomo. Wiadomo tylko, że śmierć jest naturalną koleją rzeczy.
Czemu by jej wtedy nie przyśpieszyć? Po co się męczyć?
Większość religii potępia samobójstwo. Może znalazła by się taka, co by do niego zachęcała? To nie jest istotne.

Tak więc.. Po co żyć?

Ze mną wszystko wporządku jakby co... ;)
Lub póki co :P

LordDream - 2007-03-12, 20:54

Moje zdanie brzmi następująco: żeby się ciągle doskonalić. Żeby ludzie kiedyś doszli do takiego stopnia, byśmy byli nazywani nadludźmi.
Huzi - 2007-03-12, 21:25

Zależy w co się wierzy. Chrześcijanie żyją aby dojść do Boga, :angel: Muzułmanie aby mieć w niebie pałac i 40 dziewic (i dziwią się terrorystom). Ja ostatnio mam kryzys i sam nie wiem co z sobą począć. Ostatecznie stanęło na tym, że zajmuje się swoim hobby (to mnie trzyma przy życiu? :shock: ) czyli RPG'ami, Warhammerem i takimi tam. I czasem też (5 razy w tygodniu) chodzę do szkoły męczyć się na przedmiotach ścisłych z którymi absolutnie nie zamierzam związać swojej przyszłości.
Cytat:
żeby się ciągle doskonalić. Żeby ludzie kiedyś doszli do takiego stopnia, byśmy byli nazywani nadludźmi.

To też ciekawa teza. Znam parę osób o takich poglądach. Niektórzy twierdzą, że wciąż się odradzamy w innych wcieleniach aby tą doskonałość osiągnąć. Ja w poprzednim byłem Kanadyjską wiedźmą (21.02.1989) http://www.thebigview.com/pastlife/ według tego czegoś.

Horus - 2007-03-12, 22:26

Od dawna czekam, aż jeden z tych półgłówków skończy swe czcze monologi i przejdzie do czynów. Najlepiej, bym mógł postać z boku i popatrzeć. Pouśmiechać się, widząc w oczach przeklęty strach przed śmiercią, która wydaje się taka subtelna i błaha, gdy mażesz sobie czerwonym flamastrem po nadgarstkach :>

Przestań pieprzyć, Grzeb, przestań być doskonały.
(Zwracam się do Ciebie, jako do hipotetycznego pacjenta z deprechą. Wiem, że wszystko ok :) )

Religia?
'You have to concern the possibility that God does not like you, he never wanted you, in all probability he hates you...'

Jakże gatunek męski zcipowaciał ostatnimi laty. Jesteśmy pokoleniem wychowanym przez kobiety. Ba! To kobiety zaczynają być silniejsze. Samotna matka, po 40, pracująca za marne grosze, by zapewnić godziwe życie swoim dzieciom - tak! oto jest pierwotna siła, wola przetrwania, nieskalana nawet najśmieszniejszą i najbardziej nieśmiałą myślą o samobójstwie.
Nastolatek chce się zabić.
Nastolatek, który nie czuł w ustach prawdziwego smaku krwi, strachu, dumy i podniecenia.
Co możesz wiedzieć o życiu, jeśli nigdy się nie biłeś, nigdy się nie pieprzyłeś, nie uciekałeś i nie ścigałeś, nie byłeś pijany, załamany, zdradzony, potępiony, wniebowzięty, nie byłeś ojcem, ani prawdziwym synem...?
Dlaczego chce mi się żyć? Może dlatego, że wielkiej części tej listy jeszcze nie spróbowałem :)

'Samodoskonalenie jest masturbacją. Może samodestrukcja jest odpowiedzią'

A jeśli jutro rozpieprzy mnie autobus lini 123, pozostanie niedosyt.
Byłoby szkoda.

Coincidence - 2007-03-12, 23:07

Z jednej strony braciszku za dużo Kominka, z drugiej that a goddamn right - get busy livin' or get busy die.
Hipotetycznie. Przestań pier$#% albo wypier#^. Nawet mi się nie chce tego rozwijać w poetycki sposób ;)

Horus - 2007-03-12, 23:29

Być może faktycznie wylazło coś kominkowego ('zcipowacenie' faktycznie jego, reszta nie), choć tak naprawdę największe piętno na psychice, a tym samym - tym poglądzie, wywarł pewien film z '99, z Pittem i Nortonem w rolach głównych ;)

Pozdrawiam wszystkich, którzy wiedzą, o czym mówię :)

Yarpen - 2007-03-13, 11:54

Horus - wielkie, kurwa wielkie TRUE. Dobrze powiedziane. Ech... liczy się dystans. Możesz 3/4 życia mieć przerąbane. Możesz prawie nie mieć życia. Ale zawsze będzie jakaś jedna parszywa rzecz, która da ci to coś. I to będzie tą rzeczą, dla której warto było żyć.

Samobójstwo to tchórzostwo. Boisz się wziąć na barki cierpienia i przyjemności. A strach nas zabija od wewnątrz. Człowiek który się non stop boi - tak, on może mieć płaskie życie.

Sam się tu swoje żaliłem, true 100%. Mogę powiedzieć, że życie sie ze mną nie zawsze cackało. Ciągłe kłótnie z rodziną, praca praca praca, zwichrowany umysł, nadużywanie alkoholu... ale wyciągłem z tego naukę. Parę przyjemności. "Smak krwi gdy kobieta przegryza Ci wargę, rozpiętość klasyki od Pap' Coola po Sound Garden...".

Grzebul - 2007-03-13, 16:33

Horus napisał/a:
Od dawna czekam, aż jeden z tych półgłówków skończy swe czcze monologi i przejdzie do czynów. Najlepiej, bym mógł postać z boku i popatrzeć. Pouśmiechać się, widząc w oczach przeklęty strach przed śmiercią

Oj żebyś się nie przeliczył braciszku :)
Wiele osób pierdoli o tym, że chce z sobą skończyć, i żyje dalej.
Powiem Ci jednak, że jak Twój bliski naprawdę to zrobi, z zapowiedzią jeszcze... to pozostanie ogromny żal i smutek.. Uśmiech z ust znika na długo.
Horus napisał/a:
Przestań pieprzyć, Grzeb, przestań być doskonały.

Jednak jak już mówiłem mi się nie śpieszy na cmentarz :) Temat czysto filozoficzny: po co żyć - skoro można umrzeć.. i tyle.
Horus napisał/a:
Co możesz wiedzieć o życiu, jeśli nigdy się nie biłeś, nigdy się nie pieprzyłeś, nie uciekałeś i nie ścigałeś, nie byłeś pijany, załamany, zdradzony,

No cóż :D Może dłuzsza lista
Horus napisał/a:
potępiony, wniebowzięty

No to to nie wiem jak osiągnąć :)
Horus napisał/a:
nie byłeś ojcem

A gdyby to się udało to może w końcu byłby jakiś cel w życiu!
Horus napisał/a:
A jeśli jutro rozpieprzy mnie autobus lini 123, pozostanie niedosyt.
Byłoby szkoda.

Tak, bo to nie byłoby wtedy kiedy Ty byś chciał. Są rzeczy które potrzeba zakończyć. Dla jednych samobójstwo trwa parę minut, dla innych parę dni, czy tygodni..
LordDream napisał/a:
Moje zdanie brzmi następująco: żeby się ciągle doskonalić.

No bardzo fajnie, tylko pytanie po co? Po co żyć, doskonalić się i robić cokolwiek? Co za różnica czy się umrze mniej czy bardziej doskonałym? :)

[ Dodano: 13.03.2007 16.42.26 ]
Horus napisał/a:
choć tak naprawdę największe piętno na psychice, a tym samym - tym poglądzie, wywarł pewien film z '99, z Pittem i Nortonem w rolach głównych

Współczuję ludziom którym tego typu filmiki potrafią wpływać na psychikę :)
Yarpen napisał/a:
Ale zawsze będzie jakaś jedna parszywa rzecz, która da ci to coś. I to będzie tą rzeczą, dla której warto było żyć.

Yarp dziś bardzo enigmatycznie :) No jak warto czekać to spoks. Mam tylko nadzieję, że tym czymś nie będzie wkońcu śmierć, bo to byłby duuuży zawód.

Yarpen - 2007-03-13, 18:38

Grzebul napisał/a:
Powiem Ci jednak, że jak Twój bliski naprawdę to zrobi, z zapowiedzią jeszcze... to pozostanie ogromny żal i smutek.. Uśmiech z ust znika na długo.

True. Wyobraź sobie, że przeżyłem coś takiego. No nie w pełni. Dziewczyna z którą byłem po rozstaniu sztachnęła się jakimiś tabletkami. Pięc minut przed tym zadzwoniła i powiedziała, że to zrobi. I zrobiła.

Coincidence napisał/a:
Przestań pier$#% albo wypier#^.

Jeszcze raz racja. Takie pieprz### w niczym, ale to niczym nie pomaga. Po co się dręczyć? Chodźmy się najebać 8-)

Huzi - fajny sajcioch. Chociaż okazało się, że trzysta lat temu byłem węgierskim filozofem, mam twórczy talent i nie umiem żyć w społeczeństwie... to mimo to jedno zdanko: "Sometimes your environment considered you strange." jest true. :]

Horus - 2007-03-13, 21:36

Grzebul napisał/a:
Oj żebyś się nie przeliczył braciszku :)
Wiele osób pierdoli o tym, że chce z sobą skończyć, i żyje dalej.
Powiem Ci jednak, że jak Twój bliski naprawdę to zrobi, z zapowiedzią jeszcze... to pozostanie ogromny żal i smutek.. Uśmiech z ust znika na długo.

Nie wątpię, że będzie mi smutno. Pragnienie śmierci u osoby Ci bliskiej, nie bierze się znikąd... Może znaleźć podłoże w kumulującym się napięciu, stresie, poczuciu beznadziei.
Pytanie: czy potrafisz to zauważyć, coś z tym zrobić? Uświadomić jej własną głupotę?
Ostatnio, dopiero moment gdy moja druga baburka, z którą nie mieszkam, złamała sobie rękę, uświadomił mi, jak mało czasu jej poświęcam. Rodzina jest święta, bliscy Ci ludzie, ze wszystkich marnych i materialnych aspektów życia, po za Tobą samym, są jedynym, co posiadasz.
Zrobiło mi się strasznie głupio, poczułem się marnym robakiem.
A potrzeba wiele, by taki skurwiel, jak ja się czymś przejął (i nie jest to czcze gadanie).
Choć odchodzę od tematu...

Grzebul napisał/a:
Tak, bo to nie byłoby wtedy kiedy Ty byś chciał. Są rzeczy które potrzeba zakończyć. Dla jednych samobójstwo trwa parę minut, dla innych parę dni, czy tygodni..

Bardzo dobrze ujęte.

Widzę z Grzebcia Salomon wychodzi.
Vanitas vanitatum et omnia vanitas? :>

Grzebul napisał/a:
Współczuję ludziom którym tego typu filmiki potrafią wpływać na psychikę :)

Tego typu filmiki?
Biorąc pod uwagę fakt, że Twoja psychika wciąż jest otwarta na zmiany, wpłynąć może na nią nawet obraz dziewczynki na hulajnodze, rozwalającej się na drabince, na placu zabaw. Z tym przyjemnym mlaśnięciem spasionego ciała, o asfalt :roll:
Po prostu *tego typu filmiki* (chyba, że traktuje się je, jak filmy walki. wtedy faktycznie, gówno, nie oddziałują :lol: ), obrazy, jak choćby 'Giaur' Byrona i kilka innych, wyjątkowych dzieł, posiadają nieco większą wartość oddziaływania na odbiorcę :>
Ja współczuję ludziom nie podatnym na bodźce.
Taka stagnacja musi być przesranym losem...

@Yarpen, obserwowałem ewolucję Twoich poglądów i z dumą stwierdzam, że stałeś się prawdziwym mężczyzną, silnym i zdystansowanym. Zaczynasz być tak zajebisty, że zastanawiam się, czy przypadkiem nie jesteś moim synem? :>

Yarpen napisał/a:
Huzi - fajny sajcioch. Chociaż okazało się, że trzysta lat temu byłem węgierskim filozofem, mam twórczy talent i nie umiem żyć w społeczeństwie... to mimo to jedno zdanko: "Sometimes your environment considered you strange." jest true. :]

Hah, ja byłem rosyjską krawcową, lub designerką, poszukującą mądrości i prawdy. Ah, i żyłem ponad tysiąc lat temu, do tego znajdowałem spełnienie w pomaganiu innym :roll:

Coincidence napisał/a:
Z jednej strony braciszku za dużo Kominka, z drugiej that a goddamn right - get busy livin' or get busy die.
Hipotetycznie. Przestań pier$#% albo wypier#^. Nawet mi się nie chce tego rozwijać w poetycki sposób ;)

Wkracza brat i cały wywód podsumowuje i Dopełnia w dwóch linijkach.
Zawsze Ci tego zazdrościłem.

Yarpen napisał/a:
Po co się dręczyć? Chodźmy się najebać 8-)

Siebie, ew. kogoś 8-)
Koza to pochwala.

Amon - 2007-03-14, 12:33

Grzebul napisał/a:
Po co żyć?

Wg pana N. tak mówi Ostatni Człowiek :)

Wg mnie człowiek żyje bo urodził się żywy i jest wyposażony w cały zestaw chemicznych i psychicznych cacuszek mających na celu podtrzymanie jego życia za wszelka cenę.

Człowiek robi wszystko by żyć

Jedyne ważne życie to własne życie, bronienie/piswięcanie życia dla własnych dzieci nie stoi z tym w sprzeczności z oczywistych powodów - zabezpieczamy swoje dna :)

Jak mawiają Drowy: Pająk musi Jeść

a człowiek musi żyć

człowiek jako dośc nietypowe zwierze ma możliwość wymiany z powyższego stwierdzenia słowa "musi" na "może",

Zdolnośc autodestrukcji jest szczytem naszych ewolucyjnych mozliwości. To taki przycisk który moze być całe pokolenia niepotrzebny ale zdażają się sytuacje że sie przydaje.

Niektóre cele warte są poswięcenia wlasnego życia (bo cudze zawsze chętnie się poświęca), coś co płonie trzeba karmić

Sorrow - 2007-03-14, 21:17

Ja mam jedną odpowiedź. Żeby pokonać Onych. Jak się człowiek zabije i nie przysłuży się to w znacznym stopniu do pokonania Onych, to nie jest dobrze.

Zabić Onych i zbudować własne Królewstwo - Dobrze
Zabić Siebie i pozwolić Onym wygrać - Źle

IO Czarianna!!

Gaz_Shenryu - 2007-03-15, 16:22

Po co żyć? Bo życie jest jedno, trwa chwile, i to największe bogactwo jakie możemy dostać, oraz jakie możemy dać/poświęcić. Śmierć jest końcem naszego 'wszystkiego' (raczej) na tej ziemi, więc po co samemu tą chwile przybliżać?
Więcej nie trzeba, przynajmniej mi, a jakby co, to więcej w swym genialnym poście pisze Horus. :]

Grzebul - 2007-03-18, 18:01

Horus napisał/a:
Tego typu filmiki?
Biorąc pod uwagę fakt...( itd )

Chodzi mi tylko o to, ze imho Fight Club jakimś geniałem filozoficzno/psychologicznym, traktującym o kwestiach psychiki to nie jest...
Horus napisał/a:
Wkracza brat i cały wywód podsumowuje i Dopełnia w dwóch linijkach.
Zawsze Ci tego zazdrościłem.

Mnie to zawsze wkurza, bo to nic nie wnosi, a i spamem zalatuje.
Bez urazy ofkorz ;)
Amon napisał/a:
Wg mnie człowiek żyje bo urodził się żywy i jest wyposażony w cały zestaw chemicznych i psychicznych cacuszek mających na celu podtrzymanie jego życia za wszelka cenę.

Człowiek robi wszystko by żyć

Tak, ale np w naturze lemingów jest by się zwalić ze skały i się zabić.
Może nasz popęd do życia jest tym "błędem", a człowiek korzyści ma dopiero pośmiertnie? Im szybciej tym lepiej.
Amon napisał/a:
człowiek musi żyć

Tak więc nic nie musi. Nikt mu nie kazał i nikt i nic mu nie zabrania umierać. Oprócz przeświadczenia, że większość ludzi (wszyscy :P ) których zna żyją, więc samodestrukcja jest wyłamywaniem się, czymś nieludzkim, czymś złym.
Ludzie w większości są głupi. Może żyją tylko głupcy? Od kiedy słuchamy się większości?
Amon napisał/a:
człowiek jako dośc nietypowe zwierze ma możliwość wymiany z powyższego stwierdzenia słowa "musi" na "może"

Tak więc stoimy w tym samym miejscu..
Gaz_Shenryu napisał/a:
Bo życie jest jedno, trwa chwile, i to największe bogactwo jakie możemy dostać, oraz jakie możemy dać/poświęcić

Czy największe bogactwo to my nie wiemy.
Czy jakkolwiek "liczyć się" będzie to, czy coś damy lub poświęcimy też nie wiemy.
Czy trwa chwilę też nie wiemy. Może ta "chwila" to wieczność, może nie.
A czy jest jedno to też sprawa dyskusyjna.
Dla chrześcijanina owszem, ale ludzie żyli też przed chrześcijaństwem...

Amon - 2007-03-18, 20:58

Grzebul napisał/a:
Może nasz popęd do życia jest tym "błędem", a człowiek korzyści ma dopiero pośmiertnie? Im szybciej tym lepiej.

pośmiertne? no to juz zależy w jakie cuda się wierzy... Jeżeli ktos się zabija mysląc że to da mu zycie wieczne gdzieś indziej to jest trochę głupi -> jak się ZABIJE to będe ZYŁ?

Czlowiek po prostu nie został wtajemniczony w to po co żyje bo natura nie uznała tego za konieczne -> zrozumienie nie jast warunkiem współpracy :)

Wykonuj polecenia i nie zadawaj pytań żołnierzu :)

Zastanówmy się: co daje nam nasza własna śmierć?
coś dobrego? coś złego? jest jakieś życie po życiu? dobre ono jest czy złe?
nie wiadomo
Ale:
a) możliwe że nic nie zyskamy, nic nie stracimy ale mozliwe też że coś stracimy
b) jeśli istnienie życie po życiu to możliwe ze będzie nam lepiej ale też mozliwe że będzie gorzej

jak widać zabijanie się jest nie tylko sprzeczne z naturą istot żywych ale i mało prawdopodobne by oznaczało jakas kożyść

dlatego nie wiedząc w dalszym ciągu po co żyjemy, lepiej jst po prostu zyć i kozystać z tego jak najbardziej.

Grzebul - 2007-03-18, 23:58

Amon napisał/a:
Ale:
a) możliwe że nic nie zyskamy, nic nie stracimy ale mozliwe też że coś stracimy
b) jeśli istnienie życie po życiu to możliwe ze będzie nam lepiej ale też mozliwe że będzie gorzej

Przedstawiony przez Ciebie bilans Pascala (wywaliłeś z niego Boga ;) zapewne świadomie :D ) do niczego nas nie prowadzi. Jest jeszcze aspekt marności życia tutaj. Skoro jest chu***we to coraz trudniej się myśli o ew. stratach po śmierci.

Amon napisał/a:
ak widać zabijanie się jest nie tylko sprzeczne z naturą istot żywych

Naturą istot żywych jest w końcu umrzeć :)
Amon napisał/a:
ale i mało prawdopodobne by oznaczało jakas kożyść

W momencie gdy się odcinamy od religii bilans prawdopodobieństwa zysków i strat traci na swym sensie... Tak samo prawdopodobna jest korzyść jak i strata, i tego ofkorz nie wiadomo.
Amon napisał/a:
lepiej jst po prostu zyć i kozystać z tego jak najbardziej.

A jak się nie potrafi z niego korzystać, to co wg Ciebie lepiej zrobić?

Amon - 2007-03-19, 11:49

Grzebul napisał/a:
Naturą istot żywych jest w końcu umrzeć

w końcu a nie odrazu :)

Grzebul napisał/a:
W momencie gdy się odcinamy od religii bilans prawdopodobieństwa zysków i strat traci na swym sensie... Tak samo prawdopodobna jest korzyść jak i strata, i tego ofkorz nie wiadomo.


no to wyobraź sobie że mozesz zagrać w taką grę:
rzucasz monetą, jak wypadnie reszka to dostajesz wypasiony komputer z zaiebistym łaczem internetowym. Jak wypadnie orzeł to oddajesz swój komputer i nic nie dostajesz. Poza tym juz nigdy nie bedziesz mógł miec komputera.

I co? warto grać?

Kermit - 2007-03-19, 14:41

Amon napisał/a:
rzucasz monetą, jak wypadnie reszka to dostajesz wypasiony komputer z zaiebistym łaczem internetowym. Jak wypadnie orzeł to oddajesz swój komputer i nic nie dostajesz. Poza tym juz nigdy nie bedziesz mógł miec komputera.

Pewnie bo przecież zaniedługo na monetach z obu stron będzie ryjek Kaczora, więc zawsze będzie reszka ;)

Dlaczego warto żyć? Bo moja matka urodziła mnie w bólu i potem o mnie dbała i się mną opiekowała, w skrócie poświęciła się dla mnie. Dlatego też głupotą byłoby to marnować i zaprzepaścić.
Zawsze znjadzie się powód "po co żyć", a jeśli ktoś mi mówi, że nic go nie trzyma na tym świecie to jest po prostu głupi i kropka.

Żeby nie było to miałem w rodzienie samobójce i mogę spokojnie powiedzieć, że był głupi bo miał po co żyć a wmawiał sobie, że nie ma i nie chciał dać sobie pomóc.

Kermit.

Grzebul - 2007-03-19, 17:28

Amon napisał/a:
rzucasz monetą, jak wypadnie reszka to dostajesz wypasiony komputer z zaiebistym łaczem internetowym. Jak wypadnie orzeł to oddajesz swój komputer i nic nie dostajesz. Poza tym juz nigdy nie bedziesz mógł miec komputera.

Raczej:
Jak wypadnie reszka to możesz dostać wypasiony komp, ale nie musisz. Jak orzeł to oddajesz swój komputer, nie wiesz czy coś dostaniesz, i raczej nigdy nie będziesz miał tego samego komputera.
Nic pewnego :)

Pozatym są ludzie co przez całe życie będą jechać na zakurzonym liczydle...

A czy warto grać to nie wiem, nigdy nie miałem szczęścia w hazardzie i nie chciałbym się ostatecznie na nim poślizgnąć :)

Kermit napisał/a:
Bo moja matka urodziła mnie (...)

Mam wrażenie że fakt robienia zawodu wszystkim swoim bliskim najbardziej odsuwa człowieka od skończenia z sobą. Chyba że się jest skrajnie egoistycznym gnojkiem, ale tacy zazwyczaj nie kończą z sobą bojąc się tego co potem..

Karry - 2007-03-23, 23:22

Celem zycia jest dążenie do szczęścia.
Subiektywnego - dla jednego jest to seks, dla innego pomoc trędowatym a dla innych rodzina i przyjaciele. To co sprawia nam radość istnienia jest jego celem zarazem. Dzięki temu, że ludzie są różni i nie mają takich samych pragnień i nie to samo wzystkich zadowala jest możliwe istnienie społeczenstw, państw, których de facto celem jest również dążenie ku szcześciu.

Męczyć sie życiem? to coś jest nie tak znaczy sie. Oczywicie, nie jest nigdy różowo i mamy różne problemy....

Huzi - 2008-02-17, 18:52

Ostatnio wpadła mi w ręce książka Artura Schopenhauera "Świat jako wola i przedstawienie" (poezja jest do dupy, tylko filozofowie mają coś sensownego do powiedzenia!). W wielkim skrócie (księga IV) zdaniem tego filozofa człowiek żyje po to, aby osiągnąć szczęście. jednak na drodze stają mu liczne przeszkody. Część z nas sobie z nimi nie radzi i przez to ustawicznie cierpi, pozostali przezwyciężają te problemy, zaspokajają swoje pragnienia i... one wracają w innej postaci. Po raz kolejny trzeba nam się z nimi zmierzyć. Człowiek jest szczęśliwy dopóki radzi sobie z przeciwnościami losu. Szczęście polega na ciągłych zwycięstwach, jednak można się od nich w pewien sposób uzależnić, przez co porażka będzie bardzo dotkliwa.
Inna opcja to spełnienie tego o czym wszyscy podświadomie marzymy - pokonanie wszystkich problemów i cieszenie się tym na co tak ciężko pracowaliśmy (każdy, nawet pracoholicy myślą o tym co będą robić po zakończeniu pracy i cieszą się, że im więcej zrobią teraz tym mniej będą musieli zrobić potem). Jednak tu pojawia się większy problem. Kiedy człowiek nie ma żadnych problemów zaczyna ogarniać go ogromna nuda. Właściwie życie traci sens.
Niestety, jesteśmy takimi dziwnymi stworzonkami, które nie wiedzą czego chcą. Wydaje nam sie, że jeśli już coś dostaniemy będziemy się tym cieszyć przez wieczność, ale później okazuje się, że to niemożliwe bo wciąż chcemy więcej.
W sumie to całe szczęście, że nasze życie jest stosunkowo krótkie.

Na własnej skórze przekonałem się, że Schopenhauer ma rację. I nie chodzi mi o nudę (bo jeszcze nie przezwyciężyłem swoich problemów), ale o tą ciągłą walkę z losem, naprzemienne porażki i zwycięstwa... i doszedłem do wniosku, że takie życie jest do dupy. Może zmienił bym zdanie, gdyby spełniło się moje największe marzenie, a mógłbym w tej intencji poświęcić wszystko. Byle tylko...

Wyrm - 2008-02-23, 02:17

Hejka moi drodzy,

Wieki mnie tu nie było, ale jak zobaczyłem ten temat to musiałem się wgryżc ;-) Grzebiu - jak zawsze jesteś genialny poruszając czułe struny naszego jestestwa.

Dla mnie temat jest generalnie super, bo ostatnio stałem się apostatą. Stwierdziłem, że dupa ze mnie, a nie chrześcijanin, i dałem sobie spokój. No i pojawiło się pytanie - po co żyję, jeśli nie po to aby iśc do nieba? Póki co nie mam jakiejś sensownej odpowiedzi, ale niewiele zmieniło się w moim postrzeganiu świata. Generalnie stwierdziłem, że socjalizacjia, tresura, tudzież wychowanie warunkują w ogromnym stopniu nasze postępowanie - niezależnie od ścieżki, którą wybierzemy.

Jakoś nie mam fazy na zaawansowane szczęście doczesne, bo nie przepadam za hedonizmem (jest przyjemny, ale na krótką metę). Szukam sobie jakichś doraźnych celów, sens życia jakoś często umyka w codziennej szarówie...

Może chodzi o to, aby zaakceptowac codziennośc, byc sobą, cieszyc się każdym dniem, szukac miłości, doceniac drobiazgi, byc uczciwym w stosunku do siebie i do innych, i po prostu cieszyc się czasem, który mamy?

Ech, to jest temat do dyskusji przy większej wódce ;-)

Grzebul - 2008-02-23, 09:00

Rozumiem, że masz na myśli wódkę w ten weekend? :D
Vilkatla - 2008-03-20, 04:03

heh, nie chcialo mi sie czytac dokladnie calego tematu, wiec bedzie wyrwane z kontekstu to, co mi sie rzucilo w oczy ;P

Horus napisał/a:
A jeśli jutro rozpieprzy mnie autobus lini 123, pozostanie niedosyt.

tak mnei zastanawia... gdzie niby wg Ciebie pozostanie ten niedosyt, skoro Ciebie juz nie bedzie? ;P

Grzebul napisał/a:
Temat czysto filozoficzny: po co żyć - skoro można umrzeć.. i tyle.

wola zycia jest czysto instynktowna, nie ma sie tu co zastanawiac.
co prawda czlowiek ma mocno oslabiony instynkt i coraz czesciej zdarzaja sie wynaturzone przypadki, ale sa to ewenementy, nic wiecej. zreszta ogromna wiekszosc samobojcow zabija sie dlatego, ze liczy (czesto nawet nieswiadomie) na to "lepsze zycie", "zycie wieczne" albo "odrodzenie", albo "zaczecie od nowa", w kazdym badz razie na to "cos", co nastepuje po smierci, o ktorym trabia wszelkie religie swiata, od poczatku wyksztalcenia sie mysli abstrakcyjnej u naszych przodkow.
myslenie abstrakcyjne ma swoje granice i nie bardzo nam pozwala wyobrazic sobie, jak to jest po prostu "nie istniec".

Amon napisał/a:
no to wyobraź sobie że mozesz zagrać w taką grę:
rzucasz monetą, jak wypadnie reszka to dostajesz wypasiony komputer z zaiebistym łaczem internetowym. Jak wypadnie orzeł to oddajesz swój komputer i nic nie dostajesz. Poza tym juz nigdy nie bedziesz mógł miec komputera.

I co? warto grać?

Amon, jestes zajebisty :D
uderzyles w slaby punkt, akurat komputera (i netu) to pewnie nikt stad by nie zaryzykowal ;P
ale jest tak, jak napisal Grzeb: to nie takie proste. czarne i biale zdarza sie rzadko, zazwyczaj doswiadczamy roznych odcieni szarosci. w zyciu, a co dopiero mowic cokolwiek o tym, co moze (lub nie) byc po smierci.

Wyrm napisał/a:
Może chodzi o to, aby zaakceptowac codziennośc, byc sobą, cieszyc się każdym dniem, szukac miłości, doceniac drobiazgi, byc uczciwym w stosunku do siebie i do innych, i po prostu cieszyc się czasem, który mamy?

tak jest na pewno latwiej zyc.

Wyrm napisał/a:
Ech, to jest temat do dyskusji przy większej wódce ;-)

powiedz tyklo kiedy :D

Horus - 2008-03-20, 17:06

Cytat:
tak mnei zastanawia... gdzie niby wg Ciebie pozostanie ten niedosyt, skoro Ciebie juz nie bedzie? ;P

Dlaczego miałbym mówić o sobie? W sercach moich wyznawców :]

Uwielbiam Twoje posty odnoszące się do tekstów wyrwanych z kontekstu. Biorąc pod uwagę to, ile wyrwanych wypowiedzi innych przytoczyłaś, czuję się poszkodowany.
Po za tym, wybrałaś naprawdę najlepszy fragment :lol:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group