Tawerna Bibliotekarzy
Kozie forum :)

Ślina na dnie pucharu - Ślina na dnie Pucharu

Amon - 2010-03-30, 21:05
Temat postu: Ślina na dnie Pucharu
Każdy z was przybył do Głębokich Wód wczoraj. Dlaczego? cóż, to jedyna ostoja cywilizacji na pogranicznych terenach między Netherilem A Waterdeep. Pytanie czego można szukać w miejscu z którego jest tak samo blisko do niebezpiecznego Wysokiego Wrzosowiska i do równie niebezpiecznego Wysokiego Lasu? Przygody? Śmierci? A może miasteczko jest tylko przystankiem na drodze w wam tylko znanym kierunku. Tak czy siak każdy cel wymaga, sił by go osiągnąć, a to wymaga choćby jedzenia czy portek na tyłku, krotko mówiąc trzeba mieć jakieś fundusze. To własnie przyświecało wam gdy przemierzaliście miasteczko w poszukiwaniu jakiegoś punktu zaczepienia. W ten sposób prędzej czy później każde z was odnalazło wczoraj ogłoszenie na jednym ze słupów.

Pragniesz sławy i bogactwa? Nie brak ci odwagi by to osiągnąć? Połącz siły z podobnymi do siebie! Razem możemy Więcej! Jeśli jesteś zainteresowany przyjdź do Tawerny Zielony Kufel dziś wieczorem i spytaj o Asaleo Trzy Struny

Może i nie do wszystkich z was to na początku przemawiało, ale mrok się zbliżał a nic innego nie nie przychodziło żadnemu z was do głowy.
Tak więc wieczorną porą każdy z was zawitał we wspomnianej gospodzie i zapytał o Asaleo Trzy Struny.

I tak przy jednym stole spotkała się grupa indywiduów:
Etienne - Średniego wzrostu młodzieniec o krótkich włosach, popielatej barwy . Wielkie źrenice, jego oczu otaczają żółte kręgi tęczówek. Spojrzeć z pod takiego oka znaczy przestraszyć, tym bardziej jak się jeszcze ma takie rogi... i ogon, nie wiadomo czy jak nim macha to zadowolony jak pies czy zły jak kot. Słusznej budowy to mąż, toteż oręż dzierży wedle swojej miary: Przez plecy przewieszony dwuręczny espadon z tępym ricasso, oddzielonym od reszty klingi ostrymi wąsami, szeroką i prostą gardą i rękojeścią zakończoną gruszkowatą głowicą, zaś za pasem lekki buzdygan z głowiczką rozkutą w szarpiące ciało i pancerz pióra.
Ubiór niczego sobie szykowny, w czerni, brązie i bieli. Wysokie jeździeckie buty i ciemne spodnie z nałożonymi nań nagolennicami z wyprawianej skóry, wzmacnianej stalowymi płytkami. Dobrze skrojona, zdobiona falbanami biała koszula i krótki, nabijany ćwiekami kaftan, podbity miękkim futrem. Diable ma gładką gadkę z południowym akcentem ale wiadomo co takiemu po głowie chodzi?

Wysoki i szczupły młodzian o bladym, delikatnie niezdrowym licu przedstawił się jako Dorregaray. Spod bujnej, kędzierzawej czupryny i krzaczastych brwi wyziera chłodne, taksujące spojrzenie piwnych oczu. Odziany na modłę kupiecką w czarny, watowany kaftan z bufiastymi rękawami, spod którego wystają mankiety i kołnierz śnieżno białej koszuli. Resztę ubioru dopełniają obcisłe bryczesy ze skórzanym paskiem, wygodne ciżmy oraz zawadiacki kapelusz z szerokim rondem, za którego paskiem zatknięte jest pióro drapieżnego ptaka. Przy krześle postawił dębowy kostur, a jego dłonie nie wskazują żeby spędził życie na struganiu drewna, ładne i zadbane. Mówi z wyraźnym sembijskim akcentem.

Kolejny przy stole był Karl. Żylasty młodzieniec ogolony i ostrzyżony bez większej wprawy. Wyglądał prawie tak samo jak strażnicy przy miejskiej bramie, tyle że jego ubiór był bardziej znoszony. na plecach nosił tarcze, przy pasie bękarta. Po manierach i mowie od razu rozpoznać się dało człowieka północy

Obok siedział Ivor. Niewiele mówił, więcej obserwował. A wyraz jego przerytej blizną twarzy nie zachęcał do dyskusji. ciemne włosy w nieładzie, gęba niedogolona. Oczy czarne. Ubiera się schludnie. Nogi opinają skórzane bryczesy włożone w grube ciżmy z wysoką cholewą. Na białą, lnianą koszulę wiązaną pod szyją rzemieniem nakłada sięgającą do kolan, ciepłą tunikę oraz watowaną kurtę, którą na torsie okrywa kaftan z mocnej, garbowanej skóry. Na przegubach znajdują się skórzane karwasze, a na dłoniach rękawice z miękkiej skóry. Całości stroju dopełnia długa i przepastna peleryna z głębokim kapturem, spinana pod szyją prostą, żelazną broszą.
Na jego plecach znajduje się plecak z ekwipunkiem, przy którym, na idącym skośnie przez pierś pasie, wisi kołczan z wystającymi piórkami strzał oraz długi, kompozytowy łuk. Przy boku zaś znajduje się jednoręczny miecz o prostej klindze, skryty w czarnej pochwie, oraz niewielki futerał z zakrzywionym nożem.

Był tam i Christiano. Kolejne Diablelstwo, jego oczy były dla odmiany niemal całkowicie czarne niczym oczy kruka. Nie był tak dobrze zbudowany jak Etienne, ale i tak robił wrażenie z rogami i ogonem oraz hebanową skórą. Włosy (również czarne) miał rozpuszczone a gebe gładko wygoloną. Był też z nich wszystkich najwyższy.
Czarny, skórzany płaszcz, skórzany kapelusz, spodnie podróżne, na koszuli z koronkami nosi kamizelkę. Na jego plecach spoczywała najdziwniejsza kusza jaka którekolwiek z was widziało, pełna przekładni i koł zębatych.

No i na koniec i sam Asaleo Trzy Struny. Bard jak się okazało słodził historią o wspaniałej przyszłości jaka miała was wszystkich czekać, polewając przy tym hojnie wina. Jego mowa była piękna a wino mocne. Z olejki na kolejkę atmosfera przy stoliku się rozluźniała. W końcu wodze samokontroli puściły i oddaliście się dzikiemu pijaństwu. ktoś tańczył zbójnickiego na stole, ktoś leżał pod stołem. ostatnie co zapamiętaliście z wieczora to proklamacja drużyny przez splunięcie do jednego kufla i wypicie kolejno jego zawartości.


Dzisiejszego ranka obudziliście się w kwaterze wynajętej przez Asaleo na pietrze gospody. Wasz towarzysz czekał na zewnątrz. Zakomunikował iż "ma plan", ale najpierw powinniście zrobić jakieś zapasy. Całą grupa wyruszyliście na Południowy Skwer w poszukiwaniu czegoś co mogło by wam się przydać w (jak to zakomunikował Asaleo) kilkudniowej podróży.


Jest południe a wy jesteście na targowisku

Horus - 2010-03-30, 22:22

Etienne przeczesał palcami ostrzyżone włosy pomiędzy dwoma krótkimi rogami, zagiętych i podkręconych, wyrastającymi nad górnymi kresami skroniowymi jego czaszki. To "żywe" świadectwo faktu, że jego babkę najpewniej przeleciał demon, albo inny czart gdzieś pośród uliczek Sigil (bo nie wierzył opcji że sama w swej istocie była oddającym się miłosnym harcom z człowiek demonem; marna byłaby z niej matka dla swoich dzieci - na tyle marna, że miałby niewielkie szanse na narodzenie się w ogóle) bardzo utrudniało mu ten tak lubiany przez niego odruch. Zazdrościł pełnej swobody w tym zakresie ludziom...

- Żarcie. - rzucił przyjemnym dla ucha basem, wciągając w nozdrza zapach targowiska - Nie zapomnijcie o zapasach żarcia, panowie, bo swoim dzielić się nie zamierzam. Wspólnoty dóbr też nie przewiduję. Razowy chleb i suszone mięso, jeśli to ma być podróż kilkudniowa. Do tego suchary, gdyby dziwnym trafem jednak się przedłużyła. -
I wlazł między stragany, przytroczywszy wcześniej mieszek do pasa rzemieniem na tyle grubym, że urżnięcie go nawet wprawnemu rzezimieszkowi nie przeszłoby bez alarmowania właściciela. Zważył go jeszcze, żeby ocenić, na ile może sobie pozwolić. Potrzebny był mu duży skórzany bukłak na wodę, albo rozcieńczone wodą wino, płócienny wór na prowiant, oraz jego przyszła zawartość. Do tego przypomniał sobie o grubej wełnianej pelerynie, którą posiał w trakcie podróży do Głębokich Wód, a która człowiekowi traktu w chłodne noce służy za odzienie, posłanie i pościel. Tego też szukał pośród stoisk kupców i handlarzy.

Gaspar - 2010-03-30, 22:46

Ivor splunął na bok usuwając gęstą ślinę z ust, by przynajmniej na chwilę pozbyć się nieprzyjemnego niesmaku pozostałego po wczorajszej hulance. Odrzucił z głowy kaptur i bacznym wzrokiem rozejrzał się po targowisku.
Następnie opatulił się mocniej peleryną i ruszył wraz z resztą pomiędzy kramy, wypatrując straganu z bronią, gdzie mógłby nabyć zapasową cięciwę do łuku.

LordDream - 2010-03-30, 23:16

Christiano rozglądał się po straganach, szukając najpotrzebniejszych rzeczy do przeżycia na trakcie: jedzenia, śpiwora lub czegoś spełniającego podobne zadanie, wody, czegoś mocniejszego do rozgrzania się w czasie podróży oraz elementów zapasowych do kuszy. W międzyczasie jak miał okazję obserwował swoich towarzyszy przy obecnym zleceniu.
Dun Dare - 2010-03-31, 01:15

Karl wysypał zawartość sakiewki na dłoń.... Rozsunął kciukiem niewielki stosik... Chwilę się zadumał... Ciężar poranka sprawiał że myśli powoli wypływały na powierzchnię świadomości. Słońce upierdliwie wdzierało się pod przymrużone powieki...
Zsunął monety do sakiewki.
Jeszcze raz się przeciągnął. Wyprostował. Stuknął cholewami butów i ruszył między stragany.

Wiele dóbr przemykało pod wzrokiem wojownika. W większości bzdurnych, choć nieprzydatnych... Aczkolwiek zabawnych.

Nie na bzdury jednak czas. Czas oprzytomnieć. Potrzebował nowego bukłaka, worka, liny kawał i jedzenia. Płaszcz ciepły też byłby niezgorszy... A i brzytwa.

Alton - 2010-03-31, 15:21

Mag wkroczył na błotnisty plac z odrobiną niezdecydowania, czy nawet rezerwy. Drogę wybierał starannie, uważając, by nie wleźć w jakąś kałużę, albo coś znacznie gorszego. Obojętnie minął stragany pełne różnorakiej ceramiki; jego uwagi nie przykuły również garbowane skóry. Poszukiwał ostrego kozika, zgrabnego bukłaczka oraz suchego prowiantu - zdecydował się jednak o poszerzenie listy artykułów spożywczych wymienionych przez jednego z towarzyszy o jakieś ćwierć gomułki żółtego sera. Nadto, gdyby wpadła mu gdzieś w oko lulka z uncją aromatycznego jabłkowego tytoniu, byłby szczerze ukontentowany.
Amon - 2010-03-31, 21:41

Ostatecznie znaleźliście wszystko czego szukaliście. Ceny nie były szczególnie wygórowane, ale i nie było jakiś wybitnie dobrych promocji. Dla kogoś kto cierpi na przewlekły brak przychodów i postępujący odpływ oszczędności, każde zakupy są bolesne, tak więc ci z was którym szczęśliwie udało się nabyć wszystko co chcieli, udało się również pozbyć ostatniej gotowizny.

Asaleo również nie próżnował, Był przez chwilę obecny dosłownie na każdym stoisku na którym można było znaleźć choćby piszczałkę. Nie odpuszczał żadnemu urządzeniu służącemu do wydawania dźwięków. Brzęczący ćwiekami jegomość co chwile pojawiał się koło któregoś z was prezentując swoje nowe muzyczne odkrycie. Właśnie krzyczał do was spod południowych murów gdzie wymachiwał nowiutką harfą:
- Panowie! pozwólcie...
Nie dane mu już było dokończyć, za jego plecami południowa ściana eksplodowała, posyłając odłamki i tumany kurzu dookoła. Asaleo zniknął razem z trzema najbliższymi kramami, mieszczanie zaczęli krzyczeć i uciekać gdy przez wyrwę w murze ruszyły
gobliny.

LordDream - 2010-03-31, 22:56

- Chyba na łeb upadłeś, jak mam ci dać... - eksplozja wyrwała Christiana z zażartego targowania się o suchy prowiant. Szybko zorientował się, z której strony doszedł go odgłos wybuchu, zauważył również, jak Asaleo zniknął w tumanie kurzu. Kiedy w polu widzenia pojawiły się gobliny, z iście stoickim spokojem zdjął z pleców kuszę, sprawdził jej stan, załadował i wycelował w najbliższego goblina. - Chłopaki, mamy gości.
Horus - 2010-04-01, 10:16

Tiefling zdjął z pleców swój espadon i wkroczył przed maga, rozciągając i rozgrzewając mięśnie karku. Uniósł miecz nad głowę i zatrzymał w pozycji wołu, wspierając lewą dłoń na ricasso.
- Miotaj swoje zaklęcia zza moich pleców, Dorregaray - rzucił krótko - I trzymaj się po za zasięgiem mojej klingi.
Mięśnie miał luźne, uniesione wargi odsłaniały krótkie, nieludzkie zęby w uśmiechu do swoich myśli. Jedynie ogon, jakim wywijał jak kot szykujący się do skoku, zdradzał rosnące podniecenie nadchodzącą walką. Czekał, aż pierwszy humanoid zbliży się na długość miecza.

Alton - 2010-04-01, 11:55

Dorregaray uśmiechnął się krzywo na widok Asaleo prezentującego nowy nabytek. Krzywo, bo w ustach trzymał fajkę. Fajkę, którą niemal wypluł, porażony hukiem niespodziewanej eksplozji.
- Postaram się nie przypalić ci ogona. - odparł sucho, uprzednio schowawszy za pazuchę nieopaloną jeszcze lulkę. Stanąwszy w lekkim rozkroku, wycelował końcem kostura w najbliższego z nadciągających zielonoskórych. Umieszczony w trzymadle pokaźnych rozmiarów bursztyn, rozbłysnął jasnym światłem, a wystrzelony strumień surowej, magicznej energii począł w locie przeobrażać się w łeb barana, by niechybnie wyrżnąć w jednego z przeciwników.

Gaspar - 2010-04-01, 13:08

Ivor zmierzał w stronę Asaelo, sprawdzając jakość właśnie kupionej cięciwy, którą założywszy wcześniej na łuk, naciągał i wypuszczał z dłoni kiwając z zadowoleniem głową. Zrównał się z magiem, kiedy huk eksplozji wstrząsnął całym targowiskiem.
Chwilę rozglądał się na boki, po czym wskoczył na najbliższy stragan, z którego miałby dobry widok na wchodzące przez wyrwę w murze gobliny.
Sięgnął prawą ręką po strzałę i założył ją na cięciwę. Gdy pierwsze cele pojawią się w zasięgu widzenia, wypuszcza pocisk w jeden z nich.

Dun Dare - 2010-04-01, 22:13

Karl nie ruszył od razu podziwiać nowego nabytku Asaleo. Był zajęty oglądaniem maleńkiej, drewnianej figurki z drewna. Dźwięk wybuchu wyrwał go z zadumy. Figurka potoczyła się po ziemi... Szybkim wyćwiczonym ruchem dobył tarczy i miecza. Omiótł wzrokiem sytuację i pośpieszył w kierunku Etienne.
Amon - 2010-04-02, 19:26

Gobliny, w sile tuzina szarżą pojawiły się na skwerze. Zaledwie pierwszy bełt z kuszy Christiano posłał jednego z dzikusów w objęcia swego boga. Ledwo nieszczęśnik padł na plecy, drugi bełt poleciał tą sama drogą, natrafiając tym razem na tarcze kolejnego stwora. Tarcza nie pomogła mu jednak na strumień magicznej energii który uderzenie serca później urwał mu łeb, nim padł na ziemię, jeszcze strzała Ivora przeszyła mu klatkę piersiową. Gobliny nie starały się gonić uciekających w popłochu tubylców, kierowały się na swoją drugą, czyli prosto na "Osobliwości Garwina".

Gobliny nie zmierzają w kierunku żadnego z was

Horus - 2010-04-03, 23:35

- Szpicujcie się, trepy! - warknął najwyraźniej mocno poirytowany obrotem spraw - Skoro tak wam się śpieszy, to ja przeszkadzać nie będę.
I ruszył z nisko opuszczonym mieczem, gotowym do wznoszącego cięcia, w stronę gruzowiska, w którym zniknął Asaleo. Zaginiony w kurzawie pracodawca trapił go bardziej niż banda zniecierpliwionych gobosów, bardzo śpieszących się na zakupy.

LordDream - 2010-04-04, 18:05

Christiano wypuścił jeszcze serię bełtów w plecy uciekających goblinów, po czym zaczął na chłodno oceniać sytuację. Nie jest dobrze, nie wiadomo skąd te gobliny się pojawiły, ani tym bardziej w jaki sposób zdołały zrobić taką wyrwę w ścianie południowej - rozmyślało diable. Kuszę założył z powrotem na plecy i sprawdził, czy rapier gładko wysuwa się z pochwy. Podążał parę metrów za tieflingiem, cały czas lustrując otoczenie w poszukiwaniu oznak niebezpieczeństwa.
Alton - 2010-04-06, 14:03

- Uczynił to olej skalny, albo magia. Magia kogoś, lub *czegoś* potężnego na tyle, by zapanować nad taką mocą. Strzeżcie się, albowiem nadal może być w pobliżu. - mówiąc to, starał się wzrokiem przebić kurzawę wzniesioną siłą eksplozji, która przysłaniała mu widok wyrwy w murze.
Gaspar - 2010-04-06, 20:31

Ivor naciągnął już cięciwę z nałożoną strzałą, jednak nie posłał jej w stronę goblinów, zdziwiony nieco obrotem spraw.
- Dorregaray ma rację, lepiej trzymajmy się razem - rzekł zachrypniętym głosem, ruszając z resztą w stronę gruzowiska. Łuk z nałożonym pociskiem trzymał w gotowości.

Dun Dare - 2010-04-07, 04:21

Karl nie zamierzał czekać na rozwój wypadków. Zaczął przemykać za straganami w stronę Osobliwości Garwina. Liczył na to iż usłyszy głos goblinów pośród krzyków i rozgardiaszu.
Amon - 2010-04-08, 19:56

Oczywistym było że goblińska wataha nie wybiera się na zakupy. Stwory czmychały przed bełtami Christiano. Część z nich chciała już rzucić się w strone diabelstwa lecz głos przywołał ich do porządku:
- Kurmak aka! hic morek ad bor totem! - rzucił goblin z długim kijem który właśnie wyłonił się z kłębowiska kurzu. Słysząc go gobliny przyśpieszyły by chwilę później wtargnąć do Osobliwości Garwina, przez rozbite uprzednio okno. Ze sklepu zaczęły natychmiast dobiegać krzyki przerażonych ludzi.

Chmura kurzu powoli opadła, wśród porozrzucanych przedmiotów i połamanych kramów nie dostrzegacie żadnego śladu Asaleo.

Horus - 2010-04-09, 18:44

Zatrzymał się i ogarnął wzrokiem całą ruinę, pośród której w pyle kurzu zniknął Asaleo. Nie śpieszył się; nie chciał dostać goblińskim dzirytem w rzyć, a wierny był zasadzie, by plecami odwracać się jedynie do martwego wroga. Trzeba było uprzednio sprawdzić, czy żaden z wrogów nie ubezpiecza tyłów. Gdy był nieco pewniejszy, obrócił się na obcasie buta i znów przewiesił sobie miecz przez plecy, ruszając szybkim krokiem w kierunku, jaki obrały gobliny. Lewą dłonią wydobył buzdygan zza pasa, po czym przerzucił go sobie do prawej dłoni. Łatwiej nim walczyć w ścisku, a tiefling miał w pamięci żywą historię wielkiego szermierza i łowcy potworów, wybornego miecznika, którego marny kmieć zakłuł w tłumie widłami. Mądrością jest uczyć się na swoich błędach; głupotą - nie uczyć na cudzych.
- Do Osobliwości Garwina, panowie - rzucił po krotce, zrównując się z towarzyszami - Chyba, że któryś ma lepszą koncepcję?

Alton - 2010-04-10, 23:30

- Owszem ja mam - wyeliminujmy tamtego goblińskiego krzykacza z kijem. - rzekł wskazując końcem kostura w stronę wyłaniającego się z kurzawy szamana. Bursztyn jarzył się delikatnym światłem.
- Ivor, Christiano! - rzucił odwracając się do towarzyszy - Zastrzelcie go! - samemu zaś zaraz odwrócił się z powrotem w stronę zielonoskórego, by przygotować się na odparcie ewentualnych wrażych czarów.

(kontrczarowanie)

LordDream - 2010-04-11, 01:18

- Dajcie mi chwilę, to zlikwiduję delikwenta. - kusza z powrotem znalazła się w rękach.

Christiano zlustrował otoczenie, oceniając skąd będzie miał najlepsze pole do strzału. Pozycja klęcząca, przyłożenie kuszy do ramienia. Po chwili namysłu, zdecydował się trafić go na wysokości szyi, przebijając mu tym samym tchawicę. Pewna śmierć dla każdej istoty humanoidalnej.

(zaskakujący atak)

Gaspar - 2010-04-11, 18:10

- Się robi - rzekł zachrypniętym głosem i skinął głową w stronę czarodzieja.
Chwil później stanął w lekkim rozkroku i strzelił w stronę stojącego na gruzach muru goblina. Błyskawicznie sięgnął po drugą strzałę, i posłał w ślad pierwszej, zanim tamta osiągnęła cel. (szybka salwa)

Dun Dare - 2010-04-12, 00:25

-Przybyli po jakiś totem! Na gobliny! - donośny krzyk Karla potoczył się po skwerze. Nie czekając na resztę wyskoczył zza straganów by wrazić ostrze miecza w ostatniego z goblinów goniących do Osobliwości Garwina.
Amon - 2010-04-12, 21:57

Goblin dzierżący kostur ruszał właśnie za resztą bandy, gdy bełt, Christiano utkwił w jego barku. Stwór zawył z bólu ale zachował na tyle zimnej krwi, by przywołać do siebie dwóch goblinów. Para uzbrojona w długie piki zaszarżowała na Christiano, diabelstwo uchyliło się przed pierwszym ciosem, lecz drugi napastnik zdołał dosięgnąć kusznika. Grot goblińskiej dzidy przebił dłoń mężczyzny.
Trafiony wcześniej przez Christiano goblin roześmiał się lecz jego radość nie trwała długo, dwie strzały w krótkim odstępie czasu przebiły jego płuca, stwór osunął się bez życia na ziemię.
W tym czasie długonogi Karl dogonił właśnie sięgającego mu po pas goblina i wsunął mu za szyję swoją klingę. Bandyta zabulgotał krwią i zatrzymał się w miejscu. Wyglądał teraz trochę jak szaszłyk na patyku.

Jednak przynajmniej połowa napastników była już we wnętrzu "Osobliwości Garwina".

Horus - 2010-04-13, 20:00

Kilkoma szybkimi krokami zbliżył się do atakujących Christiano goblinów na długość miecza, obchodząc go przy tym po łuku, tak, by znaleźć sobie dogodną pozycję . Buzdygan przerzucił do lewej dłoni, a ta zasunęła go znów za pas. Jednocześnie prawa znów zdjęła z pleców miecz; broń znacznie bardziej adekwatną do walki z pikinierami. Lewa noga w kolejnym kroku do przodu i nieco w lewo, dla zachowania równowagi. Prawa dłoń tuż pod krzyżowym jelcem, lewa zabezpiecza chwyt na gruszkowatej głowicy. Uderzył z prawej, równoważąc pracę nóg, cięciem szerokim i horyzontalnym. Obrał sobie za punkt uderzenia górne kręgi szyjne, tuż pod podstawą czaszki. Nie musiał unosić wyżej ostrza; wzrost stwora tylko mu pomagał.

(pewne uderzenie)

Gaspar - 2010-04-14, 21:02

Pospiesznie przerzucił łuk przez plecy i dobył miecza. Następnie długimi susami ruszył w stronę walczących.
Za cel obrał sobie flankę stojącego bliżej niego goblina, na którego zaszarżował trzymając broń oburącz przed sobą. Ostatnie kilka kroków pokonuje szybciej. Jeżeli goblin nadstawi ku niemu pikę, to stara się zbić ewentualne pchnięcie na prawo, by później ciąć skośnie ku dołowi w lewo, przez klatkę piersiową i brzuch stwora. Jeżeli przeciwnik nie zdecyduje się na jakąkolwiek obronę, wznosi broń nad głowę i zamaszystym cięciem stara się rozszczepić łeb pikiniera na pół.

Alton - 2010-04-14, 21:44

Nie zwlekając ani chwili dłużej huknął kosturem w grunt krzycząc słowo rozkazu. Nieregularny bursztyn o imponującej wielkości będąc wprawionym w trzymadło laski, rozbłysnął nagle skrzącym się światłem, ozłacając przy tym niejako odzienie maga. Trzeszcząca od mocy, surowa kula energii runęła na flankującego Etienne'a goblina uderzając go w pierś, nim uformowała się w jakąkolwiek postać.
LordDream - 2010-04-15, 22:58

Pewny był, że trafi, ale w momencie strzału cel się poruszył. Bełt trafił w cel, ale nie zabił. Ledwo co uniknął pchnięcie pierwszego goblina, lecz drugi przebił mu grotem dłoń. Rana groźna, lecz pod wpływem adrenaliny nie odczuwał jej skutków. Atakującego goblina kopnął w klatkę piersiową, starając się zwiększyć dystans pomiędzy nim a wrogami. Szybki odskok w tył i krótka ocena sytuacji.

(Jeżeli jakiś goblin przeżyje starcie z pozostałymi odda serię bełtów w najbliższy cel, w innym razie schowa kuszę na plecy i wyjmie rapier z lewakiem).

Dun Dare - 2010-04-16, 04:16

Szybkim szarpnięciem wydobył miecz z truchła. Nie odwracał się, ni nie oglądał za siebie. Miał już kolejny cel. Kolejna goblińska szyja.
Znów ... Tarcza na front. Miecz do tyłu. Kilka żwawych kroków i pchięcie...

Amon - 2010-04-16, 19:35

Gobliniec skrzywił się nieco po kopniaku zadanym przez Christiano, lecz już ponownie na niego nacierał, wspólnie z dwoma kamratami. Coś świsnęło, jeden ze stworów krzyknął w ostrzeżeniu do swojego ziomka ale to już nie pomogło - miecz Etienne skrócił nieszczęśnika o głowę. Łeb pofrunął gdzieś na bok, z korpusu siknęła jucha oblewając parę goblinów i diabelstwo. Oba stwory stały niepewnie między dwoma rogaczami, asekurując się pikami, ich konsternacja była bardzo krótka - Megiczny pocisk rzucił jednego z nich jard w tył, drugi uciekł w przeciwną stronę, przyśpieszył jeszcze bardziej gdy cal od jego ucha przeleciał bełt. Porażony przez Dorregaray'a goblin, mimo poparzonego brzucha szybko podniósł się z ziemi i kuśtykając zaczął uciekać.

Karl szykując się do pchnięcia nie spostrzegł, że miedzy jego nogami zrobiło się dość tłocznie... dwie pary dłoni chwyciły zwinnie niego kostki i pochągneły nogi do tyłu, w tym samym czasie inna, nieprzyjemnie silna dłoń skutecznie przekręciła mu "torby". Tylko szczęście uratowało mężczyznę przed spotkaniem Kelemvora, gdy uchylił głowę przed spadającą na niego ciupagą. Chłodny metal musną policzek.

Ivorowi, udało się przeciąć uniesioną w obronnym geście pikę i zatopić ostrze miecza głęboko w barku goblina. Jednak gdy starał się je wyszarpać, opierając stopę na klatce piersiowej wrzeszczącego w mękach stwora, inny goblin skoczył mu na plecy i wbił sztylet w bark mężczyzny.

Horus - 2010-04-16, 21:55

- Dorregaray, Christiano! Do Karla! - krzyknął z metaliczną nutą w głosie, zmierzając szybkim krokiem ku Ivorowi.
Gdy goblin szamoczący się na plecach łucznika znalazł się w zasięgu, tiefling skrócił chwyt łapiąc lewą ręką ricasso miecza, po czym uderzył ukośnie od lewej z dołu, cięciem wznoszącym, przez lędźwie, kręgosłup i prawy bark stwora. Ciął krótko i płytko, tak, by nie narazić towarzysza na rany.

Alton - 2010-04-16, 22:21

Magowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Stojąc w lekkim rozkroku, ujął kostur oburącz i wykonał nim w powietrzu pchnięcie w kierunku otaczających Karla zielonoskórych. Klejnot rozbłysnął i kolejna skrząca się od energii kula pomknęła w stronę napastników. Pocisk rymnął w stojącego nad tarczownikiem goblina z siekierką.
Dorregaray z niedowierzaniem pokiwał głową, otaksowawszy wzrokiem okolicę.
- Gdzie w takich momentach jest kurewska straż?!

LordDream - 2010-04-16, 22:35

Christiano skrzywił się z niesmakiem. Oczywiście cięcie musiało być takie, abym cały był uwalony goblińską juchą. Za duża szansa, że trafię kogoś ze swoich. Założył kuszę na plecy i dobył broni szermierczej: rapieru i lewaka.

- A do czego innego oni się nadają oprócz chlania piwska i macania dziewek służebnych? Nawet jakby tutaj byli, to i tak staliby z założonymi rękami czekając na wynik walki.

Był najbliżej Karla. Ocenił, że da radę doskoczyć, a pchnięcie jakie zada będzie śmiertelne dla goblina.

(Christiano robi to co opisałem, używając przeszywającego ataku).

Gaspar - 2010-04-17, 10:26

Ivor ryknął z bólu czując, jak ostrze sztyletu wbija się w jego ciało.
Porzucił szarpanie się z zaklinowanym mieczem i dobył lewą ręką długiego, zakrzywionego noża, którym machnął za siebie, starając się zatopić ostrze pod żebrami goblina. Widząc nadchodzącego tieflinga obrócił się do niego plecami, ułatwiając nieco trafienie w cel.

Dun Dare - 2010-04-18, 19:06

Siekiera wymsknęła się z rąk martwego już gobina i uderzyła o włos od głowy Karla. Ten, niemal odruchowo, w przypływie paniki od turlał się w bok. Wstał do uklęku i osłonił się tarczą przed wściekłymi ciosami goblinów. Brzęk metalu ciągle brzmiał mu w uszach...
Amon - 2010-04-19, 20:44

Ivorowi, udało się jedynie przeciąć goblińskiego achillesa, co sprawiło że wrzeszczący stwór poruszał konwulsyjnie kończynami, w tym ręką trzymającą wbity w ciało mężczyzny sztylet. Na szczęście dla Ivora, Etienne, diablo wprawnie "oporządził" goblińskie mięsiwo, można by rzec, niczym żeźnik młodego warchlaczka. Gdy ciało nieszczęśnika otworzyło się, w deszczu juchy można było wyraźnie poczuć fetor bijący z rozdartych kich.

Dorregaray z Archenbridge, kolejny raz przywołał tajemne moce sztuki, promień prawdziwej magii popłyną niczym kometa w stronę nastającego na życie (i męskość) Karla, goblina. Nikczemnik, przymierzał ciupaskę do kolejnego uderzenia, gdy pocisk energii, gwałtownie i permanentnie rozproszył materie orzywioną miedzy jego wilczymi uszami...
To kupiło Karlowi możliwość odwrotu, skulony pod tarczą niemal wymiotował z bólu w kroczu...
Jeden goblińców, widzac chwilową słabość wysokiego wojownika postanowił wykorzystać sytuacje, jednak niczym z podziemi pojawił się Christiano. Diable z impetem i gracją wbiło ostrze rapiera w ćwierćcalową przerwę, między płytkami prymitywnej zbroi łuskowej stwora, finezyjnym ruchem nadgarstka przekręcił klingę i odnalazł serce. Wyszarpując rapier upuścił trzymany w drugiej rece lewak. Cóż, trudno jest trzymać broń w dziórawym krwawiącym nadgarstku...

Udało wam się unieszkodliwić wszystkie gobliny jakie były na zewnątrz

W tym samym czasie z "Osobliwości Garwina" wyskoczyło pieć pozostałych goblinów i rzuciło się w kierunku wyrwy w murze. Stwory trzymają w dłoniach nieco zrabowanego ekwipunku.

Alton - 2010-04-21, 16:07

Przestąpił z nogi na nogę lustrując wzrokiem otoczenie. Wybiegające z budynku gobliny dość szybko rozwiały jego wątpliwości dotyczące zakończenia walki. Nie zwlekając począł splatać kolejne zaklęcie. Słowa wypowiadane w sekretnym języku brzmiały metalicznie i obco. Z każdą chwilą, z każdą wypowiadaną frazą, czuł jak wokół niego skupia się magia. Zamaszystym ruchem ręki wykonanym w stronę pierzchających z łupem zielonoskórych wyzwolił moc zaklęcia.

(uśpienie)

Horus - 2010-04-21, 21:57

Uchwycił miecz w jedną rękę i ruszył z wolna w stronę uciekających do wyrwy w murze goblinów. Nie lekceważył ich, więc nie zmierzał wprost w środek grupy; zamiast tego flankował ją, przyśpieszywszy kroku. Ucieszył się na zaklęcie rzucone przez Dorregaraya. Może nawet nałapią sobie języków...?
Skupił swoją uwagę na tych stworach, które mogą się okazać odporniejsze na Sztukę czarodzieja. Nie śpieszył się. Doskonale wiedział, że ludowe przysłowie o diable cieszącym się na pośpiech to ledwie suche pieprzenie plebsu.

Jego ogon energicznie kreślił w powietrzu ósemki.

LordDream - 2010-04-22, 07:35

Rapier idealnie trafił w serce, tak jak się tego spodziewał. Jednak lewa dłoń będzie potrzebowała co najmniej paru dni leczenia. Podniósł lewak z ziemi i zasadził go za pas. Stopy szeroko, lewa ręka nad głową. Mocno pochylił się do przodu, kierując ostrze daleko ku nadbiegającym goblinom. Czekał, aż któryś zbliży się na zasięg jednego pchnięcia.
Gaspar - 2010-04-22, 20:46

Ivor w podzięce skinął lekko w stronę diabelstwa i schował nóż do futerału.
Splunął na ziemię. Mimo przeraźliwego bólu w barku zacisnął mocniej zęby i starał się, używając jedynie prawej ręki, wydostać z cielska leżącego przed nim goblina swój miecz. Lewą nogę oparł na klatce piersiowej stwora, by ułatwić sobie nieco zadanie.

Dun Dare - 2010-04-23, 06:00

Karl... Podniósł się... Ociężale. Ustawił... W pozycji bojowej.. Jak w szyku. Jak uczono. Jak cholernie boli...
Amon - 2010-04-24, 19:51

Stwory nie były zainteresowane walką tak bardzo jak biegnięciem z łupami ku wyrwie w murze. Dlatego też w przelocie minęły Karla i Christiano.
Tym razem z dłoni Dorregaray'a nie poleciały żadne fajerwerki. To była walka umysłów.
Mag wywierał swoją wolę, przeciw wrogom. Zalewał ich falą magicznego zmęczenia.
Jeden goblin, ten któryego starał się flankować Etienne, wyraźnie zwolnił, styrany jakby biegał już od wielu godzin. Inny padł na ziemię nieprzytomny. Ale trzy nawet nie mrógnęły okiem i kontynuowały swój dziki bieg.
Ivor wyciąnął swoją broń z goblińskiego cielska.

Alton - 2010-04-24, 23:45

- Dorżnijmy ich... - powiedział bardziej do siebie niż do towarzyszy, wciąż wodząc wzrokiem za trójką wściekle uciekających goblinów. Rozczapierzając przed sobą palce lewej dłoni począł skandować kolejne zaklęcie. Błękitna sfera, która nagle pojawiła się w jego dłoni, poczęła skupiać w sobie malutką część bezbrzeżnego chłodu tego świata. Ostrożnym ruchem zbliżył ją do swych ust, by dobywszy z nich delikatny podmuch, pchnąć w stronę trójki uciekinierów lodową granulkę, błyskawicznie przeobrażającą się w mroźną chmurę.

(Chmura Mrozu)

Horus - 2010-04-25, 20:06

Diabelstwo odsłoniło pełen garnitur swoich nieludzkich zębów z nadwyżką kłów w paskudnym uśmiechu.
Etienne gwałtownie przyśpieszył kroku, tak, by zrównać się z flankowanym goblinem (przy zachowaniu odpowiedniego dystansu). Wzniósł miecz w posta di falcone i zszedł nim w w dół, w cięciu ukośnym, wprost na ścięgna kolanowe uciekającego.

Gaspar - 2010-04-28, 14:02

Rzucił się szybkim biegiem za trójką czmychających goblinów z zamiarem wrażenia im miecza prosto w rzyć.
Gdy zbliży się do któregoś ze stworów na odległość ostrza, tnie skośnie przez plecy, nie zaprzestając pościgu za resztą.

LordDream - 2010-04-28, 15:08

Christiano schował rapier i spokojnym krokiem podszedł do nieprzytomnego goblina. Poderżnął mu lewakiem gardło, starając się nie pobrudzić krwią. Ocenił, że nie zdąży już ani dogonić uciekających goblinów czy chociażby strzelić w plecy. Wytarł rapier i lewak w szmaty leżącego goblina, poprawił kapelusz i czekał, aż reszta kompanów powróci.

Ciekawe, co stało się z Asaleo.

Amon - 2010-04-28, 18:42

Lodowa mgławica błyskawicznie pochłonęła trójkę uciekinierów. Nie było słychać żadnych odłosów.
Etienne swoim cięciem sprawił że nogi goblina, przy akopaniamęcie wrzasku, złożyły się jak harmonijka.
Christiano zarżnął całkowicie bezbronnego goblina, na tyle wprawnie by się przy tym nie pobródzić.
Lekko przygarbiony z powodów oczywistych Ivor, w pogoni za goblinami nieopatrznie wbiegł w lodową chmurę. Mróz niemal odebrał mu dech, odróchowo zamknął oczy. ziemia pod jego nogami była jak lodowisko, więc stracił równowagę i zatoczył się do przodu. zanim upadł zdążył jeszcze machnąć na odlew mieczem. Ostrze uderzyło o coś.

Chwilę pózniej mroźna mgła opadła. Dwa oszronione ciała goblinów lerzały obok siebie nieruchomo na zmrożonej ziemi. Ivor klęczał dygocąc z zmimna. Po jego lewej leżał ostatni goblin z rozoranym bokiem - martwy jak pozostałe.

Kiedy adrenalina zaczeła opuszczać ciało Karla, mężczyzna poczół znów ból w kroczu. ból i ciepło. Włożył w spodnie dłoń by wybadać sytułację. Wtedy jego twarz pobladła a kiedy wyciągnał dłoń jęknął - była cała we krwi. Łamanym głosem wyksztusił tylko:
- straciłem jądro...

Alton - 2010-04-28, 21:21

Postukując kosturem o zmrożoną ziemię zbliżył się do klęczącego Ivora. Z delikatną dezaprobatą pokiwał głową wyciągając ku mężczyźnie rękę.
- Nigdy nie właź między maga, a jego zaklęcia, przyjacielu. - rzucił, przyjaźnie się uśmiechając. Zwróciwszy wzrok ku reszcie, odszukał tieflińskiego lancknechta, skinając mu lekko głową.
- Zgodnie z umową - nie pchałem Ci się pod miecz, a Ty mnie na linię ognia. I widać dobrze się dogadaliśmy, bo żaden z nas dziś nie oberwał. Liczę na dalszą, owocną współpracę.

Gaspar - 2010-04-28, 21:53

Chwycił dłoń maga i podźwignął się na nogi. Splunął na truchło goblina.
- Jak to mawiają - człowiek uczy się na błędach - odrzekł, pocierając dłonie. - Następnym razem będę uważniejszy.
Z sykiem wsunął miecz do pochwy i spojrzał niepewnie na swój bark. Ścisnął go prawą dłonią by przynajmniej trochę zatamować krwawienie. Z jednej strony wejście w magiczną chmurę wyszło mu na dobre - krew powinna sączyć się nieco wolniej.
- Ja w przeciwieństwie to was będę potrzebować wizyty u cyrulika - rzekł zbliżywszy się do reszty. - Razem z Karlem, jak widzę.

LordDream - 2010-04-28, 22:04

Nie tylko ty Ivor, nie tylko ty - powiedział Christiano krocząc w ich kierunku - Ale najpierw lepiej poszukajmy naszego pracodawcy i sprawdźmy, czy coś ciekawego nie zniknęło z Osobliwości Garwina.

Rana nie wyglądała tak groźnie jak się wydawało. Ale cyrulik na pewno się przyda. Nie wiadomo jakie cholerstwo gotowe się jeszcze wdać w ranę, a do ręki zdążyłem się przywiązać - uśmiechnął się w myślach Christiano.

Horus - 2010-04-29, 13:48

- I nie przeliczysz się, Dorregarayu z Archenbridge - odparł basowo, z lekkim uśmiechem, nie odsłaniając zębów - Czas, w którym obaj wzrośniemy w siłę, zatrząśnie Wieloświatem w posadach.
Stał nad poharatanym, broczącym krwią goblinem, mierząc sztychem miecza w jego gardło. Jego długość zapewniała mu bezpieczeństwo przed krótkimi łapkami goblina; na wypadek, gdyby znalazł w sobie jeszcze dosyć życia, by pociągnąć diabelstwo za sobą do Otchłani.
Brzeszczot wsunął się gwałtownie w podgardle małego humanoida, rozwiewając jakiekolwiek spekulacje wokół tego, czy ten jeszcze dycha.
- Chciałem złapać sobie języka i wypytać, po co cała ta szopka - wyjaśnił krótko czarodziejowi - Ale z tego małego kolegi nie będzie już chyba żadnego pożytku.
Ogon Etienne'a powoli kreślił w powietrzu łuki.

Alton - 2010-04-29, 14:25

- Jak i z reszty... - odparł wskazując kosturem na leżące opodal zmrożone zwłoki zielonoskórych - Wydaje się, że ozór im w gębach kołkiem stanął.
Wzruszywszy ramionami, niespiesznym krokiem udał się w stronę martwego gobosa niegdyś władającego kijem, a i przejawiającego nadzwyczajne zdolności językowe.
- Co do Asaleo - zaczął, nie odwracając się przy tym w stronę chłopaków - ... to jestem przekonany, że nic mu nie jest i za chwilę ujrzymy go całego i zdrowego. - przystanął nad truchłem i kopnął je z rozmachem w bok upewniając się, że dusza uszła już do Krainy Wiecznych Łowów. Uczyniwszy to, nachylił się nad stworem, by przyjrzeć się czy nie ma czasem jakichś interesujących przedmiotów - sakw, mieszków, biżuterii, religijnych talizmanów, czy interesujących komponentów do zaklęć.

Amon - 2010-04-29, 18:55

Karl dokuśtykał do reszty, zaciskając co chwile zęby. Nogi trzesły mu się jak galareta, toteż wspierał się na mieczu. Przetarł blade czoło.
- Ojapierdole... - westchnął.

Jedyną sensowną rzeczą jaką posiadał przeszukiwany przez Dorregaray'a goblin, był zwój z tekstem zapisanym smoczym skryptem. Brzmiało to tak: Uktam hat berom ok somatar qus totem vorm fip Garwan. Homos torak uho qufire. Kalachala ako. Erom totem mus kait hora. Mus bak rako Wanah! Fah kait soso wor kabrak hamoda totem!

Mil horakas Sancossug

Nic to magowi nie mówiło, ale Karl, który drżącą dłonia właśnie masował skroń rzucił: - Daj mnie na ciutke usiąść przy zimnej pint'cie w ręce i woreczku równie zimnego lodu między nogami, a to przełożę.

W koło piatki towarzyszy, zaczeli powoli krzątać się ludzie, który widząc że zagrożenie ustało, ciekawi byli swych wybawców. Pojawił się również spóżniony patrol straży miejskiej. Z dziesiątki uzbrojonego chłopa wystąpił maż z dwoma gwiazdkami na naramienniku. Ogarnął spojzeniem okolicę po czym zwrócił się do was:
- Widzę że zrobiliście tu kawał dobrej roboty nieznajomi, Jako oficer straży miejskiej winny wam jestem podziękowania - odwrócił się w stronę swoich podkomendnych i wydał im kilka lakonicznych poleceń odnośnie zabezpieczenia porozrzucanego mienia kupców, sprawdzenia stanu mórów i czegoś tam jeszcze.

Kurz zupełnie już opadł. W miejskich murach była spora wyrwa, kamienie były porozrzucane tu i tam, kramy połmane. Było widać krwawe plamy na bruku, ale przynajmniej na razie nie dostrzegliście rzadnych ciał. Na oko wprawna grupa murarzy powinna do jutra wieczorem poradzić sobie z naprawianiem szkód.

Gaspar - 2010-04-29, 19:16

- Dziękować to możesz dziewce, że ci dupy dała - odparł wprost. - Za ten "kawał dobrej roboty" należy się coś więcej.
Ivor odjął swoją prawicę od barku i krytycznym wzrokiem spojrzał na zakrwawioną dłoń.
- Jako oficer straży miejskiej powinieneś bardziej pomyśleć o tym, czyje głowy poleciałyby pod katowski topór, jeśli te gobliny ograbiłyby większą część targu.
Lewą ręką przeczesał zmierzwione włosy i obejrzał pobojowisko.
- Muszę, do kurwy nędzy, załatać sobie ramię.

Horus - 2010-04-29, 21:24

- Czekali, by sprawdzić, czy te małe skurwysyny sobie z nami poradzą - dorzucił, śladem maga zbliżając się do swojej grupy - Pięć trupów więcej uwiarygodniłoby niewiarygodny trud, jakiego musiała się podjąć straż miejska, żeby opanować sytuację.
Przerzucił miecz przez plecy i przetarł suchą dłonią stygnącą na twarzy goblińską krew. Zbliżył się do Ivora, rzucił okiem na jego bark i uśmiechnął się lekko.
- Stoisz na nogach, a to oznacza, że tętnica barkowa jest nietknięta; wiem, bo lubię tak zabijać - wyjaśnił krótko - Sam mogę cię zszyć, a tkanki się zrosną. Ale jeśli chcesz postrzelać z łuku w ciągu kilku najbliższych dni, to miast konowała bardziej zdałaby się tu odrobina leczniczej magii. To samo tyczy się nadgarstka młodego.

Alton - 2010-04-29, 21:40

- O piwie zapomnij bo alkohol zwykł źle wpływać na gojenie ran. Nadto sprowadza na umysł otępienie, a skoro masz odczytać ten tekst musisz być trzeźwy na umyśle. A co do lodu w gaciach, to myślę, że da się coś z tym zrobić. Zaciśnij zęby. - mag wykonał gest ręką i wypowiedział słowo mocy, umyślnie pomijając inkantację wzmacniającą zaklęcie. Chciał wszak ulżyć towarzyszowi w cierpieniu, a nie zamienić mu ptaka w mrożonego brojlera. Zetknięcie z magicznym promieniem chłodu z pewnością nie należało dla Karla do najprzyjemniejszych wrażeń, lecz w tym przypadku mogło nieść ze sobą ukojenie.
Gaspar - 2010-04-29, 21:54

- W takim przypadku wolałbym odwiedzić kapłana - odrzekł diabelstwu, krzywiąc się z bólu. - Tyle, że kiesa pusta, a z tego co słyszałem świątynie niezmiernie chętnie przyjmują wszelkie datki - dodał spoglądając z ukosa na strażnika.
Dun Dare - 2010-04-30, 22:38

-Uchhh... - świst ulgi wydobył się z gardła żołnierza. Przysiadł sobie na fragmencie straganu. Nie w głowie były mu dysputy, ni swady. Zamroczenie wywołanw bitewnym zamętem powoli ustępowało. Na światło dzienne wypływała ponura rzeczywistość.

-Dorregaray... Daj se na wstrzymanie. Otępienie to to co potrzebuję. Więcej. Wymagam od życia. Aż tak śpieszy się Ci z tym świstkiem?

LordDream - 2010-05-01, 19:31

- Myślę, ze będzie nas stać na to, aby rzucić jakiś grosz na datki - w międzyczasie przeszukiwał swój plecak w poszukiwaniu pieniędzy. Z uśmiechem na ustach wyciągnął mieszek wielkości pięści - Tylko nie wiem, czy starczy tyle brzdęku.
Amon - 2010-05-01, 20:28

Dowódca strażników był mało wrażliwy na słowa.
- Ano... W Kwaterze Straży powinniście dostać nagrodę za każdy gobliński skalp. To jest coś chyba coś koło złotego od sztuki... chwila... - wyciągnął z wewnętrznej kieszeni mały notesik i kartkował go chwilę.
- Nie, dwa srebrniaki, wiadomo, recesja... . A co do ran to myślę że Wielebni z naszej świątyni powinni obsłużyć was gratis - w końcu uratowaliście mieszkańców

Horus - 2010-05-04, 21:37

- Chyba wiem, gdzie jest wasza kwatera - odparł oficerowi straży - Chyba ostro trenujecie, bo robicie przy tym dużo hałasu.
Wyciągnął nóż wraz z pochwą z cholewy prawego buta i ruszył ku goblińskim truchłom.
- Aby dopełnić formalności osobiście dostarczę tam skalpy - kontynuował głośno, obnażając poręczne, czterocalowe ostrze - Ranni niech udadzą się pomoc Wielebnych. Zdrowi... Dorregaray może zostać i pomóc mi zdzierać trofea. Byłbym wdzięczny, gdyby pan oficer przydzielił mi jednego człowieka do pomocy w odprowadzeniu rannych do świątyni. Po wszystkim, spotkamy się tutaj.
Zamilknąwszy, przyklęknął przy najbliższym ciele, naciął skórę tuż nad płatem czołowym, podważył ją, chwycił palcami i zdarł gwałtownym ruchem.

Alton - 2010-05-04, 22:26

- Po prostu przełóż to w miarę możliwości jak najszybciej. - odparł krótko, zajęty przysłuchiwaniem się temu co mówił strażnik. Zbliżył się do stojącego nieopodal Ivora z pokpiwającym uśmieszkiem na ustach.
- *Recesja*, *gratis*, no no, widać, że ktoś uczęszczał do szkółki przyświątynnej. Sami, kurwa, erudyci teraz w straży robią... - rzucił półgłosem do poirytowanego łucznika.

Etienne'owi skinął z aprobatą, gdy ten zaproponował logiczne rozwiązanie.

Gaspar - 2010-05-05, 09:24

Ivor uśmiechnął się jedynie kącikami ust do maga, a na propozycję diablęcia przystał lekkim skinięciem głowy.
Dun Dare - 2010-05-05, 11:51

Karl... ot poprostu siedział na zydelku. Za bardzo nie obchodziły go spory... Ale za to propozycji. Powsta niechętnie i podszedł do Dorregaraya. -Pokaż no, ten papier... Zobaczę co da się zrobić.
Alton - 2010-05-05, 14:53

- Racja, byłbym zapomniał... - odrzekł czarodziej oddając w ręce Karla świstek pergaminu.
LordDream - 2010-05-05, 22:11

Nie widząc odzewu, schował mieszek z powrotem do kieszeni. Z cynicznym uśmieszkiem przysłuchiwał się rozmowie straży z towarzyszami.

-To którędy do Wielebnych?

Horus - 2010-05-10, 17:45

- Miasteczko to trzy ulice na krzyż. To nie jest, kurwa, Waterdeep! - warknął już mocno poirytowany tiefling niezdecydowaniem swoich towarzyszy, nożem odżynający kolejny skalp z ciała następnego goblina - Czekacie na psa przewodnika? Wypierdalać do klech na leczenie czym prędzej, a jak już tam będziecie, to kupcie sobie po komplecie kul i balkoników, bo w takim tempie przyjdzie nam tu tkwić do zasranej starości...
Miał już dwa skalpy i każdy kolejny splatał sznurkiem za poskręcane, rzadkie, goblińskie kłaki. Na druhów swej niedoli łypał wściekle żółtymi ślepiami aż do momentu, gdy zechcą postanowić o zebraniu rzyci w troki.

Amon - 2010-05-11, 20:36

- Ano... - Rzucił oficer po czym głośno gwiznął na jednego ze swoich podkomendnych.
- Anar, powiedziesz Tych oto poranionych śmiałków, do świątyni. Strażnik skinął głową i oddalił się wraz z Ivorem, Christiano i Karlem. Dowódca krzyknął jeszcze do męzczyzny:
Anar! nie imaginuj sobie tylko że nie jesteś na służbie, jak jesteś na niej!...

LordDream - 2010-05-12, 10:58

Śmiałków, cholera, jak szybko awansowaliśmy. Ciekawe czego będą za to chcieli od nas, bo na jednorazowy wypadek mi to nie wygląda. A wszyscy ze straży odzywają się jakby co najmniej uniwersytety z tytułem magistra pokończyli.

Spojrzał na mocno poirytowanego tieflinga.

- Nie ma co się tak denerwować, bo jeszcze żyłka może pęknąć. A szkoda, żeby tak waleczny woj zszedł przez taką drobnostkę - spojrzał w kierunku towarzyszy - A i przypomnijcie mi na miejscu, żebyśmy sobie kupili kule i balkoniki, abyśmy mogli szybciej się poruszać.

Gbur, ale przydatny. Odwrócił się w kierunku Anara, poprawił kapelusz i poszedł za nim.

Gaspar - 2010-05-12, 16:25

- A dla ciebie kupie coś specjalnego. Może braciszkowie mają w swej aptece coś na nerwicę - odparł diablęciu z przekorą w głosie, powoli odwracając się w stronę odchodzącej grupy. - Wybacz, towarzyszu, ale wole nie wałęsać się choćby po najmniejszym siole z dziurą w barku.
Ruszył za strażnikiem kurczowo ściskając krwawiącą ranę.

Dun Dare - 2010-05-13, 13:04

Karl po prostu się zaczytał... Idąc wodził wzrokiem po literkach.
W końcu zwrócił się do współtowarzyszy:

-Jak zresztą mówiłem... po totem przybyli. Potrzebny im do wskrzeszenia jakiegoś Ogrzego Króla czy coś... Totem jednakże nie jest niezbedny. Jest tu napisane iż trudniej będzie rytuał przyeprowadzić. Pewno Dorregaray będzie kojarzył konkretnie co i jak

Gaspar - 2010-05-15, 09:19

- Zapytamy jak wrócimy - odparł Karlowi, rozglądając się w poszukiwaniu świątyni.
- Te, strażnik, daleko jeszcze? - krzyknął do idącego przed nimi zbrojnego.

Amon - 2010-05-15, 19:26

Anar był chłopem, bardziej dużym niz małym. ale sztuka wyszukanej retoryki raczej nie była jego mocną stroną.
- Dzietam - rzucił do Ivora nie odwracając nawet głowy w jego kierunku. Mężczyzna szedł przed wami, napominajac co raz w mało delikatny sposób mieszkańców by zeszli z drogi. Bo gawiedzi kłębiło się w koło nie mało - wieści szybko się rozchodziły, tubylcy ciekawie wam się przygladali.
Mineło może pięć minut kiedy doszliście do celu. Świątynia jest oddzielona od sklepów, domów i kamienic małym żywopłotem. Porośnięte winoroślą ściany świątyni wyrastają ponad miejskie mury a szczyt iglicy osiąga pełne sto stóp od ziemi. Nad sklepionym przejściem prowadzącym do wnętrza widnieje liść dębu, świecący swoim własnym światłem.
- to już - rzucił Anar gdy staneliscie w progu.


Zaś na Południowym Skwerze, Etienne w towarzystwie Dorregaray'a ściagnał skalp ostatniego goblina.

Horus - 2010-05-16, 12:34

- Pewnie i bez nóg byliby gotów ripostować stojącego nad nimi i szczerzącego kły Nabassu - mruknął, ciężko podnosząc się znad obdartego ze skóry głowy truchła - Jest jedno miejsce, skupiające wielu śmiałków o wybujałej pewności siebie. Wiesz, o czym mówię, Dorregaray?
Ostatni skalp przytroczył do pozostałych i sporządzony w ten sposób kołtun zakończony strzępami goblińskiej skóry przytroczył sobie do pasa. Odnalazł swój płóciennego wór z ekwipunkiem, porzucony gdzieś w trakcie walki, przerzucił go przez ramie i zwrócił się ku uliczce na północy, u końca której, jak mówiła mu pamięć zmieszana z intuicją, dobiegał hałas ćwiczących rekrutów i gdzie wisiał szyld miejskiej straży.
Ruszył szybkim krokiem dopiero, kiedy upewnił się, że czarodziej jest gotowy do drogi.

Gaspar - 2010-05-16, 12:55

- Za mną - rzucił krótko do towarzyszy.
Minął strażnika miejskiego i wkroczył w progi przybytku. Ruszył żwawo w stronę ołtarza, rozglądając się w poszukiwaniu zakonnika, czy kapłana.

Alton - 2010-05-16, 23:01

- Zaiste. - odpowiedział, uśmiechnąwszy się nieznacznie wąskimi ustami, ruszając w drogę za towarzyszem.
- Coś mi się wydaje, że przybycie do tej zabitej dechami dziury było moją najgorszą decyzją w życiu... - rzekł, taksując wzrokiem na odchodnym bezładnie porozrzucane zwłoki goblińskich napastników.

LordDream - 2010-05-16, 23:15

Przekroczył próg świątyni i poszedł za Ivorem, cały czas rozglądając się po świątyni.
Dun Dare - 2010-05-17, 01:44

-Gada jakby do smoka jaskini zawitał.... - Japa karla zaświeciłą się w sarkastycznym uśmiechu. Wkroczył za towarzyszami niedoli w przepastne odmęty budowli.
Amon - 2010-05-17, 18:35

Tak więc Etienne i Dorregaray ruszyli w stronę Kwaterty Głównej, pozostawiając truchła goblinów (i ich ewentualny ekwipunek) miejskiej gawiedzi. W drodze (długa to ona znowu nie była) minęli juszcze jeden patrol strarzy, który zmierzał pośpiesznie ku Południowemu Skwerowi. Miejscowi przyglądali im się na karzdym kroku ale niebardzo w smak im było stawać na drodze czarownika i rogatego wojownika.
Przed drzwiami Kwatery Głównej stało dwóch strażników, po jednym z każdej strony. Gdy para poszukiwaczy stanęła na progu, strażnik stojący po prawej zapytał uprzejmym, głosem:
- O co się rozchodzi, obywatele?

Mniej więcej w tym samym czasie, Ivor, Christiano i Karl wkroczyli do miejskiej Świątyni. Główny Hol w którym się znaleźli emanuje spokojem. Sklepienie oraz górna cześć ścian pokryta jest ferskiem imitującym nieboskłon, natomiast dolną część murów oraz podłogę zapełnia wyobrażenie zielonej roślinności.
Ivor nie musiał długo bładzić wzrokiem, w centralnej części pomieszczenia, u pod nurza olbrzymiego głazu, pełniącego zapewne role ołtarza, stał rustyklanie odziany mężczyzna. Osobnik w średnim wieku, nadwyraz dobrze zbudowany, pasujący bardziej do bitewnego zgiełku niż zacisza świątyni. Jego twarz pokrywały gęste czarne włosy (rzeby nie powiedzieć kudły) i broda. Nawet jego mocarne ramiona były porośnięte twardą szczeciną. Błękitno niebieskie oczy lustrowały was spojżeniem.
- Witam was w imieniu Ojca Drzew, jeśli chcecie wejść do domu Silvanusa musze was poprosić o zdjęcie butów i pozostawienia ich wraz z żelazem na progu. - powiedział pełnym mocy, basowym głosem.

Alton - 2010-05-17, 20:58

- Chcemy się widzieć z kimś, kto odpowiada za wypłacanie z miejskiej szkatuły pieniędzy za goblińskie skalpy. - odpowiedział wskazawszy strażnikowi palcem pęk skalpów trzymanych przez swego towarzysza.
Gaspar - 2010-05-19, 19:03

Skłonił się w stronę kapłana. Odtroczył od pasa pochwę z mieczem i poszukał wzrokiem skrzynki czy pudła, do którego mógłby ją włożyć. Wreszcie oparł broń o ścianę. Obok wylądował łuk, pas z kołczanem, oraz buty.
- Przyszliśmy prosić o magiczną pomoc w uleczeniu naszych ran - rzekł w stronę duchownego, wkraczając do świątyni w skarpetach. - Starliśmy się z goblinami na Południowym Skwerze. Kapitan straży zapewniał nas, że otrzymamy tu niezbędne wsparcie.
Stanął przed rosłym mężczyzną oczekując odpowiedzi.

Amon - 2010-05-19, 20:03

Strażnik podążył oczami za palcem Dorregaray' i skupił przez chwile wzrok na Etienne oraz jego "łupach".
- A to ci miły widok, co nie Wojtuś? - milicjant rzucił do swojego współtowarzysza nie spoglądając w jego kierunku.
- Idź na strzyżenie do Ureka, a ostrzyże cie równie krótko - odpowiedział mu kompan. Strażnicy porechotali sobie chwile po czym ten po prawej znów się odezwał:
- Skalpowe wypłaca osobiście kapitan Hattowleaf, Idźcie prosto, brzegiem dziedzińca, do schodów, drugie piętro, za balustradą na lewo, trzecie drzwi, jak umiecie czytać to na drzwiach pisze "Kapitan" jak by co to pokażda tym za schodami skalpy to was do drzwi zaprowadzą to powiedziawszy krzykną za siebie do straży po drugiej stronie bramy i przejście otworzono. mag i diable weszli przez bramę, na dziedzińcu trwała musztra.

Mężczyzna słuchał uważnie słów Ivora, patrząc jednocześnie na towarzyszących mu Karla i Xiano.
- Rozumiem. Jestem Brat Griffon, proszę powiedzcie mi jedynie ścieszkami jakich bogów podążacie?

LordDream - 2010-05-19, 22:43

Christiano kiwnął głową i rzekł - Czynom i dziełom mych rąk patronuje Gond. Jaki bóg jest waszym patronem?
Dun Dare - 2010-05-20, 01:37

- Nieunikniona śmierć...
Horus - 2010-05-20, 12:13

- Zwinność małpy, siłę byka, da Ci ranna gimnastyka - rzucił krótko w kierunku maga i ruszył prosto brzegiem gościńca, jak polecił milicjant.
Wszedł po schodach na drugie piętro i skręcił za balustradą w lewo. Nie czekając na pomoc "tych za schodami" szedł dalej i zatrzymał się przed trzecimi drzwiami. Rzuciwszy okiem na szarżę oficera, jaka winna być nań wypisana, dwa razy mocno zapukał.

Amon - 2010-05-21, 20:57

Ivor, Xiano, Karl

- Dobrze, rozumiem... nie mówcie już nic więcej - To powiedziawszy, kapłan zawezwał pomniejszych barci by pomogli, poszukiwaczom przygód przygotować się do leczniczych rytuałów. Kiedy wszystko było już gotowe Brat Griffon rozpoczął rzucanie swojej magii. Zaczął od Ivora, bark łowcy zasklepił się po kilkunastu minutach inkantacji. Z ręką Xiano było o połowę krócej. Najdłużej zeszło z moszną Karla, chyba z godzinę ale, z łaską Silvanusa i temu udało się zaradzić. Kiedy było juz po wszystkim, a Karl podciągnął swoje spodnie Brat Griffon przemówił do śmiałków:
- Pamiętajcie o darze Ojca Drzew gdy chodzicie po jego lasach

Dorregaray, Etienne

- Wejść - usłyszeli mężczyźni, więc diable chwyciło za klamkę, po czym oboje wkroczyli do środka.
Pomieszczenie było na żołnierską modłę, oszczędne w formie i praktyczne. Za drewnianym biurkiem siedział elfi mężczyzna. Jego twarz była nieruchoma jak maska, dłonie lerzały na blacie, palce prawej ręki wystukiwały jakiś rytm
- Witam, widzę że nie jesteście tutejsi, ja jestem kapitan Hattowleaf i z woli Lady Moonfire sprawuję dowództwo nad miejskim garnizonem. W jakim celu przybywacie? po nagrodę za te skalpy?

Horus - 2010-05-22, 13:01

Tiefling uśmiechał się. Był świadom swego upiornego wyglądu; z racji własnej krwi, jaką przekazali mu przodkowie i z racji tej goblińskiej, jaką obficie się obryzgał, dekapitując i oprawiając małe, biegające ścierwo. W obliczu takiego stanu rzeczy chciał zachować choć resztki kurtuazji, dla własnego komfortu psychicznego.
- Słuszny wniosek wysnuliście, kapitanie, nie jesteśmy tutejsi - skinął oficerowi głową w geście pozdrowienia i mówił nieco przyjemniejszym, niż zwykle, dla ucha basem - Jestem Etienne, a mój druh to Dorregaray z Archenbridge. I ponownie; tak, przychodzimy po nagrodę za skalpy goblinów, które przedarły się dzisiaj przez mury miasta.

Amon - 2010-05-22, 20:11

- A więc to wy jesteście tymi poszukiwaczami przygód, którzy opanowali sytuacje na Południowym skwerze. Dobra robota. - to powiedziawszy zdjął prawą rękę z blatu i schował ją w szufladzie. po chwili wyciągną z niej mały dzwoneczek którym zadzwonił trzy razy. Z bocznych drzwi wyskoczył niższy oficer który zasalutował swojemu dowódcy, Hattowleaf nie spoglądając nawet w jego kierunku wydał instrukcję:
- Wypłacić gotowiznę i zdeponować skalpy - oficer kiwnął głową, podszedł do diabelstwa i odebrał skalpy, oddalił się z nimi do sąsiedniego pomieszczenia. Zdało się słyszeć szczękanie kluczy. Po chwili powrócił z mieszkiem monet. Dokładnie przeliczył je w obecnosci Dorregaray'a i Etienne po czym wręczył rogaczowi. To wykonawszy odwrócił się na pięcie i znów zniknął za drzwiami.
Hattowleaf pokiwał głową.
- Czy jest cos jeszcze w czym straż miejska może wam pomóc?

Dun Dare - 2010-05-24, 00:18

-Ile warte jest życie wie tylko ten kto je potracił -W normalnej sytuacji Karl parsknąłby śmiechem... Powaga sytuacji wymagała jednak opanowania. W zasadzie nie wymagała. Była naturalnym stanem rzeczy po wyleczeniu.

-Dzięki Ci bracie Grifonie za twą gościnę i pomoc w potrzebie. Teraz musimy ruszać. Czuję że Będzie się działo. - stuknął cholewami swym zwyczajem i zwrócił się do tpwarzyszy.
-Panowie... zbierać się trzeba. A i nam z łupów dola się należy więc chyżo.

LordDream - 2010-05-24, 09:07

- A więc do Kwatery Głównej? Chyba, że macie inne pomysły?
Alton - 2010-05-24, 11:59

- Nie, nie sądzę. Doprawdy radzi jesteśmy z tak sprawnego działania biurokratycznej machiny. - to rzekłszy spojrzał się porozumiewawczo na Etienne'a, po czym skinął głową na pożegnanie kapitanowi. Po wyjściu, zamknąwszy za sobą drzwi od komnaty zajmowanej przez milicyjnego oficjela podszedł do balustrady i wygodnie się o nią oparłszy spojrzał w dół, na musztrę miejscowego ramienia sprawiedliwości.
- Co dalej, mości Etienne? Zbieramy ekipę i dla odmiany udajemy się polować na koboldy? Domniemywam, że skalpować będzie je trudniej, bo nie posiadają owłosienia, ale nagroda zacna - całe trzy i pół srebrnika od zabitego szkodnika, według miejscowego cennika... Raczcie mnie zaskoczyć i przedstawić jakąś bardziej intratną propozycję, bo patrząc na to wszystko z perspektywy czasu mam całkiem uzasadnione obawy, że przybycie do tego miejsca było fatalną w skutkach decyzją... - oderwał się od balustrady i wyprostował, przodem zwracając się ku rozmówcy wyczekując odpowiedzi.

Gaspar - 2010-05-24, 17:27

Skinął w podzięce kapłanowi i wyszedł wraz z towarzyszami ze świątyni, uprzednio zabierając broń i ubierając buty.
- Jeśli mnie pamięć nie myli mieliśmy po wszystkim spotkać się na południowym skwerze - odrzekł, patrząc w niebo i oceniając porę dnia. - Wydaje mi się, że możemy tam ruszyć bezzwłocznie.
Splunął na ziemię, zarzucił łuk na zdrowe już ramię i skierował kroki w kierunku południowym.

Horus - 2010-05-24, 21:19

- Może wypadałoby zgłosić zaginięcie naszego niedoszłego pracodawcy, Asaleo - odrzekł, zbliżywszy się do balustrady o krok za adeptem Sztuki - Choć i tak nie spodziewałbym się jakichkolwiek efektów. Sprawni są tylko w sypaniu groszem za odrobioną za siebie fuchę.
Demoniczny książe, swojego czasu niewolnik Iggwilv, najpotężniejszej wiedźmy w Wieloświecie. Obraz, jaki rysowała dwójka awanturników stojąca tu, przy balustradzie głównej kwatery milicji wiązały pewne analogie z archetypicznym przedstawieniem owej pary potężnych bytów. Dzieliło ich kilka drobiazgów; Dorregaray nie był kobietą, Etienne księciem - niewolnikiem, a co najważniejsze - różniły ich całe eony mozolnego zbierania potęgi zdolnej zatrząść sferami. Ale w ostatnich wiekach wiele się zmieniło... Wszystko zaczyna się nie od pierwszego kroku.
- To interesująca opcja - kontynuował, wyrywając się z zamyślenia - Możemy polować na koboldy i żyć całkiem dostatnie. Aż gdzieś w głuszy trafimy na stwora, który wypruje z nas flaki. Nasz fach implikuje konieczność podjęcia jakiegoś ryzyka. Możemy też iść za ciosem, dołączyć do naszej wykurowanej, mam nadzieję, watahy i spróbować odnaleźć to, co czai się gdzieś za murami. To, co przyczyniło się do zniknięcia Asaleo i co wysłało tutaj ten oddział goblinów. Ich dowódca nie był mózgiem operacji. Gdyby nim był i w istocie miał coś w czaszce, nie ryzykowałby żywota w bezpośrednim szturmie.
Rzucił krótkie spojrzenie na ćwiczonych milicjantów i zwrócił się ku schodom, by wyjść z tego posterunku i ruszyć w umówione miejsce - na Południowy Skwer.
- Chodźmy, druhu - polecił krótko, ruszając - Może pomoże nam twoja Sztuka. Ostatecznie, mamy ten pergamin.

Alton - 2010-05-25, 11:54

- Tedy ruszajmy. Niezaprzestajmy naszego marszu w kierunku przeznaczenia - sławy, bogactwa, czy śmierci z rąk jakiegoś plugawego stwora w jakiejś zatęchłej jamie. - odrzekł, nałożywszy na głowę swój zawadiacki kapelusz, schodząc przy tym niezbyt pospiesznie schodami ku dziedzińcowi, a potem dalej ku Południowemu Skwerowi.[/i]
Amon - 2010-05-25, 19:44

Dorregaray i Etienne powrócili na Południowy Skwer. Okolica została już praktycznie uprzątnięta, po goblinach pozostało jedynie trochę krwi na miejskim bruku. Kupcy poukładali na nowo swoje stragany i już zaczęli się targować. Jedyną rzeczą która przypominała o niedawnym zamieszaniu była wyrwa w murze, lecz ekipa murarzy już nad tym pracowała, a komendy krasnoludzkiego brygadzisty co raz przebijały się przez zgiełk targowiska. Mag i diable kręcili się chwilę po placu gdy ktoś ich zaczepił:
- Szlachetni panowie, dziękuje wam z całego serca, gdyby nie wy i wasi towarzysze pewno leżał bym teraz martwy, jestem Sunsteen Urbeth i jestem bam niezmiernie wdzięczny - bełkotał wyraźnie podekscytowany mężczyzna koło trzydziestki.

Urbeth zajmuje was dłuższą chwilę.

Po jakimś czasie Ivor, Xiano i Karl przybywają na Południowy Skwer i dostrzegają podobnie jak wcześniej ich towarzysze że okolica wróciła juz do normalności. Bez trudu odnajdujecie Dorregaray'a i Etienne.

Znów jesteście razem

Alton - 2010-05-26, 21:39

Mag beznamiętnie spoglądał na mężczyznę każącego się zwać Sunsteen'em Urbeth'em. Ściślej rzecz ujmując, bacznie obserwował co typek robi z rękoma, gdyż jego ględzenie o 'niezmiernej wdzięczności' interesowało go tyle, co zeszłoroczny śnieg.
Strzeż sakiewki, druhu. - rozległo się w głowie Etienne'a, gdy mag posłał ku niemu mentalną wiadomość. Uprzedzam, to nie działa w dwie strony. Skiń delikatnie głową na znak, że zrozumiałeś.

Horus - 2010-05-26, 23:28

Skinął głową, zaciskając palce na sakiewce ze zdobytym złotem. Zaalarmował wszystkie zmysły.
- Masz dobre chęci, człeku - odparł z metalicznym chłodem w głosie - A dobrymi chęciami jest wybrukowana droga do piekła. Jeśli to tyle, zostaw nas.

Gaspar - 2010-05-30, 11:18

Ivor podszedł do towarzyszy, lustrując stojącego przy nich człeka.
- Zdrowi i gotowi do działania - rzekł, uśmiechając się półgębkiem. - Karl, jeżeli możesz to przedstaw nam, jaką treść skrywa ten gobliński pergamin - dodał, gdy sterczący przy nich dziad oddalił się.

Amon - 2010-05-30, 11:23

Sunsteen pokręcił przecząco głową i wyciągnął z za pazuchy przedmiot.
- Jeden ze stworów miał to przy sobie. Może zabrał ze sklepu? Nie wiem, ale pomyślałem że może wam to w czymś pomoc - powiedział wyciągając w waszym kierunku dłoń z przedmiotem: czarny róg owinięty w skórzane pasy, sprawia wrażenie jakiegoś okrutnego sztyletu

Horus - 2010-05-31, 19:58

Długą chwilę przyglądał się zarówno mężczyźnie, jak i przyniesionemu przez niego fantowi, nim wreszcie odebrał go z jego dłoni. Zważył go we własnej i obrócił w palcach.
Po czym w milczeniu oddał na dłonie maga skinął krótko nieznajomemu mężczyźnie.
- Proponuję przejść się za mury, za punktem w który gobliny wdarły się do wnętrza miasteczka - rzucił do grupy - I proponuję zrobić to prędko, nim murarze zatrą wszystkie ślady. Na odcyfrowanie pergaminów będzie czas w głuszy, albo i gościńcu.

Alton - 2010-05-31, 21:11

Mag ostrożnie ujął w swe dłonie odebrany z rąk zielonoskórych przedmiot. Ręce mu zadrżały gdy poczuł delikatne ukłucie w palec. Nie zważając na to, skinął z aprobatą tieflingowi.
- Słuszna uwaga, powinniśmy ruszać. Widzi mi się, że czas nie jest naszym sojusznikiem. - dodał, wkładając sztylet do swej przewieszonej przez szyję torby.

Dun Dare - 2010-06-01, 03:16

-Może to być niejako totem Doregaray? -Karl zerknął niepewnie na dziwny przedmiot... -A właśnie, zwój... Tak zwój. Może ruszajmy na mury.

-Autorem listu jest Wysoki Szaman Sancenossug... On chce wskrzesić ogrzego króla. Potrzebny mu do tego totem, który ponoć jest, lub był w osobliwościach Garwina. Musimy znaleść o coś... No chyba że ten róg czy coś to ten totem. Wtedy jeden z problemów mamy z głowy.

Acha... Bez względu na to czy gobliny zdobyły tote czy nie, rytuał jest kontynuowany.

Gaspar - 2010-06-01, 09:22

Splunął na ziemię i wraz z resztą ruszył poza obręb murów miasteczka.
- Im więcej goblinów, tym więcej uszów. Im więcej uszów, tym więcej srebrników - rzekł, kalkulując w myślach. - Myślę, że przerwanie tego tajemniczego rytuału może okazać się opłacalne.

LordDream - 2010-06-01, 10:25

Poprawił kapelusz i ruszył za towarzyszami.
- Chyba nawet domyślam się, gdzie nasz zleceniodawca się podział. Nie chciałbym być na jego miejscu.

Alton - 2010-06-01, 12:39

- Nie studiowałem nigdy wiedzy dotyczącej goblińskiej kultury, więc nie wiem, czy owo coś jest totemem, czy też nie. Jednak potwierdzam - przedmiot jest magiczny. W wolnym czasie postaram się by odsłnił przede mną swą aurę. - odrzekł Karlowi, wymijając zarobionych po łokcie murarzy.
Gaspar - 2010-06-01, 17:45

- Pójdę przodem i sprawdzę, czy ścierwa nie zostawiły śladów, kiedy tutaj przyszły - oznajmił, przeskakując na kolejne kawały zawalonego muru.
Gdy znalazł się poza gruzowiskiem przeszedł jeszcze kilka kroków, chwycił łuk w prawą rękę i uklęknął na jedno kolano, by sprawdzić urękawiczoną dłonią miękkość gruntu. Z racji wczorajszych opadów deszczu znalezienie tropu tuzina goblinów nie powinno stanowić większego trudu. Ivor, nisko pochylony, zaczął przechadzać się w promieniu kilku metrów, poszukując niewielkich, goblińskich śladów.

Amon - 2010-06-01, 22:00

Tak więc dzielna grupa poszukiwaczy przygód ruszyła tropem goblińskich najeźdźców. Ku ich szczęściu stwory nie postarały się zbytnio z maskowaniem i Ivor bez roblemu znalazł trop. Szli długo Południowym Lasem, a kiedy byli już niemal 6 mil w głebi puszczy, zastał ich zmrok.
Horus - 2010-06-03, 19:36

- Wybornie - westchnął ciężko i gestem zaprosił grupę do wstrzymania marszu - Ja po ciemku widzę. Christiano podobnie. Myślę, że nawet nasz wiedzący z pomocą swej Sztuki mógłby się odnaleźć. Obawiam się jednak, że nasz tropiciel nie.
Przerywając na chwilę wywód, Rzucił swój wór wędrowny na ziemię tuż obok nóg. Przeciągnął się, aż zatrzeszczały stawy.
- Byłoby dobrze kontynuować marsz i dopaść ścierwo, nim zorientują się na dobre, że wypad się nie udał - kontynuował z wolna, a jego bas odbijał się lekkim echem w najbliższym, głuchym otoczeniu - Z drugiej strony... postój pozwoli nam odzyskać siły, a przydałoby się, po ostatnim starciu. W Sferach nic nie ginie - zmęczonego ciała nie da się oszukać oświeconą magią. I co ważniejsze; Dorregaray będzie mógł poświęcić się badaniom nad naturą naszej zdobyczy, co może być kluczowe dla naszej sprawy. I wreszcie - podążanie dalej tropem może być niemożliwe fizycznie. Przynajmniej bez rozpalania ognia i ściągania na siebie uwagi istot postronnych. Tak źle i tak o rzyć rozbić. Nie jestem żadnym liderem, decydujcie.

Alton - 2010-06-03, 21:05

- Zatrzymamy się na odpoczynek. Wszyscy jesteśmy zmęczeni, dajmy ciałom i umysłom odpocząć. - rzekł szukając w swej torbie derki, którą mógłby gdzieś rozłożyć.
- Wziąłbym pierwszą wartę, ale gówniany ze mnie wartownik - szczególnie, gdy absorbuje mnie odprawianie rytuału poznania. Zdaję się na was, panowie. - wyszarpnąwszy wreszcie z tobołka koc ułożył go na ziemi, uprzednio odszukawszy odpowiednie miejsce, co też uczynił za pomocą pulsującego jasnym światłem bursztynu.
- Co do światła, ogień prócz ciepła winien odstraszyć trolle i wilki, lecz najpewniej ściągnie uwagę innych nocnych stworów. Być może nawet zielonych, których tropimy. - przesunąwszy dłoń nad jarzącym się bursztynem, mag znacznie przygasił jego światło. Rozsiadłszy się na posłaniu sięgnął do torby w poszukiwaniu powierzonego mu przedmiotu, by wkrótce przystąpić do próby zidentyfikowania jego aury.

LordDream - 2010-06-04, 00:05

- Jeśli nikt nie widzi sprzeciwów, to ja obejmę pierwszą wartę. Jak się znudzę, to kogoś obudzę. Na razie jednak myślę, że trzeba rozpalić ognisko, lecz z tym to już niech ktoś inny sobie radzi.

Usiadł na ziemi krzyżując nogi i położył na nich kuszę. Poprawił kapelusz i obserwował otoczenie. Gdy minie jego warta, obudzi kogoś kolejnego.

Dun Dare - 2010-06-04, 03:31

-Spokojnie. Gęstwina dookoła... Musiałby się stwór jakiś zawieruszyć blisko bardzo by ogień wypatrzyć. A i dym w dzień na kilometry zdradzał by nasze położenie, tak w nocy skryje się w ciemności.- i nie strzępiąc sobie dalej języka Karl drewna począł zbierać. Gdy już urósł stos niewielki, a spod drwa płomnienie strzelać poczęły rozsiadł się wojownik wygodnie by strawę ugotować.
-Jużci sił trza nam... Jeśli tropu nie zgubimy pewnikiem plugastwa doprowadzą nas do szmana. A gdy tego pokonamy graza opuści tą krainę... A i mieszek napełni się brzęczącymi monetami. Ot owca żywa iwilk syty.

Amon - 2010-06-04, 09:01

Noc udało wam się spędzić bezpiecznie, słychać było oczywiście odgłosy jakiś istot w pobliżu ale w końcu to las, a nocnych stworzeń nie brak. Ranek przywitał was zimną rosą. Wilgoć jest na waszych ubraniach twarzach i włosach. Nie dziś i nie jutro, ale na stare lata (jeśli oczywiście bogowie i los dadzą wam takowych dożyć... ) na pewno przyjdzie wam zapłacić wysoka cenę za spanie na gołej ziemi... . Poranna komaryna też nie próżnowała, dzięki niej będziecie mogli zająć bezczynne dłonie nieustannym drapaniem.

jest już zupełnie jasno.

Horus - 2010-06-05, 17:33

Spanie na gołej ziemi w środku lasu? Dobre, ale tiefling stwierdził, że chyba jednak podziękuje. Gruba warstwa leśnej ściółki nagarnięta pod prowizoryczne posłanie z peleryny całkiem nieźle izoluje ciepło.

O poranku przeciągnął się i zrzucił z siebie wilgotny od rosy materiał. Po chwili namysłu wytarł weń zaspaną twarz i pozbierał swój ekwipunek. W oczekiwaniu na resztę zabrał się rozdzielanie nagrody za goblińskie skalpy. Wszystkim po równo. Ciekaw był, ile tego będzie...
- Na wypadek, gdyby jakieś licho rozwlekło mi flaki po tym lesie - rzucił krótko - A z nimi wspólne dobro.

Alton - 2010-06-05, 20:04

- Nocą zakończyłem badania... - zaczął przyglądając się z pozycji leżącej, tieflingowi rozdzielającemu pieniądze z mieszka - ... nad podarowanym nam przez nieznajomego sztyletem, który miał paść łupem uciekających goblinów. Z przykrością stwierdzam, że udało mi się ustalić jedynie to, iż broń została słabo umagiczniona. Nie udało mi się ustalić jej aury, czy pochodzenia - prawdopodobnie mógłbym je określić gdybym dysponował własnym laboratorium zawierającym rzadkie utensylia magiczne, prywatną biblioteczką i kilkoma akolitami do pomocy. Niestety, warunki polowe powinny mówić same za siebie. - dokończył wstając z posłania na nogi. Przeciągnąwszy się, schylił się by wzuć stojące obok buty, uprzednio wytrzepując ewentualną zawartość na ziemię.
- Nie wiem jak wy, ale ja zgłodniałem - mruknął przeszukując swą torbę w poszukiwaniu zakupionego prowiantu.

(mamy sztylet +1, mam nadzieję, że się cieszycie :P )

Gaspar - 2010-06-05, 21:29

Ivor, siedząc na grubym, zimowym kocu zajadał się właśnie suszonym mięsem i czerstwym chlebem popijając ze skórzanej manierki okolicznego cienkusza. W milczeniu odebrał monety z rąk tieflinga.
- Zjedzmy coś i ruszajmy - rzekł, zabijając komara dobierającego się do jego szyi. - Pogadamy sobie w drodze.
Przeczesał wilgotne włosy i począł naciągać cięciwę na swój łuk. Następnie zabrał się za zbieranie swoich gratów.

Amon - 2010-06-05, 22:04

Śmiałkowie zebrali się w końcu i ruszyli dalej tropem goblinów. Przez noc ślady się nie zatarły, były wyjątkowo marnie zamaskowane. kręta leśna ścieszka wiodła was przez sosnowy las. Od czasu do czasu promienie słońca prześlizgiwały się między konarami drzew.
Ivor który z racji najlepszego obeznania z materią ostępów i tropienia w ogóle prowadził waszą grupę, tak jak i poprzedniego dnia. Przeszliście już dobre cztery mile gdy łowca zatrzymał się i dał wam znak ręką byście uczynili podobnie. Ivor pierwszy zwęszył smród rozkładającego się mięsa. następne kilkaset jardów skradaliście się z wolna, woń była coraz silniejsza, zaczęliście też słyszeć charakterystyczne brzęczenie much. W końcu, waszym oczom ukazała się rozległa zbieranina bladych kamiennych bloków, gdy jesteście już dostatecznie blisko widzicie że owe kamienie pokryte są niekiedy ozdobnymi płaskorzeźbami o motywach geometrycznych. Mało jest jednak takich detali, bo albo zatarł je czas albo pokrył mech i trawa. Obszar zaśmiecają obgryzione kości i flaki różnych zwierząt, będące mlekiem i miodem dla tutejszych owadów. Jeszcze bliżej dostrzegacie że ruiny, wysokie na jakieś dziesięć stóp, posiadają zwartą część odgrodzoną bramą - wystylizowaną przez budowniczego na twarz krasnoluda, z szeroko otwartymi ustami. Właśnie przez tą bramę prowadzi wasz trop, stoicie teraz kilka jardów przed nią i staracie się ocenić co jest po drugiej stronie. Dostrzegacie tam szeroki trawiasty dziedziniec, oczywiście truchła zwierząt i muchy też tam są.

Alton - 2010-06-09, 14:24

Przycupnąwszy bezpiecznie przy jednym z kamiennych bloków złożył rękę w znak, a jego usta zaczęły się poruszać nie wydając przy tym żadnego dźwięku.
Ivorze, rekonesans. - rozległo się w myślach wysforowanego tropiciela. Uprzedzam - to nie działa w drugą stronę. Daj znać gestem, że zrozumiałeś. - dodał po chwili, dając towarzyszowi czas na oswojenie się z uczuciem rozlegającego się wewnątrz jego umysłu głosu.
Zostańcie na miejscach i zachowajcie ciszę - Ivor przeprowadzi rozpoznanie. - usłyszeli pozostali, gdy mag zwrócił się do nich w myślach.

Gaspar - 2010-06-09, 15:12

Ivor kiwnął głową w stronę maga i zdjął łuk z ramienia. Prawą ręką wyjął z kołczanu strzałę, którą umieścił na cięciwie.
Obniżył położenie całego ciała i wolnym, miękkim krokiem ruszył w stronę bramy. Przycupnął przy wrotach, za winklem i nasłuchiwał jakichkolwiek odgłosów dobiegających z dziedzińca. Jeżeli nie usłyszał nic podejrzanego, przekroczył powoli wrota i ruszył do wnętrza ruin. Przystanął dopiero w miejscu, z którego dokładnie mógł zlustrować całość placu.
Starał się pozostawać w ciągłym kontakcie wzrokowym ze swoimi towarzyszami.

LordDream - 2010-06-09, 20:36

Christiano zdjął kuszę z pleców i załadował ją. Stanął w pogotowiu i bacznie obserwował otaczającą ich wokół gęstwinę drzew. W razie potrzeby będzie osłaniał odwrót drużyny.
Horus - 2010-06-09, 22:34

Etienne spełnił polecenie maga zatrzymawszy się przy kamiennym bloku możliwie blisko właściwego kompleksu ruin, by ruszyć do ataku, kiedy tylko jego ramiona i brzeszczot znów będą potrzebne. Prawa ręka sięgnęła za plecy po rękojeść miecza, lewa zawtórowała ją i odpięła zabezpieczające rzemienie. Tiefling wywinął lekkiego młyńca dla rozgrzania nadgarstka, po czym zastygł w bezruchu, w pozycji przez szermierczych mistrzów nazywanej "Głupcem" (i to nie ze względu na jej walory bojowe). I choć był nieruchomy, jak antyczny posąg, mięśnie miał luźne i gotowe. Czekał na rozwój wypadków.
Amon - 2010-06-10, 09:48

Nie słysząc nic podejrzanego, a w zasadzie nic poza muszym brzękiem Ivor przekroczył krasnoludzkie wrota. Dziedziniec jest prostokątny i jak dane wam było dostrzec wcześniej porasta go trawa a zaścielają pozostałości rożnych istot. Między kępkami traw widać czasem kamienie, prawdopodobnie dziedziniec był kiedyś wybrukowany. Stojąc pośrodku placu łowca widział wyraźnie że lokacja jest ograniczona kamiennymi murami z każdej strony, jedynym widocznym przejściem była brama którą przekroczył.
Nie widząc żadnych znaków o rzekomym zagrożeniu, Karl ruszył powoli za Ivorem. łowca był pogrążony w kontemplacji otoczenia. Właśnie zauważył ślady goblinów. Biegły wzdłuż krawędzi dziedzińca, omijając środek w ktorym teraz stał.
- Jak sytuaaa...! - chciał spytać Karl gdy zrównał się z Ivorem, jednak nie zdążył bo grunt pod ich nogami zapadł się.
Mężczyźni spadają dobre dwadzieścia stóp na kamienną posadzkę. Ivorowi udało się wy balansować upadek na tyle by spaść na równe nogi po czym upaść i potłuc się nieco. Karl nie miał tyle szczęścia, spadł na głowę a jego ciało leży nieruchomo.

Horus - 2010-06-10, 12:16

Nie takiego obrotu spraw się spodziewał. Ostatecznie, niczego tak naprawdę się nie spodziewał. Miecz powoli uniósł się nad głowę w pozycję "z Dachu", sztychem skierowanym za plecy szermierza. Ruszył szybkim, ale równym krokiem w stronę bramy, z którą zniknęli chłopcy z drużyny. Oczy miał szeroko otwarte i nadstawiał uszu; spodziewał się, że w środku siedzą istoty, które w odróżnieniu od niego spodziewały się takiego obrotu sprawy. I najważniejsze: patrzył uważnie pod nogi.
Gaspar - 2010-06-10, 15:59

Ivor zaczął powoli podnosić się z posadzki, masując obolałe miejsca. Rozejrzał się, chcąc przynajmniej trochę zorientować się w panującym mroku. Zadanie ułatwiała dziura u góry, przez którą musiało sączyć się nieco światła.
Podniósł łuk, który odrzucił przed upadkiem na bok, by przypadkowo nie złamać go w pół. Gdy spostrzegł leżącego Karla przypadł do niego w jednym kroku, obrócił na plecy i sprawdził, przykładając dwa palce do tętnicy szyjnej, czy ma puls.

Alton - 2010-06-11, 16:16

Mag wychynął zza kamiennego bloku od razu zrywając się do biegu, by jak najszybciej dopaść do zewnętrznego boku pozostałości, po bodaj krasnoludzkiej bramie, niechybnie należącej przed laty do jakiegoś większego kompleksu. Dzierżąc kostur w lewej ręce wyjrzał zza winkla, by mieć widok na wewnętrzny dziedziniec oraz w razie potrzeby asekurować magią postępującego naprzód tieflinga.

Wypatrywał zagrożeń.

Amon - 2010-06-11, 21:36

Ivor ocenił że pomieszczenie jest dość rozległym prostokątem, a on sam stoi w jego centralnej części. Nie mógł przyjżeć się dokładnie scianom gdyż skrywał je półmrok a i nie dano mu na to czasu... . Gdy obrócił Karla dostrzegł że z uszu mężczyzny wydobywa się krew. Nie wyczuł też żadnego pulsu. Usłyszał za to warczenie i stukot łap o kamienną posadzkę. Z mroku wyłoniły się cztery szarzujace psy. Skundlona wersja tego co mieszkańcy wybrzerzy Morza Spadających Gwiazd nazywaja rotwailerem.

Widząc zaistniałą sytuację Xiano rzucił się pędem w stronę wyrwy w którą spadło dwoje jego towarzyszy. Udało mu się wyprzedzić rogatego pobratyńca. Spojżał w dół i bez chwili dłuższego zastanowienia skoczył.

Gdy Etienne dobiegł do brzegu szczeliny i zajzał do niej, ujżał leżącego nieruchomo na posadze Karla, klęczącego nad nim Ivora i Xiano, który szył ze swojej diabelskej kuszy bełt po bełcie kszycząc wściekle:
- Jedziemy z nimi!!!


Dorregaray na dziedzińcu nie wypatrzył nic niepokojacego, a gdy stanął koło Etienne, zobaczył to co i on.

LordDream - 2010-06-11, 22:42

Jak nikt mi nie pomoże, to skończę jak Karl, leżąc na ziemi.

Rozmyślania przerwał atak jednego z psów.

Nie dekoncentruj się, bo możesz już nie postrzelać nigdy więcej.

Cel i strzał. Christiano nie zastanawiał się nawet czy ma jakieś szanse, skoncentrował się na jednym.

- Etienne, Dorregaray, ruszycie swe rzycie, czy mają nas zagryźć te pieprzone psy?!

Horus - 2010-06-11, 23:35

Etienne uśmiechnął się drapieżnie i skoczył w dół za Christiano. Miecz trzymał nad głową, prostopadle do ciała, tak, by nie nadziać się na własną broń. Chciał upaść miękko na nogi i przetoczyć się po ziemi dla zamortyzowania upadku. Po tym poderwie w górę brzeszczot dociśnięty płasko do ziemi i chlaśnie nim na odlew, nisko i horyzontalnie, na wysokości nóg szarżujących kundli.
Alton - 2010-06-12, 11:00

- Szaleństwo... - wyrwało mu się, gdy drugi z planokrwistych zeskoczył w przepaść. Choć stał opodal krawędzi, to wyraźnie nie miał ochoty skakać. Oznaczałoby to jednoznacznie wybranie ścieżki, z której najprawdopodobniej nie byłoby już odwrotu.
- Musi być inna droga, przecież cholerni włodarze tego miejsca nie skaczą na łeb w dół tej dziury! - niemal wykrzyczał, jednak słowa te skierował bardziej do siebie, niż do zajętych walką towarzyszy. Nie zwlekając, obiegł zapadnię kierując się wgłąb trawiastego dziedzińca, w poszukiwaniu innego wejścia.

Gaspar - 2010-06-12, 13:05

Psy były za blisko, by można było skutecznie razić ich z łuku, więc Ivor odrzucił łęczysko na bok i uzbroił się do walki wręcz. Prawą ręką chwycił miecz, a lewą wyciągnął długi, zakrzywiony nóż.
Łowca stanął w rozkroku na mocno ugiętych nogach. Jego ciało falowało w wyczekiwaniu na atak, przed którym Ivor miał nadzieję uskoczyć w bok i zaatakować skuteczną kontrą.

Amon - 2010-06-12, 19:04

W odrużnieniu od gibkiego Xiano, czy Ivora, który nawet bedąc zaskoczony, potrafił wymanewrować upadek, Etienne miał wieksze problemy z poprawnym ladowaniem. Jedyna okoiczność która sprawiła że nie skończył jak Karl (poza szczęściem oczywiscie) to fakt, ze Etienne, w odróżnieniu od wyżej wspomianego, nie spadł a sam skoczył. Zamiast wyladować na nogach wylądował troche na nogach, troche na ręce i trochę na rogu. Upuscił miecz, na szczescie broń pozostawała w zasięgu jego ręki. Na jego kozyść przemawiało również to, iz nie upadł na psadzkę a na jednego z czworonogów - pozbwiajac tym samym go żywota. Niestety, diabelstwo nie wyszło z upadku bez szwanku, prawy róg złamał sie w połowie i upadł gdzieś na podłogę. bolało jak cholera ale groźne dla żcia na pewno to nie jest. Etienne wiedział ze rog z czasem moze odrosnac, pewnie za jakieś ięc lat bedzie jak nowy, a moze jakiś kapłan pomoże?

Dla Etienne, Xiano i Ivora psy nie były jedynym problemem. Za czworonogami ruszyło na nich co najmniej pięć goblinow uzbrojonych w dzidy. Jednego z psów zabiły bełty Xiano, pozostałe dwa skutecznie blokowały Ivorowi drogę.

Po wnikliwej obserwacji muru lezącego na przeciwległym, od bramy boku dziedzińca Dorregaray zauważył że jedna z kamiennych płyt, wysoka na jakieś trzy stopy wydaje się jedynie prowizorycnie wcisnieta w scianę.

Alton - 2010-06-12, 20:22

Dorregaray ruszył w stronę niefrasobliwie zakamuflowanego wejścia najpierw truchtem, lecz zreflektowawszy się prędko, zwolnił tempo do szybkiego kroku - w pamięci utkwił mu obraz spadających w dół zapadni towarzyszy, którzy na jej dnie walczą teraz o życie. Gdy dotarł do płyty obejrzał ją, a potem podjął wysiłki w celu odtarasowania sobie wejścia.
Horus - 2010-06-13, 22:31

- Mój pierdolony róg! - warknął, z trudem powstrzymując się przed chęcią obmacania straty części swojego imponującego poroża.
Zamiast tego, zacisnął dłoń na rękojeści swojego zweihendera i zabezpieczając chwyt lewą na gruszkowatej głowicy, podniósłszy się na kolana, zatoczył nim w powietrzy krąg, uderzając z góry, sztychem ku dołowi, w grzbiet najbliższego pchlarza. Miecz po takim uderzeniu w razie jego efektywności nie utkwi w truchle i daje wyjściową pozycję dla kolejnego cięcia. A Etienne był mocno wkurwiony

Gaspar - 2010-06-14, 20:01

Ivor, nieco zaskoczony obrotem spraw, a w szczególności tym, że wielkie psy nie rzuciły mu się do gardła, nie zwlekał chwili dłużej. Ryknął wściekle, wysunął lewą nogę do przodu i ciął długim mieczem na skos ku górze, przez podgardle pierwszego z psów, by następnie powrotnym zamachem skierować brzeszczot na czaszkę drugiego zwierzęcia.
Nie zbliżał się zbytnio do przeciwników, trzymając psy na długość ostrza. Uważał również na gobliny, by nie zaskoczyły go atakując z flanki.

LordDream - 2010-06-15, 20:45

Christano nieprzerwanie słał bełt za bełtem w widocznych przeciwników. Dogodna pozycja, przyłożenie, strzał. Po każdym strzale zmieniał pozycję, by nie razić swych przyjaciół.

Cholera, jeszcze gobosów tutaj brakowało.

Widząc, że są bardziej opancerzone od psów, strzelał w luki, jakie były w kiepskiej jakości pancerzach.

<Przeszywający Atak>

Amon - 2010-06-15, 22:33

Dorregaray zdołał się nieco napocić przy odsuwaniu kamiennej płyty ale, nie było to coś, co leży poza możliwościami fizycznymi dorosłego mężczyzny, tak więc wytężając się trochę i łamiąc parę paznokci, magowi udało się obalić zasłonę. Przed jego oczami stanął wąski ciasny tunel, zaprojektowany raczej z myślą o krasnoludzie. Schody schodziły w dół i zakręcały, ale gdzie prowadziły, trudno było powiedzieć, skrywał je mrok.

W tym czasie Etienne i Ivor rozsiekali pozostałe psiaki, ale to kupiło czas goblinom. Dzidy poszły w powietrze, jedna trafiła diabelstwo w łydkę, inna przelatując rozcharatała policzek łowcy. Xiano strzałem w brzuch posłał jednego z pikinierów do odchłani. Pozostałe wycofały się w mrok, na ich miejsce wybiegły trzy inne, z toporami.

Horus - 2010-06-21, 12:47

*Nie pozwól iskrze przetrwać* powtarzał ojciec, *Iska rodzi płomień, a ten ugasić można tylko we krwi. I za każdym razem, gdy pozwolisz jej rozgorzeć, będzie pozostawiać w Tobie coraz mniej tego, kim był byłeś kiedyś.*
Ale teraz Tiefling nie chciał już słuchać ojcowskich rad, których echo powoli milknęło w jego czaszce. Tama cierpliwości pękła. Warta rzeka gniewu wspomagana własną wolą jego czarnego, tkwiącego gdzieś głęboko ego, roztrzaskała ją bez trudu. Teraz rozpływała się po ciele, wypełniając krew i ciało żywym żarem. Etienne nie słuchał już niczego. Głos jego ojca przegrał. Morderczym marszem, werble w jego głowie wybijał zew znacznie starszych przodków...
(Gniew Piekieł)

Dzidę wbitą w łydkę złamie tuż powyżej rany, tak, by nie krępowała ruchów. Wyprostowany, z żółtymi kręgami gorejących oczu, ruszył biegiem. Już w zasięgu brzeszczotu, uderzył szeroko, horyzontalnie, tnąc nieczysto - po rękach, ramionach i drzewcach trzymanych w nich goblińskich toporów (Zuchwałe uderzenie). Ryk szermierza poniósł się echem w mrok.

Alton - 2010-06-21, 18:52

Nie trwoniąc więcej czasu, nakazał umieszczonemu w trzymadle kostura bursztynowi rozbłysnąć jasnym światłem, które wnet rolzawszy się po tunelu rozproszyło mrok. Ruszył w głąb tunelu, jedną ręką trzymając 'światło', a drugą przygotowaną do wykonania gestu wywołującego magiczny pocisk.
Gaspar - 2010-06-21, 22:25

Ivor zawtórował gromkim okrzykiem i ruszył pospiesznie za diablęciem w stronę goblinów, osłaniając niejako wojownika. Dbał o to, aby topory goblinów nie dotarły w odsłonięte podczas zamaszystych ataków ciało towarzysza. Atakował, doskakując błyskawicznie do wrogów i wyprowadzając ciosy zarówno mieczem, jak i długim nożem.
Amon - 2010-06-26, 22:26

Podążając za zewem krwi swoich planarnych przodków ,Etienne uczynił swoje ciało mobilną maszynką do mielenia goblińsiego mięsa. Pierwsza brutalna szarża diabelstwa, złamała morale atakujących. Gobliny nigdy nie słynęły ze szczególnie lwich serc. Widok jednorogiego demona, który wściekle ukrusza wbitą w siebie dzidę, po czym rozcina przeciwnika na dwoje, to było dla nich po prostu za dużo. Chwila zwątpienia, błysk strachu w oczach, to wystarczyło by poszukiwacze Przygód przejęli inicjatywę. Etienne, jak na potomka czartów przystało, posyłał gobliny w niższe plany, wtórował mu Ivor. W odróżnieniu od jednorogiego wojownika, Łowca gibko wywijał mieczem i nożem, ukrócając przeciwnikom kończyny. Xiano bez różnicy dziurawił wszystko co nie było jednym z jego towarzyszy, nie oszczędzając ścian, dla nich w istocie nie mial litości.
Dorregaray pozdzierał ramiona i łokcie zbiegając krętym ciasnym tunelem, gdy był niemal u kresu, wrzeszczący goblin niemal go nie staranował, na szczęście przytomny mag posłał go strumieniem mocy przed sie. Usuwając szkodnika z drogi Sembijczyk wkroczył do komnaty ktorą jego towarzysze właśnie oczyścili.

Jesteście razem. Po rozejrzeniu się widzicie że pomieszczenie ma dwa wyjścia, jedno którym wszedł Dorregaray, oraz drugie zabezpieczone porządnym zamkiem w drewnianych drzwiach.

Horus - 2010-06-26, 23:22

Tiefling nadal wywijał w powietrzu swym ogonem, jak wyjątkowo wściekły kot. Pierś raz za razem unosiła się i opadała we wciąż przyśpieszonym oddechu. I choć walka sprawiła mu prawdziwą rozkosz, czuł się wewnątrz... pusty. Goblińska jucha ściekała na posadzkę po zbroczy opartego o nią miecza. Pokiwał jednorogą głową z uznaniem dla rzemiosła towarzyszy. I nim spojrzał z pewną obojętnością na przekłutą dzidą łydkę, długie spojrzenie poświęcił jedynemu nie stojącemu na własnych na nogach, nie dającemu oznak życia. Krwotok z czaszki był oznaką stanu zupełnie odwrotnego.
- Karl? - raczej stwierdził, niż zapytał, dysząc jeszcze od wewnętrznego ognia.

Gaspar - 2010-06-26, 23:58

Ivor wsunął miecz do pochwy, a nóż umieścił w futerale. Obtarł krew cieknącą z rozciętego policzka i splunął obficie na jedno z goblińskich trucheł.
- Nie żyje - wyjaśnił krótko, spoglądając na tieflinga. - Spadł prosto na głowę. Prawdopodobnie złamał sobie kark.
Łowca począł spacerować pomiędzy trupami przypatrując się, czy gobliny nie mają przy sobie czegoś wartościowego.

Alton - 2010-06-27, 09:39

Rozejrzał się po pomieszczeniu rozjaśnianym emanującym z klejnotu światłem. Skinął głową w uznaniu swym towarzyszom, którzy choć skrwawieni nadal stąpali wśród żywych. Nie wszyscy.
- Świeć Kelemvorze nad jego duszą, bo jak widać Tymora wypieła się na Karla w najmniej sprzyjającym momencie. - rzekł przyciszonym głosem, dźwięk którego i tak spotęgował panujący w pomieszczeniu pustostan.

Amon - 2010-06-27, 11:56

Prowadząc rozpoznanie w goblińskim ekwipunku, Ivor wypatrzył, dwa krasnoludzkie topory bojowe wyśmienitej roboty, choć już nie nowe, oraz jeden, ze styliskiem dorobionym prawdopodobnie przez ostatniego właściciela, jednak samo ostrze było wyraźnie dziełem brodatego ludu. Pięć przyzwoitych oszczepów. Kolczugę której mógłby użyć dorosły mężczyzna (ostatecznie). Reszta nie przedstawiała żadnego znaczenia.
W zachodniej części lokacji, łowca wypatrzył znajdujący się na posadzce kamienny dysk, o promieniu około pięciu stóp. Płytę pokrywały krasnoludzkie runy, które Ivor umiał odczytać. Jednak wyrazy w które się składały nie tworzyły żadnych sensownych zdań

Gaspar - 2010-06-27, 18:19

Ivor obojętnie przechodził obok kolejnych goblińskich trucheł, aż doszedł do zamkniętych, drewnianych drzwi znajdujących się na końcu pomieszczenia.
- Jeżeli ktoś jest miłośnikiem kultury krasnoludzkiej - rzekł, przyglądając się zamkowi w drzwiach. - Może zabrać te krasnoludzkie topory. Albo kolczugę.
- Trzeba sprawdzić, co jest za tymi drzwiami. Zamek wygląda na porządny, więc pozostaje nam wejście tam razem z nimi.

Horus - 2010-06-27, 21:37

Etienne zabrał dwa przedniejsze oszczepy, ignorując resztę ekwipunku. Być może rozważy zabranie ich opuszczając to miejsce... Dał ostygnąć swemu brzeszczotowi na plecach - zdobyczna broń chwilowo zajęła jego miejsce w dłoni. Sześciopióry buzdygan czekał za pasem na swoją chwilę.

Dołączył do Ivora przy drzwiach. Krótkim okiem rzucił na ciesielską sztukę. Drzwi wyglądały na solidne. Ale drewno to nie kamień, ani metal.
- Walimy na trzy - zaproponował, cofając się o dwa kroki potrzebne do odpowiedniego rozbiegu, dając jednocześnie łowcy czas na to samo - Jak się nie uda, Dorregaray przemrozi zawiasy. Na Twój znak.

Alton - 2010-06-27, 21:56

Wspomniany przez tieflinga czarodziej uśmiechnął się wymuszenie.
- Podziwiam wasz zapał ukierunkowany w celu dorwania kilku małych zielonych skurwieli, lecz nie sądzę by taktyka "kopniakiem w drzwi" przyniosła na dalszych etapach pożądane skutki... w tym choćby przypadku, przydałby się nam hmm... artysta w swym fachu, że tak to ujmę. - powiedział drapiąc się przy tym po brodzie. Po krótkiej pauzie, przeniósł wzrok na drugiego z planokrwistych, a zmrużywszy delikatnie oczy kontynuował.
- Christiano, zaskocz mnie i powiedz, że objawiasz w tym kierunku jakieś szczególne talenta. Bo o tym, że umiesz doskonale dziurawić wszystko co stanie na twej drodze zdążyliśmy się już przekonać. My, oraz bogom ducha winne ściany. - rzekł wskazując wolną ręką na odpryski w miejscach, w które uderzyły wystrzelone z szybkostrzelnej kuszy bełty.

LordDream - 2010-06-28, 20:27

Christiano przystanął w zadumie. Nie podziwiał jednak solidnej, rzemieślniczej roboty czy jakości drewna z jakiego zostały wykonane, ale zamek, który na pierwszy rzut oka wydawał się porządnie wykonany. Podszedł do drzwi i zaczął je badać, opukując okolice zamka, oglądając zamek i mechanizm widoczny w szczelinie na klucz.

- Myślę, że coś będzie można zrobić w tej sprawie.

Wyjął zestaw wysłużonych wytrychów i zabrał się do roboty.

Amon - 2010-06-28, 21:48

Już na wstępie, Xiano zorientował się że drzwi chroniła pułapka. Gdyby nie praktyka pewnie stracił by środkowy palec (zwany nieraz palcem publicznym, z racji częstego eksponowania). Jednak biegłe w mechanice diable bez problemów rozbroiło pomysłowe, acz proste ustrojstwo. Następnie, rogacz dogodził dziurce swoim wytrychem i wejście stanęło otworem.

Szeroki na dziesięć stóp korytarz prowadzi do schodów w dół, na północy. Zatęchły smurd cuchnie od zachodniego rozwidlenia. Najbliższe kamienne drzwi znajdują się we wschodniej wnęce korytarza.

Horus - 2010-06-29, 21:47

- Jesteśmy niespełna rozumu, panowie - zawyrokował triumfalnie, włażąc pomiędzy śmierdzące, zimne mury lochów, z paskudnym uśmiechem na ustach - Jak mawiał znany bard, dzieląc ze mną ciężar dziedzictwa krwi, wiele lat temu, nim odmieniły się światy; <Pod ziemią czeka nasze przeznaczenie. I pomyśl tylko - do grobów naszych blisko mieć będziemy.>
Szedł powoli, miękko stąpając wysokimi, jeździeckimi butami. Jeden z oszczepów spoczywał w prawej, zaciśniętej dłoni, gotowy do pchnięcia, lub rzutu korytarzem; drugi w lewej, czekając na zastąpienie swojego poprzednika. Najpierw bezinwazyjnie zbada najbliższe drzwi we wschodniej wnęce.

Gaspar - 2010-06-29, 21:54

Szedł na Etienne zachowując cisze i nasłuchując jakichkolwiek niepokojących odgłosów dochodzących z dalszej części korytarza.
- Christiano - rzekł, gdy zbliżyli się do drzwi. - Sprawdź, czy i tutaj gobliny zabezpieczyły się jakimś zmyślnie wykonanym zamkiem.

Alton - 2010-06-30, 22:13

- ... lub pułapką. - rzekł Dorregaray dokańczając tym samym myśl Ivora, będąc przy tym pochłoniętym przez rozmasowywanie sobie poobdzieranych łokci. Po dłuższej chwili opuścił zaksane uprzednio rękawy. Korzystając z kilku prostych zaklęć przywrócił ubraniu jego czystość, a także zreperował przetarcia materiału.
Amon - 2010-07-04, 21:47

Śmiałkowie ruszyli przed się. Etienne zmierzał własnie w stronę wschdnich drzwi, gotowy wykurwić we wszystko co stanie mu na drodze. Jednak Ivor wyczuł że z zachodniego rozwidlania, prócz smrodu dochodzą jakieś stukoty, szurania o posadzkę. Xiano nie wykrył żadnych pułapek jednak odwrócił się w stronę wejścia którym weszliście. Wtedy wrzasnął i szybko rzucił się by je zatrzasnąć. Nim to uczynił, Dorregaray zdołał ujrzeć martwe gobliny (te które przed chwilą wykończyliście) kuśtykające pokracznie w stronę drzwi.
Horus - 2010-07-05, 17:22

- Szpicowane zdechlaki - warknął przez zęby, wściekle wymachując ogonem.
Rozumiał już, co oznacza smród, to stukotanie i szuranie kończyn o posadzkę. Ociężałe kończymy martwych inaczej.
Już miał cisnąć jednym z oszczepów przez odrzwia, którymi tu wkroczyli, ale zaniechał rzutu, widząc Christiano rzucającego się do ich zatrzaśnięcia.
Stojąc na ugiętych, szeroko rozstawionych nogach, odwrócił się od wschodnich drzwi i zwrócił swoje diable ślepia kierunku mroku zachodniego rozwidlenia. I gotowy wykurwić we wszystko, co zeń wypełznie.
- Christiano! - zawołał towarzysza - Zbadaj drzwi za moimi plecami, niebawem nas odetną!

Alton - 2010-07-06, 14:18

Dorregaray zdecydownie nie chciał ryzykować walki wręcz z tymi odrażającymi stworami. Nie odwracając się plecami do pełznących zdechlaków wycofał się za tieflinga i stojącego nieopodal niego tropiciela. Wzniósł jarzący sie jasnym światłem kostur ku górze, recytując słowa zaklęcia magicznego pocisku. Czar wymierzył w najbliższego truposza.
Gaspar - 2010-07-11, 12:18

Ivor po raz kolejny dzisiejszego dnia został zmuszony do uzbrojenia się w miecz i nóż. Stanął frontem do zachodniego rozwidlenia i czekał na rozwój sytuacji.
- Ciekawe ile razy trzeba będzie zabić to coś, aby wreszcie zdechło... - rzekł do towarzyszy, gotowy do skoku na wychodzących z bocznego korytarza przeciwników.

Amon - 2010-07-11, 16:45

Niebawem, drzwi zatrzaśnięte przez Xiano, zaczęły łomotać pod tępymi uderzeniami uwiezionych z drugiej strony truposzy, na szczęście zręczne diablestwo podłubało w zamku "po swojemu" wiec na razie macie tą stronę z głowy - na razie bo drewniane drzwi nie są niezniszczalne, a zapał bezmyślnych nieumarłych by w nie uderzać jest nieograniczony... .

Z zachodniego rozwidlenia poczęli wypełzywać niewysocy niemartwi. Nawet przy tak złym stanie zwłok i bez wybitnej wiedzy patologicznej, możecie stwierdzić że za życia część z nich musiała być goblinami a cześć krasnoludami. Truposze zmierzają w waszym kierunku bardzo powoli i niezdarnie, niektórym nogi kończą się w kostkach, innym w kolanach.
Etienne od razu przeszedł do czynów, cisnął oszczepem w pierwszego kuśtykającego denata jaki wychylił się z korytarza, niskie zwłoki poleciały do tyłu od impetu uderzenia, przewracając inne zombie idące za nim. Ale, ożywione mroczna magią truchło podniosło się po chwili i ciągnąc po ziemi koniec wbitej w siebie włóczni kontynuowało swój marsz na przód.
Mało szczęśliwy był też atak Dorregaray'a, magiczny pocisk wsiąknął w zwłoki nie czyniąc nic.
Jednak Ivor szybko skoczył w ich kierunku i poodcinał im ręce od korpusu. To też nie wydało się sprawiać jakiegokolwiek dyskomfortu truposzowi, wtedy łowca po prostu ściął mu łeb. Zwłoki zatrzymały się, i po chwili padły na ziemię bez cienia nieżycia.
Jednego macie chyba z głowy. pozostało około dziesięciu, pod warunkiem ze zaraz nie wyłonią się kolejne.
W tym czasie Xiano dotarł do wschodnich drzwi. po krótkim rekonesansie stwierdził:
- Wygląda czysto

Alton - 2010-07-12, 13:22

- I jak tu zgodzić się z tymi, którzy twierdzą, że o zmarłych należy mówić dobrze albo wcale? - zapytał retorycznie ponownie zaangażowanych w walkę kompanów. Postąpiwszy kilka kroków w tył, zakreślił w powietrzu dłonią jeden z podstawowych znaków tradycji przyzywania, co było wiadomym dla każdego użytkownika magii. Nienaturalnym głosem wyskandował słowa wieńczące zaklęcie. Z miniaturowej wyrwy w osnowie tego świata wyleciała masa ostrych jak brzytwa metalowych kawałków, z grubsza przypominających sztylety, czy noże. Przywołana chmura runęla w stronę jednego z wciąż kroczących ku nim przeciwników.
Horus - 2010-07-13, 10:26

Za sztyletami inwokowanymi przez Dorregaraya tiefling wysłał po raz kolejny cięższą artylerię. Tym razem ciśnięty z rozmachem oszczep poleciał wyżej, na wysokości głów martwiaków. Diabelstwo uśmiechnęło się drapieżnie, odsłaniając dwa rzędy krótkich, ostrych zębów.
- Otwieraj - syknął do Christiano - Ubezpieczam.
Rzemienie owijające rękojeść dobytego zza pasa, pierzastego buzdygana zatrzeszczały pod naciskiem palców.

Gaspar - 2010-07-13, 22:09

- W łeb! - krzyknął wywijając mieczem - Uderzajcie skurwieli w łeb!
I sam zaczął wyprowadzać swoje ciosy kierują je na głowy nieumarłych.

LordDream - 2010-07-14, 07:25

Christiano skinął w odpowiedzi głową i począł majstrować przy drzwiach.

- Lepiej zabierajmy stąd swoje tyłki i nie oglądajmy się na naszych lekko podgniłych przyjacieli.

Nie miał zamiaru walczyć ze zmarlakami.

Nie ma na to czasu, wystarczy zlikwidować kontrolera tego tałatajstwa.

Bada, czy za drzwiami nie ma kolejnego niebezpieczeństwa.

Amon - 2010-07-16, 21:40

Chmura ostrzy Dorregaray'a, ogarneła wskazanego ożywieńca, w przeciągu mniej niż minuty, mięso okalające szkielet nieumarłego zostało posiekane w plastry, które opadły na kamienną podłogę korytarza. Nietrzymane niczym kości rozeszły się ze stawów i poodpadały, chwile potem, gdy tepy stwór próbował nadal przeć na przód. W momencie, gdy zombie zostało rozłozone na cześci pierwsze, mroczna magia została rozproszona i niemartwe znów stało sie zwyczajnie martwe - jak być powinno.

Pierwotna rządza dewastacji, paląca dusze każdego czarciego pomiotu, zamanifestowała się w Etienne, gdy dokonał brutalnego pchnięcia oszczepem w ochydną martwą mordę. Grot przelatujac przez oczodół rozerwał tył czaszki skutecznie pacyfikując ożywieńca. Stwór padł i chwilę potem został zdeptany przez kolejne zombie, maszerujace w waszym kierunku. Ach gdyby to byli śmiertelni, napewno przemyśleli by kroczenie w stronę Etienne. problem polegał na tym że zombie nie myslały.

Ale Ivor nie wygladał na kogoś kto ma zamiar stać i to kontemplować, sie nie pierdolił, zamachnał się klingą, wywiną na pięcie pirueta i jeden więcej niemartwy łeb (plus jedna więcej niemartwa dłoń która znalazła się na kolizyjnej) poturlał sie po posadzce.

Xiano otworzył drzwi bez problemu. Problem pojawił się dopiero po odwarciu, gdy zaszarżował na niego bardzo żywy i zwazy goblin z maszuga trzymana dwóręcz nad głową. A potem była już ciemność...

Mimo bitewnego zametu, Dorregaray, Etienne i Ivor dostrzegają, że Xiano zostaje uderzony przez Goblina w glowę drewniana pałka i traci przytomność. Stwór, wskakuje na tors waszego towarzysza szykujac sie do zadania ostatecznego ciosu.

Horus - 2010-07-17, 00:00

Etienne obrócił się na pięcie i dopadł do goblina stojącego nad tieflingiem, na tyle uważnie, by tylko nie rozdeptać towarzyszowi twarzy. Korzystając z faktu, że humanoid wzniósł swój oręż nad głowę, pozbawiając się możliwości parady, diabelstwo uderzyło wydobytym zza pasa buzdyganem z dołu, zamaszystym, wzbijającym się łukiem, mierząc w żuchwę i krtań wrażego goblina.
Amon - 2010-07-25, 21:24

Uderzenie diablestwa posłało napastnika parę jardów do tyłu, a dźwięk gruchotanych kości dał do rozumienia że goblin już się nie podniesie... przynajmniej nie żywy... . Jednak z za drzwi wyskoczyło jeszcze czworo żwawych stworów i z toporami w dłoniach zaszarżowało na Etienne.
Nowi nieumarli wciaz wylewali się ze wschodniego rozwidlenia. Jedna z nieumarłych kończyn chwyciła Ivora. Łowca chciał ją odtrącić, wtedy chwyciła go kolejna i kolejna... . Zaraz po tym kilka trupich szczek wgryzło się w jego ramie, przedramię, łydkę, udo. Mężczyzna stracił równowagę i upadł, zombie go przygniotły.

Alton - 2010-08-03, 12:18

Na zbielałą twarz maga wstąpił perlisty, zimny pot. Zaklął szpetnie gdy potknął się, wciąż idąc tyłem. Ręce mu drżały gdy ostatkami zimnej krwi zmusił się do rozpoczęcia rzucania kolejnego zaklęcia. Głos maga łamał się gdy wypowiadał kolejne słowa inkantacji. Przymknął oczy, by widok kolejnego z mordowanych towarzyszy nie przeszkodził mu w zakończeniu zaklęcia.

(chmura ostrzy)

Horus - 2010-08-05, 23:06

Etienne nie widział mordowanego Ivora; twarzą zwrócony był ku nacierającym na niego goblinom. Nie chciał umierać, nie tutaj, pośród śmierdzących stęchlizna ścian, walących rozkładającą się uryną goblinów i ich zimnych wersji, skubiących jego potępione, zbrukane krwią demonicznych przodków ciało. A jeśli mimo woli przyjdzie mu tu sczeznąć, nie sprzeda ciała tanio tym synom zbrukanych kurew.
Przeskoczył nad ciałem nieprzytomnego krewniaka i rzuciwszy okiem na to, w której dłoni pierwszy z atakujących pędraków trzyma topór, ustawił się po przeciwnej dlań stronie i zwolnił gwałtownie w pół kroku, prowokując atak. Pierzasty buzdygan przeszył powietrze długim łukiem, uderzając w nieodsłonięte partie ciała.
(Przenikliwe Uderzenie)

Amon - 2010-08-14, 10:19

Znów magia Dorregaray'a rozłożyła umarlaka na części pierwsze, a może lepiej to ujmując: rozłożyła niemartwe organy na niemartwe tkanki, które niczym strzępy podartych papierków posypały się na kamienną posadzkę.
Przeskakując przez Xiano, Etienne przekroczył zachodnie drzwi i zniknął Dorregaray'owi z oczu. Jednak jęk trafionego buzdryganem goblińca był wystarczająco głośny by mag, mógł być pewien, że jego towarzyszowi idzie dobrze w usuwaniu szkodników.

pozostało czterech niemarłych, wszystkie zagryzają właśnie Ivora, Dorregaray obserwuje to stojąc kilka jardów przed nimi. Za nieumarłymi w progu zachodnich drzwi leży Xiano. Za drzwiami, Etienne, po powaleniu goblina widzi że ma jeszcze pięciu podobnych przeciwników. Stworzenia starają się go otoczyć ale żadne nie pali się by zaatakować pierwsze.

Tymczasem, w południowe drzwi którymi weszliście, a następnie zaryglował je Xiano, uderzyło z dużą siłą jakieś ostrze

LordDream - 2010-08-21, 01:23

Ledwo co otworzył drzwi, zobaczył goblina-zombiaka, który zamachnął się na niego maczugą. Zdążył się tylko na niego spojrzeć i pomyśleć: To nie będzie przyjemne, po czym otrzymał uderzenie w głowę i stracił przytomność.

Gdy się przebudził nad jego głową dalej trwała walka, a nad jego głową przelewała się masa ożywionych goblinów. Zdając się na instynkt, Christiano chwycił za rapier i lewaka i ruszył do walki. Jego umysł wypełniła typowa dla jego rasy żądza krwi.

Poślę was do piachu, tam, gdzie powinniście teraz leżeć, a nie włóczyć się po ziemi!

Horus - 2010-08-23, 12:07

Tiefling zaklina gobliny szybkimi zmianami tempa kroku. Obchodzi je po łuku na tyle szerokim, na ile pozwala wąski korytarz. Nie pozwolił goblinom na przejęcie inicjatywy; w ostatnie trzy kroki gwałtownie przyśpieszył i przylgnąwszy plecami do ściany uderzył horyzontalnie w splot słoneczny próbującego flankować go z prawej (Pewne uderzenie). Krótko po tym, jak buzdygan dosięgnie swego celu, miast zwykłego kroku, Etienne odepchnie się prawą nogą od ściany, by brnąć dalej przez szereg goblinów.
Amon - 2010-08-27, 18:42

Trójka śmiałków dzielnie stawiała czoła wrogom, jednak każdego śmiertelnego ogarnie prędzej czy później zmęczenie, czego nie można powiedzieć o nieumarłych.

Zaryglowane uprzednio przez Xiano drzwi padły w końcu pod ciosami nacierającego oponenta, stanął w nich Karl, a raczej to co kiedyś było waszym przyjacielem, przekrzywiona głowa (z przetrąconym karkiem), zapienione usta i bielmo na oczach świadczą że mężczyzna nie jest mniej martwy niż kiedy widzieliście go po raz ostatni. Karl zamachnął się mieczem na Dorregaray'a, mag nie zdążył zareagować, ostrze utkwiło w jego ramieniu, gdy upadł na posadzkę dopadły go goblińskie zombiaki które wlały się do korytarza zza Karla.
Xiano robił co mógł ale przeciwników było zwyczajnie za dużo - zwłoki pokonanych przez was wcześniej zombiaków zaczęły ruszać się na podłodze, korpusy szukały głów, ramiona pełzły do większych części itp. Xiano dopadły jednak żywe gobliny, topór wrąbał mu się w ścięgna pod kolanem, diable przewróciło się i to był koniec... .

Etienne'owi udało się oczyścić zachodnią oficyne z goblinów, widząc że jego rogaty toważysz leży już przywalony nieumarłymi, wojownik zatrzasną za sobą drzwi i zaryglował je. To dało mu troche czasu. Czekał...


Słyszał jeki zagryzanego Xiano, a może to był Dorregaray? potem nieumarli zaczęli dobijać się do drzwi. Trwało to chyba całe godziny.
Wojownik czekał, to był ślepy zaułek
Po pewnym czasie stukoty ustały.
Wojownik czekał.
czekał i czekał.
Nic, żadnego dźwieku.

Cierpliwość nie jest mocną cecha czartów, Etienne wstał i po cichutku podszedł do drzi, najdelikatniej jak mogł otworzył je.
Stali przed nim Karl, Xiano, Ivor i Dorregaray. Etienne wyprowadził pierwszy cios...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group