Tawerna Bibliotekarzy
Kozie forum :)

Życie po śmierci - Życie po śmierci - sesja

Alton - 2010-06-23, 16:12
Temat postu: Życie po śmierci - sesja
Tego dnia bogowie ronili łzy nad Wolfenburgiem.

Deszcz padał nie przerwanie od poranka, bębniąc kroplami o rozbite dachówki, sycząc i skwiercząc wśród pogorzelisk. Popołudniowa ulewa rozpoczęła się szybko i niespodziewanie, mocząc do suchej nitki zbieraczy rozproszonych po ruinach domostw wokół bydlęcego targu. Dla szabrowników nie było sensu się kryć - ubrania tych walczących o przeżycie ludzi, były przemoczone już od kilku dni. Woda obmyła unurzane w popiele bryły obluzowanego bruku i zdruzgotanych cegieł, czyniąc poruszanie się po hałdach gruzów jeszcze niebezpieczniejszym zajęciem. Ciemnoszare chmury zalegające nieprzerwaną warstwą na nieboskłonie, nie zwiastowały poprawy pogody. Po okolicznych zabudowaniach pozostały pojedyncze, najczęściej frontowe ściany. We wnętrzach budynków zalegały zwęglone, drewniane belki stropowe, kawałki ścian i dachów. Wszystko zaś okraszone było pyłem, który pod wpływem wilgoci przeobraził się w rzadkie lepiszcze. Puste otwory okienne wyzierały na dawny plac targowy, na znajdujący się w jego centrum pręgierz i dalej, na zrujnowaną wieżę bramną. Granitowa kolumna z przymocowanymi doń pordzewiałymi kajdanami, nie chcąc poddać się destrukcyjnej sile najeźdźcy została przezeń zaadaptowana - miejsce kaźni nieprawomyślnych obywateli miasta przeobrażone zostało w ofiarny ołtarz ku czci Mrocznego Księcia. Wyznawcy Pana Rozkoszy pokryli powierzchnię kamienia bluźnierczymi runami, a także przekształcili jego najbliższą okolicę tak, by przywodził na myśl majestatycznie sterczącego z ziemi fallusa. Rozkładające się wokół totemu zwłoki nagich mężczyzn i kobiet wołały o pomstę do nieba za bezeceństwa, jakich musieli prócz tortur doznać przed śmiercią.

Johannes opierający się o ścianę zawalonego budynku, przyglądał się zmęczonym wzrokiem wędrującym od jednej kupy gruzu do drugiej łachmaniarzom, będących jeszcze kilka miesięcy temu dumnymi mieszkańcami warownego miasta. Jeszcze kilka miesięcy temu poczęstowaliby przybłędę wędzoną kiełbasą podczas Wurstfestu... bądź w swej pysze, kazali iść precz. Dzisiaj nie mogliby uczynić żadnej z tych rzeczy - każda para rąk do pracy była mile widziana w oddalonym o ćwierć mili obozie. Podobnie jak mile widziane byłoby pęto kiełbasy, z tym że prawdziwego mięsa na oczy nikt nie widział już od długiego czasu. Z przeciwnej strony placu nadchodzili Felix i Ragnar prowadząc ujętą pod ramię nastoletnią smarkulę, która poślizgnąwszy się na gruzowisku dotkliwie obtłukła sobie kolano. Szli ostrożnie i nieco szerszym łukiem, by z dala ominąć odrażający totem.

Horus - 2010-06-23, 22:49

Schreiber spojrzał w niebo i zaklął w duchu. Szczególnie nie lubił deszczu; mokry proch bywa największym wrogiem każdego strzelca. Pewnie dlatego kolbę oparł o but, a lufę zasłonił wyciągniętą przed siebie dłonią. Na szczęście, woda dostaje się do zamka najczęściej dopiero w trakcie mierzenia, kiedy ten jest najbardziej wystawiony na działanie wilgoci. Błogosławił dusze modernizatorów starych strzelb lontowych...

- Dosyć! - zawołał głośno, nieco zachrypniętym barytonem - Zbierać troki i wracamy do obozu.
Odepchnął się od ściany i ruszał z wolna, obserwując z obrzydzeniem, jak popiołowa breja ustępuje pod naciskiem butów, rozłażąc się na boki jak brudny, topniejący śnieg na pierwsze tchnienia wiosny. Mokre białe pióro, zatknięte w kapelusz landsknechta przywodziło na myśl wiersz pewnego bretońskiego poety o upadłym albatrosie, alegorycznym wyobrażeniu artysty o sobie samym. Johannes też przypominał takiego albatrosa, ale więcej w nim było middenlandzkiej gruboskórności, niż pysznej dekadencji Końca Czasów.

Zatrzymał się tuż przy grupie szabrowników. Spojrzenia beznamiętnych oczu przeniósł ze swoich "podopiecznych" na szczyty gruzowisk i reszty dachów. Lewa, zroszona wodą dłoń zasłaniała zamek arkebuza. Na jego twarzy nie malowało się absolutnie żadne uczucie.

Gaspar - 2010-06-23, 23:13

- Do wesela się zagoi - rzekł poważnie krasnolud, spoglądając krytycznym wzrokiem na zdarte kolano dziewczyny.
Splunął na ziemię i burknął coś pod nosem, kiedy prawie że wyrżnął się na śliskim gruzie.
- Hej, Felix. Odstaw tę oto młodkę do reszty. Jeżeli mnie słuch nie myli to Schreiber zarządził powrót do obozu. Zbieramy ludzi.
- Wyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyymarsz!!! - wydarł się wniebogłosy i ruszył ku Johannesowi, powiadamiając co bardziej niezadowolonych zbieraczy do ruszenia tyłka i zebrania się w jedną, zwartą grupę.

Gdy przystanął przy najemniku, smarknął w palce, jednak zrobił to na tyle nieumiejętnie, że wydzielina z nosa została na jego dłoni. Nie przejmując się zbytnio zaistniałą sytuacją, Ragnar wytarł dłoń w przemoczoną do suchej nitki pelerynę.
- Bogowie ronią łzy nad Wolfenburgiem, a przynajmniej ci, którzy jeszcze o nas nie zapomnieli - rzekł, spoglądając na splugawiony barbarzyńską ręką pręgierz, a następnie przeniósł posępne spojrzenie podkrążonych oczu na Johannesa.
Jedna z powiek brodacza zadrgała w nerwowym tiku.

Horus - 2010-06-23, 23:54

- Zbyt wiele łez na kilkoro bogów - odparł krasnoludowi, przenosząc nań na krótko spojrzenie z dotychczas obserwowanej, formującej się w zwartą grupę bandy szabrowników.
Przetarł drugą z dłoni chłodną rurę lufy arkebuza, a w miejscach, gdzie dotykał metalu, pojawiała się nań mleczna mgiełka.
- Dzisiaj już niczego nie zbiorą - kontynuował z wolna, przerzucając leniwie wzrok, niechętnie już wypatrując zagrożeń - I prawdziwe hieny cmentarne nie wygrzebałyby nic z tego bagna. Jeśli deszcze nie ustaną, marnie widzę kolejną wyprawę.
- Jak młody sobie radzi? - zapytał o odprowadzającego dzierlatkę Vogela, która jakimś cudem uniknęła losu niegdysiejszych właścicieli ciał leżących pod pręgierzem.

Gaspar - 2010-06-24, 11:00

- Ciężkie czasy nastały... - mruknął pod nosem i splunął siarczyście pod nogi.
- Nieźle, jak na kogoś, komu wraz z miastem w gruzach legło całe dotychczasowe życie - odrzekł Johannesowi, również spoglądając na zbieraczy. - Poczciwy z niego człeczyna. Mam nadzieję, że ułoży sobie jakoś życie.

- Hej, ludziska! Żwawo, kurwa, żwawo! - krzyknął po chwili milczenia. - Bo nas noc tutaj zastanie!

aramil - 2010-06-24, 11:23

Odłożył swą włócznie na chwile na ziemią by pomóc wstać dziewczynie.
- Psia jucha z tym wszystkim, jeszcze tego cholernego deszczu nam było trzeba. - Z irytowany zakrzykną widząc leżąca na ziemi dziewczyne. Chwycił ją mocno za ramię i postawił na nogi. Przeniósł spojrzenie na krasnoluda gdy ten do niego się zwrócił.
- Już się robi, zaraz wracam. - Odparł z wyraźnym zniechęceniem do całej tej sytuacji. Chwycił swój oręż i odszedł z nią na dość spory kawałek drogi, gdy stwierdził ,że teraz już będzie w miarę bezpieczna i raczej nie powinna się już o nic przewrócić. W krótkiej rozmowie tłumaczy jej jak ma dojść do reszty ocalałych. Z wielkim trudem mimo wszystko przychodzi mówić mu ,że ma wypatrywać ruin domów i ulic, które nie wielki czas temu widział nienaruszone.
- Na miejscu ktoś powinien się tobą ktoś zaopiekować i koniecznie opatrz tą nogę. - Odprawia ją jeszcze wzrokiem czy aby na pewno dobrze zrozumiała, po czym kieruję się do Ragnara i Johannsena.
- Już – lekko zziajany odparł do nich.
- To co teraz robimy ?

Alton - 2010-06-24, 15:57

W odpowiedzi rozległ się chór rozczarowanych głosów blisko dwóch tuzinów śmieciarzy. Deszcz siekł po ich pobrużdżonych twarzach, tylko w nielicznych przypadkach osłoniętych samodziałowymi kapturami. Z wolna jednak ludzie poczęli zbierać się i szykować do wymarszu. Oporni, którzy nie bardzo chcieli pogodzić się z porzuceniem poszukiwań ustąpili dopiero po kilku gardłowych okrzykach krasnoluda.

- Dam sobie radę, ale dziękuję za pomoc... i dobroć. - odparła nastoletnia smarkula z twarzą umorusaną w popiele, uśmiechając się i prezentując przy tym garnitur pełen białych, ostrych ząbków. Rozmasowała jeszcze dłońmi obite kolano, po czym kuśtykając podążyła za grupą zbieraczy z wolna wdrapującą się na hałdę gruzu, która poprzecznie przecinała wychodzącą na bramę dawną ulicę Viehstrasse.

Gaspar - 2010-06-24, 16:12

- Wracamy do obozu - odparł krótko Felixowi. - Pójdę przodem i poprowadzę zbieraczy.

Ruszył przed siebie uważnie stawiając stopy na śliskim podłożu.
- Czekać psiekrwie! Nagle wam się śpieszno zrobiło?! - ryknął w stronę szabrowników, doganiając ich powoli. - Przodem pójdę ja i żaden człeczyna ma nie wychodzić przede mnie! Jazda ludziska, za mną!
Wysforował się na czoło kolumny, ogarnął plac wzrokiem sprawdzając, czy nikt nie pozostał i począł prowadzić grupę ku obozowi. Nie forsował tempa i zachowywał czujność.

aramil - 2010-06-24, 16:43

- To ja pójdę z tyłu. - Zakrzykną młody ostlandczyk. Spojrzał pobieżnie po ludziach, czy żadnego aby nie brakuje. Większa uwagę jednak zwracał na to co odnaleźli. Czy choć trochę uda się im uzupełnić zapasy żywności? Podciągnął jedną ręką spodnie od munduru, po czym podbiegł kawałek i ruszył za resztą.
- Uważać ,psia mać na kałuże, jasny pierun wie jakie to głębokie ,a nie mam zamiaru potem nieść takiego zasrańca ! - Wykrzykną do zbieraczy, co było dziś dość kulturalnym odzewem z jego strony Felix jest dziś znacznie podenerwowany, nie to by teraz było to czymś nadzwyczajnym, jednak dotychczas tak się nie zachowywał. Praktycznie bez powodu wydzierał się na bogu winnych zbieraczy, jak tylko oddalali się za daleko lub wchodzili nie tam gdzie trzeba. Chyba powoli zaczyna sobie zdawać sprawę z zaistniałej sytuacji.

Alton - 2010-06-24, 17:36

Okrzyknięci łachmaniarze dzierżący w dłoniach przerzucone przez plecy poobdzierane worki, sakwy i tobołki posłusznie zatrzymali się w pół kroku. Krępy krasnolud wdrapał się na zawalisko, zręcznie wyminąwszy rozciągnięty pochód. Przechodząc tuż obok wymizerowanych ludzi pośród odcharkiwań i smarknięć dosłyszał też zza swych pleców wymierzoną w niego klątwę:
- Plugawy, podziemny karzełek...

Kolumna ruszyła z wolna, ostrożnie schodząc z kamienistej hałdy wprost na zabłoconą drogę, pośrodku której wykwitła kałuża słusznie mogąca pretendować do tytułu małego bajora. Bose stopy, jak i te opatrzone w ciżmy zaciamkały na wilgotnym gruncie zasysane przez ziemię pod wpływem ciężaru maszerujących do obozu zbieraczy. Po obu stronach drogi znajdowały się wciąż dymiące się zgliszcza domostw i warsztatów należących do uboższej klasy miejskiej zamieszkującej obrzeża. Na końcu ulicy majaczyła już pękata wieża bramna, która w przeciwieństwie do innych miejskich furt nie została rozbita przez najeźdźców - to w wyniku szalejącego w mieście pożaru spłonęły jej dach i drewniane hurdycje.

Wtem, maszerujący na przedzie brodacz zatrzymał się w bezruchu.

Gaspar - 2010-06-24, 18:03

Wzniósł lewą rękę do góry, dając znać, by grupa się zatrzymała. Prawą w tym samym czasie wyciągał zza pasa swój stary, wysłużony topór.
Wskoczył na znajdującą się w pobliżu kupę gruzu i machnął do idących z tyłu Felixa i Johannesa, by zbliżyli się do niego.
Kiedy zbliżali się wytężył słuch i nasłuchiwał dalej, bełkocząc coś pod nosem.
- Coś tam się dzieje - rzekł poważnie, gdy znaleźli się przy nim, wskazując ostrzem topora na prawo od drogi. Broń, co było widoczne na pierwszy rzut oka, była roboty krasnoludzkiej. Wykonana była całkowicie z metalu. Masywny i zdobiony runami żeleziec posiadał szerokie, asymetryczne ostrze z "brodą" oraz spory obuch przechodzący w trójkątny kolec. Wygięte toporzysko zostało obwiązane miękką, startą już nieco skórą z ledwie widocznymi ząbkami. Krawędź ostrza szpeciło kilka szczerb, jednak nadal wydawało się być ostre jak cholera - Słyszałem jakiś rumor. Przydałoby się to sprawdzić.

aramil - 2010-06-24, 20:21

-Na litość Taala!– Wyraził się z głęboką niechęcią pod nosem. podchodząc powoli do krasnoluda.
-Jaki rumor, co się dzieje ? – Mówi zciszonym głosem i rozgląda się nerwowo na boki z wyciągniętą na sztorc włócznią.
-Ja jednak proponowałbym trzymać się razem. A wy co na to ?

Horus - 2010-06-24, 21:51

- Może to tylko szczury - mruknął, zbliżywszy się cicho za plecami towarzyszy - Albo coś, co pourywa nam łby. W najlepszym wypadku niedobitki. Nie mogę ryzykować dla nich dwóch tuzinów innych ludzkich istnień.
Wsparł się na arkebuzie i zadarł w górę głowę, próbując przejrzeć ponad gruzowiskiem i wyłapać niesłyszalny dla niego rumor, o którym mówił Jotunnson.
- Ruszamy dalej - zawyrokował, maskując szorstkim tonem pewne ociąganie - Ragnarze, dalej przodem, Felix pilnuje tyłów. Ja osłaniam prawe skrzydło. Niczego nie mówcie ludziom. I nie dajce się zaskoczyć.

Gaspar - 2010-06-24, 22:09

- Zwykłe szczury nie robią tyle hałasu, chyba że to... - Krasnolud zamyślił się, a w jego oczach pojawił się dziwny błysk. - To coś większego. Radzę to sprawdzić. Jeżeli to coś groźnego, to lepiej o tym wiedzieć, a nawet jeśli to możliwe, zarąbać. Nie zrobimy tego dzisiaj, będziemy musieli zrobić to jutro, czy pojutrze. Jak to mówią "co się odwlecze, to nie uciecze" - zakończył sentencjonalnie swój wywód i splunął na resztki ściany, przy której stali.
- Felix może zostać z ludźmi, a my możemy zrobić mały rekonesans - zaproponował, spoglądając to na Johannesa, to na Felixa.
- Chwila, chwila - rzekł po chwili milczenia, wytężając słuch. - Kurwa mać! Tam ktoś walczy!

Horus - 2010-06-24, 22:28

- Do obozu jest ćwierć mili. Jeśli któryś z nas zacznie krzyczeć, albo długo nie będziemy wracać, popędzisz ludzi truchtem i niech żadne nie obraca się za siebie - polecił Felixowi ściszonym głosem - Tymczasem maszerujcie dalej, ćwierć kroku wolniej. W razie czego dognamy was bez trudu.
Zdjął kapelusz, po czym zamaszyście strząsnął zeń krople wody. Gdy znów wylądował na głowie landsknechta, ten rzucił Ragnarowi tylko krótkie:
- Przodem.

Alton - 2010-06-24, 22:59

Lancknecht i brodacz weszli wgłąb oddzielonego kamiennym murkiem podwórza, by zniknąć z oczu Felixowi i reszcie zbieraczy za ścianą zburzonego domu. Przebrnęli przez osypisko z gruzów i błota, ominęli przygniecione masą rozbitej dachówki drewniane beczki. Hałasy stawały się coraz głośniejsze. To z pewnością były odgłosy walki. Gdy przeszli pod osmaloną belką zawalonego sufitu stanęli na krawędzi głębokiej jamy. Poniżej ich stóp rozgrywała się walka na śmierć i życie.
Ragnar i Johannes stali na krawędzi budynku, który spłonął wraz z podłogą odsłaniając podpiwniczone wnętrze. Dół wypełniony był po kolana brudną deszczówką, spływającą zewsząd małymi strumieniami. Poniżej wygolony na łyso mężczyzna w mokrych, przez co krępujących ruchy szatach, zataczając się odpierał stalowym młotem ataki zakrzywionego bułata dzierżonego przez plugawego odmieńca. Wysoki zwierzoludź miał aparycję hybrydy człowieka i kozła - umięśniony tors pokryty gęstym futrem, zwierzęcą paszczę i zakręcone rogi. W przeciwieństwie do walczącego o życie człowieka pewnie stał na nogach i raz po raz nacierał szczerbatym brzeszczotem, z każdą sekundą zbliżając się do finału tej nierównej walki...

Gaspar - 2010-06-24, 23:13

Krasnolud odbił się obunóż od krawędzi dołu i wskoczył w wodę, rozchlapując ją dookoła. Ryknął, niczym niedźwiedź i począł czym prędzej brnąć przez deszczówkę w stronę pojedynkujących się osobników. Woda sięgająca brodaczowi powyżej kolan skutecznie uniemożliwiała szaleńczą szarżę, więc Ragnar musiał zadowolić się podejściem do stwora od boku i wyprowadzenia zamaszystego cięcia w żebra zwierzoludzia. Cios wyprowadził ostrożnie, zabezpieczając się przed ewentualną kontrą potwora.
Horus - 2010-06-24, 23:45

Schreiber uniósł arkebuz, oparł kolbę na ramieniu i wymierzył w tors potwora otwór wylotowy swej broni. Palec niemal mechanicznie pociągnął za spust, a ten zwolnił sprężynę zamka. Jego obracające się koło w ciągu mniej niż mgnienia oka z sykiem zetrze się z kawałkiem pirytu zamocowanego w szczękach kurka. Snop iskier padnie na proch podsypany na panewkę, a ten poprowadzi ogień do ładunku w lufie o 16 milimetrowym kalibrze. Już wkrótce... Schreiber wykrzywił usta w paskudnym uśmiechu. Uwielbiał ten moment. Jak gdyby samemu będąc bogiem gromów.
Alton - 2010-06-25, 00:21

Krasnolud z pluskiem rymnął w wodę wyrzucając jej krople na blisko półtorej metra w górę. Z obrzydzeniem wypluł deszczówkę z ust, po czym brodząc po pas ruszył w stronę monstrum. Znalazłszy się już niemal przy bestii wziął zamach by ściąć przeciwnika niczym pień drzewa. Jednak... nie doszło do tego. Zwierzoczłek spostrzegł nowe zagrożenie na czas i podczas gdy brodacz zmierzał w jego stronę, rąbnął łysego mężczyznę w twarz, który to cios posłał go w mętną wodę. Odwróciwszy się frontem ku nacierającemu już Ragnarowi wykorzystał przewagę wzrostu i długości ramion, do zasypania go gradem krzyżowych ciosów. Iskry sypnęły się ze szczękającego o siebie oręża. Krasnolud naraz znalazł się w impasie - żeby wyprowadzić skuteczny cios musiał zaryzykować skrócenie dystansu.

Wprawnym, wyćwiczonym ruchem Schreiber wymierzył lufę swej straszliwej broni w stronę przeciwnika. Palec znalazł się na mechanizmie spustowym, delikatnie, jakby na próbę, go naciskając. Ręce lekko mu drżały, ni to ze strachu, ni to od ciężaru arkebuza. Skorygował położenie wylotu lufy względem znajdującego się poniżej celu. Wtem usłyszał plusk odłamka cegły, który spadł do wody. Wypadł spod buta.

Spod buta istoty, która wyłoniła się po jego prawej stronie.

Gaspar - 2010-06-25, 00:37

Ragnar parował cios za ciosem, zasłaniając się toporem. Z każdą chwilą cofał się dalej w tył, jednak nie mógł robić tego wiecznie - wreszcie któryś z ataków bestii rozrąbie mu łeb na dwoje. Widząc pewną prawidłowość i powtarzalność w ciosach zwierzoludzia brodacz poczekał na to, kiedy przeciwnik wyprowadzi cięcie znad prawego ramienia. Krasnolud zaatakował wtedy ze zdwojoną siłą w broń przeciwnika, by ta odbiła się jak najdalej, po czym zakręcił młyńca nad głową i ryknął:
- ARRGHHHHHHH!!!
Po czym skoczył do przodu pochylając nisko głowę i z morderczą siłą skierował ostrze w stronę plugawego stwora, nie zwracając zbytnio uwagi na to, w co trafi.

Horus - 2010-06-25, 00:40

Obrócił się manewrem wyuczonym na wypadek flankowania formacji; na lewej nodze, prawa się cofa, zwiększając dystans od celu w jak najkrótszym czasie. Nie oceniał już obiektu. Nie mógł sobie pozwolić na luksus uspokojenia własnego sumienia, więc wymierzył.
Ale Johannes czuł, że to nie żaden smarkacz, który zabłąkał się tu, zwabiony hałasem walki. Taki nie zbliżyłby się do uzbrojonego żołnierza.
Tym razem palec pociągnął za spust aż do oporu.

Alton - 2010-06-25, 12:52

Mętna woda spieniała się wokół wściekle walczących. Wyczekawszy odpowiedniego momentu, krasnolud rąbnął z całej siły w nadciągający brzeszczot. Ostrze zakrzywionego bułata jęknęło przeraźliwie, po czym niby tafla wissenlandzkiego szkła, pękł roztrzaskany. Ragnar wrzasnął triumfalnie, skoczywszy niczym ryś na przeciwnika. Kozłogłowy nie mogąc już dłużej zatrzymać rozsierdzonego brodacza, odruchowo zasłonił się przed ostrzem topora wierzchem lewej dłoni. Przeraźliwy wrzask poniósł się po ruinach. Krew siknęła z kikuta zmieniając kolor brudno-brązowej wody w rdzawy odcień. Cios zadany z brutalną siłą gładko odciął cztery z pięciu palców stwora, ostawiając mu w lewej dłoni jedynie kciuk. Zaślepiony bólem zwierzoczłek wciąż trzymający w prawym ręku złomek swego ostrza gruchnął nim z siłą w łeb odsłoniętego krasnoluda. Obalająca siła ciosu posłała Khazada w spienione odmęty.

Wszystko ucichło. Huk wystrzału na chwilę zagłuszył wszelkie dźwięki, podobnie jak chmura prochowego dymu przesłoniła widok. Nim jednak obłok zaległ nad polem bitwy, dostrzegłeś jak ponad pół calowa kula trafiwszy w szyję napastnika, dosłownie strąca mu głowę z karku. Potępieńczy wrzask gdzieś z dołu uświadamia cię, że słuch poczyna wracać. Mleczno biała chmura zaczyna się stopniowo rozwiewać i rzednąć, by już po chwili ukazać dzieło zniszczenia dokonane przez jeden z owoców pracy nuleńskich inżynierów. Bezgłowy korpus w szaro-burym przypominającym nieco włosiennicę przyodziewku, zaległ na ziemi na poły zwieszając się w dół z krawędzi osypiska. Nad nim, lecz w głębi skrywającego swym cieniem wnętrza zrujnowanego budynku, zalśniły złowieszczo czerwone ślepia.

Kompletna bezwładność... i dziwne poczucie niemocy nabrania powietrza w płuca poczęły napawać cię lękiem. Rozwarłszy szeroko oczy spostrzegłeś, że w mule obok ciebie leży stylisko znajomej broni. Nagle, gdzieś na przytłaczającym cię swą masą nieboskłonie, na chwilę nie dłuższą niż mgnienie oka, pojawił się świetlisty błysk. Grom, który wystąpił po nim, wydał się jednak przytłumiony, obcy. Jednolita powała rozwarła się, a wokół zakotłowało się od uciekających ku górze pęcherzyków powietrza... otaczających urwany łeb stwora o gębie pełnej cienkich i ostrych jak szpilki zębów.

Gaspar - 2010-06-25, 13:11

Ragnar otrząsnął się szybko, chwycił zanurzoną w mule broń i szybko zerwał się na równe nogi. Wyłonił się z deszczówki niczym bestia morska - brzydka, brudna, a do tego zakrwawiona i rycząca złowieszczo. Nim przebrzmiało echo ryku krasnoluda, ten zlokalizował przeciwnika i natarł na niego z grymasem wściekłości rysującym się na pobrużdżonej twarzy.
- Giń, kurwi synu!!! - zakrzyknął chwytając topór oburącz. Skoczył ku stworowi i wyprowadził zamaszyste, poziome cięcie na nogi bestii.

Horus - 2010-06-25, 14:57

Schreiber ugiął kolana i pochylił się, nie odrywając wzroku od pary czerwonych ślepi gorejących w mroku. Lewa ręka chwyciwszy za ciepłą jeszcze lufę arkebuza, odstawiła go pod ścianę, opartego kolbą o podłogę, lufą wymierzoną w sufit. Jednocześnie prawa dłoń powędrowała do rękojeści katzbalgera, a jej wracająca towarzyszka przytrzymała pochew, ułatwiając wyjęcie krótkiego acz masywnego miecza. Miecz zastygł w powietrzu po prawicy landsknechta, poziomo, tuż nad biodrami, w pozycji eber, dzika. Lewe ramię z dłonią o szeroko rozpostartych palcach zatoczyła w powietrzu łuk dla przywrócenia równowagi, dezorientując jednocześnie przeciwnika.
Alton - 2010-06-25, 15:21

W zwierzęcych oczach potwora zalśniła pierwotna inteligencja; tym razem jednak, górę nad inteligencją wziął równie pierwotny instynkt - strach. Podnoszący się z rykiem krasnolud, skosił bestię horyzontalnym cięciem brodatego topora. Mlaśnięcie przecinanych mięśni, zgrzyt ostrza o kość - wszystko to zagłuszył potworny wrzask, który wydarł się z gardła kozłogłowego. Zwierzoludź runął przez plecy w wodę wzbijając spienioną topiel w górę. Głowica topora wgryzła się tak głęboko, że utknęła w cielsku przeraźliwie szamoczącego się stwora.

Ślepia zalśniły w półmroku niczym gorejące węgle. Stwór wykonał krok w przód, wyłaniając się tym samym ze skrywającego go cienia. Powłóczyste odzienie wyglądem przypominało tunikę, choć materiał z jakiego została wykonana w żadnym razie nie był katajskim jedwabiem. Wygolona do skóry czaszka była blada, co tworzyło kontrast do głębokich oczodołów skrywających pałające gniewem ślepia. Wyjąwszy i rozpostarłszy ręce spod wierzchniego ubrania mutant nie mógł sobie odmówić drwiącego uśmiechu - dłonie tego stwora zakończone były na oko ostrymi jak brzytwa pazurami, długimi na dwanaście cali każdy.

Horus - 2010-06-25, 15:47

Johannes uniósł prawą brew w niekłamanym zdziwieniu, a chwilę później w ślad za nią poszły kąciki ust; w niemym podziwie wyrażonym uśmiechem.
- A więc to tutaj - szepnął ruszając ku stworowi po łuku z prawej, nie chcąc pozostawać w zasięgu obojga ramion - Być może to tutaj przyjdzie po mnie...
Urwał szept, gwałtownie wychodząc do przodu poziomym uderzeniem wykonywane na lewą, długim ostrzem; wymuszając zastawę. Już w zasięgu brzeszczotu lewa ręka zatoczyła krąg za plecy, łapiąc równowagę, prawa stopa wysunęła się do przodu. Schreiber gwałtownie wypuścił powietrze z płuc przez rozwarte chrapy nosa.

Gaspar - 2010-06-25, 16:00

- Zdychaj, chuju przebrzydły! - wydarł się do dogorywającego zwierzoczłeka, czekając aż ten przestanie się szamotać.
Ragnar chwycił trzonek swojego topora z zamiarem wyrwania go ze zwłok. Pomógł sobie, przydeptując cielsko stwora ciężkim buciorem. Kiedy wyrwał wreszcie broń wzniósł ją nad głowę i dobił zwierzoludzia wbijając mu kolec znajdujący sie po drugiej stronie żeleźca prosto w łeb.
Otarł rękawem kurty twarz i rozejrzał się wokół.

aramil - 2010-06-27, 12:30

- Sigmarze! Ty widzisz to i nie grzmisz?!?! Szybciej na bogów ludzie !!! - Nie owijając w bawełnę, Felix zakrzykną do zbieraczy popędzając ich.
Sam też biegnie za nimi, starając się mieć oko na wszystkich, jednak w takiej sytuacji każdy raczej dba tylko i wyłącznie o swoje cztery litery. Włócznia którą nie sposób zarzucić na plecy, ciąży mu niezmiernie utrudniając bieg i choćby chciał się jej pozbyć by móc biec szybciej nie było takiej możliwości. Swą dłoń tak kurczowo ścisną na drzewcu, niczym rozwścieczony wilk na karku swej ofiary. Biegł do przodu jak poparzony, popędzając za razem ludzi. Kto wie co czyha za zakrętem , czy i jemu nie przyjdzie tam stanąć w ich i swojej obronie.

Alton - 2010-06-27, 12:44

Sztyletoręki z nieskrywaną radością przyjął zaproszenie do tańca, ruszając po łuku w Twoją lewą stronę. Nogi stawiał dość szeroko, by na nierównym gruncie utrzymać równowagę. Gdy skoczyłeś w przód wyprowadzając cięcie, mutant w płynnym skręcie tułowia wyrzucił zaopatrzone w potężne pazury prawe łapsko, jednocześnie skracając dystans o wysunięcie prawej nogi w przód. Ostrze klingi zadzwoniło o chitynowe szpony, nieznacznie przy tym odskakując. Idąc za ciosem postąpił w przód lewą nogą, przerzucając na nią ciężar ciała, podczas gdy drugą ręką - ruchem równoległym do zastawy - wyprowadził cios na wysokości Twej głowy.

Zwierzoczłek wydał z siebie przeciągłe zawodzenie, które przeszło w makabryczne bulgotanie gdy łeb i ciało stwora zalała wzburzona woda. Tuż przy brzegu, na roztrzaskanych cegłach osuwiska leżał na plecach uratowany mężczyzna. Pod mokrymi szatami szybko unosiła się i opadała klatka piersiowa. Jego twarz bogato zraszała woda ciurkiem lecąca z urwanej rynny powyżej. Oczy miał przymknięte, a usta poruszały się - niechybnie w bezgłośnej modlitwie.

***

Delikatny zachodni wiatr niósł z sobą nieludzkie wrzaski. Strwożonym szabrownikom udało się jednak osiągnąć już bramę - od tego miejsca wiodła już prosta droga przez łąki i leżące ugorem pola do obozu. Obozu, którego kryjące się za niewysokim płotem strzechy szałasów i lepianek były już widoczne. Po ruinach poniósł się kolejny mrożący krew w żyłach jęk. Gdzieś tam, dwójka straceńców walczyła o życie... bądź konała w męczarniach.

aramil - 2010-06-27, 13:00

Stanął jak zamurowany dźwiękami które dobiegły jego uszu. Co raz to spoglądał się na oddalających się już coraz dalej ludzi i na zrujnowaną ulicę prowadząca do bramy, gdzie teraz echem między ruinami odbijają się odgłosy walki. Co ma teraz czynić, prosty szewc? Decyzja którą teraz podejmuję ,może być najważniejszą w jego w życiu i być może ostatnią. Twarz ociekła mu zimnym potem i pobladła mu jak wapień. Dłoń na włóczni jest tak silnie zaciśnięta, że trzęsie się wraz z nią niczym kołowrotek.
- Bogowie dajcie nam sto lat wojny, bez ani jednej bitwy – Wyszeptał Młody. Obejrzał się jeszcze raz na ludzi, którzy są już teraz w sporej odległości od niego, wziął głęboki wdech po czym ruszył pędem po swych towarzyszy.

Gaspar - 2010-06-27, 19:16

Ragnar oparł topór o prawe ramię i ruszył ku ogolonemu na łyso mężczyźnie. Przystanął nad nim, oddychając ciężko.
- Nie czas na modły, człeczyno! - krzyknął, akcentując swe słowa szturchnięciem leżącego. - Trzeba zbierać dupy w troki! Za chwile tych chędożonych dziadów może tu przybyć więcej. Dalej, dalej!
Krasnolud wyciągnął rękę ku mężczyźnie.

Horus - 2010-06-27, 22:19

Mutant dobrze się ruszał. Dlatego Schreiber doskonale rozumiał, że nie może sobie pozwolić na bierną defensywę. Cofnął lewą nogę i gwałtownie zszedł całym ciałem niżej, odsuwając się jednocześnie o krok w tył, tak by nie stracić głowy od uderzenia potwora podążającego za wcześniejszą zastawą. Katzbalger zanurkował ukosem w dół, omijając ją, by w parabolicznym cięciu gdzieś na wysokości kolan poderwać się znów do góry, samym sztychem ostrza tnąc przez krocze i jamę brzuszną.
Alton - 2010-06-28, 00:06

Swą nagłą zmianą pozycji, Schreiber niewątpliwie uratował się przed paskudnym okaleczeniem twarzy. Mimo absorbującego znaczną część sił uniku, udało mu się przejść do wypadu. Jednak naznaczony Chaosem nie zamierzał złożyć broni. W błyskawicznym ruchu zawirował w piruecie na lewej stopie, o grubość włosa mijając się ze zdradzieckim ciosem lancknechta. Zakończywszy manewr, przełożył ciężar ciała na prawą nogę, po czym rąbnął żołdaka z krótkiego zamachu w bok lewą. Kopniak posłał Schreibera na kupkę cegieł tuż obok ściany, o którą uprzednio oparł arkebuz. Na szczęście zgubiony w krótkim locie miecz pozostawał w zasięgu ręki. Mutant zatrzymał się w nieznacznej odległości, pewnie stojąc na lekko rozstawionych, ugiętych w kolanach nogach, rękoma zbalansowawszy równowagę zakłóconą przez siłę jaką włożył w kopnięcie.

Ból leniwie rozlewał się po żebrach.

Mężczyzna przyjął wyciągniętą ku niemu dłoń, ułatwiając sobie powstanie z ziemi. Stanąwszy na nogach odszukał wzrokiem zgubiony oręż - wykonany w całości ze stali bojowy młot, którego głowica stylizowana była na kształt komety o dwóch ogonach. Broń leżała nieopodal - z krwawej topieli wystawał jego trzonek, za który chwycił mężczyzna, podrywając go wprawnym ruchem w górę. Pojedyncze krople wody obryzgały i tak mokry już brzeg osuwiska
- Słusznie. Dzięki za ratunek, nieznajomy. - odrzekł Ragnarowi, spoglądając na krasnoluda zmęczonym wzrokiem niebieskich oczu.

W tym samym czasie Felix biegiem pokonywał dystans dzielący go od towarzyszy. Biegnąc w górę błotnistej Viehstrasse dotarł do miejsca, w którym niedawno się z nimi rozstał. Ciężko dysząc skierował się w głąb ruin, co i rusz przystając i nasłuchując dobiegających z oddali odgłosów walki. Włócznia niemiłosiernie ciążyła w dłoni, która od ciągłego trzymania zdążyła poczerwienieć. Wreszcie, przystawszy tuż obok wejścia do spalonego domu usłyszał wyraźnie odgłos przewracanych cegłówek.

Horus - 2010-06-28, 00:41

Schreiber poszukał stopami oparcia w pokrytym mulistym błotem podłożu. Odpychając się nogami, podniósł do pionu oparty o ścianę grzbiet, wcześniej zaciskając dłoń na leżącej w zasięgu rękojeści miecza.
Odepchnął się od niej i ruszył do kolejnego manewru; uderzył z góry, ukośnie znad lewego barku, lewa noga do przodu; prawa stabilizuje pozycję. Cięcie jest płynne, krótkie, końcem brzeszczotu. Rękojeść, gdy zakres cięcia jest już niemal pełen, ściągnięta bliżej landsknechta, gotując miecz do sztychu poniżej sprowokowanej górnym uderzeniem zastawy.

Gaspar - 2010-06-28, 23:39

Krasnolud rozejrzał się w poszukiwaniu Johannesa.
- Musimy znaleźć jeszcze mojego kompana - rzekł do nieznajomego. - Bieraj młota, będzie robota. Hłe hłe hłe - zażartował i zarechotał, mimo niezbyt ciekawej sytuacji.
- Za mną - rzekł już poważniej widząc, że kapłanowi do śmiechu raczej nie było.
Ruszył w stronę niepokojących odgłosów, które słyszał za plecami, kiedy wyłaził z bajora.

aramil - 2010-06-29, 19:20

Felix zatrzymał się na chwilę by chwycić oddech. Jedną ręką opierając się o ścianie zrujnowanego budynku a drugą podpiera się o włócznie. Twarz która jakiś czas temu pobladła była teraz cała zaczerwieniała od zmęczenia. Gdy tak stał nagle coś wzdrygnęło jego ciałem, zmęczenia oraz stres powoli zaczęły wprawiać go o mdłości. Puki co nie wymiotował, ale komfortowo na pewno się nie czuję. Gdy nagle usłyszał odgłos spadających cegieł tuż za zakrętem, chwycił szybko w obie ręce włócznię i przeskoczył to pozycji typowo obronnej. Trudno powiedzieć, że w tym momencie serce mu przyspieszyło które chodzi już i tak na wysokich obrotach. Kilka kroków w bok, kilka kroków w przód, by choć trochę zobaczyć co kryję się za załomem, by być w każdym momencie gotowym przebić to coś stalowym grotem.
Alton - 2010-06-29, 20:26

Przed Felixem ostrożnie wyłaniającym się zza załomu ukazał się widok poruszających się w śmiertelnym tańcu dwóch postaci. Pierwszą z nich był człowiek o wygolonej do skóry czaszce odziany w powłóczystą szatę. W rzeczywistości nie był to człowiek, lecz mutant, plugawy odmieniec, o czym dobitnie świadczyły dłonie zaopatrzone w przeraźliwie długie i ostre szpony i pałające nienawiścią czerwone oczy. Drugą postacią był ekstrawagancko ubrany lancknecht - Johannes Schreiber - który gdzieś podczas walki zagubił swój szykowny kapelusz.

Pionowe cięcie i spodziewana górna zastawa. W istocie jednak, finta odniosła skutek. Schreiber pominąwszy złożenie parady błyskawicznie przeszedł do sztychu, przebijając go niemal na wylot. Z twarzy mutanta odpłynął nagle gniew, ustępując miejsca przemożnemu zdziwieniu. Opadłszy bezwładnie na kolana zwrócił ku lancknechtowi swe dziwne, czerwone oczy.
- Ból jest jak korzeń mandragory, krew - niczym słodkie wino... oddaj cześć Mrocznemu Księciu posyłając mą duszę do niego! - wymówił z trudem, gdyż z jego otwartych ust ciurkiem lała się krew.

Mężczyzna chłodno skinął głową. Wdrapawszy się na osuwisko Ragnar spostrzegł Schreibera stojącego nad klęczącym przed nim odmieńcem, z którego trzewi wyzierał miecz. Tuż obok leżało wiszące na krawędzi truchło z urwanym łbem, który musiał wpaść do wody poniżej.

Horus - 2010-06-29, 22:21

- Żadnej czci, przyjacielu - odrzekł krótko nieco zachrypłym głosem, wyrywając miecz z trzewi mutanta, przekręciwszy go jeszcze dla poszerzenia i tak już letalnej rany - Żadnej czci. Jesteś wolny.
Łańcuszek kropel krwi pociągnął za zataczającym w powietrzu krąg, uwolnionym z wrażego ciała brzeszczotem, znacząc mokre podłoże cienką, amarantową strużką. Cofnął się o krok i przez krótki moment popatrzył na konającego potwora, niegdyś człowieka, teraz powoli stygnącego w mule i rosnącej kałuży krwi. Dopiero, gdy upewnił się, że przeciwnik nie żyje, otarł miecz i schował go do pochwy, po czym zwrócił się do Ragnara, którego łeb wychynął zza kamieni osuwiska i pomógł ocalałym wyjść na górę.

Dopiero po tym lancknecht poszukał swojego kapelusza i podniósł z ziemi ostygły już arkebuz.

Gaspar - 2010-06-29, 22:39

Ragnar przystanął nad truchłem mutanta i pokiwał głową.
- Wiele żem rzeczy w swoim życiu widział, ale takiego paskudztwa nie dane mi było jeszcze podziwiać - rzekł i wsunął topór za pas. - Ładnie żeś go sprawił, Johannes. Jak, nie przymierzając, tłustego wieprzka.
- A teraz - dodał po tym, jak skończył się głupkowato chichrać. - Chętnie dokładniej poznamy osobnika, którego, jakby nie patrzeć, przed niechybną śmiercią uratowaliśmy.
Brodacz przeniósł wzrok na łysego nieznajomego, a powieka nad zarośniętym bielmem okiem zadrgała lekko.

aramil - 2010-06-30, 19:21

Staną na rogu, zdezorientowany Felix spogląda na walkę, jakby nie wiedząc co w takim momencie ma ze sobą zrobić. Chwile trwało żeby przełamał swe obawy, by zaprzeć się na tylnej nodze i zaszarżować na bestie z całym impetem. Drzewiec nadal tkwi w jego dłoniach jak w imadle, a grot celuję prosto w tors bestyja.
-Niech Cię Chaos pochłonie! - Nie postąpił kliku kroków, gdy mutant padł trupeł z ręki Johannesa. Stoi teraz znów z nastawioną włócznią patrząc się na niego niczym ciele na namalowane wrota.
- I pochłoną - Powiedział z lekkim przejąknieciem.
- Ludzie są już bezpieczni ! - Rzekł już bezpośrednio do Schreibera. Spojżenie Felixa ,aż dosłownie mówi by ten powiedział mu cokolwiek co robić dalej, gdyż on zdaję się nie mieć zielonego pojęcia.

Alton - 2010-06-30, 23:04

Śmiertelnie ranny, opadł wreszcie na ziemię bez tchu. Jego groteskowe dłonie wystawały z pod ubroczonej we krwi szaty. Po bitewny spokój zmąciło niespodziewane przybycie Felixa.

- Jam jest brat Sigamund Hochverrater, akolita Zakonu Pochodni ze świątyni Sigmara w Durbergu. - zaczął uroczyście, prostując się i wypinając przy tym pierś do przodu. - Przebyłem daleką i niebezpieczną drogę kierując swe kroki w stronę Wolfenburga, i muszę przyznać, że gdyby nie wasza bezinteresowna pomoc, byłbym za sprawą tych bestii pewnikiem jeszcze przed zachodem słońca martwy. - ten wysoki, łysy mężczyzna w mokrych, ściśle przylegających do ciała kapłańskich szatach mówił miarowym, silnym i czystym głosem. Bez trudu wytrzymał ponure spojrzenie jakim obdarzył go jego krasnoludzki wybawiciel. Zarówno z niebieskich oczu jak i głosu emanował spokój.

Gaspar - 2010-06-30, 23:15

- A co, jeśli można wiedzieć - dopytywał się dalej krasnolud wykręcając swoją brodę i usuwając z niej nadmiar wody - porabiacie w tej przeuroczej okolicy? I do tego samotnie. Nie wiecie, że w dzisiejszych czasach i do latryny strach iść samojeden?
Ragnar puścił swoją brodę, która pod wpływem wyżymania zamieniła się w jeden wielki dred. Strząsnął z dłoni wodę i zasadził je za pas, zastygając w wyczekującej pozycji.

Horus - 2010-06-30, 23:31

- Zacnie się spisałeś, chłopcze - odparł szeptem Felixowi, zbliżywszy się do młodzieńca, kładąc mu dłoń na ramieniu - I wróciłeś, a to znaczy żeś z dobrej gliny ulepion.
Pytanie Ragnara skomentował milcząco lekkim uśmiechem, przecierając długie strąki mokrych wąsów.
- Wracać nam trzeba nam do obozu - zwrócił się głośniej, tym razem do wszystkich zgromadzonych w miejscu potyczki - Rumor, jaki tu narobiliśmy, ściągnie nam na łby całe plugawe ścierwo z okolicy. Acz nie znaczy to, że nie wysłucham szerszych wyjaśnień świątobliwego sługi Sigmara Młotodzierżcy już na Północnym Trakcie. Tymczasem, wychodzimy.

Alton - 2010-07-01, 00:18

- Przysłał mnie tu przeor naszego zgromadzenia w celu wypełnienia świętej misji. - odrzekł pewnie akolita - Co zaś tyczy się waszego drugiego pytania, mości krasnoludzie, to wiedzcie, że ze świątyni wyruszyło nas czterech. Do Wolfenburga, a właściwie jego zgliszcz, udało się jednak dotrzeć tylko mnie. Ubolewam nad śmiercią swych braci, których dusze udały się do królestwa Morra, jak i kieruję dzięki do Shallya'i za okazanie miłosierdzia pokornemu słudze Sigmara. - dodał, kończąc swój wywód. Z jego mowy trudno było wynieść akcent, który zdradziłby jego pochodzenie.
- Wyście zaś panie, wybaczcie mą bezpośredniość, jesteście najemnikiem? - odrzekł zwróciwszy wzrok ku lancknechtowi.

Horus - 2010-07-01, 00:42

- Przeor Waszego zgromadzenia, młody akolito, wysłał was na misję samobójczą - żachnął się z szorstkim, middenlandzkim akcentem, zwracając oblicze ku wyjściu ze zrujnowanej chaty - Do Wolfenburga się nie dociera. Z Wolfenburga się ucieka; nigdy odwrotnie! A uciekać i tak nie ma dokąd, więc tkwimy tu w zawieszeniu, jak parszywe szczury uwięzione we własnej jamie. I teraz znów musimy gnać, choć na końcu drogi i tak nadal będziemy osaczeni.
Przyjrzał się uważnie zamkowi swojego arkebuza, ale zarzucił pomysł czyszczenia go w takich warunkach. Broń pieszczotliwie przeciągniętą dłonią przypiął do bandoliera na plecach.
- Czy jestem najemnikiem? - kontynuował odpowiedzią na pytanie, obróciwszy lico z ponurym uśmiechem na ustach - Przyszło mi walczyć u boku carroburgskich lancknechtów. Teraz nikomu już nie lza płacić mi podobnym w kruszcu. Zaryzykowałem dla was życie dwóch tuzinów zbieraczy, więc nuże, powściągnijcie ciekawość i uczyńcie ryzyko opłacalnym.
Zwrócił głowę z powrotem ku mokrym ruinom na zewnątrz i widniejącemu między nimi szlakowi.
- Gotować się do drogi - polecił krótko, wychodząc na zewnątrz, uważnie rozglądajac się w około w poszukiwaniu zagrożeń - Jotunnson na czoło kolumny. Naszego gościa zapraszam do towarzyszenia młodemu Vogelowi w środku. Ja zamykam, pochód. Szybki trucht. Dalej!

Alton - 2010-07-02, 13:03

- Skoro nie zaprzeczacie, tedy biorę to za dobrą monetę. Nie podważam też prawdziwości waszych słów odnośnie Wolfenburga - w istocie - przyznaję, że gdyby nie wasz niespodziewany ratunek byłbym zginął. Jednakże, zrozumcie - ja muszę przedrzeć się w głąb miasta, gdyż tam najprawdopodobniej leży cel mojej podróży, który zresztą żadną tajemnicą nie jest - jest nim wolfenburgska świątynia Sigmara. - prawił dalej kleryk, nie bardzo sposobiąc się do wymarszu.
- Nie znam waszego miana panie, tedy nie wiem jak się do was zwracać - kontynuował po krótkiej pauzie jednostajnym, dźwięcznym głosem - Jednak nie przeszkodziło mi to zauważyć, że to wy tu dowodzicie. Tedy wysłuchajcie mej prośby - pomóżcie mi w dotarciu do świątyni. Dobrze radzicie sobie podczas orężnej rozprawy, a jako mieszkańcy tego miasta dysponujecie wiedzą o zmienionej - co trzeba przyznać - lecz nadal rodzinnej okolicy. Tak się składa, że mam przy sobie trzy złote korony - wychodziłoby po jednej na głowę. Będą wasze, gdy dotrzemy do celu.

Gaspar - 2010-07-02, 22:32

- Złoto teraz tyle warte co funt kłaków - odpowiedział szybko. - Ale złotem zawsze pozostanie. Wiecie, drodzy panowie, że w języku khazalid jest ponad sto synonimów słowa złoto? Związane jest to z pewną krasnoludzką grą, zwaną "Złotą piosenką", która polega.... - Ragnar wreszcie zauważył, że nie pora i nie czas na takie pogaduchy. - Ale o tym może kiedy indziej.
Spojrzał krytycznym wzrokiem na niebo.
- Nie wiem, czy zdążymy odprowadzić pana wielebnego do świątyni i wrócić do obozu przed zmrokiem... Ale, jak zapewniał młody, ludziska są już bezpieczne, więc nigdzie się nam nie spieszy.

Alton - 2010-07-02, 23:09

Akolita słysząc słowa krasnoluda uśmiechnął się delikatnie, dziękując skinieniem głowy za słowa poparcia. Nie odezwał się jednak ni słowem - czekał na odpowiedź Schreibera, która miała jasno orzec w sprawie podjęcia decyzji.
Spojrzenie na pochmurny, popołudniowy nieboskłon nie przywodziło na myśl poprawy pogody, choć do zachodu słońca z pewnością pozostawało jeszcze kilka godzin.

Horus - 2010-07-05, 17:59

- Mój krasnoludzki druh ma rację - odrzekł akolicie po chwili milczenia, przełamując nieruchomą, posągową postawę - Złoto ma teraz marną wartość. Odrzuciłbym waszą propozycję, mój młody panie, ale ratując was, zerwaliśmy warunki kontraktu zawartego ze śmieciarzami - do obozu odprowadził ich jedynie młody Vogel. Czysto teoretycznie tedy nie przysługuje nam prawo do pełnego podziału łupów. Chwilowo więc jesteśmy bezrobotni, a honor najemnika nakazuje przyjąć ofertę hojnie opłaconą złotem.
Przerwał, doczyszczając naprędce zamek swojego arkebuza, przysłaniając lufę od opadów szerokim rondem kapelusza.
- No i skurwysyństwem byłoby zostawić was z tym samotnie - dodał po chwili, uśmiechając się niepokojąco spod długich wąsów - Nazywam się Johannes Schreiber. Ja i moi towarzysze, o ile naturalnie zechcą; jestem bowiem dowódcą, ale nie władcą ich żywotów, odprowadzimy was choćby i do samej Otchłani.
Landsknecht zdjął spod lufy stempel, jedną tuleję z bandoliera, po czym uważniej już nabił swoją rurę. Później zacznie modlić się do Ulryka o lepszą pogodę.

Alton - 2010-07-06, 15:13

- Tedy rad jestem to słyszeć Herr Schreiber. Przyjmuję wasze usługi, jak i zdając sobie sprawę z powagi sytuacji - oddaję się pod waszą komendę. - to rzekłszy ukłonił się lekko - Prowadźcie tedy bezzwłocznie, najlepiej wprost do świątyni. - akolita zważył w dłoniach swój bojowy młot, po czym zdecydował się umieścić go na swoim miejscu - w szlufce przy pasie. Mimo, iż całe jego ubranie było do cna przemoknięte, kleryk nawet nie drgnął, gdy owiał go chłodny podmuch wiosennego powietrza.
Horus - 2010-07-07, 19:19

- Pójdziemy tak, by dotrzeć tam żywcem - odparł Hochverraterowi chłodno, po czym przeniósł swój wzrok na Vogela.
- To twój czas, Felixie - rzekł młodzieńcowi - Nie ukrywam, że bardzo liczę na waszą nielichą znajomość topografii miasta. Wszak wychowaliście się tutaj. Oby Wolfenburg choć po części pozostało takim, jakim go zapamiętałeś. Prowadź nas bezpiecznymi ścieżkami.

aramil - 2010-07-09, 13:09

Felix nie odzywał się podczas gdy jego towarzysze rozmawiali z akolitą. Możliwę ,że nie był nawet w stanie, dopiero po zdaniu lancknechta jakby wyrwał się z z tego stanu
- Tak, tak – Odpowiedział, już nieco mniej nerwowo.
- Bezpieczne to może być ciężko, ale jak najprędzej to myślę ,że będę w stanie – Postąpił klika kroków przed nich opierając się o trzon włóczni,
- Jakby nie patrzeć to trochę się tu pozmieniało, ale do świątyni prosta droga. Za mną! - Wskazał dłonią większą ulicę poczym ruszył na przód.
- A co do złota panowie to coś w tym jest, pamietam jakiś czas temu jak jeszcze to wszystko stało, był u mnie pewien krasnolud, gdy płacił użył takiego fajnego powiedzonka, tylko nie pamiętam jak ono brzmiało - Złapał się za głowę.
- O już wiem. Nie ma nic pewniejszego na świecie niż błysk złota i zdradziecka natura elfów, chyba tak dokładnie to leciało. Co ma piernik do wiatraka to nie wiem, ale fajnie brzmi

Alton - 2010-07-11, 12:05

Sigmarycki kleryk w awangardzie krasnoluda i lancknechta ruszył przez z wolna dopalające się zgliszcza w stronę głównej ulicy, idąc w ślad za prowadzącym ich młodym Vogelem. Po dotarciu do Viehstrasse - jednej z nielicznych, drożnych arterii tego miasta - skierowali się na północ, w stronę bydlęcego targu, który niedawno opuściła prowadzona przez nich grupa zbieraczy. Wdrapawszy się na groblę z gruzu zagradzającą swobodny dostęp do placu, ich oczom ponownie ukazał się złowrogi totem. Już po chwili w nozdrza schodzących ostrożnie w dół skarpy najemników uderzył fetor rozkładających się ciał, malowniczo porozrzucanych wokół ołtarza.
- Na Sigmara... - zająknął się Sigamund, którego wzrok najwyraźniej po raz pierwszy spotkał się z obliczem takiego okrucieństwa.
Pogrążeni w ciszy przerywanej jedynie pryskającymi spod butów kamykami, zbrojni opuścili przeklęte miejsce obchodząc je możliwie najszerszym łukiem.

Deszcz zelżał w momencie, gdy dotarli w pobliże napawającej trwogą, pękatej, trójkondygnacyjnej kamienicy, zwieńczonej dziurawym niczym hochlandzki ser dachem, o zielonkawej barwie. Bryła budynku nie została w widoczny sposób naruszona, co stanowiło ewenement wśród okolicznych konstrukcji. Do wejścia prowadziły granitowe schody opatrzone poręczami, strzeżone przez parę kamiennych lwów, z których jeden w wojennej zawierusze stracił łeb wraz ze swą okazałą grzywą. Budynek straszył powybijanymi oknami, w których ostały się jedynie ołowiane szprosy. Kawałki potłuczonego szkła błyszczały w błocie niczym gwiazdy, które spadły na ziemski padół wprost z firmamentu.

aramil - 2010-07-11, 13:31

Vogel przystanął na chwilę spoglądając na kamienice. Odwrócił się do reszty i odezwał się do nich z wyraxnym entuzjamem.
-Do samej świątyni to jeszcze kawałek, gdyż znajduje się po drugiej stronie rzeki. Jednak może być pewien problem. - Zakłopotał się lekko.
-Bowiem nie wiem czy wiecie, ale jest tylko jeden most łączący oba brzegi. Jeśli nie przetrwał, mogą być spore problemy z przeprawą. - Wskazał dłonią na dom stojący nieopodal.
-Z tego budynku jest znakomity widok, proponuje tam wejść i się rozejżeć co by zbędnie drogi nie nadkładać, jakby nie daj Sigmarze mostu już nie było.

Gaspar - 2010-07-11, 13:42

- Znakomicie - rzekł Ragnar kolejny raz ocierając ręką krew cieknącą z rozcięcia na głowie. - Szkoda, że przypomniałeś sobie o tym dopiero teraz, ale lepiej późno, niż później. Idźcie i obaczcie jak sprawa z mostem stoi, a ja popilnuję wejścia.
Brodacz wystawił okrwawioną dłoń przed siebie pozwalając by deszcz zmył krew. Splunął niezadowolony na bezgłowego lwa i zrzucił na ziemię plecak. Po chwili wyjął z niego starą szmatę, która kiedyś mogła służyć komuś za koszulę. Ragnar zarzucił sobie klamot na łeb, a rękawy zawiązał z tyłu. W efekcie krasnolud z zawiązaną na głowie prowizoryczną chustą wyglądał jak pirat, brakowało tylko drewnianego kulasa i klapki na wyłupionym oku.
Zadowolony z otrzymanego rezultatu zarzucił plecak z powrotem na grzbiet.

Horus - 2010-07-13, 11:10

- W razie czego, krzycz. - rzucił ponuro krasnoludowi, wchodząc na górę po granitowych schodach. - Razem krzyczy się przyjemniej.
Arkebuz spoczywał na bandolierze, w dłoni, cofnięty nieco do tyłu katzbalger, z nisko skierowanym sztychem. Schreiber wchodził na górę z szeroko otwartymi oczami, uważnie nadstawiając uszu. Zatrzymał się przed drzwiami, nasłuchując w bezruchu przez dłuższą chwilę. Jeśli nie usłyszy niczego niepokojącego, delikatnie rozchyli odrzwia.

Alton - 2010-07-13, 21:52

- Ten budynek jest ponury niczym jakaś świątynia Morra. - rzekł do krasnoluda stojący obok kleryk - Aż ciarki przechodzą.

Schreiber zbliżył się do drzwi, przy których przystanął przez chwilę nasłuchując. Upewniwszy się, że jedynym dochodzącym ze środka dźwiękiem jest hulający po opuszczonym budynku wiatr otworzył odrzwia. Pchnięte przez lancknechta lewe skrzydło drzwi niepokojąco zaskrzypiało w proteście, po czym... z hukiem runęło do wewnątrz. Z framugi wystawał jedynie żałośnie wygięty, metalowy zawias. Głuchy rumor poniósł się hen, po całej okolicy.

Gaspar - 2010-07-13, 23:31

Ragnar spojrzał jeszcze raz na stojący przed nim budynek i wzruszył ramionami. Gdy usłyszał huk złapał na stylisko topora. Zobaczywszy, że nic nikomu nie grozi przysiadł na granitowych schodach i ułożył broń na kolanach. Krasnolud utkwił wzrok w swoich butach i zaczął mruczeć pod nosem na tematy bliżej nie związane z obecną sytuacją. Trwał tak w bezruchu, aż wreszcie przechylił się nieco na bok i puścił krótkiego, acz donośnego bąka. Następnie wrócił do kontemplowania rozpadających się trepów.
Horus - 2010-07-17, 00:57

Świadomość tego, że o jego pojawieniu się wiedzą już prawdopodobnie wszyscy mieszkańcy budynku na chwilę powstrzymała kroki Schreibera. Jedynie na chwilę. Zagrożenie bronią biologiczną ze strony Jotunnsona natychmiast dodało mu kurażu. Landsknecht z mieczem u boku przekroczył próg i rozejrzał się uważnie.
Alton - 2010-07-19, 13:43

Schreiber ostrożnie wkroczył do środka. Znalazłszy się w holu szedł przed siebie ku kolejnym dwuskrzydłowym drzwiom blokującym przejście dalej. Po obu stronach kroczącego najemnika znajdowały się sprawiające wrażenie ciężkich - masywnych wręcz - mebli, których wnętrza zostały wyprute. Na marmurowej posadzce, rżniętej w kwadratowe płyty, spoczywały często połamane, jesionowe półki. Próżno było wśród nich znaleźć coś innego niźli drzazgę - okolica nad wyraz wyraźnie zdradzała oznaki dokładnej grabieży. Światło wpadające przez otwarte odrzwia za plecami landsknechta nie było jedynym - ze znajdującego się wysoko nad mężczyzną sklepienia, na długich łańcuchach zwieszały się w dół cztery oliwne lampy umieszczone w pomalowanych czarną farbą stalowych okuciach. Szklane klosze, osłaniające płomień przed przeciągiem, który często musiał pojawiać się w holu, zostały - podobnie jak misternie zdobione szafy - bezmyślnie zniszczone przez łupieżców. Tylko w jednej z nich wciąż tańczył nieznaczny płomień zdecydowanie bardziej kopcący, niż przydający wnętrzu światła. Płomień, który nie zgasł nawet gdy lewe skrzydło runęło do środka, porywając przy tym z ziemi nielekki przecież, szklany pył.

Wtem cień zaległ w całym holu i tylko konopny knot rzucał odrobinę światła, będąc swoistym światełkiem w tunelu, wyjścia z którego strzegły zamknięte drzwi, a u wejścia zatrzymał się przybyły kształt.
- Za pozwoleniem, Herr Schreiber, ale uważam, że nie powinniście dalej iść sami. - odezwał się skądinąd znajomy już głos, należący do kleryka, którego wraz z towarzyszami podjąłeś się eskortować. Stał w progu, a światło wpadające do środka skrywało jego sylwetkę w mroku.

Serce tłukło Ci szybciej, niż byś sobie tego życzył.

aramil - 2010-07-19, 15:37

Przez ten cały czas przyglądał mu się jeszcze jedna postać, przestraszona i zniechęcona do jakiegokolwiek kroku. Za kleryka wygląda Felix, zaciekawiony tym co się dzieje w środku. Słowa sigmaryty dały mu trochę do zrozumienia ,że puszczanie go samemu jest po prawdzie tchórzostwem z jego strony.
- Poczekaj chwilę, już do ciebie idę. - Szepną w stroną lancknechta. Włócznie oparł o zewnętrzną ścianę domu, po czym wyciągną swój wysłużony miecz.
-Nie podoba mi się to, ale co zrobisz? - Zwrócił się jeszcze do kleryka i wszedł powoli do środka kierując się w stronę Schreibera

Horus - 2010-07-22, 20:08

- Szzz... - syknął landsknecht, nosząc się z zamiarem zdjęcia ostatniej płonącej lampki z okuć. Ostatecznie zaniechał i zwrócił się ku cieniom holu. Upewniwszy się, że ma osłaniane plecy, ruszył dalej, badając wnętrze. Naturalnie, w centrum jego zainteresowania leżało odnalezienie drogi na wyższe kondygnacje budynku.
Alton - 2010-10-01, 23:38

Chrzęst piachu pod butem kroczącego po kamiennej posadzce mężczyzny zagrał fałszywie wśród pustych ścian opuszczonego przez ludzi i bogów budynku. Miarowy grzechot drewnianych tulei kołyszących się u bandoliera zdradzał równy krok. Dudniący łomot poniósł się po wnętrzu z siłą tuzina toczących się beczek, gdy pchnięte ramieniem drzwi stanęły otworem. Sala reprezentacyjna była równie okazała co gmach - sprawiające wrażenie monumentalnych - filary - podtrzymywały gwiaździście sklepioną powałę, z której na łańcuchach zwieszały się kute ze stali żyrandole. Czar tego miejsca prysł, gdy Schreiber w awangardzie zakonnika i będącego aktualnie przewodnikiem Vogela, dostrzegli ogrom dewastacji - pokryte krwią i fekaliami freski, rozbite posągi, czy podarte płótna obrazów w roztrzaskanych ramach. Resztki zniszczonych sprzętów spoczywały na kupie tuż obok zasłanej popiołem i resztkami obgryzionych kości części posadzki, zdradzającej ślady obozowania.

Zgodnie z umową, że pierwszego tego miesiąca wznowimy grę, zamieszczam tego posta wprowadzającego was do kolejnej lokacji; do opisów szczegółowych przejdę, gdy podejmiecie swymi bohaterami konkretne akcje.

Horus - 2010-10-03, 23:07

- Przytulnie. - prychnął landsknecht, rozglądając się po zdewastowanym pomieszczeniu - I jak widzę, ktoś raczy się gościnnością tego budynku.
- Wyglądaj mostu, chłopcze - zwrócił się do Vogela - Wszak po to tu przyszliśmy. I lepiej by było, gdybyśmy nie musieli natykać się na gospodarzy.
Schreiber z dłonią zaciśniętą na rękojeści miecza począł ostrożnie badać wnętrze. Może znajdzie tu coś, czego wartości nie docenili zdziczali, nowi mieszkańcy sali reprezentacyjnej. Po wtóre, musi upewnić się, że nikogo tu nie ma.
- Oczy dookoła głowy - polecił krótko.

aramil - 2010-10-04, 16:36

-Ajj, na czorta! - Na końcu korytarza za Shreiberem , słychać niezdarnego Felixa który najwyraźniej potknął się o coś leżącego na ziemi. Miecz wypadł mu z dłoni i z brzdękiem uderzył o podłogę ,a on sam upadł na pośladki - Nic mi nie jest. - Wyraził się szeptem ,z dość wyraźnym cichym śmiechem w głosie. Wstał odszeptał się z kurzu i podniósł miecz, po czym podszedł ostrożnie w stronę drzwi stając za lancknechtem, wyglądając mu za pleców.
-Kiedyś na pewno było.- Przytaknął mu z zamysłem rozglądając się pobieżnie po pomieszczeniu, po czym bokiem powoli minął go w drzwiach.
-Ale tu musiało być pięknie, spójrzcie na te wszystkie rzeczy. - Vogel skupił wzrok na jednym z obrazów leżących beztrosko na ziemi.
-Co mówiłeś ? A tak, tak most. - Chłopak kręcąc głową najwyraźniej szuka jakiegoś okna które wyglądało by w stronę rzeki.

Alton - 2010-10-04, 20:53

Vogel

Postępując przed siebie i chłonąc przy tym niejako znajdujące się wokół Ciebie otoczenie, minąłeś środkową część sali i znalazłeś się tuż przy lewym murze wyznaczającym bryłę budynku, w którym wraz z towarzyszami się znalazłeś. Powyżej linii wzroku, w regularnych odstępach wzbijały się w górę strzeliste otwory okienne zakończone ostrymi łukami, które w nielicznych miejscach miały szczęście zachować kawałki błękitnego szkła. Jednak Twój wzrok przykuło coś, co na pierwszy rzut oka wydało się dużą kupą świeżych odchodów, spoczywających pod jednym z filarów. Zbliżywszy się doń nieznacznie, krzywiąc się z powodu otaczającej przedmiot woni, dostrzegłeś, że w istocie stało oto przed Tobą dzieło prymitywnej kultury - ulepiony z fekaliów posążek z grubsza przedstawiający hybrydę człowieka i jakiegoś rogatego zwierzęcia - kozła, barana, czy może nawet byka - trudno stwierdzić co "artysta" miał dokładnie na myśli. Nieco dalej, po przeciwległej stronie do tej, z której przyszedłeś dostrzegłeś pojedyncze skrzydło zamkniętych drzwi wyzierające spośród bezmiaru pokrytej fantazyjną snycerką boazerii oplatającej ściany sali.

Schreiber

Ostrożnym krokiem skierowałeś się ku śladom obozowania - osiągnąwszy domniemaną linię wyznaczająca środek sali odbiłeś przeciwnie do niezdarnego wolfenburgczyka na prawo. Idąc kolumnadą złożoną z dwóch równoległych rzędów bielonych filarów dotarłeś do sterty rozwalonych sprzętów. Tuż obok, klęcząc nad paleniskiem, przystanął kleryk, obszedłszy wcześniej salę od drugiej strony. Wyprawiony łeb tura z wystającymi z podgardla i mordy brzechwami strzał wyglądał dość groteskowo, wisząc tuż nad głową wodzącego palcami w popiele akolity. Przeniósłszy spojrzenie z oryginalnej tarczy strzelniczej w lewo natrafiłeś na obiekt nie tyle zagadkowy, co interesujący - nietknięty ręką barbarzyńcy model handlowej kogi zawieszony na włóczce sięgającej - patrząc od dołu - powały. Kopia okrętu już na pierwszy rzut nawet niewprawnego oka, zdradza pieczołowitość wykonania i kunszt artysty, który z pewnością włożył moc czasu i energii w skonstruowanie tej repliki. Zauważony kątem oka ruch ręki kleryka wyrwał Cię z kontemplacji. Mokry, a teraz na dodatek umazany popiołem zakonnik wyglądał doprawdy jak siedem nieszczęść.
- Ślady są świeże - popiół jest jeszcze ciepły.

Ragnar

Mrucząc pod nosem mieszaninę krasnoludzkich wtrąceń i reikspielu pogrążyłeś się zupełnie w sensownym wyłącznie dla Ciebie bełkocie. Kontemplując czubki swych butów poniewczasie spostrzegłeś, że zdążyłeś je pokryć ciągnącą się z Twych ust żółtawą flegmą. Nic sobie z tego nie robiąc potarłeś buta o but rozmazując ślinę po powierzchni trepów mieszając ją tym samym z obfitymi grudkami błota, dotąd uczepionymi podeszwy. Wtem, Twych uszu prócz mamrotania doszedł inny dźwięk. Dźwięk, który definitywnie nie dobiegł z wnętrza budynku.

Gaspar - 2010-10-04, 23:18

Krasnolud powstał ze schodów dzierżąc topór w prawej dłoni. Rozejrzał się po okolicy i wytężył słuch, chcąc ustalić kierunek, z którego dochodzą niepokojące dźwięki. W międzyczasie powoli cofał się na górę po schodach, by na koniec skryć się we wnętrzu budynku i obserwować okolicę wychylając głowę zza ściany.
Horus - 2010-10-05, 17:03

Schreiber ostatecznie zignorował model kogi, poświęcając uwagę słowom akolity.
- Jeśli nasi gospodarze to ludzie, to wrócą przed zmrokiem - odrzekł, skinąwszy mu lekko głową - Jeśli do ludzi zaś już daleko, to nic pewne nie jest. Mutanty polują i w nocy. Nie możemy sobie pozwolić na pozostawanie długo w tym miejscu...
Przeniósł swój wzrok na kuriozalną tarczy uczynioną z łowieckiego, niegdyś, trofea i wystające z niej brzechwy strzał.
- Bo wygląda na to, że to ludzie - dodał, przeczesawszy wąsy opuszkami palców. - Rychlej, Felix.

aramil - 2010-10-05, 22:14

Wzrok jego przeszedł na portal okna, w mgnieniu oka jednak powrócił na kałowego bożka. Przełykając zastygłą ślinę w gardle zacisną dłoń na rękojeści. Nie odwracając głowy zwrócił się ściszonym i drżącym głosem, do żołnierza.
-Zdaje mi się ,że niestety nie masz racji. - Odwrócił się do nich trzymając głowę nisko, odsłaniając im plugawą formę nieznanego autorstwa. Po czym przystąpił bliżej do okien by móc przez jedno z nich wyjrzeć. Cały czas mimo to stara się mieć wzgląd na towarzyszy. Idąc prawie ,że tyłem skupia swoje spojrzenie na akolicie by skinieniem głowy i machnięciem ręki wskazać mu drzwi do nieznanego nam jeszcze pomieszczenia.

Alton - 2010-10-17, 12:06

Schreiber&Vogel

- Istotnie Herr Schreiber, opuśćmy to miejsce. - odrzekł zakonnik, gdy powstał z klęczek. Stał tak jeszcze przez chwilę rozcierając w opuszkach palców zebrany popiół, ponaglany jednak żywą gestykulacją Ostlandczyka ruszył w stronę wskazanego miejsca. Przystanąwszy przy drzwiach pchnął je zawiniętą w bandaż dłonią ukazując tym samym krótki ciemny korytarz, rozjaśniony światłem wpadającym ze znajdującego się na jego drugim końcu pomieszczenia. Mnich bez wahania wszedł do środka by po chwili, obróciwszy się w Waszą stronę obwieścić:
- Są i schody prowadzące na wyższą kondygnację.

Ragnar

Z zaułka między miniętymi przez was zrujnowanymi budynkami z trzepotem skrzydeł wychynęło stado gołębi, które zatoczywszy w powietrzu niezgrabny łuk wylądowało na frontonie wysokiej, cudem ocalałej fasady - jedynej pozostałości po znajdującej się na przeciwko konstrukcji. Zimna stal w rękach koiła skołatane nerwy.

Kolejna cegłówka oderwała się z gzymsu, by runąwszy w dół roztrzaskać się na kawałki.

Horus - 2010-10-17, 13:06

- Bracie Sigamundzie, proszę za mną - polecił szeptem - Paniczu Vogel, proszę zamknąć nasz pochód i baczyć na tyły.
Wyszedł przed towarzyszy i z uniesionym na wysokości boku mieczem, z lekko wzbitym ku górze sztychem, ruszył na górze po schodach. Stąpał miękko, starając się ograniczyć grzechotanie tulei z amunicją. Wytężał wzrok, u ludzi nienawykły do półmroku, ale błogosławił światło padające na schody przez świetlik; w innym wypadku szedłby po omacku. Schody zakręcały ku górze, więc lewą dłonią dotykał ściany, asekurując się przed utratą równowagi.

Gaspar - 2010-10-17, 13:31

Ragnar oblizał spierzchnięte wargi, wyobrażając sobie każdego gołębia jako potencjalną kolację. Jednak ptaki, jakby wyczuwając myśli krasnoluda, usiadły wysoko ponad ziemią. Brodacz splunął gęsto na bok, oparł się o framugę i z wyrazem rozczarowania na twarzy wrócił do lustrowania otoczenia.
Alton - 2010-10-18, 20:58

Schreiber&Vogel

Świetliki rozmieszczone regularnie co kilkanaście pozbawionych ostrych krawędzi stopni, rzucały dostateczna ilość światła, by wspinać się żwawym tempem w górę. Schody zakręcały wbrew modzie panującej wśród nowobogackich w prawo, a nie zaś w lewo, co niechybnie zdradzało związek z cechami spotykanymi wśród obiektów o charakterze obronnym. Pokonawszy całą długość spiralnie wznoszących się schodów, idącego na przedzie Schreibera powstrzymały nieduże drewniane drzwi blokujące przejście przez portal. Wykonane z dopasowanych do siebie desek spiętych parą stalowych pasów drzwi, zaopatrzone zostały w niewielką kołatkę i zamek, który jak na złość okazał się być zatrzaśnięty. Nadto, pociemniałe od wilgoci drewno okazało się wcale mocne, czyniąc żołdakom nieliche problemy. Nie pomogły mocne kopnięcia lancknechta, ani próby wyłamania skrzydła barkiem Ostlandczyka. Zamek zechciał ustąpić dopiero po kilkunastu celnych uderzeniach bojowego młota. Wdarłszy się wreszcie szturmem do komnaty, zbrojni znaleźli się w miejscu nie splugawionym ręką najeźdźcy - zasłane łoże z zielono-czerwonym baldachimem, duża drewniana balia oddzielona od reszty pokoju zasłoną z rozpostartych na stojakach gobelinów, kominek z zapasem drewna, czy wreszcie ściany pokryte skórami dzikiego zwierza - wszystkie te rzeczy, choć noszą ślady użytkowania pozostały nietknięte. Drzwi znajdujące się po przeciwnej stronie komnaty mieszkalnej sugerują istnienie przejścia dalej, lub jakiegoś rodzaju balkonu.

Ragnar

Kawałek rozbitej cegły staczał się z rumowiska z każdą chwilą wytracając impet pozyskany w momencie uderzenia. Uderzając, trąc i odbijając się od rozfragmentowanych złomków składających się na ogólną całość majestatu kupy gruzu, kawałeczek ten - rozpołowiwszy się jeszcze po drodze - zatrzymał się wreszcie, osiągając kres swej drogi. Trwałby tak w bezruchu pewnie całe lata, gdyby wtem, pod twardym kopytem, nie został obrócony w proch.

Prostując się bestia rozpostarła muskularne ręce, by donośnym rykiem obwieścić światu rozpoczęcie łowów.

Gaspar - 2010-10-21, 17:53

Wyraz rozczarowania ustąpił z twarzy Ragnara w mgnieniu oka. Krasnolud zacisnął żeby i zważył w rękach topór, gotowy na starcie z bestią. Jednak zdrowy rozsądek wziął górę nad buzującymi hormonami i brodacz wycofał się do budynku.
- Ejże, kurwa! - zakrzyknął, wpadając do sali reprezentacyjnej. - Zasrane, kozłogłowe fiuty nas wyczuły! Nadchodzą tutaj! - Krasnolud podbiegł do schodów prowadzących na piętro. - Na dół, kurwa, na dół!
I nie czekając na odzew ruszył ku drzwiom w celu ich zawarcia.

Horus - 2010-10-27, 22:04

- Sprawdź ten pierdolony most, Vogel! - ryknął lancknecht, słysząc zew krasnoluda z dołu - A później biegiem na dół do głównych odrzwi!
Minął kapłana i biegł schodami na dół. Miecz wsunął do pochwy, zdjął z pleców arkebuz i przerzucił go do lewej dłoni. Prawą zerwał z bandoliera jedną z tulei. Biegł, a w biegu nie będzie nabijać broni. Zrobi to już przed drziami.

aramil - 2010-10-28, 23:54

-Ooo Bogowie!- Jeszcze chwilę temu udało mu się choć na chwile spowolnić swój oddech spowodowany ogromnym stresem, a teraz znowu ciśnienie go roznosi. Po jego wyrazie twarzy wyraźnie widać przerażenie, pot dosłownie cieknie mu z czoła, a dłoń jak imadło zacisnęła się na rękojeści miecza. W panice stara się odwrócić do następnego przejścia ,jako iż wcześniej odwrócił się w stronę drzwi wejściowych gdy usłyszał głos krasnoluda. Nogi plączą mu się przy pierwszych krokach,potykając się prawie o własne buty, chwyta klamkę i otwiera drzwi na oścież.
Alton - 2010-11-02, 13:30

Ragnar

Dopadłeś do wewnętrznych drzwi w kilku susach, napierając na ciężkie odrzwia całym swoim ciałem. Gdy wreszcie zawarłeś pierwsze ze skrzydeł, dostrzegłeś potężny, rogaty kształt stojący w wejściu do holu po przeciwnej stronie, osłonięty przed wzrokiem słonecznym światłem wpadającym do budynku. Tuż obok niego przemykały drobniejsze postacie, mknące z zatrważającą prędkością w Twoją stronę. Nie tracąc ni chwili więcej zatrzasnąłeś z hukiem drugie skrzydło.

Schreiber

Runąłeś pędem po krętych schodach w dół, modląc się w duszy do Ranalda by nie poślizgnąć się w trakcie tego karkołomnego cwału. Gdy wypadłeś z korytarzyka do sali, spostrzegłeś krasnoluda z rozpostartymi rękoma, blokującego dopiero co zawarte drzwi. na jego twarzy malowała się dziwna mieszanka strachu, determinacji i ekscytacji - oczy rozwarte, czoło zroszone zimnym potem, wargi poruszające się w rytm niezrozumiałych pomruków i warknięć.

Vogel

Niezdarnie ruszyłeś w stronę drzwi po przeciwnej stronie. Potknąwszy się o własne nogi runąłeś przed siebie wprost na drzwi. Napierając ciałem na klamkę zwolniłeś mechanizm zamka wypadają przez drzwi na zewnątrz. Siłą bezwładności wygrzmociłeś się na brzuch, asekurując się rękoma przed uderzeniem głową o posadzkę. Niepotrzebnie, gdyż w miejscu, w które miałbyś głową uderzyć zieje potężna wyrwa, a twój zakuty w hełm łeb zwisa nad sama wyrwą, umożliwiając Ci podziwianie niecodziennych widoków.
- Na wielką czwórkę, Herr Vogel, nic wam nie jest?!

Włócznia za balansowała jeszcze przez chwilę na krawędzi posadzki, po czym spadła w dół.

Gaspar - 2010-11-02, 15:48

Krasnolud oparł plecy o wrota tak, by blokować obydwa skrzydła, rozpostarł ręce i zaparł się mocno nogami. Topór spoczywał za pasem.
- Schreiber! - ryknął, gdy spostrzegł zbiegającego ze schodów towarzysza. - Ładuj, kurwa, rusznicę! Sporo ich tam! Jedno wielkie, rogate bydlę i kilka mniejszych ciulów!
Na zroszonym czole brodacza powstały krople, które poczęły spływać po skroniach i kapać z nosa.
- Jak będziesz gotów, to daj znać! - kontynuował podniesionym głosem. - Puszczę drzwi, a ty wal w tego dużego!

Horus - 2010-11-02, 20:20

Schreiber nie potrzebował kolejnego zaproszenia; zatrzymał się, odpiął od lufy pobijak, odgryzł plombę tulei i kilkoma sprawnymi ruchami, wyuczonymi przez setki powtórzeń, nabił arkebuz. Gdy broń była gotowa przyklęknął na prawym kolanie, wyjął z pochwy katzbalger i położył go na podłodze w zasięgu ręki. Lewą ręką oparłszy o udo, wycelował we wrota, ponad blokującym je krasnoludem.
- Dobra, Jotunnson - w sali rozległ się spokojny i zdecydowany głos lancknechta - Odstępuj.
Palec na wyślizganym, chłodnym spuście rusznicy czeka na swój moment.

Gaspar - 2010-11-03, 23:36

Krasnolud, zaciskając z wysiłku zęby, kiwnął głową w stronę Johannesa.
- Na trzy - polecił krótko, cedząc słowa. - Raz... Dwa... - brodacz wziął ostatni, bardzo głęboki oddech. - Trzy!!!
Ragnar rzucił się biegiem przed siebie spuszczając głowę tak nisko, że brodą niemalże szorował o deski podłogi. Dopiero kiedy znalazł się obok Schreibera odwrócił się w stronę drzwi dzierżąc już w dłoniach swój topór.

Alton - 2010-11-04, 22:41

Ragnar&Schreiber

Wtem drzwi rozwarły się na oścież, a do środka z nieludzkim wyciem wdarli się zwierzoludzie. Pierwszy z nich, o głowie przypominającej koński łeb, z głuchym hukiem upadł na ziemię, gdy zakończone kopytami odnóża nie zdołały utrzymać go na śliskiej posadzce. Jego kompani ogarnięci rządzą krwi runęli do przodu bezlitośnie tratując towarzysza. Na szyjach bestii znajdowały się uwiązane rzemieniami fetysze - koraliki z ludzkich zębów, czy toczone rozkładem odcięte dłonie swych ofiar. Nie nosili odzienia czy zbroi - ich nagość skrywało jedynie gęste futro. W zakończonych pazurami łapskach nieśli jednak wojenny ordynek - maczugi, włócznie, czy topory. Łby kozłów, baranów, jeleni i innych nie dających się na pierwszy rzut oka zidentyfikować stworów tworzyły liczącą pół tuzina groteskową menażerię, szarżującą na mierzącego z arkebuza lancknechta i stojącego nieopodal krasnoluda.

Na szpicę atakującej watahy wysforował się zwierzoludź o siwo-brązowej, zmierzwionej sierści i dzikich oczach koloru antracytu. Biegł pochylony, dzierżąc w łapie poszczerbiony miecz, budowy typowej dla armii Imperium.

Horus - 2010-11-04, 23:45

Schreiber mimowolnie rozciągnął swe usta w wyrazie niemego obrzydzenia. Wymierzył w najbliższego "szaroburego" i pociągnął za cyngiel spustu. Krzemień zamocowany na obracającym się kole skrzesał iskry, które padając na panewkę przeniosły ogień do podsypanego tam prochu. Ten, spalając się z wściekłym sykiem w mgnieniu oka doprowadził do zapłony reszty ładunku . Huknął grom, a wyrzucona z gwintowanej lufy kula szesnasto milimetrowego kalibru wirując przecięła powietrze, pozostawiając po sobie obłok dymu.

Gdy zrobił swoje, arkebuz z namaszczeniem spoczął na podłodze, pchnięty przez lancknechta za siebie, jak najdalej od pola walki i kopyt zwierzoludzi. Gdy Schreiber wstawał z klęczek, prawa dłoń była już zaciśnięta na rękojeści miecza.

Alton - 2010-11-07, 22:30

Obłok dymu spowił pole walki drażniąc oczy i nozdrza wszystkich jej uczestników. Kula wyrwawszy się z lufy arkebuza przemknęła tuż obok pierwszego z szarżujących zwierzoludzi uderzając w pierś postępującego za nim członka watahy. Siła pocisku była tak potworna, że wstrzymała impet nacierającej bestii i cisnęła ją do tyłu. Urwany ryk stwora był pierwszą rzeczą, jaką obie strony konfliktu miały usłyszeć, po tym jak huk wystrzału spotęgowany akustyką sali na chwilę je ogłuszył.

Bestia na szpicy skoczyła w stronę klęczącego Schreibera, który w tym momencie posyłał swą cenną broń poza zasięg adwersarzy. Tnąc z góry, przez łeb, klingą ukutą dla bezimiennego żołnierza Imperium, któremu ten dziki zwierzoczłek prócz miecza odebrał i życie.

Życie kolejnego żołnierza Imperium zawisło na krawędzi.

Gaspar - 2010-11-07, 22:57

- Dalej, spasione kapucyny!!!
Krasnolud, stojąc na lewo od landsknechta zakrzyknął gardłowo, lecz zamarł po chwili widząc, że Schreiber może nie zdążyć odeprzeć szarżującego zwierzoczłeka.
Błyskawicznie wskoczył przed towarzysza i posadawiając ciężar ciała na prawej nodze wzniósł topór w celu zatrzymania miecza. Kontynuując swój manewr, brodacz skrócił dystans postępując lewą nogą do przodu, by następnie wykonać na niej szybki półobrót i z otrzymaną przezeń siłą chlasnąć przeciwnika niskim, horyzontalnym cięciem trzymanym oburącz toporzyskiem.

Alton - 2010-11-10, 21:39

Krasnolud zerwał się by wystąpić przed klęczącego Schreibera. Gdy metaliczny zgrzyt obwieścił zetknięcie się wrażych sobie stali jasnym stało się, że i tym razem awanturnikom sprzyjało szczęście. Samo sparowanie ciosu wymierzonego w lancknechta nie zatrzymało jednak impetu napierającego potwora. Gdy krasnolud zastąpił mu drogę, szarżujący stwór wpadł na niego przygniatając brodacza swym kudłatym cielskiem. Broń z charakterystycznym dla siebie dźwiękiem upadła na posadzkę.

Widząc, że za maluteńką chwilę krasnolud wraz z górującym nad nim, o co najmniej dwie głowy zwierzoczłekiem runą do tyłu, Schreiber porwał leżący przed sobą miecz i przeturlał się na bok, unikając bezpośredniej kolizji. Zerwawszy się wreszcie na nogi zdążył spostrzec, że Ragnar zwarł się z bestią w klinczu - nie mógł mu jednak w żaden sposób pomóc, bo w tym momencie znalazł się między kolejnymi adwersarzami. Pierwszy z nich - baraniogłowy stwór z ekstremalnie wytrzeszczonymi oczami wykonywał już pchnięcie włócznią o paskudnie wyglądającym grocie; na wysokości pasa. Drugi, uzbrojony w nabijaną krzemieniami maczugę uderzał z krótkiego zamachu, wertykalnie, pozostawiając tym samym mało miejsca na unik.

Płat spienionej flegmy oderwał się ze zwierzęcego pyska opadając na spowite bielmem oko brodacza, gdy końskie zęby po raz wtóry kłapnęły tuż przed jego nosem.

Horus - 2010-11-10, 22:59

Schreiber wykonał gwałtowny obrót na lewej nodze, usuwając się w z drogi świdrującemu powietrze grotowi włóczni, tak by uderzający z góry maczugą zwierzoczłek znalazł się ostatecznie między nim, a włócznikiem. Lancknecht zastawił się wysoko poziomą paradą, pozwalając by broń zsunęła się po płazie i zatrzymała na masywnej gardzie katzbelgera; naparł prawą ręką, by odciągnąć związaną w klinczu na bok; na tyle tylko, by zrobić sobie miejsce dla kolejnego manewru. Lewa dłoń wyrwała z pochwy u pasa puginał, którym wymierzył horyzontalnym, szerokim pchnięciem, mierząc w twarz, lub gardło stwora.
Gaspar - 2010-11-10, 23:41

Ragnar lewą dłonią złapał mordę stwora i odpychał ją jak najdalej od swojej facjaty. Łokciem tej samej ręki osłaniał się przed ciosami spadającymi na jego twarz. Prawa rękę w tym samym czasie skierował w stronę swojego pasa z zamiarem dobycia krótkiego, lecz ostrego noża. Gdy tylko broń znajdzie się w jego prawicy, krasnolud wbił ostrze w bok szyi stwora.
Alton - 2011-03-22, 22:51

Paszcza zwierzoczłeka zaopatrzona w tępe, końskie zęby wgryzła się w policzek powalonego krasnoluda odrywając kawał jego skóry nim sękate palce brodacza pochwyciły potwora za gardziel, niczym żelazne szczypce. Wyjąc z bólu i złości, doprowadzony do pasji szczurołap zaciskał uchwyt. Już po chwili stwór począł miotać się jakby słabiej, wydając z siebie rzężący dźwięk, który między bogami a prawdą i tak ginął wśród kakofonii innych odgłosów rozgrywającej się potyczki. Białko wokół antracytowych źrenic adwersarza poczerwieniało. Kontrchwyt próbującego bronić się potwora słabł z każdą chwilą. Gaspar unosił głowę z ziemi centymetr po centymetrze nieprzerwanie wyjąc, a gardłowy krzyk jakby przysparzał mu dodatkowych sił; podczas gdy drugą ręką wreszcie udało mu się namacać rękojeść noża. Ostrze wysunęło się do połowy, gdy coś obrzydliwie chrupnęło, a z mordy gora wprost na twarz i brodę krasnoluda bluzgnęła ciemna jucha. Przez otwartą gardziel ryczącego brodacza wpadło kilka kropel krwi, a zachłysnąwszy się nią; nagle urywając dojmujący wrzask.

W tym samym czasie Schreiber ścierał w boju z dwójką potworów szaleńczo walcząc o swoje życie. Zawirowawszy w pół piruecie o włos uniknął ugodzenia posłaną w jego stronę włócznią, zakończoną ząbkowanym, noszącym ślady krwi lub rdzy grotem. Rozpocząwszy składanie parady już w trakcie manewru zdążył sparować opadającą maczugę, której ostry odprysk wbitego weń krzemienia powierzchownie rozciął czoło lancknechta, co było wynikiem zderzenia prymitywnego oręża z matowym ostrzem przygotowanego katzbelgera. Maczuga zgodnie z przewidywaniem zsunęła się i zatrzymała na gardzie, jednak Schreiber poczuł, że jego prawa ręka zdrętwiała od siły zablokowanego ciosu. Nie zwlekając ani chwili, wolną ręką udało mu się wyrwać z pochwy swój puginał, jednak na to by zadać cios w bok odsłoniętego przeciwnika zabrakło mu już czasu - ostatni z szóstki zwierzoludzi z impetem wpadł na niego od boku z mocą uderzając Schreibera dzierżoną we włochatym łapsku tarczą, posyłając go na kamienną posadzkę dwa kroki dalej. Szeroki miecz lancknechta z charakterystycznym dla metalu brzękiem upadł na podłogę, gdy zdrętwiała kończyna odmówiła posłuszeństwa. Ściskając w lewej ręce dopiero co dobyte krótkie ostrze żołnierz nie miał żadnych złudzeń co do tego, czy uda mu się nim zastawić przed opadającym właśnie ostrzem topora należącego do górującego nad nim zwierzoczłeka.

Horus - 2011-03-22, 23:30

Oksydowany napierśnik landsknechta zazgrzytał nieprzyjemnie o kamienie posadzki, a poprzedzające ten stalowy akord uderzenie wycisnęło z jego płuc powietrze ciężkim westchnieniem. Nim mrok przesłaniający oczy Schreibera pojaśniał, widmo opadającego nań topora pchnęła go pierwotnym odruchem do działania; na cofanie się było za późno - wiedział o tym, jednocześnie nie będąc tego świadomym. Decydował nie on, lecz *ten*, stwór hodowany wewnątrz czaszki przez dziesiątki podobnych tej sytuacji. Stwór, zmysł, który pieszczotliwie zwie się "instynktem".

Nim minął ułamek czasu, jaki potrzebny jest by zmrużyć powieki, Johannes wsparł się na lewym łokciu, lewą nogę zaś ugiął w kolanie i przysunął stopę ku tułowiu po czym gwałtownie odepchnięciem spróbował odtoczyć się w prawo, jak najdalej od punktu, w który za krócej niż jedno tchnienie miało opaść ostrze topora.

Gaspar - 2011-03-23, 11:37

Krasnolud charknął z obrzydzeniem i splunął gęstą flegmą wymieszaną z krwią. Jęcząc z wysiłku brodacz zrzucił z siebie cielsko zwierzoludzia. Następnie wstał, podnosząc jednocześnie leżący na podłodze topór. Spojrzeniem mordercy ogarnął otoczenie i rycząc jak opętany ruszył wspomóc towarzysza.
Wznosząc zalegający wkoło kurz, dopadł w kilku krokach do dwójki stworów. W pierwszego z nich, uzbrojonego z maczugę wpadł z rozpędem uderzając go prawym barkiem, by uzyskać potrzebne miejsce do wyprowadzenia krótkiego, skośnego cięcia przez bark i tors stojącego obok włócznika.
Ryk Ragnara poniósł się daleko po ruinach, gdy ten starał się odciągnąć uwagę dwóch stworów od Johannesa.

Alton - 2011-03-23, 15:57

Rozwścieczony nie na żarty szczurołap wyglądał doprawdy niczym diabeł z piekła rodem - brudny, przemoczony i świeżo skąpany we krwi - zarówno swojej jak i wrogów - rzucił się przed siebie, w biegu chwytając z posadzki za stylisko brodatego topora. Ryk brodacza zwrócił uwagę zwierzoludzi. Ich mordy wykrzywione w nieodgadnionym dla zwykłych śmiertelników grymasie zdradzały coś na kształt podniecenia. Gor uzbrojony w prymitywną maczugę zamierzył się na pędzącego krasnoluda, jednak ten był już zbyt blisko. Ragnar ze swym nisko osadzonym środkiem ciężkości wpadł w zwierzoczłeka niczym kula armatnia, dosłownie zmiatając go ze swej drogi. Krótki, zdradliwy cios wyprowadzony we włócznika stojącego za dopiero co wymiecionym adwersarzem nie osiągnął zamierzonego celu, lecz przynajmniej pozbawił go broni - ostrze opadło na drzewiec włóczni skracając ją o połowę. Pozbawił go broni, jak i części animuszu.

Tymczasem Schreiberowi ledwo co udało się ocalić swój cenny żywot. Topór rosłego gora o groteskowej paszczy jelenia zostawił długą rysę na części napierśnika, która osłaniała grzbiet lancknechta próbującego odturlać się poza zasięg broni. Zgrzyt metalu ustąpił głuchemu stukowi uderzenia o posadzkę następującego tuż po nim. Zwierzoczłek nie zrażony niepowodzeniem ruszył za próbującym odpełznąć żołnierzem.

Gaspar - 2011-03-23, 17:58

Ragnar nie dał gorowi ochłonąć po stracie oręża i przenosząc ciężar ciała na drugą nogę zawrócił topór i chlasnął stwora od lewej ku górze, przez udo, krocze i brzuch.
Zerknął przez ramię za siebie, by kontrolować poczynania drugiego ze zwierzoludzi.

Horus - 2011-03-24, 21:57

Johannes próbował odczołgać się na bok jak najdalej. Przerwał kiedy zauważył podstawę kolumny, która niebawem odetnie mu dalszą drogę. Gwałtownie obrócił się grzbietem do podłogi, wziął krótki zamach i ciął puginałem tuż nad racicami jeleniowatego gora; brzeszczot trzymał w chwycie odwróconym, sztychem do dołu.
Alton - 2011-03-31, 12:48

Krew bluzgnęła na posadzkę, kiedy ostrze topora zatopiło się w miękkim stwora Chaosu. Smród fekaliów uderzył po nozdrzach, gdy z rany zaczęły wysuwać się poskręcane jelita. Rozszczepiony drzewiec włóczni upadł z donośnym brzdękiem, a sam zwierzoczłek przysiadł na kolanach starając się rękoma utrzymać wylewające się flaki w środku. Czarna jucha buchała z rany w rytm bijącego w przyspieszonym tempie serca. Ragnar spojrzał w bok i aż przykurczył się bezwiednie, gdy spostrzegł, że powalony zwierzoludź zdążył w międzyczasie poderwać się z posadzki. Składał się właśnie do wertykalnego uderzenia, wznosząc oburącz trzymaną maczugę na wysokość rogów wystających ze swego baraniego łba.

Żołdak zwijał się na podłodze niczym żmija, w czym noszony przez niego pancerz zdawał się wcale nie przeszkadzać. Z iście gadzią szybkością dźgnął górującego nad nim Jeleniogłowego. A sztylet - niczym zęby jadowe węża - wywarł piorunujące efekty, mimo iż zatruty wcale nie był. Gor runął jak jedna z budowanych z kart do gry wież - to znaczy nagle, składając się jak tileański scyzor, przygrzmocił całym swym ciałem w znajdującego się u jego stóp Johannesa. Splątane ciała hybrydy i człowieka utworzyły twór zbliżony wyglądem do krzyżyka. lancknecht przygnieciony brzuchem do posadzki wił się niby piskorz, wyciagając dłoń w stronę sztyletu, który wymsknął mu się z ręki tuż po zadaniu ciosu. Rękojeść sztyletu była może pół cala od wyciągniętych w jego kierunku opuszków palców...

Horus - 2011-04-04, 21:19

Gdyby nie stalowy napierśnik, upadające cielsko wycisnęłoby z płuc landsknechta całe powietrze. Mimo to, jego żebra boleśnie odczuły uboczne skutki wężowego ciosu. Schreiber spróbował jednak jeszcze raz dosięgnąć broni: wsparł się na lewym przedramieniu, uniósł tułów na tyle, na ile pozwolił mu leżący na plecach ciężar rannego gora i rzucił się z całym impetem, jaki był w stanie wykrzesać, do rękojeści sztyletu leżącego nieco po za zasięgiem jego dłoni.
Gaspar - 2011-04-05, 16:13

Nieco zaskoczony krasnolud wzniósł topór nad głowę z lewą dłonią na końcu styliska, a prawą przy samym ostrzu. Trzymając go na wyprostowanych rękach starał się zatrzymać cios maczugi na stalowym toporzysku.
Gdy bronie zderzyły się ze sobą Ragnar kopnął stwora w okolicę miednicy by oddalić go od siebie i przygotować sobie miejsce na zadanie ciosu.

Alton - 2011-04-15, 22:31

Wysiłki kierowane w celu zdobycia leżącego opodal ostrza zostały niespodziewanie zwieńczone sukcesem - ręka jak i część ciała została oswobodzona w momencie, gdy okaleczony gor po tym jak wpełzł na lancknechta wsparł się na zdrowej nodze by w pozycji wyprostowanej usadowić się na odsłoniętych plecach. Końcówki palców dosięgły i przyciągnęły skąpany w jusze puginał, by wreszcie pozwolić zacisnąć się całej dłoni na pokrytej lepką mazią rękojeści... by wtem wysunąć się z niej ponownie, w skutek uderzenia włochatej pięści zwierzoczłeka, zapamiętale uderzającej w ucho leżącego żołdaka. Gor powarkiwał, w rytm nabierających regularności uderzeń. Tępy ból pulsował, gdy kolejne ciosy spadały na osłanianą ręką głowę.

Potężne zawołanie bojowe wstrzymało wzniesioną do ciosu pięść.

Sigmaryta z wzniesionym do góry groźnie wyglądającym, bojowym młotem szarżował wprost na próbującego powstać na nogi zwierzoczłeka. Uderzenie wyprowadzone od dołu z krótkiego zamachu ugodziło bestię w pierś, posyłając ją do tyłu. Krwawe bańki wstąpiły na pysk potwora, który zatrzymał się dopiero na podtrzymującej łukowe sklepienie kolumnie.

W tym samym czasie Ragnarowi udało się sparować uderzenie ciężkiej maczugi, która w przypadku gdyby cios dosięgną celu, z pewnością rozbiłaby łeb krasnoluda na kawałki, niczym przejrzałego melona. Wściekłość, jaką baraniogłowa bestia z wypaloną pośrodku włochatego czoła plugawą runą, włożyła w cios zdziwiła nawet krzepkiego krasnoluda, który padł z mokrym plaskiem na tyłek. Zwierzoludź ryknął zwycięsko i uderzył raz jeszcze z prawego ramienia po skosie w dół, na obalonego u jego nóg przeciwnika.

Gaspar - 2011-04-16, 00:02

Wściekły na zaistniałą sytuację brodacz zareagował szybko. Starając się wyprzedzić cios stwora wyprowadził z pozycji siedzącej krótkie, horyzontalne cięcie przez piszczele gora. Topór trzymany przy samym ostrzu błyskawicznie powędrował z prawej na lewą stronę. Krasnolud nie starał się specjalnie zatrzymać impetu uderzenia, który wykorzystał do zejścia z lini ciosu na swoją lewą stronę i odturlanie się na bok. Kończąc całą sekwencję Ragnar żwawo wstał z ziemi.
Alton - 2011-04-27, 16:14

Krasnoludzki topór pokrył się ciemnoczerwoną juchą. Cios ściął zwierzoczłeka z nóg. Dosłownie. Ostrze rozdarło mięśnie i skórę, zgruchotało kości i utknęło w drugim zakończonym racicą odnóżu. Wrzask bólu był obezwładniający. Broń gora wprawiona jego ręką w ruch siłą bezwładności opadła na bark Ragnara, który nie miał większych szans na uniknięcie uderzenia. Krasnolud sapnął, gdy wystające z drewna krzemienie przebiły się przez noszone odzienie i zatopiły się w ciele.

Leżący na ziemi gor wykrwawiał się z odniesionych w boju ran, uparcie pełznąc w sobie tylko znanym celu. Krwawy ślad oberżniętej i okaleczonej nogi znaczył jego trasę. Potyczka dobiegła końca w momencie, w którym sigmaryta rozłupał czaszkę jeleniogłowego gora odrzuconego siłą ciosu pod kolumnę.

Horus - 2011-04-30, 21:49

Schreiber odetchnął głęboko na dźwięk nieoczekiwanego wybawienia - głuche mlaśnięcie czaszki rozłupanej przez sigmarycki młot. Przewrócił się na plecy i oddychał głęboko, próbując dojść do siebie i uspokoić głuchy szum w głowie po nawałnicy ciosów, jaka na nią spadła.
- Ranni?! - zawołał do towarzyszy, tłumiąc falę mdłości - Gdzie jest Vogel?

Gaspar - 2011-05-03, 21:42

Krasnal ostrożnie wyjął wbitą w jego ramię broń sycząc przez zaciśnięte do granic możliwości zęby. Odrzucił archaiczną maczugę na bok i wspomagając się swoim toporzyskiem powstał na równe nogi. Rozejrzał się po pobojowisku i z wyrazem radości na twarzy zwrócił się do Johannesa:
- Będę żył - Ragnar otarł krew z twarzy i zasadził topór za pas. - Właśnie, gdzie ten człeczyna? Nasrał w pludry i nawet nie pomyślał, by nam pomóc. Zresztą lepiej dla niego. Gdybym poczuł gówno mógłbym go pomylić ze zwierzoludem.

Alton - 2011-05-03, 22:26

- Niestety. - oznajmił jednoznacznym, grobowym tonem sigmaryta, wkładając pokryty krwią oręż w szlufkę przy pasie.
- Pod tym dzielnym, młodym mężczyzną zarwał się grunt pod stopami. Runął w dół, razem z częścią balkonu. Nie zdążyłem nawet krzyknąć. W chwilę później, z szoku wyrwały mnie odgłosy walki, tu na dole, więc nie czekając pospieszyłem wam na ratunek, poprzysięgając sobie w duchu, że nie stracę pozostałych towarzyszy.

Horus - 2011-05-03, 22:56

- Pojmuję - odrzekł ciężko landsknecht, podnosząc się na klęczki - A raczyliście spojrzeć za spadającym w otchłań dzieciakiem, frater? Żyje jeszcze aby?
Złapał głęboki oddech i wstał na równe nogi, ruszając w kierunku zgubionego ekwipunku. Kiedy już wsunął do pochew przy pasie miecz i puginał, podniósł z podłogi swój arkezbuz i pieczołowicie oczyścił lufę wyciorem.
- Nie zostawiamy za sobą towarzyszy - kontynuował po krótkiej przerwie - ale jeśli wysokość była zbyt duża, by upadek przeżyć, nie lza nam tu dłużej bawić. Ryzyko jest zbyt duże.

Gaspar - 2011-05-04, 00:11

- Możemy jeno zajść na tyły budynku - wtrącił posępnym głosem brodacz, kolejny raz wycierając krew cieknącą z policzka - i spojrzeć przynajmniej, czy faktycznie tańcuje już z wujaszkiem Morrem, czy dycha jeszcze i potrzebuje pomocy. Z czego pamiętam miał spojrzeć w jakim stanie jest most prowadzący na drugą stronę rzeki.
Alton - 2011-05-08, 11:50

- Obawiam się, że przy takiej wysokości poniósł śmierć na miejscu. - odrzekł nieustannie posępnym tonem akolita Sigmara, wcisnąwszy kciuki za skórzany pasek. Wzrok wbił w ziemię, po której wciąż pełzł zwierzoczłek okaleczony przez Ragnara, który kurczowo trzymał się swego żywota. Niespodziewanie wyrwawszy młot ze szlufki, doskoczył do charczącego gora. Podrzucony w momencie dobycia w powietrze młot opadł na plecy czołgającego się potwora. Obrzydliwe mlaśnięcie było ostatnim dźwiękiem jakie wydało z siebie stworzenie, a właściwie jego truchło.
- To ci sami przeklętnicy. Nie możemy tu zostać. Z pewnością przybędzie ich więcej. - rzucił odrywając wreszcie ciężkie spojrzenie od ciał rozsianych wokół. Głowica młota wskazywała na doczesne szczątki zwierzoczłeka, którego dobił, a konkretniej - na wypalone w czole plugawe znamię.

Gaspar - 2011-05-10, 01:25

- Nie - odrzekł zdecydowanie i krótko krasnolud, a jego brew zadrżała, gdy przeniósł wzrok na plugawe znamię. - Nawet jeśli jest martwy, to hańbą dla mnie będzie pozostawienie go tutaj na pastwę tych bestii - rzekł wskazując ręką na zalegające wkoło truchła. - Rzeka niedaleko, wrzućmy go chociażby do niej, bym mógł spać spokojniej.
Ragnar splunął gęsto na ziemię, by następnie bordową wydzielinę rozetrzeć rozpadającym się buciorem.
- Prowadź ojcze do Vogela, a potem na most, który rzekomo mieliście sprawdzić. Schreiber, wdzięcznym będę, jeśli mi pomożesz.

Horus - 2011-05-11, 00:16

Schreiber nie odrzekł niczego. Skinął jedynie głową, włożywszy nań kapelusz uprzednio zgubiony w ferworze walki. Poprawiwszy klamry napierśnika, przerzucił przez plecy swój arkebuz. Katzbalger z sykiem wysunął się z pochwy i spłynął w dłoni, układając się wzdłuż prawego uda.
- Nikogo nie zostawiamy z tyłu - zawtórował krasnoludowi tubalnym pomrukiem - zmieniamy układ: herr Hochverrater na szpicę, prowadzicie. Ja i Ragnar będziemy osłaniać wasze flanki, o krok za wami. Ruszajcie.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group