Tawerna Bibliotekarzy Strona Główna
RSS Panel

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Leoncoeur
2006-08-26, 20:06
Trafić Nie W Porę
Autor Wiadomość
Amon 
Moderator


Wysłany: 2006-05-26, 17:56   Trafić Nie W Porę

Miedziany Diadem – miejsce, którym świątobliwe matrony i kapłani straszą dziatwę… dzięki czemu owa dziatwa co roku zasila, lokal miedziakami, srebrnikami a czasem nawet złociszem jakim. Tak to już jest, że co zakazane działa na ludzi (i nie tylko) jak lep.. albo lepiej, jak gówno na wychudzona muchę.
A Diadem miał wiele do zaoferowania: Stojący za szynkwasem grubas Bernard dwoi się i troi wychwalając oberżę. Tu szepnie że piwo ma tanie, tu whisky zaproponuje, lub napomknie o dziewkach służebnych co nie co, zerkając na schody prowadzące na pięterko. Również ci, co bitki szukają i hazard im w głowie znajdą tu coś dla siebie. Co prawda niby nie ma tu już walk niewolników (kto to wie na pewno), ale ciągle są koguty, psy, czy awanturnicy, którzy czy dla złota, czy dla sportu gotowi bić się na arenie.

Tłoczno, gwarno, parno.


Gofi – Siedzisz zaraz przy barze, co chwila ktoś przepychając się po piwo szturcha twoje ramie. Nie mocno ale jednak. Na lewo widzisz krasnoluda, trochę on za czarny jak na krasnala, nie myje się czy co? Ponoc kiedyś handlował jakaś rudą, czy czymś takim. Na prawo, za tłumem gawiedzi są drewniane schody prowadzące na pięterko, czasem dobiegają z zanich jakieś damsko męskie śmichy chichy. Przy balustradzie stoi Jakiś człowiek w długiej czerwonej szacie. Patrzy na wszystko jakby co najmniej królem tethyru był.

Gasper – Trzymasz się blisko drzwi, na wypadek jakby komuś nie spodobała się twoja obecność, Zakryty kapturem, siedzisz w ciemnym rogu. Kontem oka widzisz szarego krasnoluda. Skoro on nikomu tu nie przeszkadza to chyba nikt tu nie jest na czarnej liście…
Trochę dalej przy barze widzisz młodego człowieka, nie było by w nim nic nadzwyczajnego gdyby nie to iż trzyma przy sobie wielgachną halabardę. Troche to dziwnie wyglada i nie tylko ty zwracasz na to uwagę.

Kot – trzymasz się blisko beczki z rybami, uważając by głupawy barman cały czas zwracał się w twoja stronę plecami… . jak spojrzysz w góre widzisz Człowieka w czerwonych szatach, śmieszna sprawa – mężczyzna nie nosi pod tymi szatami nic, na jego przyrodzeniu dynda jakis złoty paciorek… bogowie… chyba lepiej być kotem… .
W karczmi nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Jakis młodzik z halabardą stara się nie wylac piwa gdy ktoś co raz go szturcha, inny bywalec znowu, stara się naciągnąć sobie kaptur aż na kolana… jakby ktokolwiek mógł go wpatrzeć w tym ciemnym rogu.
Za to, trochę za halabardzistą jest coś naprawdę ciekawego – niepiękny ludzki osiłek trzyma w dłoni wielgaśnego, tłustego i smakowitego chomika… .

Febe – siedzisz przy stoliku z jakimś oszołomem. Na twoich kolanach siedzi nastoletnia „dziewka służebna” podesłana przez oberżystę Bernarda. Ręce trzymasz tam gdzie ty lubisz a ona lubić musi, miedzy kolejnymi łykami ciemnego piwa zerkasz na swojego „kompana”. Jegomość z błogim wyrazem twarzy wpatruje się w gryzonia którego trzyma w dłoni. Czasami nawet coś do siebie powie. Dalej po prawej w oczy rzuca się jakiś rycerzyka z borzej łaski, ściska w dłoni buławę i zasłania się tarczą z symbolem Helma jakby bał się że jakas tutejsza dziwka urok na niego rzuci.


OOC: każdego swojego posta zacznacie od " :arrow: imię postaci"
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2006-05-28, 11:52   

:arrow: Kot
Zwierzak popatrzyl na czerwonego zniesmaczonym wzrokiem. Ziewnał i porzeciagnal sie szeroko, po czym zerknal na beczke.
Ryby nie wygladaly na majace realna szanse ucieczki, wiec spojrzal na chomika.
Oblizal sie, wpatrzony w pomaranczowa kuleczke.

Zwinnie omijajac dwunoga z duza bronia kot usiadł naprzeciw osilka i popatrzyl na chomika.
- Meeeoooowq? - Kot staral sie by ten klamliwie przyjazny sygnal zabrzmial dla obu bardzo wiarygodnie.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2006-05-28, 13:48   

Kot :arrow: - Osiłek, na którego łysej, nie pieknej twarzy widnieją jakieś kolorowe wzorki, zerknął na ciebie z uwagą. Po czym zwrócił sie do swego gryzonia:
- Boo zobacz. mały kotek bez mamy przyszedł się znami przywitać - wyrzucił z siebie wielce głupkowatym , acz szczerym tonem.
Trudno stwierdzić czy chomik, go zrozumiał (chyba że rozumie sie mowę chomików [albo zwierząt] ), na słowa swego dużego towarzysza "odpowiedział" jedynie "kwi kiw" a nastepnie sie zjerzył.
Mężczyzna ponownie spojżał w twoim kierunku.
- Oooo... Boo mówi że ty nie jesteś zwykły kot... ty jesteś zły kot co kradnie male chomiki !, zmień swoje postępowanie albo bedę musiał ci przywalić potężna dawką cnoty !
Mezczyzna mówi dość głośno i pochwili już poł lokalu patrzy się w jego kierunku, wielu mówi szeptem i śmieje się z cicha. Jakiś obrzydliwy krasnolud ryknał:
- Na mój krwawy topór... ! co za debil!


Febe :arrow: rzecz dzieje się w zasadzie na przeciwko ciebie.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Dun Dare 
Pogromca Smoków


Wysłany: 2006-05-28, 16:37   

:arrow: Gasper
Dotknął ręką kaptura.
Zerknął na drzwi...
Powoli. Bardzo powoli począł unosić kaptur.
Zerknął na drzwi...
Są? Dobrze.
Kaptur opadł na ramiona. Gasper podniósł prawą brew. Potem lewą.
Ślepcy. Slepcy... - ostatniego słowa mało nie wymówił otwierając tylko nieznacznie usta. Skóra jego bowiem w nikłym karczmiennym świetle miała barwę niemal czarną w połączeniu z nieznacznie spiczastymi uszami i grzywą białych włosów.
Powstał.
By ruszyć do kontuaru po następne. Jego oczy przestały bacznie obserwować otoczenie. Skoncentrowały się na barze do którego niechybnie zmierzał.
-To... To co poprzednio. - pusty kufel stuknął o szynkwas.
_________________
"On by każdego dnia przychodził do świątyni, gdyby wodą święconą była whisky."
Ostatnio zmieniony przez Dun Dare 2006-05-31, 14:58, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2006-05-28, 19:38   

:arrow: Febe

- Ten kot ma w dupie Ciebie, Twojego futrzastego przyjaciela i potężną dawkę cnoty... - rzekł zmęczonym głosem do draba siedzącego przy stoliku - Musiałby zwać się ostatnim głupcem, by w tak dużej karczmie, pełnej jedzenia na wyciągnięcie łapy, musiał szukać go w ramionach takiego potężnego imbe... męża.
DopiŁ piwo, po czym uśmiechnął się szeroko.
- Z resztą... Chomiki są ciężkostrawne. Nie radzę...
_________________
Раз мати родила!
Ostatnio zmieniony przez Horus 2006-05-28, 23:52, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2006-05-28, 19:51   

:arrow: Kot

Kot zerknal na dwunoga odzywajacego sie za nim i fuknal z wyzszoscia.
Wdrapal sie na skrzynie przy ktorej stał Duży i zaległ leniwie na wieku.
Tylko wzrok spod przymrozonych powiek swiadczyl o skupieniu.
Zielone spojrzenie sledzilo pomaranczowego chomika i jego wlasciciele, jakby kot czekal na falszywy ruch.
Ogon kiwal sie to w jedna, to w druga strone.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
G@@FY
Mistrz Gry


Wysłany: 2006-05-29, 20:50   

:arrow: Kirin
Na chwile odwrócił się i patrzył na scene co zaowocowało tym ,że jakiś "jegomość" wytrącił mu kufel z rąk. Jednak nie przejął się tym za bardzo.
Czy mogę prosić o jakąś szmatkę- spytał Bernarda spuszczając wzrok z poczuciem winy-Przepraszam za mą niezdarność ale wylałem niestety ten wspaniały trunek- lecz barman ignorował go patrząc z uśmiechem na scenę w karczmie.
Gdy dziwny meżczyzna dokończył swą groźbę Kirin sciągnął nieznacznie brwi
Ach, jak zawsze ktoś wielki grozi mniejszemu mieczem- szepnął nieznacznie.
Podszedł ostrożnie do obrażonego kota
Spokojnie, nie chce ci zrobić krzywdy- i wyciągnął rękę by go pogłaskać
_________________
hm
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2006-05-29, 21:43   

:arrow: Kot

Kot spojrzal na dwunoga ktory do niego podszedł.
Zamruczal ledwo slyszalnie i usmiechnal sie.
Przynajmniej ten grymas dla dwunogów mogl całkowicie przypominac uśmiech, dla szlachetnych - zupelnie nie mial z usmiechem nic wspolnego.
Pazury ledwo dostrzegalnie wysunely sie, a ogon zabujal sie intensywniej.

- Mrrrrrq?
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
G@@FY
Mistrz Gry


Wysłany: 2006-05-30, 09:34   

:arrow: Kirin
Po uśmiechu poznał, że może podejść. Pogładził dłonią kark stworzenia.
Heh, ty mały spryciarzu- z uśmiechem szepnął młodzik- Nie sądze by ten szczur był łatwą zdobyczą, ale takie dumne stworzenia jak koty chyba nie przepadają za padliną- roześmiał się jakby następna myśl wprawiła go w duże rozbawienie- I pomyśleć, że ci z cyrku twierdzą, że tygrysy to twoja bliska rodzina.- i roześmiał się trochę zbyt głośno.
_________________
hm
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2006-05-30, 10:25   

:arrow: Kot

Gdy reka dwunoga zblizala sie do kota ten polozyl uszy po sobie.
Reka Młodego spoczeła na jego karku.
Kot prawie zakrztusił sie wscieklym prychnieciem i blyskawicznie wywinal sie spod dotyku.
Jego łapy zawirowały zostawiając na dłoni dwunoga krwiste pregi.
Tylko dwa uderzenia i raczej bolesne niz niebezpieczne dla zdrowia.

Nie czekajac na reakcje kot skoczyl i odbil sie jak pilka najpierw od sciany, potem od plecow Wielkiego z chomikiem.
Wyladowal dwa metry dalej na jakiejs polce wiszacej na scianie i ze zjezona sierscia zerkal to na Młodego, to na Wielkiego.

- Phhhhhq
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
G@@FY
Mistrz Gry


Wysłany: 2006-05-30, 13:01   

:arrow: Kirin
Auuu- przerwały zamyślania Kirina dwa ośrodki bólu. Zmarszczył brwi i przez chwile gniewnie spoglądał na kota. Potem wzruszył ramionami i usiadł na pobliskim krześle. Nie zważał na śmiechy w karczmie z jego porażki z rąk kota. Postawił swoją torbę na kolanach. Halabardę oparł o głowę, przez co chybotała się co każdy jego ruch, a ludzi śmieszyła ta dziwna pozycja. Z pewną czcią otworzył swą torbę. Może po części dlatego, że naprawdę była mu cenna, a może dlatego iż scianki były opatrzone przeróżnymi fiolkami. Normalny człowiek zupełnie by nie wiedział co to za różne substancje i zioła wypełniają pojemniki i kieszonki ale Kirin doskonale pamiętał gdzie ma szukać. Nawet, gdy jego ręka wędrowała wśród rożnych pakunków przypominał sobie gdzie poszczególne zebrał lub nabył. Zmielił w ręce zżółkly liść który okazał się za stary by go wykorzystać. wyjął wreszcie porządany specyfik. Odkorkował pokażną butelkę i wylał część na zwitek bandarza. Potem pieczołowicie pzemył reane, co pewien czas sycząć gdy pieczenie było zbyt mocne. Gdy skończył odłożył buteleczkę na miejsce a bandarz niedbale rzucił na podłogę. Na koniec znalazł tą śmieszną małą buteleczke mocno zakorkowaną. Mimo iż wyglądała na zielonkawą brudną wodę wylał ostrożnie kropelkami po ranach. Slamsił grymas bólu. Po skończonej robocie oglądną swą rękę na której pozostała mała blada blizna, w pewnych miejscach popękana. Z zadowolenia podniósł za bardzo głowę i halabarda spadła mu wprost na kolana by potem niczym katapulta przewrócić się na podłogę ostrzem i donośnie stukając o stół nieco dalej.
Przepraszam- rzekł młodzieniec, na co odpowiedziano mu gromkimi przekleństwami i pijackim śmiechem.
Lathanderze, daj mi cierpliwość- szepnął uzdrowiciel patrząc z zażenowaniem w sufit. Jednak zaraz przeprosil swego Boga za wywoływanie go dla tak błachego podwodu.
Podszedł do baru i usiadł koło postaci która właśnie nieśmiało opuszczała kaptur lecz Kirin nawet nie spojrzał na nią.
Czcigodny karczmarzu, czy móglbym prosić o jeszcze jeden łyk tego wyśmienitego trunku- zwrócił się do Bernarda i potem patrząc w środek swojego jeszcze pustego kufla, w zamyśleniu szepnął- Co się dzieje z tym światem Lathanderze, że nawet zwierzęta nie czują się bezpiecznie
_________________
hm
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2006-06-02, 16:35   

Gasper :arrow:
Karczmarz bernard wzruszył jedynie ramionami po czym postawił przed mężczyzną pełny, ociekający pianą kufel.
- Dla mnie też to co poprzednio… znaczy się trzy miedziaki, hehe… – wyszczerzył się ukazując zęby których nie powstydził by się nieumarły… .

Kirin :arrow: zaraz po obsłużeniu zakapturzonego osobnika, Karczmarz Bernard przeniósł spojrzenie na ciebie, racząc się przy okazji błogim zapachem formaliny rozchodzącym się we wszystkie kierunki z wyziewu, który sam nazywał pieszczotliwie „gębą”.
- Eeee… no jasne… – powiedział napełniając kolejny kufel. Postawił go przed tobą i jeszcze raz dał ci poczuć swe piżmo, gdy wyraźnie artykułował:
- Cztery miedziaciczki

Febe :arrow: Osiłek (i chyba jego chomik też) spojrzał na ciebie z mieszaniną niezrozumienia i zakłopotania. Podrapał się w głowę i chyba nawet coś wybełkotał zanim zdekoncentrowało go uderzenie kota. Ostatecznie zbliżył głowę do pyszczka swojego pupila i pogrążył się w czyms co wyglądało jak „konwersacja z chomikiem”… .

Kot :arrow: półka zdaje się bezpiecznym azylem, nie widzisz by kogokolwiek obecnie absorbowała twoja obecność.


W tym samym czasie dało się zauważyć że przy wejściach do karczmy zwyczajowa atmosfera chulaszek i swawoli nieco się ostudziła. Wszystko wskazywało na to że było to spowodowane widokiem nowoprzybyłych: Przez oba drzwi lokalu weszło po trzech mężczyzn w długich szarych płaszczach takich samych kapturach. Nic nie mówili, stali jedynie murem blokując wyjścia i rozglądając się uważnie. Nie widać by mieli jakąkolwiek broń, mimo wszystko tubylcy wyraźnie starają się nie skupiać ich spojrzeń na sobie. Mężczyzna w czerwonych szatach stojący dotąd na schodach szybko „rozpłynął się” w tłumie klientów oberży, młody kapłan w innym rogu pomieszczenia Obdarzył zakapturzonych nieprzychylnym spojrzeniem.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2006-06-06, 09:23   

Kot :arrow:
Amon: Drapiemy?... :>
Kot przez chwile obserwowal Wielkiego z chomikiem, po czym najwidoczniej rozluznil sie lezac na swym bezpiecznym miejscu.

Gdy Zakapturzeni weszli, zaszczycil ich uwaznym spojrzeniem.
siersc zjerzyla mu sie na karku.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
G@@FY
Mistrz Gry


Wysłany: 2006-06-06, 21:04   

:arrow: Kirin
Gość obok niemało go przestraszył ale wolał przełknąć efekt ledwi zmarszczką na twarzy. slyszał o jego ludzie ale, że nawet kapłani którzy się nim zajmowali potrafili być okrutni, a z pozoru zbójcy walczyli o wolność więc dawno porzucił stereotypy, ale to nie znaczy, że nie dzielił zabobonnego strachu więc próbując dyskretnie zachować pewną odległość między nimi. Mimo iż wiedział, że może obrazić drowa poprawił halabardę by była bardziej dostępna.
Widząc zakapturzonych nie zrobił na nim wielkiego wrażenia na początku. Tylko odwrócił się nieznacznie bardziej sięgając do sakiewki odtrącając chciwą rękę jakiegoś niziołka pod nim. Wyjął miedziaki i odłożył na ladę powoli się pieniądze lecz przestrach ludzi wokół uderzył go mocno. Chciał jak najbardziej naturalnie się odwrócić i nie zwracać uwagi ale przypomniał sobie zaraz osobę obok niego. Słyszał już o różnych ruchach rasizmu w Amn, nawet był zachęca przez niektórych kapłanów wiec zląkł się wielce. Także przestrach w karczmie zdawał się potwierdzać jego przypuszczenia. Postanowił zrewanżować się za afront z halabardą i wstał podnosząc swoją torbę. Przestawił krzesło niby od niechceniaprzed siebie ale tak by było na linii między zakapturzonymi i postawił torbę na tym krześle. Tyle razy marudził, że jest taka wielka ale teraz dziękował błogosławieństwu Lathandera, że miała swój rozmiar. Dzięki niej mógł dostatecznie osłonić, jak myślał. Zaczął grzebać w niej niby czegoś szukając ale garbiąc się przy tym jak najbardziej "zasłaniająco". Poczuł kropelkę zimnego potu gdy zdawało się, że na niego pada ten badawczy wzrok.
_________________
hm
 
 
Dun Dare 
Pogromca Smoków


Wysłany: 2006-06-08, 17:54   

:arrow: Gasper

Gasper rzucił zapłatę i odwrócił się z kuflem piwa od lady. Omiatał pomieszczenie uważnym, jednak na wpół błądzącym wzrokiem. W większości zaszczycał swym spojrzeniem belki sufitowe. Potem niżej... i niżej... Wzrok opadał równie powoli jak sączone przez zaciśnięte zęby piwo. Natrafił na stojących nieopodal zakapturzonych... Ominął ich i wędrując w dół by napotkać głowę nisko pochyloną nad torbą. Głowa była pochylona tak... Jak, jak... Na pieńku? Pasek od torby zwisał luźno z boku. Leciuteńko zwężał się przechodząc w dziurkowany aż dochodził do klamry by dalej zwisać luźno. A gdyby tak...
Wyciągnął rękę. Palce dłoni były, co prawda długie, lecz nie delikatne. Szerokie poznaczone bliznami i czasem.
Trącił go.
Pasek się zakołysał.
Gasper wrócił wzrokiem, dłonią jak i myślami do konsumpcji piwa. Wodził dalej oczyma po sali.
Wzrok opadał równie powoli jak sączone przez zaciśnięte zęby piwo...
_________________
"On by każdego dnia przychodził do świątyni, gdyby wodą święconą była whisky."
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme made by Aiglon von Lupus based on subSilver