Tawerna Bibliotekarzy Strona Główna
RSS Panel

Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Amon
2010-08-27, 18:43
Ślina na dnie Pucharu
Autor Wiadomość
Alton 


Wysłany: 2010-05-17, 20:58   

- Chcemy się widzieć z kimś, kto odpowiada za wypłacanie z miejskiej szkatuły pieniędzy za goblińskie skalpy. - odpowiedział wskazawszy strażnikowi palcem pęk skalpów trzymanych przez swego towarzysza.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-05-19, 19:03   

Skłonił się w stronę kapłana. Odtroczył od pasa pochwę z mieczem i poszukał wzrokiem skrzynki czy pudła, do którego mógłby ją włożyć. Wreszcie oparł broń o ścianę. Obok wylądował łuk, pas z kołczanem, oraz buty.
- Przyszliśmy prosić o magiczną pomoc w uleczeniu naszych ran - rzekł w stronę duchownego, wkraczając do świątyni w skarpetach. - Starliśmy się z goblinami na Południowym Skwerze. Kapitan straży zapewniał nas, że otrzymamy tu niezbędne wsparcie.
Stanął przed rosłym mężczyzną oczekując odpowiedzi.
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2010-05-19, 20:03   

Strażnik podążył oczami za palcem Dorregaray' i skupił przez chwile wzrok na Etienne oraz jego "łupach".
- A to ci miły widok, co nie Wojtuś? - milicjant rzucił do swojego współtowarzysza nie spoglądając w jego kierunku.
- Idź na strzyżenie do Ureka, a ostrzyże cie równie krótko - odpowiedział mu kompan. Strażnicy porechotali sobie chwile po czym ten po prawej znów się odezwał:
- Skalpowe wypłaca osobiście kapitan Hattowleaf, Idźcie prosto, brzegiem dziedzińca, do schodów, drugie piętro, za balustradą na lewo, trzecie drzwi, jak umiecie czytać to na drzwiach pisze "Kapitan" jak by co to pokażda tym za schodami skalpy to was do drzwi zaprowadzą to powiedziawszy krzykną za siebie do straży po drugiej stronie bramy i przejście otworzono. mag i diable weszli przez bramę, na dziedzińcu trwała musztra.

Mężczyzna słuchał uważnie słów Ivora, patrząc jednocześnie na towarzyszących mu Karla i Xiano.
- Rozumiem. Jestem Brat Griffon, proszę powiedzcie mi jedynie ścieszkami jakich bogów podążacie?
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
LordDream 

Wysłany: 2010-05-19, 22:43   

Christiano kiwnął głową i rzekł - Czynom i dziełom mych rąk patronuje Gond. Jaki bóg jest waszym patronem?
 
 
Dun Dare 
Pogromca Smoków


Wysłany: 2010-05-20, 01:37   

- Nieunikniona śmierć...
_________________
"On by każdego dnia przychodził do świątyni, gdyby wodą święconą była whisky."
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-05-20, 12:13   

- Zwinność małpy, siłę byka, da Ci ranna gimnastyka - rzucił krótko w kierunku maga i ruszył prosto brzegiem gościńca, jak polecił milicjant.
Wszedł po schodach na drugie piętro i skręcił za balustradą w lewo. Nie czekając na pomoc "tych za schodami" szedł dalej i zatrzymał się przed trzecimi drzwiami. Rzuciwszy okiem na szarżę oficera, jaka winna być nań wypisana, dwa razy mocno zapukał.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2010-05-21, 20:57   

Ivor, Xiano, Karl

- Dobrze, rozumiem... nie mówcie już nic więcej - To powiedziawszy, kapłan zawezwał pomniejszych barci by pomogli, poszukiwaczom przygód przygotować się do leczniczych rytuałów. Kiedy wszystko było już gotowe Brat Griffon rozpoczął rzucanie swojej magii. Zaczął od Ivora, bark łowcy zasklepił się po kilkunastu minutach inkantacji. Z ręką Xiano było o połowę krócej. Najdłużej zeszło z moszną Karla, chyba z godzinę ale, z łaską Silvanusa i temu udało się zaradzić. Kiedy było juz po wszystkim, a Karl podciągnął swoje spodnie Brat Griffon przemówił do śmiałków:
- Pamiętajcie o darze Ojca Drzew gdy chodzicie po jego lasach

Dorregaray, Etienne

- Wejść - usłyszeli mężczyźni, więc diable chwyciło za klamkę, po czym oboje wkroczyli do środka.
Pomieszczenie było na żołnierską modłę, oszczędne w formie i praktyczne. Za drewnianym biurkiem siedział elfi mężczyzna. Jego twarz była nieruchoma jak maska, dłonie lerzały na blacie, palce prawej ręki wystukiwały jakiś rytm
- Witam, widzę że nie jesteście tutejsi, ja jestem kapitan Hattowleaf i z woli Lady Moonfire sprawuję dowództwo nad miejskim garnizonem. W jakim celu przybywacie? po nagrodę za te skalpy?
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-05-22, 13:01   

Tiefling uśmiechał się. Był świadom swego upiornego wyglądu; z racji własnej krwi, jaką przekazali mu przodkowie i z racji tej goblińskiej, jaką obficie się obryzgał, dekapitując i oprawiając małe, biegające ścierwo. W obliczu takiego stanu rzeczy chciał zachować choć resztki kurtuazji, dla własnego komfortu psychicznego.
- Słuszny wniosek wysnuliście, kapitanie, nie jesteśmy tutejsi - skinął oficerowi głową w geście pozdrowienia i mówił nieco przyjemniejszym, niż zwykle, dla ucha basem - Jestem Etienne, a mój druh to Dorregaray z Archenbridge. I ponownie; tak, przychodzimy po nagrodę za skalpy goblinów, które przedarły się dzisiaj przez mury miasta.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2010-05-22, 20:11   

- A więc to wy jesteście tymi poszukiwaczami przygód, którzy opanowali sytuacje na Południowym skwerze. Dobra robota. - to powiedziawszy zdjął prawą rękę z blatu i schował ją w szufladzie. po chwili wyciągną z niej mały dzwoneczek którym zadzwonił trzy razy. Z bocznych drzwi wyskoczył niższy oficer który zasalutował swojemu dowódcy, Hattowleaf nie spoglądając nawet w jego kierunku wydał instrukcję:
- Wypłacić gotowiznę i zdeponować skalpy - oficer kiwnął głową, podszedł do diabelstwa i odebrał skalpy, oddalił się z nimi do sąsiedniego pomieszczenia. Zdało się słyszeć szczękanie kluczy. Po chwili powrócił z mieszkiem monet. Dokładnie przeliczył je w obecnosci Dorregaray'a i Etienne po czym wręczył rogaczowi. To wykonawszy odwrócił się na pięcie i znów zniknął za drzwiami.
Hattowleaf pokiwał głową.
- Czy jest cos jeszcze w czym straż miejska może wam pomóc?
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Dun Dare 
Pogromca Smoków


Wysłany: 2010-05-24, 00:18   

-Ile warte jest życie wie tylko ten kto je potracił -W normalnej sytuacji Karl parsknąłby śmiechem... Powaga sytuacji wymagała jednak opanowania. W zasadzie nie wymagała. Była naturalnym stanem rzeczy po wyleczeniu.

-Dzięki Ci bracie Grifonie za twą gościnę i pomoc w potrzebie. Teraz musimy ruszać. Czuję że Będzie się działo. - stuknął cholewami swym zwyczajem i zwrócił się do tpwarzyszy.
-Panowie... zbierać się trzeba. A i nam z łupów dola się należy więc chyżo.
_________________
"On by każdego dnia przychodził do świątyni, gdyby wodą święconą była whisky."
 
 
LordDream 

Wysłany: 2010-05-24, 09:07   

- A więc do Kwatery Głównej? Chyba, że macie inne pomysły?
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-05-24, 11:59   

- Nie, nie sądzę. Doprawdy radzi jesteśmy z tak sprawnego działania biurokratycznej machiny. - to rzekłszy spojrzał się porozumiewawczo na Etienne'a, po czym skinął głową na pożegnanie kapitanowi. Po wyjściu, zamknąwszy za sobą drzwi od komnaty zajmowanej przez milicyjnego oficjela podszedł do balustrady i wygodnie się o nią oparłszy spojrzał w dół, na musztrę miejscowego ramienia sprawiedliwości.
- Co dalej, mości Etienne? Zbieramy ekipę i dla odmiany udajemy się polować na koboldy? Domniemywam, że skalpować będzie je trudniej, bo nie posiadają owłosienia, ale nagroda zacna - całe trzy i pół srebrnika od zabitego szkodnika, według miejscowego cennika... Raczcie mnie zaskoczyć i przedstawić jakąś bardziej intratną propozycję, bo patrząc na to wszystko z perspektywy czasu mam całkiem uzasadnione obawy, że przybycie do tego miejsca było fatalną w skutkach decyzją... - oderwał się od balustrady i wyprostował, przodem zwracając się ku rozmówcy wyczekując odpowiedzi.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-05-24, 17:27   

Skinął w podzięce kapłanowi i wyszedł wraz z towarzyszami ze świątyni, uprzednio zabierając broń i ubierając buty.
- Jeśli mnie pamięć nie myli mieliśmy po wszystkim spotkać się na południowym skwerze - odrzekł, patrząc w niebo i oceniając porę dnia. - Wydaje mi się, że możemy tam ruszyć bezzwłocznie.
Splunął na ziemię, zarzucił łuk na zdrowe już ramię i skierował kroki w kierunku południowym.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-05-24, 21:19   

- Może wypadałoby zgłosić zaginięcie naszego niedoszłego pracodawcy, Asaleo - odrzekł, zbliżywszy się do balustrady o krok za adeptem Sztuki - Choć i tak nie spodziewałbym się jakichkolwiek efektów. Sprawni są tylko w sypaniu groszem za odrobioną za siebie fuchę.
Demoniczny książe, swojego czasu niewolnik Iggwilv, najpotężniejszej wiedźmy w Wieloświecie. Obraz, jaki rysowała dwójka awanturników stojąca tu, przy balustradzie głównej kwatery milicji wiązały pewne analogie z archetypicznym przedstawieniem owej pary potężnych bytów. Dzieliło ich kilka drobiazgów; Dorregaray nie był kobietą, Etienne księciem - niewolnikiem, a co najważniejsze - różniły ich całe eony mozolnego zbierania potęgi zdolnej zatrząść sferami. Ale w ostatnich wiekach wiele się zmieniło... Wszystko zaczyna się nie od pierwszego kroku.
- To interesująca opcja - kontynuował, wyrywając się z zamyślenia - Możemy polować na koboldy i żyć całkiem dostatnie. Aż gdzieś w głuszy trafimy na stwora, który wypruje z nas flaki. Nasz fach implikuje konieczność podjęcia jakiegoś ryzyka. Możemy też iść za ciosem, dołączyć do naszej wykurowanej, mam nadzieję, watahy i spróbować odnaleźć to, co czai się gdzieś za murami. To, co przyczyniło się do zniknięcia Asaleo i co wysłało tutaj ten oddział goblinów. Ich dowódca nie był mózgiem operacji. Gdyby nim był i w istocie miał coś w czaszce, nie ryzykowałby żywota w bezpośrednim szturmie.
Rzucił krótkie spojrzenie na ćwiczonych milicjantów i zwrócił się ku schodom, by wyjść z tego posterunku i ruszyć w umówione miejsce - na Południowy Skwer.
- Chodźmy, druhu - polecił krótko, ruszając - Może pomoże nam twoja Sztuka. Ostatecznie, mamy ten pergamin.
_________________
Раз мати родила!
Ostatnio zmieniony przez Horus 2010-06-26, 23:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-05-25, 11:54   

- Tedy ruszajmy. Niezaprzestajmy naszego marszu w kierunku przeznaczenia - sławy, bogactwa, czy śmierci z rąk jakiegoś plugawego stwora w jakiejś zatęchłej jamie. - odrzekł, nałożywszy na głowę swój zawadiacki kapelusz, schodząc przy tym niezbyt pospiesznie schodami ku dziedzińcowi, a potem dalej ku Południowemu Skwerowi.[/i]
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2010-05-25, 19:44   

Dorregaray i Etienne powrócili na Południowy Skwer. Okolica została już praktycznie uprzątnięta, po goblinach pozostało jedynie trochę krwi na miejskim bruku. Kupcy poukładali na nowo swoje stragany i już zaczęli się targować. Jedyną rzeczą która przypominała o niedawnym zamieszaniu była wyrwa w murze, lecz ekipa murarzy już nad tym pracowała, a komendy krasnoludzkiego brygadzisty co raz przebijały się przez zgiełk targowiska. Mag i diable kręcili się chwilę po placu gdy ktoś ich zaczepił:
- Szlachetni panowie, dziękuje wam z całego serca, gdyby nie wy i wasi towarzysze pewno leżał bym teraz martwy, jestem Sunsteen Urbeth i jestem bam niezmiernie wdzięczny - bełkotał wyraźnie podekscytowany mężczyzna koło trzydziestki.

Urbeth zajmuje was dłuższą chwilę.

Po jakimś czasie Ivor, Xiano i Karl przybywają na Południowy Skwer i dostrzegają podobnie jak wcześniej ich towarzysze że okolica wróciła juz do normalności. Bez trudu odnajdujecie Dorregaray'a i Etienne.

Znów jesteście razem
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-05-26, 21:39   

Mag beznamiętnie spoglądał na mężczyznę każącego się zwać Sunsteen'em Urbeth'em. Ściślej rzecz ujmując, bacznie obserwował co typek robi z rękoma, gdyż jego ględzenie o 'niezmiernej wdzięczności' interesowało go tyle, co zeszłoroczny śnieg.
Strzeż sakiewki, druhu. - rozległo się w głowie Etienne'a, gdy mag posłał ku niemu mentalną wiadomość. Uprzedzam, to nie działa w dwie strony. Skiń delikatnie głową na znak, że zrozumiałeś.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-05-26, 23:28   

Skinął głową, zaciskając palce na sakiewce ze zdobytym złotem. Zaalarmował wszystkie zmysły.
- Masz dobre chęci, człeku - odparł z metalicznym chłodem w głosie - A dobrymi chęciami jest wybrukowana droga do piekła. Jeśli to tyle, zostaw nas.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-05-30, 11:18   

Ivor podszedł do towarzyszy, lustrując stojącego przy nich człeka.
- Zdrowi i gotowi do działania - rzekł, uśmiechając się półgębkiem. - Karl, jeżeli możesz to przedstaw nam, jaką treść skrywa ten gobliński pergamin - dodał, gdy sterczący przy nich dziad oddalił się.
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2010-05-30, 11:23   

Sunsteen pokręcił przecząco głową i wyciągnął z za pazuchy przedmiot.
- Jeden ze stworów miał to przy sobie. Może zabrał ze sklepu? Nie wiem, ale pomyślałem że może wam to w czymś pomoc - powiedział wyciągając w waszym kierunku dłoń z przedmiotem: czarny róg owinięty w skórzane pasy, sprawia wrażenie jakiegoś okrutnego sztyletu
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme made by Aiglon von Lupus based on subSilver