Tawerna Bibliotekarzy Strona Główna
RSS Panel

Poprzedni temat «» Następny temat
Życie po śmierci - sesja
Autor Wiadomość
Alton 


Wysłany: 2010-06-23, 16:12   Życie po śmierci - sesja

Tego dnia bogowie ronili łzy nad Wolfenburgiem.

Deszcz padał nie przerwanie od poranka, bębniąc kroplami o rozbite dachówki, sycząc i skwiercząc wśród pogorzelisk. Popołudniowa ulewa rozpoczęła się szybko i niespodziewanie, mocząc do suchej nitki zbieraczy rozproszonych po ruinach domostw wokół bydlęcego targu. Dla szabrowników nie było sensu się kryć - ubrania tych walczących o przeżycie ludzi, były przemoczone już od kilku dni. Woda obmyła unurzane w popiele bryły obluzowanego bruku i zdruzgotanych cegieł, czyniąc poruszanie się po hałdach gruzów jeszcze niebezpieczniejszym zajęciem. Ciemnoszare chmury zalegające nieprzerwaną warstwą na nieboskłonie, nie zwiastowały poprawy pogody. Po okolicznych zabudowaniach pozostały pojedyncze, najczęściej frontowe ściany. We wnętrzach budynków zalegały zwęglone, drewniane belki stropowe, kawałki ścian i dachów. Wszystko zaś okraszone było pyłem, który pod wpływem wilgoci przeobraził się w rzadkie lepiszcze. Puste otwory okienne wyzierały na dawny plac targowy, na znajdujący się w jego centrum pręgierz i dalej, na zrujnowaną wieżę bramną. Granitowa kolumna z przymocowanymi doń pordzewiałymi kajdanami, nie chcąc poddać się destrukcyjnej sile najeźdźcy została przezeń zaadaptowana - miejsce kaźni nieprawomyślnych obywateli miasta przeobrażone zostało w ofiarny ołtarz ku czci Mrocznego Księcia. Wyznawcy Pana Rozkoszy pokryli powierzchnię kamienia bluźnierczymi runami, a także przekształcili jego najbliższą okolicę tak, by przywodził na myśl majestatycznie sterczącego z ziemi fallusa. Rozkładające się wokół totemu zwłoki nagich mężczyzn i kobiet wołały o pomstę do nieba za bezeceństwa, jakich musieli prócz tortur doznać przed śmiercią.

Johannes opierający się o ścianę zawalonego budynku, przyglądał się zmęczonym wzrokiem wędrującym od jednej kupy gruzu do drugiej łachmaniarzom, będących jeszcze kilka miesięcy temu dumnymi mieszkańcami warownego miasta. Jeszcze kilka miesięcy temu poczęstowaliby przybłędę wędzoną kiełbasą podczas Wurstfestu... bądź w swej pysze, kazali iść precz. Dzisiaj nie mogliby uczynić żadnej z tych rzeczy - każda para rąk do pracy była mile widziana w oddalonym o ćwierć mili obozie. Podobnie jak mile widziane byłoby pęto kiełbasy, z tym że prawdziwego mięsa na oczy nikt nie widział już od długiego czasu. Z przeciwnej strony placu nadchodzili Felix i Ragnar prowadząc ujętą pod ramię nastoletnią smarkulę, która poślizgnąwszy się na gruzowisku dotkliwie obtłukła sobie kolano. Szli ostrożnie i nieco szerszym łukiem, by z dala ominąć odrażający totem.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-06-23, 22:49   

Schreiber spojrzał w niebo i zaklął w duchu. Szczególnie nie lubił deszczu; mokry proch bywa największym wrogiem każdego strzelca. Pewnie dlatego kolbę oparł o but, a lufę zasłonił wyciągniętą przed siebie dłonią. Na szczęście, woda dostaje się do zamka najczęściej dopiero w trakcie mierzenia, kiedy ten jest najbardziej wystawiony na działanie wilgoci. Błogosławił dusze modernizatorów starych strzelb lontowych...

- Dosyć! - zawołał głośno, nieco zachrypniętym barytonem - Zbierać troki i wracamy do obozu.
Odepchnął się od ściany i ruszał z wolna, obserwując z obrzydzeniem, jak popiołowa breja ustępuje pod naciskiem butów, rozłażąc się na boki jak brudny, topniejący śnieg na pierwsze tchnienia wiosny. Mokre białe pióro, zatknięte w kapelusz landsknechta przywodziło na myśl wiersz pewnego bretońskiego poety o upadłym albatrosie, alegorycznym wyobrażeniu artysty o sobie samym. Johannes też przypominał takiego albatrosa, ale więcej w nim było middenlandzkiej gruboskórności, niż pysznej dekadencji Końca Czasów.

Zatrzymał się tuż przy grupie szabrowników. Spojrzenia beznamiętnych oczu przeniósł ze swoich "podopiecznych" na szczyty gruzowisk i reszty dachów. Lewa, zroszona wodą dłoń zasłaniała zamek arkebuza. Na jego twarzy nie malowało się absolutnie żadne uczucie.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-06-23, 23:13   

- Do wesela się zagoi - rzekł poważnie krasnolud, spoglądając krytycznym wzrokiem na zdarte kolano dziewczyny.
Splunął na ziemię i burknął coś pod nosem, kiedy prawie że wyrżnął się na śliskim gruzie.
- Hej, Felix. Odstaw tę oto młodkę do reszty. Jeżeli mnie słuch nie myli to Schreiber zarządził powrót do obozu. Zbieramy ludzi.
- Wyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyymarsz!!! - wydarł się wniebogłosy i ruszył ku Johannesowi, powiadamiając co bardziej niezadowolonych zbieraczy do ruszenia tyłka i zebrania się w jedną, zwartą grupę.

Gdy przystanął przy najemniku, smarknął w palce, jednak zrobił to na tyle nieumiejętnie, że wydzielina z nosa została na jego dłoni. Nie przejmując się zbytnio zaistniałą sytuacją, Ragnar wytarł dłoń w przemoczoną do suchej nitki pelerynę.
- Bogowie ronią łzy nad Wolfenburgiem, a przynajmniej ci, którzy jeszcze o nas nie zapomnieli - rzekł, spoglądając na splugawiony barbarzyńską ręką pręgierz, a następnie przeniósł posępne spojrzenie podkrążonych oczu na Johannesa.
Jedna z powiek brodacza zadrgała w nerwowym tiku.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-06-23, 23:54   

- Zbyt wiele łez na kilkoro bogów - odparł krasnoludowi, przenosząc nań na krótko spojrzenie z dotychczas obserwowanej, formującej się w zwartą grupę bandy szabrowników.
Przetarł drugą z dłoni chłodną rurę lufy arkebuza, a w miejscach, gdzie dotykał metalu, pojawiała się nań mleczna mgiełka.
- Dzisiaj już niczego nie zbiorą - kontynuował z wolna, przerzucając leniwie wzrok, niechętnie już wypatrując zagrożeń - I prawdziwe hieny cmentarne nie wygrzebałyby nic z tego bagna. Jeśli deszcze nie ustaną, marnie widzę kolejną wyprawę.
- Jak młody sobie radzi? - zapytał o odprowadzającego dzierlatkę Vogela, która jakimś cudem uniknęła losu niegdysiejszych właścicieli ciał leżących pod pręgierzem.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-06-24, 11:00   

- Ciężkie czasy nastały... - mruknął pod nosem i splunął siarczyście pod nogi.
- Nieźle, jak na kogoś, komu wraz z miastem w gruzach legło całe dotychczasowe życie - odrzekł Johannesowi, również spoglądając na zbieraczy. - Poczciwy z niego człeczyna. Mam nadzieję, że ułoży sobie jakoś życie.

- Hej, ludziska! Żwawo, kurwa, żwawo! - krzyknął po chwili milczenia. - Bo nas noc tutaj zastanie!
 
 
aramil 


Wysłany: 2010-06-24, 11:23   

Odłożył swą włócznie na chwile na ziemią by pomóc wstać dziewczynie.
- Psia jucha z tym wszystkim, jeszcze tego cholernego deszczu nam było trzeba. - Z irytowany zakrzykną widząc leżąca na ziemi dziewczyne. Chwycił ją mocno za ramię i postawił na nogi. Przeniósł spojrzenie na krasnoluda gdy ten do niego się zwrócił.
- Już się robi, zaraz wracam. - Odparł z wyraźnym zniechęceniem do całej tej sytuacji. Chwycił swój oręż i odszedł z nią na dość spory kawałek drogi, gdy stwierdził ,że teraz już będzie w miarę bezpieczna i raczej nie powinna się już o nic przewrócić. W krótkiej rozmowie tłumaczy jej jak ma dojść do reszty ocalałych. Z wielkim trudem mimo wszystko przychodzi mówić mu ,że ma wypatrywać ruin domów i ulic, które nie wielki czas temu widział nienaruszone.
- Na miejscu ktoś powinien się tobą ktoś zaopiekować i koniecznie opatrz tą nogę. - Odprawia ją jeszcze wzrokiem czy aby na pewno dobrze zrozumiała, po czym kieruję się do Ragnara i Johannsena.
- Już – lekko zziajany odparł do nich.
- To co teraz robimy ?
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-06-24, 15:57   

W odpowiedzi rozległ się chór rozczarowanych głosów blisko dwóch tuzinów śmieciarzy. Deszcz siekł po ich pobrużdżonych twarzach, tylko w nielicznych przypadkach osłoniętych samodziałowymi kapturami. Z wolna jednak ludzie poczęli zbierać się i szykować do wymarszu. Oporni, którzy nie bardzo chcieli pogodzić się z porzuceniem poszukiwań ustąpili dopiero po kilku gardłowych okrzykach krasnoluda.

- Dam sobie radę, ale dziękuję za pomoc... i dobroć. - odparła nastoletnia smarkula z twarzą umorusaną w popiele, uśmiechając się i prezentując przy tym garnitur pełen białych, ostrych ząbków. Rozmasowała jeszcze dłońmi obite kolano, po czym kuśtykając podążyła za grupą zbieraczy z wolna wdrapującą się na hałdę gruzu, która poprzecznie przecinała wychodzącą na bramę dawną ulicę Viehstrasse.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-06-24, 16:12   

- Wracamy do obozu - odparł krótko Felixowi. - Pójdę przodem i poprowadzę zbieraczy.

Ruszył przed siebie uważnie stawiając stopy na śliskim podłożu.
- Czekać psiekrwie! Nagle wam się śpieszno zrobiło?! - ryknął w stronę szabrowników, doganiając ich powoli. - Przodem pójdę ja i żaden człeczyna ma nie wychodzić przede mnie! Jazda ludziska, za mną!
Wysforował się na czoło kolumny, ogarnął plac wzrokiem sprawdzając, czy nikt nie pozostał i począł prowadzić grupę ku obozowi. Nie forsował tempa i zachowywał czujność.
 
 
aramil 


Wysłany: 2010-06-24, 16:43   

- To ja pójdę z tyłu. - Zakrzykną młody ostlandczyk. Spojrzał pobieżnie po ludziach, czy żadnego aby nie brakuje. Większa uwagę jednak zwracał na to co odnaleźli. Czy choć trochę uda się im uzupełnić zapasy żywności? Podciągnął jedną ręką spodnie od munduru, po czym podbiegł kawałek i ruszył za resztą.
- Uważać ,psia mać na kałuże, jasny pierun wie jakie to głębokie ,a nie mam zamiaru potem nieść takiego zasrańca ! - Wykrzykną do zbieraczy, co było dziś dość kulturalnym odzewem z jego strony Felix jest dziś znacznie podenerwowany, nie to by teraz było to czymś nadzwyczajnym, jednak dotychczas tak się nie zachowywał. Praktycznie bez powodu wydzierał się na bogu winnych zbieraczy, jak tylko oddalali się za daleko lub wchodzili nie tam gdzie trzeba. Chyba powoli zaczyna sobie zdawać sprawę z zaistniałej sytuacji.
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-06-24, 17:36   

Okrzyknięci łachmaniarze dzierżący w dłoniach przerzucone przez plecy poobdzierane worki, sakwy i tobołki posłusznie zatrzymali się w pół kroku. Krępy krasnolud wdrapał się na zawalisko, zręcznie wyminąwszy rozciągnięty pochód. Przechodząc tuż obok wymizerowanych ludzi pośród odcharkiwań i smarknięć dosłyszał też zza swych pleców wymierzoną w niego klątwę:
- Plugawy, podziemny karzełek...

Kolumna ruszyła z wolna, ostrożnie schodząc z kamienistej hałdy wprost na zabłoconą drogę, pośrodku której wykwitła kałuża słusznie mogąca pretendować do tytułu małego bajora. Bose stopy, jak i te opatrzone w ciżmy zaciamkały na wilgotnym gruncie zasysane przez ziemię pod wpływem ciężaru maszerujących do obozu zbieraczy. Po obu stronach drogi znajdowały się wciąż dymiące się zgliszcza domostw i warsztatów należących do uboższej klasy miejskiej zamieszkującej obrzeża. Na końcu ulicy majaczyła już pękata wieża bramna, która w przeciwieństwie do innych miejskich furt nie została rozbita przez najeźdźców - to w wyniku szalejącego w mieście pożaru spłonęły jej dach i drewniane hurdycje.

Wtem, maszerujący na przedzie brodacz zatrzymał się w bezruchu.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-06-24, 18:03   

Wzniósł lewą rękę do góry, dając znać, by grupa się zatrzymała. Prawą w tym samym czasie wyciągał zza pasa swój stary, wysłużony topór.
Wskoczył na znajdującą się w pobliżu kupę gruzu i machnął do idących z tyłu Felixa i Johannesa, by zbliżyli się do niego.
Kiedy zbliżali się wytężył słuch i nasłuchiwał dalej, bełkocząc coś pod nosem.
- Coś tam się dzieje - rzekł poważnie, gdy znaleźli się przy nim, wskazując ostrzem topora na prawo od drogi. Broń, co było widoczne na pierwszy rzut oka, była roboty krasnoludzkiej. Wykonana była całkowicie z metalu. Masywny i zdobiony runami żeleziec posiadał szerokie, asymetryczne ostrze z "brodą" oraz spory obuch przechodzący w trójkątny kolec. Wygięte toporzysko zostało obwiązane miękką, startą już nieco skórą z ledwie widocznymi ząbkami. Krawędź ostrza szpeciło kilka szczerb, jednak nadal wydawało się być ostre jak cholera - Słyszałem jakiś rumor. Przydałoby się to sprawdzić.
 
 
aramil 


Wysłany: 2010-06-24, 20:21   

-Na litość Taala!– Wyraził się z głęboką niechęcią pod nosem. podchodząc powoli do krasnoluda.
-Jaki rumor, co się dzieje ? – Mówi zciszonym głosem i rozgląda się nerwowo na boki z wyciągniętą na sztorc włócznią.
-Ja jednak proponowałbym trzymać się razem. A wy co na to ?
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-06-24, 21:51   

- Może to tylko szczury - mruknął, zbliżywszy się cicho za plecami towarzyszy - Albo coś, co pourywa nam łby. W najlepszym wypadku niedobitki. Nie mogę ryzykować dla nich dwóch tuzinów innych ludzkich istnień.
Wsparł się na arkebuzie i zadarł w górę głowę, próbując przejrzeć ponad gruzowiskiem i wyłapać niesłyszalny dla niego rumor, o którym mówił Jotunnson.
- Ruszamy dalej - zawyrokował, maskując szorstkim tonem pewne ociąganie - Ragnarze, dalej przodem, Felix pilnuje tyłów. Ja osłaniam prawe skrzydło. Niczego nie mówcie ludziom. I nie dajce się zaskoczyć.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-06-24, 22:09   

- Zwykłe szczury nie robią tyle hałasu, chyba że to... - Krasnolud zamyślił się, a w jego oczach pojawił się dziwny błysk. - To coś większego. Radzę to sprawdzić. Jeżeli to coś groźnego, to lepiej o tym wiedzieć, a nawet jeśli to możliwe, zarąbać. Nie zrobimy tego dzisiaj, będziemy musieli zrobić to jutro, czy pojutrze. Jak to mówią "co się odwlecze, to nie uciecze" - zakończył sentencjonalnie swój wywód i splunął na resztki ściany, przy której stali.
- Felix może zostać z ludźmi, a my możemy zrobić mały rekonesans - zaproponował, spoglądając to na Johannesa, to na Felixa.
- Chwila, chwila - rzekł po chwili milczenia, wytężając słuch. - Kurwa mać! Tam ktoś walczy!
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-06-24, 22:28   

- Do obozu jest ćwierć mili. Jeśli któryś z nas zacznie krzyczeć, albo długo nie będziemy wracać, popędzisz ludzi truchtem i niech żadne nie obraca się za siebie - polecił Felixowi ściszonym głosem - Tymczasem maszerujcie dalej, ćwierć kroku wolniej. W razie czego dognamy was bez trudu.
Zdjął kapelusz, po czym zamaszyście strząsnął zeń krople wody. Gdy znów wylądował na głowie landsknechta, ten rzucił Ragnarowi tylko krótkie:
- Przodem.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-06-24, 22:59   

Lancknecht i brodacz weszli wgłąb oddzielonego kamiennym murkiem podwórza, by zniknąć z oczu Felixowi i reszcie zbieraczy za ścianą zburzonego domu. Przebrnęli przez osypisko z gruzów i błota, ominęli przygniecione masą rozbitej dachówki drewniane beczki. Hałasy stawały się coraz głośniejsze. To z pewnością były odgłosy walki. Gdy przeszli pod osmaloną belką zawalonego sufitu stanęli na krawędzi głębokiej jamy. Poniżej ich stóp rozgrywała się walka na śmierć i życie.
Ragnar i Johannes stali na krawędzi budynku, który spłonął wraz z podłogą odsłaniając podpiwniczone wnętrze. Dół wypełniony był po kolana brudną deszczówką, spływającą zewsząd małymi strumieniami. Poniżej wygolony na łyso mężczyzna w mokrych, przez co krępujących ruchy szatach, zataczając się odpierał stalowym młotem ataki zakrzywionego bułata dzierżonego przez plugawego odmieńca. Wysoki zwierzoludź miał aparycję hybrydy człowieka i kozła - umięśniony tors pokryty gęstym futrem, zwierzęcą paszczę i zakręcone rogi. W przeciwieństwie do walczącego o życie człowieka pewnie stał na nogach i raz po raz nacierał szczerbatym brzeszczotem, z każdą sekundą zbliżając się do finału tej nierównej walki...
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-06-24, 23:13   

Krasnolud odbił się obunóż od krawędzi dołu i wskoczył w wodę, rozchlapując ją dookoła. Ryknął, niczym niedźwiedź i począł czym prędzej brnąć przez deszczówkę w stronę pojedynkujących się osobników. Woda sięgająca brodaczowi powyżej kolan skutecznie uniemożliwiała szaleńczą szarżę, więc Ragnar musiał zadowolić się podejściem do stwora od boku i wyprowadzenia zamaszystego cięcia w żebra zwierzoludzia. Cios wyprowadził ostrożnie, zabezpieczając się przed ewentualną kontrą potwora.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-06-24, 23:45   

Schreiber uniósł arkebuz, oparł kolbę na ramieniu i wymierzył w tors potwora otwór wylotowy swej broni. Palec niemal mechanicznie pociągnął za spust, a ten zwolnił sprężynę zamka. Jego obracające się koło w ciągu mniej niż mgnienia oka z sykiem zetrze się z kawałkiem pirytu zamocowanego w szczękach kurka. Snop iskier padnie na proch podsypany na panewkę, a ten poprowadzi ogień do ładunku w lufie o 16 milimetrowym kalibrze. Już wkrótce... Schreiber wykrzywił usta w paskudnym uśmiechu. Uwielbiał ten moment. Jak gdyby samemu będąc bogiem gromów.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-06-25, 00:21   

Krasnolud z pluskiem rymnął w wodę wyrzucając jej krople na blisko półtorej metra w górę. Z obrzydzeniem wypluł deszczówkę z ust, po czym brodząc po pas ruszył w stronę monstrum. Znalazłszy się już niemal przy bestii wziął zamach by ściąć przeciwnika niczym pień drzewa. Jednak... nie doszło do tego. Zwierzoczłek spostrzegł nowe zagrożenie na czas i podczas gdy brodacz zmierzał w jego stronę, rąbnął łysego mężczyznę w twarz, który to cios posłał go w mętną wodę. Odwróciwszy się frontem ku nacierającemu już Ragnarowi wykorzystał przewagę wzrostu i długości ramion, do zasypania go gradem krzyżowych ciosów. Iskry sypnęły się ze szczękającego o siebie oręża. Krasnolud naraz znalazł się w impasie - żeby wyprowadzić skuteczny cios musiał zaryzykować skrócenie dystansu.

Wprawnym, wyćwiczonym ruchem Schreiber wymierzył lufę swej straszliwej broni w stronę przeciwnika. Palec znalazł się na mechanizmie spustowym, delikatnie, jakby na próbę, go naciskając. Ręce lekko mu drżały, ni to ze strachu, ni to od ciężaru arkebuza. Skorygował położenie wylotu lufy względem znajdującego się poniżej celu. Wtem usłyszał plusk odłamka cegły, który spadł do wody. Wypadł spod buta.

Spod buta istoty, która wyłoniła się po jego prawej stronie.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-06-25, 00:37   

Ragnar parował cios za ciosem, zasłaniając się toporem. Z każdą chwilą cofał się dalej w tył, jednak nie mógł robić tego wiecznie - wreszcie któryś z ataków bestii rozrąbie mu łeb na dwoje. Widząc pewną prawidłowość i powtarzalność w ciosach zwierzoludzia brodacz poczekał na to, kiedy przeciwnik wyprowadzi cięcie znad prawego ramienia. Krasnolud zaatakował wtedy ze zdwojoną siłą w broń przeciwnika, by ta odbiła się jak najdalej, po czym zakręcił młyńca nad głową i ryknął:
- ARRGHHHHHHH!!!
Po czym skoczył do przodu pochylając nisko głowę i z morderczą siłą skierował ostrze w stronę plugawego stwora, nie zwracając zbytnio uwagi na to, w co trafi.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme made by Aiglon von Lupus based on subSilver