Tawerna Bibliotekarzy Strona Główna
RSS Panel

Poprzedni temat «» Następny temat
Życie po śmierci - sesja
Autor Wiadomość
Alton 


Wysłany: 2010-06-30, 22:04   

Śmiertelnie ranny, opadł wreszcie na ziemię bez tchu. Jego groteskowe dłonie wystawały z pod ubroczonej we krwi szaty. Po bitewny spokój zmąciło niespodziewane przybycie Felixa.

- Jam jest brat Sigamund Hochverrater, akolita Zakonu Pochodni ze świątyni Sigmara w Durbergu. - zaczął uroczyście, prostując się i wypinając przy tym pierś do przodu. - Przebyłem daleką i niebezpieczną drogę kierując swe kroki w stronę Wolfenburga, i muszę przyznać, że gdyby nie wasza bezinteresowna pomoc, byłbym za sprawą tych bestii pewnikiem jeszcze przed zachodem słońca martwy. - ten wysoki, łysy mężczyzna w mokrych, ściśle przylegających do ciała kapłańskich szatach mówił miarowym, silnym i czystym głosem. Bez trudu wytrzymał ponure spojrzenie jakim obdarzył go jego krasnoludzki wybawiciel. Zarówno z niebieskich oczu jak i głosu emanował spokój.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-06-30, 22:15   

- A co, jeśli można wiedzieć - dopytywał się dalej krasnolud wykręcając swoją brodę i usuwając z niej nadmiar wody - porabiacie w tej przeuroczej okolicy? I do tego samotnie. Nie wiecie, że w dzisiejszych czasach i do latryny strach iść samojeden?
Ragnar puścił swoją brodę, która pod wpływem wyżymania zamieniła się w jeden wielki dred. Strząsnął z dłoni wodę i zasadził je za pas, zastygając w wyczekującej pozycji.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-06-30, 22:31   

- Zacnie się spisałeś, chłopcze - odparł szeptem Felixowi, zbliżywszy się do młodzieńca, kładąc mu dłoń na ramieniu - I wróciłeś, a to znaczy żeś z dobrej gliny ulepion.
Pytanie Ragnara skomentował milcząco lekkim uśmiechem, przecierając długie strąki mokrych wąsów.
- Wracać nam trzeba nam do obozu - zwrócił się głośniej, tym razem do wszystkich zgromadzonych w miejscu potyczki - Rumor, jaki tu narobiliśmy, ściągnie nam na łby całe plugawe ścierwo z okolicy. Acz nie znaczy to, że nie wysłucham szerszych wyjaśnień świątobliwego sługi Sigmara Młotodzierżcy już na Północnym Trakcie. Tymczasem, wychodzimy.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-06-30, 23:18   

- Przysłał mnie tu przeor naszego zgromadzenia w celu wypełnienia świętej misji. - odrzekł pewnie akolita - Co zaś tyczy się waszego drugiego pytania, mości krasnoludzie, to wiedzcie, że ze świątyni wyruszyło nas czterech. Do Wolfenburga, a właściwie jego zgliszcz, udało się jednak dotrzeć tylko mnie. Ubolewam nad śmiercią swych braci, których dusze udały się do królestwa Morra, jak i kieruję dzięki do Shallya'i za okazanie miłosierdzia pokornemu słudze Sigmara. - dodał, kończąc swój wywód. Z jego mowy trudno było wynieść akcent, który zdradziłby jego pochodzenie.
- Wyście zaś panie, wybaczcie mą bezpośredniość, jesteście najemnikiem? - odrzekł zwróciwszy wzrok ku lancknechtowi.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-06-30, 23:42   

- Przeor Waszego zgromadzenia, młody akolito, wysłał was na misję samobójczą - żachnął się z szorstkim, middenlandzkim akcentem, zwracając oblicze ku wyjściu ze zrujnowanej chaty - Do Wolfenburga się nie dociera. Z Wolfenburga się ucieka; nigdy odwrotnie! A uciekać i tak nie ma dokąd, więc tkwimy tu w zawieszeniu, jak parszywe szczury uwięzione we własnej jamie. I teraz znów musimy gnać, choć na końcu drogi i tak nadal będziemy osaczeni.
Przyjrzał się uważnie zamkowi swojego arkebuza, ale zarzucił pomysł czyszczenia go w takich warunkach. Broń pieszczotliwie przeciągniętą dłonią przypiął do bandoliera na plecach.
- Czy jestem najemnikiem? - kontynuował odpowiedzią na pytanie, obróciwszy lico z ponurym uśmiechem na ustach - Przyszło mi walczyć u boku carroburgskich lancknechtów. Teraz nikomu już nie lza płacić mi podobnym w kruszcu. Zaryzykowałem dla was życie dwóch tuzinów zbieraczy, więc nuże, powściągnijcie ciekawość i uczyńcie ryzyko opłacalnym.
Zwrócił głowę z powrotem ku mokrym ruinom na zewnątrz i widniejącemu między nimi szlakowi.
- Gotować się do drogi - polecił krótko, wychodząc na zewnątrz, uważnie rozglądajac się w około w poszukiwaniu zagrożeń - Jotunnson na czoło kolumny. Naszego gościa zapraszam do towarzyszenia młodemu Vogelowi w środku. Ja zamykam, pochód. Szybki trucht. Dalej!
_________________
Раз мати родила!
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-07-02, 12:03   

- Skoro nie zaprzeczacie, tedy biorę to za dobrą monetę. Nie podważam też prawdziwości waszych słów odnośnie Wolfenburga - w istocie - przyznaję, że gdyby nie wasz niespodziewany ratunek byłbym zginął. Jednakże, zrozumcie - ja muszę przedrzeć się w głąb miasta, gdyż tam najprawdopodobniej leży cel mojej podróży, który zresztą żadną tajemnicą nie jest - jest nim wolfenburgska świątynia Sigmara. - prawił dalej kleryk, nie bardzo sposobiąc się do wymarszu.
- Nie znam waszego miana panie, tedy nie wiem jak się do was zwracać - kontynuował po krótkiej pauzie jednostajnym, dźwięcznym głosem - Jednak nie przeszkodziło mi to zauważyć, że to wy tu dowodzicie. Tedy wysłuchajcie mej prośby - pomóżcie mi w dotarciu do świątyni. Dobrze radzicie sobie podczas orężnej rozprawy, a jako mieszkańcy tego miasta dysponujecie wiedzą o zmienionej - co trzeba przyznać - lecz nadal rodzinnej okolicy. Tak się składa, że mam przy sobie trzy złote korony - wychodziłoby po jednej na głowę. Będą wasze, gdy dotrzemy do celu.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-07-02, 21:32   

- Złoto teraz tyle warte co funt kłaków - odpowiedział szybko. - Ale złotem zawsze pozostanie. Wiecie, drodzy panowie, że w języku khazalid jest ponad sto synonimów słowa złoto? Związane jest to z pewną krasnoludzką grą, zwaną "Złotą piosenką", która polega.... - Ragnar wreszcie zauważył, że nie pora i nie czas na takie pogaduchy. - Ale o tym może kiedy indziej.
Spojrzał krytycznym wzrokiem na niebo.
- Nie wiem, czy zdążymy odprowadzić pana wielebnego do świątyni i wrócić do obozu przed zmrokiem... Ale, jak zapewniał młody, ludziska są już bezpieczne, więc nigdzie się nam nie spieszy.
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-07-02, 22:09   

Akolita słysząc słowa krasnoluda uśmiechnął się delikatnie, dziękując skinieniem głowy za słowa poparcia. Nie odezwał się jednak ni słowem - czekał na odpowiedź Schreibera, która miała jasno orzec w sprawie podjęcia decyzji.
Spojrzenie na pochmurny, popołudniowy nieboskłon nie przywodziło na myśl poprawy pogody, choć do zachodu słońca z pewnością pozostawało jeszcze kilka godzin.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-07-05, 16:59   

- Mój krasnoludzki druh ma rację - odrzekł akolicie po chwili milczenia, przełamując nieruchomą, posągową postawę - Złoto ma teraz marną wartość. Odrzuciłbym waszą propozycję, mój młody panie, ale ratując was, zerwaliśmy warunki kontraktu zawartego ze śmieciarzami - do obozu odprowadził ich jedynie młody Vogel. Czysto teoretycznie tedy nie przysługuje nam prawo do pełnego podziału łupów. Chwilowo więc jesteśmy bezrobotni, a honor najemnika nakazuje przyjąć ofertę hojnie opłaconą złotem.
Przerwał, doczyszczając naprędce zamek swojego arkebuza, przysłaniając lufę od opadów szerokim rondem kapelusza.
- No i skurwysyństwem byłoby zostawić was z tym samotnie - dodał po chwili, uśmiechając się niepokojąco spod długich wąsów - Nazywam się Johannes Schreiber. Ja i moi towarzysze, o ile naturalnie zechcą; jestem bowiem dowódcą, ale nie władcą ich żywotów, odprowadzimy was choćby i do samej Otchłani.
Landsknecht zdjął spod lufy stempel, jedną tuleję z bandoliera, po czym uważniej już nabił swoją rurę. Później zacznie modlić się do Ulryka o lepszą pogodę.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-07-06, 14:13   

- Tedy rad jestem to słyszeć Herr Schreiber. Przyjmuję wasze usługi, jak i zdając sobie sprawę z powagi sytuacji - oddaję się pod waszą komendę. - to rzekłszy ukłonił się lekko - Prowadźcie tedy bezzwłocznie, najlepiej wprost do świątyni. - akolita zważył w dłoniach swój bojowy młot, po czym zdecydował się umieścić go na swoim miejscu - w szlufce przy pasie. Mimo, iż całe jego ubranie było do cna przemoknięte, kleryk nawet nie drgnął, gdy owiał go chłodny podmuch wiosennego powietrza.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-07-07, 18:19   

- Pójdziemy tak, by dotrzeć tam żywcem - odparł Hochverraterowi chłodno, po czym przeniósł swój wzrok na Vogela.
- To twój czas, Felixie - rzekł młodzieńcowi - Nie ukrywam, że bardzo liczę na waszą nielichą znajomość topografii miasta. Wszak wychowaliście się tutaj. Oby Wolfenburg choć po części pozostało takim, jakim go zapamiętałeś. Prowadź nas bezpiecznymi ścieżkami.
_________________
Раз мати родила!
 
 
aramil 


Wysłany: 2010-07-09, 12:09   

Felix nie odzywał się podczas gdy jego towarzysze rozmawiali z akolitą. Możliwę ,że nie był nawet w stanie, dopiero po zdaniu lancknechta jakby wyrwał się z z tego stanu
- Tak, tak – Odpowiedział, już nieco mniej nerwowo.
- Bezpieczne to może być ciężko, ale jak najprędzej to myślę ,że będę w stanie – Postąpił klika kroków przed nich opierając się o trzon włóczni,
- Jakby nie patrzeć to trochę się tu pozmieniało, ale do świątyni prosta droga. Za mną! - Wskazał dłonią większą ulicę poczym ruszył na przód.
- A co do złota panowie to coś w tym jest, pamietam jakiś czas temu jak jeszcze to wszystko stało, był u mnie pewien krasnolud, gdy płacił użył takiego fajnego powiedzonka, tylko nie pamiętam jak ono brzmiało - Złapał się za głowę.
- O już wiem. Nie ma nic pewniejszego na świecie niż błysk złota i zdradziecka natura elfów, chyba tak dokładnie to leciało. Co ma piernik do wiatraka to nie wiem, ale fajnie brzmi
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-07-11, 11:05   

Sigmarycki kleryk w awangardzie krasnoluda i lancknechta ruszył przez z wolna dopalające się zgliszcza w stronę głównej ulicy, idąc w ślad za prowadzącym ich młodym Vogelem. Po dotarciu do Viehstrasse - jednej z nielicznych, drożnych arterii tego miasta - skierowali się na północ, w stronę bydlęcego targu, który niedawno opuściła prowadzona przez nich grupa zbieraczy. Wdrapawszy się na groblę z gruzu zagradzającą swobodny dostęp do placu, ich oczom ponownie ukazał się złowrogi totem. Już po chwili w nozdrza schodzących ostrożnie w dół skarpy najemników uderzył fetor rozkładających się ciał, malowniczo porozrzucanych wokół ołtarza.
- Na Sigmara... - zająknął się Sigamund, którego wzrok najwyraźniej po raz pierwszy spotkał się z obliczem takiego okrucieństwa.
Pogrążeni w ciszy przerywanej jedynie pryskającymi spod butów kamykami, zbrojni opuścili przeklęte miejsce obchodząc je możliwie najszerszym łukiem.

Deszcz zelżał w momencie, gdy dotarli w pobliże napawającej trwogą, pękatej, trójkondygnacyjnej kamienicy, zwieńczonej dziurawym niczym hochlandzki ser dachem, o zielonkawej barwie. Bryła budynku nie została w widoczny sposób naruszona, co stanowiło ewenement wśród okolicznych konstrukcji. Do wejścia prowadziły granitowe schody opatrzone poręczami, strzeżone przez parę kamiennych lwów, z których jeden w wojennej zawierusze stracił łeb wraz ze swą okazałą grzywą. Budynek straszył powybijanymi oknami, w których ostały się jedynie ołowiane szprosy. Kawałki potłuczonego szkła błyszczały w błocie niczym gwiazdy, które spadły na ziemski padół wprost z firmamentu.
 
 
aramil 


Wysłany: 2010-07-11, 12:31   

Vogel przystanął na chwilę spoglądając na kamienice. Odwrócił się do reszty i odezwał się do nich z wyraxnym entuzjamem.
-Do samej świątyni to jeszcze kawałek, gdyż znajduje się po drugiej stronie rzeki. Jednak może być pewien problem. - Zakłopotał się lekko.
-Bowiem nie wiem czy wiecie, ale jest tylko jeden most łączący oba brzegi. Jeśli nie przetrwał, mogą być spore problemy z przeprawą. - Wskazał dłonią na dom stojący nieopodal.
-Z tego budynku jest znakomity widok, proponuje tam wejść i się rozejżeć co by zbędnie drogi nie nadkładać, jakby nie daj Sigmarze mostu już nie było.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-07-11, 12:42   

- Znakomicie - rzekł Ragnar kolejny raz ocierając ręką krew cieknącą z rozcięcia na głowie. - Szkoda, że przypomniałeś sobie o tym dopiero teraz, ale lepiej późno, niż później. Idźcie i obaczcie jak sprawa z mostem stoi, a ja popilnuję wejścia.
Brodacz wystawił okrwawioną dłoń przed siebie pozwalając by deszcz zmył krew. Splunął niezadowolony na bezgłowego lwa i zrzucił na ziemię plecak. Po chwili wyjął z niego starą szmatę, która kiedyś mogła służyć komuś za koszulę. Ragnar zarzucił sobie klamot na łeb, a rękawy zawiązał z tyłu. W efekcie krasnolud z zawiązaną na głowie prowizoryczną chustą wyglądał jak pirat, brakowało tylko drewnianego kulasa i klapki na wyłupionym oku.
Zadowolony z otrzymanego rezultatu zarzucił plecak z powrotem na grzbiet.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-07-13, 10:10   

- W razie czego, krzycz. - rzucił ponuro krasnoludowi, wchodząc na górę po granitowych schodach. - Razem krzyczy się przyjemniej.
Arkebuz spoczywał na bandolierze, w dłoni, cofnięty nieco do tyłu katzbalger, z nisko skierowanym sztychem. Schreiber wchodził na górę z szeroko otwartymi oczami, uważnie nadstawiając uszu. Zatrzymał się przed drzwiami, nasłuchując w bezruchu przez dłuższą chwilę. Jeśli nie usłyszy niczego niepokojącego, delikatnie rozchyli odrzwia.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-07-13, 20:52   

- Ten budynek jest ponury niczym jakaś świątynia Morra. - rzekł do krasnoluda stojący obok kleryk - Aż ciarki przechodzą.

Schreiber zbliżył się do drzwi, przy których przystanął przez chwilę nasłuchując. Upewniwszy się, że jedynym dochodzącym ze środka dźwiękiem jest hulający po opuszczonym budynku wiatr otworzył odrzwia. Pchnięte przez lancknechta lewe skrzydło drzwi niepokojąco zaskrzypiało w proteście, po czym... z hukiem runęło do wewnątrz. Z framugi wystawał jedynie żałośnie wygięty, metalowy zawias. Głuchy rumor poniósł się hen, po całej okolicy.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-07-13, 22:31   

Ragnar spojrzał jeszcze raz na stojący przed nim budynek i wzruszył ramionami. Gdy usłyszał huk złapał na stylisko topora. Zobaczywszy, że nic nikomu nie grozi przysiadł na granitowych schodach i ułożył broń na kolanach. Krasnolud utkwił wzrok w swoich butach i zaczął mruczeć pod nosem na tematy bliżej nie związane z obecną sytuacją. Trwał tak w bezruchu, aż wreszcie przechylił się nieco na bok i puścił krótkiego, acz donośnego bąka. Następnie wrócił do kontemplowania rozpadających się trepów.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-07-16, 23:57   

Świadomość tego, że o jego pojawieniu się wiedzą już prawdopodobnie wszyscy mieszkańcy budynku na chwilę powstrzymała kroki Schreibera. Jedynie na chwilę. Zagrożenie bronią biologiczną ze strony Jotunnsona natychmiast dodało mu kurażu. Landsknecht z mieczem u boku przekroczył próg i rozejrzał się uważnie.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-07-19, 12:43   

Schreiber ostrożnie wkroczył do środka. Znalazłszy się w holu szedł przed siebie ku kolejnym dwuskrzydłowym drzwiom blokującym przejście dalej. Po obu stronach kroczącego najemnika znajdowały się sprawiające wrażenie ciężkich - masywnych wręcz - mebli, których wnętrza zostały wyprute. Na marmurowej posadzce, rżniętej w kwadratowe płyty, spoczywały często połamane, jesionowe półki. Próżno było wśród nich znaleźć coś innego niźli drzazgę - okolica nad wyraz wyraźnie zdradzała oznaki dokładnej grabieży. Światło wpadające przez otwarte odrzwia za plecami landsknechta nie było jedynym - ze znajdującego się wysoko nad mężczyzną sklepienia, na długich łańcuchach zwieszały się w dół cztery oliwne lampy umieszczone w pomalowanych czarną farbą stalowych okuciach. Szklane klosze, osłaniające płomień przed przeciągiem, który często musiał pojawiać się w holu, zostały - podobnie jak misternie zdobione szafy - bezmyślnie zniszczone przez łupieżców. Tylko w jednej z nich wciąż tańczył nieznaczny płomień zdecydowanie bardziej kopcący, niż przydający wnętrzu światła. Płomień, który nie zgasł nawet gdy lewe skrzydło runęło do środka, porywając przy tym z ziemi nielekki przecież, szklany pył.

Wtem cień zaległ w całym holu i tylko konopny knot rzucał odrobinę światła, będąc swoistym światełkiem w tunelu, wyjścia z którego strzegły zamknięte drzwi, a u wejścia zatrzymał się przybyły kształt.
- Za pozwoleniem, Herr Schreiber, ale uważam, że nie powinniście dalej iść sami. - odezwał się skądinąd znajomy już głos, należący do kleryka, którego wraz z towarzyszami podjąłeś się eskortować. Stał w progu, a światło wpadające do środka skrywało jego sylwetkę w mroku.

Serce tłukło Ci szybciej, niż byś sobie tego życzył.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme made by Aiglon von Lupus based on subSilver