Tawerna Bibliotekarzy Strona Główna
RSS Panel

Poprzedni temat «» Następny temat
Życie po śmierci - sesja
Autor Wiadomość
aramil 


Wysłany: 2010-07-19, 15:37   

Przez ten cały czas przyglądał mu się jeszcze jedna postać, przestraszona i zniechęcona do jakiegokolwiek kroku. Za kleryka wygląda Felix, zaciekawiony tym co się dzieje w środku. Słowa sigmaryty dały mu trochę do zrozumienia ,że puszczanie go samemu jest po prawdzie tchórzostwem z jego strony.
- Poczekaj chwilę, już do ciebie idę. - Szepną w stroną lancknechta. Włócznie oparł o zewnętrzną ścianę domu, po czym wyciągną swój wysłużony miecz.
-Nie podoba mi się to, ale co zrobisz? - Zwrócił się jeszcze do kleryka i wszedł powoli do środka kierując się w stronę Schreibera
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-07-22, 20:08   

- Szzz... - syknął landsknecht, nosząc się z zamiarem zdjęcia ostatniej płonącej lampki z okuć. Ostatecznie zaniechał i zwrócił się ku cieniom holu. Upewniwszy się, że ma osłaniane plecy, ruszył dalej, badając wnętrze. Naturalnie, w centrum jego zainteresowania leżało odnalezienie drogi na wyższe kondygnacje budynku.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-10-01, 23:38   

Chrzęst piachu pod butem kroczącego po kamiennej posadzce mężczyzny zagrał fałszywie wśród pustych ścian opuszczonego przez ludzi i bogów budynku. Miarowy grzechot drewnianych tulei kołyszących się u bandoliera zdradzał równy krok. Dudniący łomot poniósł się po wnętrzu z siłą tuzina toczących się beczek, gdy pchnięte ramieniem drzwi stanęły otworem. Sala reprezentacyjna była równie okazała co gmach - sprawiające wrażenie monumentalnych - filary - podtrzymywały gwiaździście sklepioną powałę, z której na łańcuchach zwieszały się kute ze stali żyrandole. Czar tego miejsca prysł, gdy Schreiber w awangardzie zakonnika i będącego aktualnie przewodnikiem Vogela, dostrzegli ogrom dewastacji - pokryte krwią i fekaliami freski, rozbite posągi, czy podarte płótna obrazów w roztrzaskanych ramach. Resztki zniszczonych sprzętów spoczywały na kupie tuż obok zasłanej popiołem i resztkami obgryzionych kości części posadzki, zdradzającej ślady obozowania.

Zgodnie z umową, że pierwszego tego miesiąca wznowimy grę, zamieszczam tego posta wprowadzającego was do kolejnej lokacji; do opisów szczegółowych przejdę, gdy podejmiecie swymi bohaterami konkretne akcje.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-10-03, 23:07   

- Przytulnie. - prychnął landsknecht, rozglądając się po zdewastowanym pomieszczeniu - I jak widzę, ktoś raczy się gościnnością tego budynku.
- Wyglądaj mostu, chłopcze - zwrócił się do Vogela - Wszak po to tu przyszliśmy. I lepiej by było, gdybyśmy nie musieli natykać się na gospodarzy.
Schreiber z dłonią zaciśniętą na rękojeści miecza począł ostrożnie badać wnętrze. Może znajdzie tu coś, czego wartości nie docenili zdziczali, nowi mieszkańcy sali reprezentacyjnej. Po wtóre, musi upewnić się, że nikogo tu nie ma.
- Oczy dookoła głowy - polecił krótko.
_________________
Раз мати родила!
 
 
aramil 


Wysłany: 2010-10-04, 16:36   

-Ajj, na czorta! - Na końcu korytarza za Shreiberem , słychać niezdarnego Felixa który najwyraźniej potknął się o coś leżącego na ziemi. Miecz wypadł mu z dłoni i z brzdękiem uderzył o podłogę ,a on sam upadł na pośladki - Nic mi nie jest. - Wyraził się szeptem ,z dość wyraźnym cichym śmiechem w głosie. Wstał odszeptał się z kurzu i podniósł miecz, po czym podszedł ostrożnie w stronę drzwi stając za lancknechtem, wyglądając mu za pleców.
-Kiedyś na pewno było.- Przytaknął mu z zamysłem rozglądając się pobieżnie po pomieszczeniu, po czym bokiem powoli minął go w drzwiach.
-Ale tu musiało być pięknie, spójrzcie na te wszystkie rzeczy. - Vogel skupił wzrok na jednym z obrazów leżących beztrosko na ziemi.
-Co mówiłeś ? A tak, tak most. - Chłopak kręcąc głową najwyraźniej szuka jakiegoś okna które wyglądało by w stronę rzeki.
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-10-04, 20:53   

Vogel

Postępując przed siebie i chłonąc przy tym niejako znajdujące się wokół Ciebie otoczenie, minąłeś środkową część sali i znalazłeś się tuż przy lewym murze wyznaczającym bryłę budynku, w którym wraz z towarzyszami się znalazłeś. Powyżej linii wzroku, w regularnych odstępach wzbijały się w górę strzeliste otwory okienne zakończone ostrymi łukami, które w nielicznych miejscach miały szczęście zachować kawałki błękitnego szkła. Jednak Twój wzrok przykuło coś, co na pierwszy rzut oka wydało się dużą kupą świeżych odchodów, spoczywających pod jednym z filarów. Zbliżywszy się doń nieznacznie, krzywiąc się z powodu otaczającej przedmiot woni, dostrzegłeś, że w istocie stało oto przed Tobą dzieło prymitywnej kultury - ulepiony z fekaliów posążek z grubsza przedstawiający hybrydę człowieka i jakiegoś rogatego zwierzęcia - kozła, barana, czy może nawet byka - trudno stwierdzić co "artysta" miał dokładnie na myśli. Nieco dalej, po przeciwległej stronie do tej, z której przyszedłeś dostrzegłeś pojedyncze skrzydło zamkniętych drzwi wyzierające spośród bezmiaru pokrytej fantazyjną snycerką boazerii oplatającej ściany sali.

Schreiber

Ostrożnym krokiem skierowałeś się ku śladom obozowania - osiągnąwszy domniemaną linię wyznaczająca środek sali odbiłeś przeciwnie do niezdarnego wolfenburgczyka na prawo. Idąc kolumnadą złożoną z dwóch równoległych rzędów bielonych filarów dotarłeś do sterty rozwalonych sprzętów. Tuż obok, klęcząc nad paleniskiem, przystanął kleryk, obszedłszy wcześniej salę od drugiej strony. Wyprawiony łeb tura z wystającymi z podgardla i mordy brzechwami strzał wyglądał dość groteskowo, wisząc tuż nad głową wodzącego palcami w popiele akolity. Przeniósłszy spojrzenie z oryginalnej tarczy strzelniczej w lewo natrafiłeś na obiekt nie tyle zagadkowy, co interesujący - nietknięty ręką barbarzyńcy model handlowej kogi zawieszony na włóczce sięgającej - patrząc od dołu - powały. Kopia okrętu już na pierwszy rzut nawet niewprawnego oka, zdradza pieczołowitość wykonania i kunszt artysty, który z pewnością włożył moc czasu i energii w skonstruowanie tej repliki. Zauważony kątem oka ruch ręki kleryka wyrwał Cię z kontemplacji. Mokry, a teraz na dodatek umazany popiołem zakonnik wyglądał doprawdy jak siedem nieszczęść.
- Ślady są świeże - popiół jest jeszcze ciepły.

Ragnar

Mrucząc pod nosem mieszaninę krasnoludzkich wtrąceń i reikspielu pogrążyłeś się zupełnie w sensownym wyłącznie dla Ciebie bełkocie. Kontemplując czubki swych butów poniewczasie spostrzegłeś, że zdążyłeś je pokryć ciągnącą się z Twych ust żółtawą flegmą. Nic sobie z tego nie robiąc potarłeś buta o but rozmazując ślinę po powierzchni trepów mieszając ją tym samym z obfitymi grudkami błota, dotąd uczepionymi podeszwy. Wtem, Twych uszu prócz mamrotania doszedł inny dźwięk. Dźwięk, który definitywnie nie dobiegł z wnętrza budynku.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-10-04, 23:18   

Krasnolud powstał ze schodów dzierżąc topór w prawej dłoni. Rozejrzał się po okolicy i wytężył słuch, chcąc ustalić kierunek, z którego dochodzą niepokojące dźwięki. W międzyczasie powoli cofał się na górę po schodach, by na koniec skryć się we wnętrzu budynku i obserwować okolicę wychylając głowę zza ściany.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-10-05, 17:03   

Schreiber ostatecznie zignorował model kogi, poświęcając uwagę słowom akolity.
- Jeśli nasi gospodarze to ludzie, to wrócą przed zmrokiem - odrzekł, skinąwszy mu lekko głową - Jeśli do ludzi zaś już daleko, to nic pewne nie jest. Mutanty polują i w nocy. Nie możemy sobie pozwolić na pozostawanie długo w tym miejscu...
Przeniósł swój wzrok na kuriozalną tarczy uczynioną z łowieckiego, niegdyś, trofea i wystające z niej brzechwy strzał.
- Bo wygląda na to, że to ludzie - dodał, przeczesawszy wąsy opuszkami palców. - Rychlej, Felix.
_________________
Раз мати родила!
 
 
aramil 


Wysłany: 2010-10-05, 22:14   

Wzrok jego przeszedł na portal okna, w mgnieniu oka jednak powrócił na kałowego bożka. Przełykając zastygłą ślinę w gardle zacisną dłoń na rękojeści. Nie odwracając głowy zwrócił się ściszonym i drżącym głosem, do żołnierza.
-Zdaje mi się ,że niestety nie masz racji. - Odwrócił się do nich trzymając głowę nisko, odsłaniając im plugawą formę nieznanego autorstwa. Po czym przystąpił bliżej do okien by móc przez jedno z nich wyjrzeć. Cały czas mimo to stara się mieć wzgląd na towarzyszy. Idąc prawie ,że tyłem skupia swoje spojrzenie na akolicie by skinieniem głowy i machnięciem ręki wskazać mu drzwi do nieznanego nam jeszcze pomieszczenia.
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-10-17, 12:06   

Schreiber&Vogel

- Istotnie Herr Schreiber, opuśćmy to miejsce. - odrzekł zakonnik, gdy powstał z klęczek. Stał tak jeszcze przez chwilę rozcierając w opuszkach palców zebrany popiół, ponaglany jednak żywą gestykulacją Ostlandczyka ruszył w stronę wskazanego miejsca. Przystanąwszy przy drzwiach pchnął je zawiniętą w bandaż dłonią ukazując tym samym krótki ciemny korytarz, rozjaśniony światłem wpadającym ze znajdującego się na jego drugim końcu pomieszczenia. Mnich bez wahania wszedł do środka by po chwili, obróciwszy się w Waszą stronę obwieścić:
- Są i schody prowadzące na wyższą kondygnację.

Ragnar

Z zaułka między miniętymi przez was zrujnowanymi budynkami z trzepotem skrzydeł wychynęło stado gołębi, które zatoczywszy w powietrzu niezgrabny łuk wylądowało na frontonie wysokiej, cudem ocalałej fasady - jedynej pozostałości po znajdującej się na przeciwko konstrukcji. Zimna stal w rękach koiła skołatane nerwy.

Kolejna cegłówka oderwała się z gzymsu, by runąwszy w dół roztrzaskać się na kawałki.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-10-17, 13:06   

- Bracie Sigamundzie, proszę za mną - polecił szeptem - Paniczu Vogel, proszę zamknąć nasz pochód i baczyć na tyły.
Wyszedł przed towarzyszy i z uniesionym na wysokości boku mieczem, z lekko wzbitym ku górze sztychem, ruszył na górze po schodach. Stąpał miękko, starając się ograniczyć grzechotanie tulei z amunicją. Wytężał wzrok, u ludzi nienawykły do półmroku, ale błogosławił światło padające na schody przez świetlik; w innym wypadku szedłby po omacku. Schody zakręcały ku górze, więc lewą dłonią dotykał ściany, asekurując się przed utratą równowagi.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-10-17, 13:31   

Ragnar oblizał spierzchnięte wargi, wyobrażając sobie każdego gołębia jako potencjalną kolację. Jednak ptaki, jakby wyczuwając myśli krasnoluda, usiadły wysoko ponad ziemią. Brodacz splunął gęsto na bok, oparł się o framugę i z wyrazem rozczarowania na twarzy wrócił do lustrowania otoczenia.
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-10-18, 20:58   

Schreiber&Vogel

Świetliki rozmieszczone regularnie co kilkanaście pozbawionych ostrych krawędzi stopni, rzucały dostateczna ilość światła, by wspinać się żwawym tempem w górę. Schody zakręcały wbrew modzie panującej wśród nowobogackich w prawo, a nie zaś w lewo, co niechybnie zdradzało związek z cechami spotykanymi wśród obiektów o charakterze obronnym. Pokonawszy całą długość spiralnie wznoszących się schodów, idącego na przedzie Schreibera powstrzymały nieduże drewniane drzwi blokujące przejście przez portal. Wykonane z dopasowanych do siebie desek spiętych parą stalowych pasów drzwi, zaopatrzone zostały w niewielką kołatkę i zamek, który jak na złość okazał się być zatrzaśnięty. Nadto, pociemniałe od wilgoci drewno okazało się wcale mocne, czyniąc żołdakom nieliche problemy. Nie pomogły mocne kopnięcia lancknechta, ani próby wyłamania skrzydła barkiem Ostlandczyka. Zamek zechciał ustąpić dopiero po kilkunastu celnych uderzeniach bojowego młota. Wdarłszy się wreszcie szturmem do komnaty, zbrojni znaleźli się w miejscu nie splugawionym ręką najeźdźcy - zasłane łoże z zielono-czerwonym baldachimem, duża drewniana balia oddzielona od reszty pokoju zasłoną z rozpostartych na stojakach gobelinów, kominek z zapasem drewna, czy wreszcie ściany pokryte skórami dzikiego zwierza - wszystkie te rzeczy, choć noszą ślady użytkowania pozostały nietknięte. Drzwi znajdujące się po przeciwnej stronie komnaty mieszkalnej sugerują istnienie przejścia dalej, lub jakiegoś rodzaju balkonu.

Ragnar

Kawałek rozbitej cegły staczał się z rumowiska z każdą chwilą wytracając impet pozyskany w momencie uderzenia. Uderzając, trąc i odbijając się od rozfragmentowanych złomków składających się na ogólną całość majestatu kupy gruzu, kawałeczek ten - rozpołowiwszy się jeszcze po drodze - zatrzymał się wreszcie, osiągając kres swej drogi. Trwałby tak w bezruchu pewnie całe lata, gdyby wtem, pod twardym kopytem, nie został obrócony w proch.

Prostując się bestia rozpostarła muskularne ręce, by donośnym rykiem obwieścić światu rozpoczęcie łowów.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-10-21, 17:53   

Wyraz rozczarowania ustąpił z twarzy Ragnara w mgnieniu oka. Krasnolud zacisnął żeby i zważył w rękach topór, gotowy na starcie z bestią. Jednak zdrowy rozsądek wziął górę nad buzującymi hormonami i brodacz wycofał się do budynku.
- Ejże, kurwa! - zakrzyknął, wpadając do sali reprezentacyjnej. - Zasrane, kozłogłowe fiuty nas wyczuły! Nadchodzą tutaj! - Krasnolud podbiegł do schodów prowadzących na piętro. - Na dół, kurwa, na dół!
I nie czekając na odzew ruszył ku drzwiom w celu ich zawarcia.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-10-27, 22:04   

- Sprawdź ten pierdolony most, Vogel! - ryknął lancknecht, słysząc zew krasnoluda z dołu - A później biegiem na dół do głównych odrzwi!
Minął kapłana i biegł schodami na dół. Miecz wsunął do pochwy, zdjął z pleców arkebuz i przerzucił go do lewej dłoni. Prawą zerwał z bandoliera jedną z tulei. Biegł, a w biegu nie będzie nabijać broni. Zrobi to już przed drziami.
_________________
Раз мати родила!
 
 
aramil 


Wysłany: 2010-10-28, 23:54   

-Ooo Bogowie!- Jeszcze chwilę temu udało mu się choć na chwile spowolnić swój oddech spowodowany ogromnym stresem, a teraz znowu ciśnienie go roznosi. Po jego wyrazie twarzy wyraźnie widać przerażenie, pot dosłownie cieknie mu z czoła, a dłoń jak imadło zacisnęła się na rękojeści miecza. W panice stara się odwrócić do następnego przejścia ,jako iż wcześniej odwrócił się w stronę drzwi wejściowych gdy usłyszał głos krasnoluda. Nogi plączą mu się przy pierwszych krokach,potykając się prawie o własne buty, chwyta klamkę i otwiera drzwi na oścież.
 
 
Alton 


Wysłany: 2010-11-02, 13:30   

Ragnar

Dopadłeś do wewnętrznych drzwi w kilku susach, napierając na ciężkie odrzwia całym swoim ciałem. Gdy wreszcie zawarłeś pierwsze ze skrzydeł, dostrzegłeś potężny, rogaty kształt stojący w wejściu do holu po przeciwnej stronie, osłonięty przed wzrokiem słonecznym światłem wpadającym do budynku. Tuż obok niego przemykały drobniejsze postacie, mknące z zatrważającą prędkością w Twoją stronę. Nie tracąc ni chwili więcej zatrzasnąłeś z hukiem drugie skrzydło.

Schreiber

Runąłeś pędem po krętych schodach w dół, modląc się w duszy do Ranalda by nie poślizgnąć się w trakcie tego karkołomnego cwału. Gdy wypadłeś z korytarzyka do sali, spostrzegłeś krasnoluda z rozpostartymi rękoma, blokującego dopiero co zawarte drzwi. na jego twarzy malowała się dziwna mieszanka strachu, determinacji i ekscytacji - oczy rozwarte, czoło zroszone zimnym potem, wargi poruszające się w rytm niezrozumiałych pomruków i warknięć.

Vogel

Niezdarnie ruszyłeś w stronę drzwi po przeciwnej stronie. Potknąwszy się o własne nogi runąłeś przed siebie wprost na drzwi. Napierając ciałem na klamkę zwolniłeś mechanizm zamka wypadają przez drzwi na zewnątrz. Siłą bezwładności wygrzmociłeś się na brzuch, asekurując się rękoma przed uderzeniem głową o posadzkę. Niepotrzebnie, gdyż w miejscu, w które miałbyś głową uderzyć zieje potężna wyrwa, a twój zakuty w hełm łeb zwisa nad sama wyrwą, umożliwiając Ci podziwianie niecodziennych widoków.
- Na wielką czwórkę, Herr Vogel, nic wam nie jest?!

Włócznia za balansowała jeszcze przez chwilę na krawędzi posadzki, po czym spadła w dół.
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-11-02, 15:48   

Krasnolud oparł plecy o wrota tak, by blokować obydwa skrzydła, rozpostarł ręce i zaparł się mocno nogami. Topór spoczywał za pasem.
- Schreiber! - ryknął, gdy spostrzegł zbiegającego ze schodów towarzysza. - Ładuj, kurwa, rusznicę! Sporo ich tam! Jedno wielkie, rogate bydlę i kilka mniejszych ciulów!
Na zroszonym czole brodacza powstały krople, które poczęły spływać po skroniach i kapać z nosa.
- Jak będziesz gotów, to daj znać! - kontynuował podniesionym głosem. - Puszczę drzwi, a ty wal w tego dużego!
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2010-11-02, 20:20   

Schreiber nie potrzebował kolejnego zaproszenia; zatrzymał się, odpiął od lufy pobijak, odgryzł plombę tulei i kilkoma sprawnymi ruchami, wyuczonymi przez setki powtórzeń, nabił arkebuz. Gdy broń była gotowa przyklęknął na prawym kolanie, wyjął z pochwy katzbalger i położył go na podłodze w zasięgu ręki. Lewą ręką oparłszy o udo, wycelował we wrota, ponad blokującym je krasnoludem.
- Dobra, Jotunnson - w sali rozległ się spokojny i zdecydowany głos lancknechta - Odstępuj.
Palec na wyślizganym, chłodnym spuście rusznicy czeka na swój moment.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Gaspar 


Wysłany: 2010-11-03, 23:36   

Krasnolud, zaciskając z wysiłku zęby, kiwnął głową w stronę Johannesa.
- Na trzy - polecił krótko, cedząc słowa. - Raz... Dwa... - brodacz wziął ostatni, bardzo głęboki oddech. - Trzy!!!
Ragnar rzucił się biegiem przed siebie spuszczając głowę tak nisko, że brodą niemalże szorował o deski podłogi. Dopiero kiedy znalazł się obok Schreibera odwrócił się w stronę drzwi dzierżąc już w dłoniach swój topór.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme made by Aiglon von Lupus based on subSilver