Tawerna Bibliotekarzy Strona Główna
RSS Panel

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Grzebul
2012-11-28, 11:19
[sesja] Daleko
Autor Wiadomość
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-02, 16:06   

Veverka zapomniała o płaczu jeszcze zanim ostatnie łzy skapały z jej czeronej twarzy, Kmiecie córy były bardziej twarde niż miękkie, nawet te młode.
Hvala vam velmidobry Pane! - skłoniła zawstydzoną głowę.

Osmica, najmłodsza z Kazmirovien Przekrzywiła głowę na pytanie Freyrvinda Lennartsona
- Toto gostiny nikto jeszte nikomu nikda ne odmietnul! - wyrwalo jej się jakby mężczyzna wypowiedział jakieś tabu. Prvica odgoniła ruchem ręki młodszą siostrę
- Ano ne odmietnul i ne bude odmietnut, ibo "gost v dome, czlovek li inojaki, bogom jednaki".
Hej! - odpowiedziały chóralnie niewiasty.

na pytanie o nasilnika dziewczyny nie odpowiedziały, tylko Pestka coś tam pod nosem mamrotała z kpiną że "vsy kazmirovy je nasilnik" tym razem Prvicy ze złości cała krew odpłynęła z ciała, ale jakoś znalazła siły żeby nie zareagować.

Droga była już bardzo krótka. Gdy tylko grupa opuściła las i wbiegła na rozległą łąkę, na ktorej widać już było w oddali inwentarz, dziewczynom puściły ostatecznie nerwy.

- Czrvenice poryvali!

- goblynce poryvali Czrvenice!

- goblynce!

- Grybovne poryvali!



wszystkiemu oczywiście towarzyszył niewieści szloch i pisk.

Niewiasty wyprzedziły Bjolfa i Freyrvinda, pastuchowie i pastuchy wybiegli im na przeciw. Dziewczyny rzuciły im się na ramiona, każda gadała jedna przez drugą co powodowało niemały chaos, Kilku rosłych mężczyzn szło już z ponurymi minami w kierunku krasnoluda i northmana, ale przytomna Prvica zatrzymała ich tłumacząc pobierznie sytuację.

Gromada dobiegła do zaprzęgniętych w woły wozów, wszystkie dziewczyny oraz towarzyszącyh im Bjolfa i Freyrvinda na nie wsadzono. Szybko zajechali na główny skwer Polany. Do tej pory prawdopodobnie już cała wieś wiedziała co się stało, przekazywane z ust do ust imformacje rozprzestrzeniały się momentalnie.

Kiedy wszyscy zeszli z wozów większością dziewczyn zajeli się najbliżsi i powiedli je do domów. Jedynie Prvicę, Treczę, Prstkę oraz krasnoluda i northmana powiedziono natychmiast do domu wójta.

Dom Kazmirów był ogromną chatą z bali. Grupa weszła do wielkiej izby, w środku było trzech mężczyzn ubranych w sukmany. Najstarszy i najwiękrzy z nich miał białe sięgające szyi włosy i równie białe długie wąsy. nie było na jego ciele najmniejszego miejsca gdzie skóra nie była by pomarszczona. Gdyby męzczyna był krasnoludem, Bjolf bez kozery dał by mu czterysta wiosen. Ani krasnolud, ani northman nikdy nie widzieli człowieka który wyglądał by tak staro a do tego tak silnie. Sukmana mężczyzny była kmiecia, lecz bogata, dominowała w niej czerwień i błękit. Oczy mężczyzny były szare i zimne. Towarzyszący mu mężczyźni byli ubrani lepiej niż jakikolwiek z mijanych wcześniej w Polanie wieśniaków ale nie tak dostojnie jak szarooki, musieli też być młodsi gdyż ich włosy były jedynie siwe. Pestka bodbiegła do barczystego kmiecia z długą brodą, ubranego w białą sukmanę z czerwonym wykończeniem.
- Tatko! - pisknęła dziewczyna kiedy wtuliła się w jego rozległe ciało. męczyna obiął ją i podniósł wysoko do góry. Trecza podeszła do najniższego z mężczyzn, ubranego w zieloną sukmanę ozdobioną pasem ze złotą klamrą.
- Stryjku! - zawołała, mężczyna uśmiechnął się życzliwie i przytulił dziewczynę.
Prvica ze spuszczoną głową stanęła przed szarookim.
- Otce. - prawie wyszeptała Prvica. Mężczyzna wzią w swoją dłoń twarz dziewczyny i przekrzywił ją tak by mógł spojżeć jej w oczy.
W następnych kilku minutach Prvica opowiedziało co się stało, mężczyźni byli wyjątkowo niezadowoleni z bójki jaka wybuchła między dziewczynami. Pestka i Trecza dopowiadały też jakieś szczegóły których Prvica nie zapamiętała albo nie dostrzegła.
Kiedy opowieść dobiegła końca, szarooki przeniosł wzrok na Bjolfa i Freyrvinda.
- Vitajte v moim domu dobry karle i ty dobry mużu. - Kmieć zwracał się do mężczyzn bardziej zrozumiałą odmianą wspólszczyzny.
- Jestem Jan Kazmir, vojt Polany, a ti tu mużove to Bolek Gryb i Slavek Prst - czlonkove rady. - mężczyżni skineli głowami.
- Vedte, że jeste tuczas, mojimi gostmi. A vy karle, że krvi ne żaloval dla naszyh doczer, Ty prosi czo ty dumasz a my jak mamy to damy.

Dziewczynom wreszcie pozwolono się oddalić, Meżczyźni zasiedli do wielkiego stołu, kobiety przyniosły dla cudzoziemców chleba, sera i kiełbasy oraz kwasu chlebowego i mleka do popitki.
Zanim ktokolwiek sięgnął po jedzenie Jan zmówił modlitwę:
- Blagoslovjeny bud Silvanuse, że nam pozvalasz z lesu żit. Blagoslovjena bud Jannath, że nam pozvalasz z zjemi żit. Blagoslovjeny bud Talose Gromovladny, moczny ty, lituj se, ne bij v domy i stodoly nasze, Blagoslovjeny bud Malar, lituj se, ne poslaj volkov na nas, Blogoslovjeny budte vejake bogi i boginki czo my vaszih imen ne znamo... - Jan zerknął w przelocie na swoich gości. - Blagoslovjene budte jednako bogi karlov czo v jaskinah temnyh zivu.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-02, 18:28   

Ulfson odczekał, aż starzec skończył modlitwę, skinął dziękczynnie głową na wspomnienie o krasnoludzkich bogach i odezwał się pierwszy:
- Dzięki wam, gospodarzu - odparł z szacunkiem - Wszystko niemalże, czego dusza moja żąda mam. A to, czego jej nie staje już od was dostałem.
Przysunął sobie półmisek z chlebem, sięgnął po jeden z bochnów, przełamał go i wciągnął nozdrzami rozkoszny zapach świeżego pieczywa... Nie czuł go od miesięcy. Nie zdecydował się jednak jeszcze za zaspokojenie głodu. Łyknął za to solidny haust kwasu chlebowego, nim ozwał się znowu:
- Sprawa nie cierpi zwłoki. Znam północne ostępy Narfell i pogranicze z Wielką Doliną; bywałem tu przed laty, by handlować z ludźmi, nie pamiętam jednak, bym odwiedzał już wcześniej Polanę. Nie należę jednak do mężów, którzy prędką zapominają ścieżki, którymi kroczą. Zdołam, nawet samotnie, wrócić nad strumień w miejscu, gdzie jedną z waszych cór zawiedziono w knieje na mękę i śmierć. Słów na wiatr nie rzucam - zrobię więc, co rzekłem. W waszej jednak mocy decyzja o tym, jakie kroki podjąć. Nim ruszę, muszę się posilić. Pokaleczonym jedynie, pomocy mi nie trzeba. Prowiant, za to, zda się.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-02, 20:29   

Po obrośniętym siwą brodą policzku Bolka Gryba spłynęła łza, kmieć prędko otarł ją swoją olbrzymią włochatą ręką. Stary Jan obiął bratersko ramieniem siedzącego po jego lewej stronie Bolka i potrząsnął nim pokrzepiająco. Sziedzący na prawo od wójta Slavek Prst pokręcił w uznaniu głową:
- Jeste velko czestny muż karle. - Jan Kazmir przytaknął:
- Pravda - spojrzał na Bolka - Czo budesz molvit Grybe? Bolek zwrócił się do krasnoluda.
- Rad jestem, że hotete czestny karle moju doczere odskoczit. Hvala vam za to. Treba jeno vam znat, że verojetno goblynce jej ne budut ubit. U goblyncov żen velmi malo, oni zivu v gorah, zimno, jedat ne ma czo. Jak nejake detincze bude preżit to verojetno hlapec. Moje doczery silne... - Bolko zakrył twarz dłońmi i zapłakał cicho. Wójt westchnął:
Ano ano, od togo tam vasza doczera Grybe verojetno ne umre. Za to nasze syny tam v lesah verojetno tak. My ne voje, my kmete.
- Sut tam jeszte vedmy... Wtrącił Slavko, kazmir spojrzał na niego z kamienną miną ale wyjaśnił:
- Myslal że ne musim o tom govorit Prst! - przeniósł z powrotem wzrok na cudzoziemców - Ale pravda, sut i vedmy czo mużov lovijut, mużov mladyh, mużov silnyh i czestnyh. Wójt pokiwał glową:
Ale vy voje, jesli vy hotete doczere Grybov odskoczit - odnajdnut my budem najszczetlivsze! My damy czo vam treba do dragi!
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-02, 23:17   

Freyvind nie włączał się wcześniej w rozmowę, posilając się łapczywie, bo była to bodaj pierwsza ciepła i domowa strawa jaka w ustach miał od miesiąca. Słuchał jednak bacznie przenosząc wzrok z krasnoluda na Kazmira nie uraniając nawet słowa.
- Vedmy to vedmy. Srogie baby ale jak przez łeb żelazem taka ubit to po vedme. Doczere Grybov rychlo odskoczit trzeba. Czy my voje czy ne voje, mus jest. Probowac chocby. - odezwał się w końcu ocierając dłonią usta po skończonym posiłku.
- Dajte tedy silne i bystre syny co po lesie trop odnajdut i las im znany. Co możem - zrobim. Na pohybel goblyncom co krasavice poryvajut. Ino rychlo, bo Grybova doczera im dłużej tam u nich siedzi tym... - urwał. - Chocby teraz gotovym ruszać, czekac na co nie ma.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-03, 00:33   

- Góry, rzekliście... - odrzekł Ulfson, długo przyglądając się Northmanowi, choć pytanie kierował do Bolka Gryba - Góry Gigantycznych Iglic na północ od lasów Rawlinswood? Znam ja te ziemie, polowałem tam. W istocie, po synach waszych, choć czestni i silni, pożytku nie będzie. Nawet wiosną śniegi tam nie ustępują, a i ścieżki wciąż się zmieniają. Las już przemierzałem, przemierzę go i teraz.
Tym razem bez kozery już sięgnął po miskę z kiełbasą i ugryzł solidny kęs, przepijając go kwasem.
- Dajcie nam prowiantu suchego a mocno uwędzonego mięsa i sera. Napitku a wody takoż, zdaje mi się, nam nie zbywa. Synów ostawcie, tu bardziej się przydadzą. Chyba, że mój towarzysz zdania owego nie podziela... Przeznaczenie - rzecz jednako człeku i krasnoludowi pisana. Bogowie zechcą, zwierz flaki nasze po leśnych ostępach rozwlecze; zechcą inaczej, z dońką waszą powrócimy.
Skończył, całkowicie niemal oddając się pochłanianiu mięsiw i sera.
- Jeszcze jedno, panowie gospodarze, urobek zeszłej zimy chcę spieniężyć - dodał, pomiędzy kęsami, wskazując nadgryzioną kiełbasą na zwój niedźwiedzich skór, które chcąc, nie chcąc, przywlókł ze sobą do izby - Na gotowiźnie mi nie zależy, ale w trakt ich ze sobą nie zabiorę. Rozliczym się po powrocie. Jeno kożuch mój potrzebny i dzban z wodą ciepłą bo radbym jeszcze przed drogą z juchy się opłukać. Co rzekniecie?
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-03, 15:39   

Bolko Gryb, ojciec Czrvenicy, otarł łzy i zwrócił się serdecznie do cudzoziemców.
- Hvala vam dobre Pany, hvala. Wójt zawtórował
- Hvala. A o pożiviatiny se ne trapte, dam osla dobrego i silnego. Vsetko nest bude.
Slavko Prst obejżał skóry:
- Pekne koże, dam 5sz. - Wójt parsknął:
- A ja dam 7 - Slavko pogodził się z przegraną.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-03, 17:54   

Freyvind uśmiechnął się lekko widząc te targi.
- Tedy osła szykujcie. Wnet wyruszymy. Ja na zewnątrz poczekam.
Wziął miecz i sakwę, po czym skierował się ku wyjściu by w oczekiwaniu porozglądać się ciekawie po niewielkiej acz malowniczo położonej wiosce.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-03, 20:26   

Kiedy Freyvind wyszedł na zewnątrz, miał w końcu okazję lepiej przyjżeć się Polanie.


Wioska mogła liczyć z trzysta dusz, nie wychodził z niej żaden trakt li droga, jedynie wąskie leśne ścieżki. Miejscowa ludność była całkiem odizolowana. Życie toczyło wokół pracy na polu, przy wypasie trzody i oporządzaniu gospodarstwa. W Polanie był też młyn i mała kuźnia. Miejscowi byli wielce zainteresowani cudzoziemcami, bez wyjątku na wiek, do tego gdziekolwiek krasnolud czy northman by nie poszli, biegł za nim wianuszek wiejskich dzieci. Wioska zawdzięczała swoją nazwę położeniu, las roztaczał się w każdym kierunku. Mężczyźni dowiedzieli się ze istnieje jeszcze kilka wiosek-polan w tej okolicy, jednak trudno było wywnioskować gdzie dokladnie, "tam" towarzyszące wskazaniu jednego z czterech kierunków było najczęstszą odpowiedzią.

Oczywiście zarówno Bjolf jak i Freyvind odzyskali swoje ubranie, dostali też conajmniej po całusie od każdej z młodych niewiast które przyprowadzili do wsi, a także od ich starszych sióstr, ciotek, matek i babek (co niekoniecznie było takie przyjemne ale widać było że płynie to z życzliwości.) Dostal iteż masę rad i przestróg oraz kilka talizmanów "na wiedźmy".
Zasadniczo z tego co ludzie z Polany mówili las do wiedźm należy, z wiedźmą w zatarg wejść dobrze się raczej nie skończy, zazwyczaj trzeba zrobić to czego wiedźma żąda.

Słońce wskazywało na południe, kiedy osiołek z prowiantem był gotowy do drogi, wiejski orszak z wojtem na czele odprowadził poszukiwaczy przygód na skraj lasu, przy ścieżce prowadzącej w górę strumienia, do miejsca gdzie dzisejszym rankiem hobgoblin porwał córkę Grzybów.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-03, 21:29   

Krasnolud posłał porozumiewawcze spojrzenie Northmanowi, po czym zwrócił oblicze ku ludziom z wioski:
- Knieja wzywa, dobrzy ludzie - rzucił z lekkim uśmiechem - Wyglądajcie naszego powrotu. Bogom slava!
Skłonił się, obrócił na pięcie, chwycił osła za uzdę i poprowadził go w las. Szedł nieśpieszno, bacząc na ślady, które starał się zapamiętać w drodze do Polany i nucił wolniej jeszcze:

We mnie płonie tylko w wolność wiara
W ten spokojny i najprostszy szlak;
To jest główna życia mego miara
Cały cyrklem nakreślony znak...


Niskie, przeciągłe nury rozpływały się na wietrze, jak babie lato.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-04, 09:16   

Idąc obok krasnoluda Northman ciekawie wsłuchiwał się w pieśń nie przerywając towarzyszowi.
- Wciąż zastanawiam się czy my dobrze robimy - mruknął gdy niski śpiew umilkł. - Dziewce należy się pomoc i kiep każdy kto jej by odmówił gdy przez gobliny porwana została, ale tu już nie z goblińcami sprawa idzie. Ech jakbym ja wiedział o tych "vedmach" wcześniej...

Pokręcił głową i przesunął wzrokiem po ścianie lasu przesuwającej się w czasie wędrówki w górę strumienia.
- Cięższa przeprawa może nas czekać niż się spodziewaliśmy. Są jak wiadomo "vedmy" co jeno jako starowinki po lesie zioła dla wsi ważą, ale przecież są i takie co jak magią przygrzmocą to i nie ma co zbierać. - rzekł znów po chwili. - Polegać tedy na sobie przyjdzie, a wiem to, że ciężko na kimś polegać gdy nawet imienia się jego nie zna. Jestem Freyvind Lennartsson z brzegów Jotunspine na Norheim z wysp Moonshae, wśród moich zwą mnie "Vandræðaskáld", ale często wśród kamratów z krótka: "Frey".
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-04, 18:28   

- Freyvind, Frey - krasnolud powtórzył za Northmanem z lekkim, serdecznym uśmiechem - Myślisz, że twoje imię narzuciło ci tę drogę, czy to ty sam nadajesz mu znaczenie?
Nie wydawało się, by Bjolf oczekiwał odpowiedzi. Powiódł wzrokiem po linii drzew w ślad za towarzyszem (a może baczył dalej, przez nie i daleko po za?) i milczał krótką chwilę, nim jął kontynuować:
- Jestem Bjolf Ulfson, choć miano krasnoluda zdradza tyle tylko, ile właściciel sam zdradzić zechce. Znam waszą kulturę, śpiewałem wasze sagi. Dziad mój wiele czasu spędzonego wśród ludzi poświęcił Northmanom na zachodnim wybrzeżu. Urodziłem się w górach Grzbietu Świata, alem już dawno je opuścił. Duchem, być może, jesteśmy równi, czas inaczej jednak rządzi naszymi ludami.
Oderwał wzrok od drzew i znów skupił go na wnikliwym badaniu otoczenia. Oddychał miarowo, wciągając głęboko do płuc cieplejsze już, bo południowe, powietrze. Suta strawa przywróciła mu nadwątlone siły.
- Co do wiedźm - rzekł znów - Prawda to. Kmiecie nie bez powodu w języki się gryźli. Są takie, co porody po wioskach odbierają, ludzi Sztuką i ziołami leczą. Ale są i gorsze, znacznie gorsze. Ani mój, ani twój język tego zła nie odda. Spróbujemy ukryć się przed ich wzrokiem, chociaż z naszym czworonogiem może być trudniej... Dziewce wszakże pomóc trzeba. Na moich oczach ją wzięli, więc oczy moje będą ją pamiętać. Jeśli nie spróbuję, tedy snu już nie zaznam.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-04, 20:13   

- Patrzcie no tylko! - zawołał z udawanym nieźle zdziwieniem. - Raz przez chwilę dziewkę ujrzał i już snu bez niej nie zazna. Ot kochliwyś Bjornie. - zarechotał, ale bez złośliwości.
- Choć jakże cię rozumiem. Dawno z babą żadną nie ległem, tedy po dzisiejszym przedstawieniu jakem się na was natknął, też szybko nie usnę. - mrugnął porozumiewawczo dla zaznaczenia że swych słów sam nie bierze na poważnie.

- Przeznaczeniu nie uciekniesz - dodał już bez krotochwili - Norn nie oszukasz. Nawet jednak jak przeznaczenie nasze określone, to co z tego jeśli go nie znamy? Wtedy czy los jakiś komu dany czy też samemu go okreslać można - na jedno wychodzi, nam i tak nie wiedzieć co przyniesie jutro.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-04, 21:19   

Krasnolud śmiał się długo, basem zgęszczonym, pełnym. Śmiech obu mężczyzn dudnił i szerzył się po kniei, a las odhukiwał po swojemu. Kogoś, kto nie wiedział nic o zbliżających się przechodniach, śmiech ten mógł przepełnić lękiem. Może to i dobrze. Dzień, jak dumał Bjolf, wyczerpał już swój limit przyjaznych spotkań...
- Northman jesteś, Freyu - odrzekł, opanowawszy się nieco - Z krasnoludzkim ludem winieneś być obyty. Wiesz tedy, że my w skałach i kamieniu jeno się kochamy, a dzieci nasze z górskich rozpadlin się rodzą... Przeznaczenie zaś rzecz nam dana, ale nie poznaniu, prawda to. Na ten moment możemy podumać lysze, czy o zmroku zaryzykujemy ogniskiem, czy zadowolimy się lulką i gąsiorkiem wina. Ogień zwierza odgoni, ale i gobliny na łeb ściągnąć może. Weź tu, człeku, dolę swą odgadnij...
_________________
Раз мати родила!
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-04, 21:42   

Freywind wzruszył ramionami.
- Ślad plugawstwa znajdziemy to ogień nie potrzebny i owszem, po co ma nas ktoś wyśledzić za blaskiem podążając. Gdyby jednak trop nam się zgubił, to nawet lepiej jak gobliny na łeb płomień nam ściągnie, bo jakże inaczej ich szukać by dziekę odbić.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-05, 00:24   

Dwójka z łatwością dotarła do miejsca gdzie Bjolf dostał się pod gobliński ostrzał. I choć minęło zaledwie pół dnia, niewiele już zostało z trucheł dwóch poległych tego poranka goblinów. Mężczyźni ruszyli w kierunku w którym hobgoblin oddalił się z Grzybówną. Bjolfowi udało się znaleźć trop: połamane gałęzie, ślady podeszw, strzępy lnianej koszuli. Szli kilka godzin i cienista buczyna stawała się ciemną buczyną.

Wtedy wyszli nad brzeg małęgo jeziorka, na końcu wąskiego pówysepku rósł stary modrzew, a na jego rozłorzystych konarach wisiało siedem goblińskich ciał. Zwisały głowami w dół, przywiązane za kostki do gałęzi grubym sznurem. Jamy brzuszne były otwarte a kapiąca wciąż krew spływała do jeziorka.

Juczny osiołek był tak wystraszony że Freywind i Bjolf musieli go ciągnąć razem, ale kiedy w końcu zwierze zdecydowało się stanąć - to już stało... . Na niebie świecił księżczyc.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-05, 00:38   

- Ostre mają dziouchy na tej Polanie - mruknął Freywind, choć bez faktycznego przekonania że to porwana tak zmasakrowała porywaczy. - Ktokolwiek ich tak urządził sojusznikiem może się zdawać, ale byłem na grobach takich co w podobnych sytuacjach tak pochopnie myśleli.

Przez chwile przypatrywał się gblinom malowniczo dekorującym modrzew, oraz okolicy. Wytężył oczy wpatrując się w jeziorko, choć księżyc jedynie za światło służący nie ułatwiał tego zadania.
- Ciemno już, a tego nicponia co się kopytami zaparł na plecy przecież nie weźmiem. Oddalmy się niewielki kawałek od tych truchł i rozbijmy obóz, dalej już nie pójdziemy a może ten kto ich załatwił się pokaże.

Northman pokręcił głową.
- Choc na tyłek Freyi... coś mi mówi, że możemy nie ucieszyć się ze spotkania - skrzywił się lekko. - Ognia bym proponował nie palić, los czy przeznaczenie... złego lepiej nie kusić, a hobgoblina wśród zabitych nie ma, tedy jak spokojnie odpoczniemy to może rano dalszy ślad znajdziemy gdzie z branką umknął.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-06, 18:57   

- W taką ciemnicę i tak nie znajdę tropów bez ognia - odparł krasnolud, kiwając głową - Miesiąc lśni na niebie, ale w głębi kniei znów ocienią nas drzewa. Hobgoblin, los pozwoli, może znajdzie się nieco dalej... To jednak oznaczałoby, że i dziewka żywota tu dopełniła. Przyjdzie brzask, rozwieje mroki i nasze domniemania. Poszukam miejsca na postój, a Ty przejrzyj kmiecie juki. Dobrze zwiedzieć się, czym dysponujemy.
Jak rzekł, tak zrobił. Szukał blisko, nie dalej, niż kilkadziesiąt kroków od półwyspu, a jednak na tyle daleko, by mieć całą linię brzegową na oku i smród goblińskich wnętrzności na tyle daleko, by poslilić się bez mdłości. Wrzośćcowa fajka w kieszeni kożucha korciła go coraz mocniej, a na zew jabłkowego fajkowego ziela coraz trudniej było pozostawać głuchym.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-06, 20:01   

W jukach znalazły się specjały które wywołały szeroki uśmiech na twarzy Northmana. Zamruczał z rozkoszą wyciągając przygotowany prowiant.
Osioł nie chciał się rzecz jasna przesunąć toteż Freywind postanowił załatwić drania podstępem. Oddalił się od upartego bydlaka na kilka kroków i pozwolił by w oślim łbie zaświtała ostrzegawcza myśl iż jego ośli żywot jest sam w ciemnej kniei obok trucheł goblińskich a najbliższy przedstawiciel przyjaznych dwunogów jest kilka metrów dalej. Zwierze powoli kopyto za kopytem zbliżyło się do Northmana, a ten powtórzył motyw jeszcze kilka razy aby w ten sposób doprowadzić osła w miejsce obrane przez krasnoluda. Posilał się przy tym pętem kiełbasy i ostygłym już ale świeżym chlebem.
- Trzymaj - rzucił krasnoludowi juk z żarciem z Polany, po czym zajął się zdejmowaniem drugiego ze zwierzęcia, oraz uwiązaniem go do młodego jaworu.
- Miałem kiedyś kompana - mruczał przy tej czynności. - Zwał się Matt i uparty był jak ty huncwocie, niechaj ci będzie Matt od tej pory, głupio byłoby aby wilki zjadły cię bezimiennego, co?
Osioł zrobił minę jakby odpowiadanie na takie sugestie było poniżej jego godności.

- Jeżeli ci nie wadzi, to zdrzemnąłbym się pierwszy, obudź mnie na północku to baczenie będę miał gdy ty snu zaznasz. - powiedział do Bjolfa posilającego się chłopską strawą.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-08, 17:45   

Wskazał Northmanowi miejsce blisko Matta, osłonięte ściółką i płaskie. Sam usiadł ciężko na zwalonym pniu nieopodal. Owinął się wełnianym kocem wyjętym ze swojego wora i zwrócił wzrok na przestrzeń w okół jeziorka. Skrzesał iskrę na ścinek kory brzozowej, którym odpalił nabitą fajkowym zielem fajkę. Szybko stłumił resztę ognia i puścił niewielki obłoczek jabłkowego dymu. Nie ryzykował. Ostatecznie, jeśli jakiś zapach, pośród feerii woni lasu, zwróci uwagę nieproszonych gości, będzie to zapach Matta.
Ognik fajki tlił się wewnątrz spracowanej dłoni młodego krasnoluda. Rozchylił lekko usta i nucił, niemalże mrucząc, melodię starej, wschodniej dumki, której tutejsze drzewa prawdopodobnie nie słyszały nigdy wcześniej...
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-08, 17:54   

Gdy bohaterowie uraczyli się strawą i dymkiem, Freyvind przekręcił się na bok a Bjolf obiął pierwszą wartę. Northmanowi nie dane było jednak pospać długo i to nawet nie z powodu wściekłej komaryny, która kiedy tylko mężczyzna przestał palić rzuciła się na każdy nieosłoniety fragment jego skóry.

Głośny, kpiący i dziki niewieści śmiech sprawił że Freyvind otworzył swoje oczy szeroko, trudno mu było jednak ustalić kierunek z którego dobiegał śmiech. Jednak Bjolf, którego wzrok był bardziej wyczulony dostrzegł jakiś kształt i wskazał palcem koronę starego drzewa na którym wisiały goblińskie truchła.

Jeżeli northman miał jakieś wątpliwości, minęły one gdy głos, piękny i pewny siebie, podjął melodję:

Stari modrin odpoczival
V lese czrnom jak sen volka

Ja brodila s tvoju telom
Ja brodila let nekolka

omoczila ja gole nogi
v ostah i trave blotistoj

tvoje telo bolo legke
jak by to bol jeno duh tvoj

dvom oleńom zabludnym
vkusovala kora vonna

Ja polożilam te pri ozere
bylas gola i bezbranna

a vyzduh bol tolsty
spadali kapli rosi

ja kolenklam i ustami czesala tvoje vlasi
Ja slyszala volka vyte,

kdy dreva pokryli se mrakom
Ty otvarla raptom oczi, Ja ostavila te volkom!


Głos znów zaczął się dziko śmiać a mężczyźni usłyszeli w okół siebie warczenie, pierwszy wilk zaszarżował na northmana, drugi na krasnoluda.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme made by Aiglon von Lupus based on subSilver