Tawerna Bibliotekarzy Strona Główna
RSS Panel

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Grzebul
2012-11-28, 11:19
[sesja] Daleko
Autor Wiadomość
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-08, 22:21   

Bjolf wyrwał wbitą obok rohatynę, ucapił grube drzewce owinięte rzemieniem i wymierzył liściasty grot w szarżującego zwierza. Stał na lekko ugiętych, szeroko rozstawionych nogach, pozycję miał pewną i stabilną. Pieśń istoty na starym modrzewiu dała mu dosyć czasu, by mógł przygotować się na najgorsze. Włócznia ustawiona była horyzontalnie; gotowa do raptownego skoku przeciwnika, jak i ew. przygwożdżenia go do ziemi.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-09, 10:14   

Freyvind zerwał się z zaimprowizowanego posłania z mieczem w dłoni. Pierwsza senność odeszła w czasie wsłuchiwania się w pieśń brzmiącą melodyjnie z oszpeconego truchłami goblinów modrzewia, toteż atak wilka zastał go przytomnym.

Chwycił broń mocniej i stanął na szeroko rozstawionych nogach by ciąć wilczy pysk gdy zwierze znajdzie się w zasięgu ostrza gdy zwierz zaatakuje kierowany słowami istoty siedzącej na drzewie, lecz rozumiejąc sens piesni gdy tylko usłyszał wściekłe warczenie dochodzące z pomiędzy drzew rozpoczął własną.
Mocny i melodyjny głos rozbrzmiał gdy ucichło śpiewanie dochodzące z drzewa a wilki wychynęły z leśnych krzewow.
W lesie Wielkiej Doliny rozległa się pieśń "Odpoczynek Thóra", wyśpiewywana we wspólnym.

Spocząłem po podróży i znoju
pod Yggdrasil o gałęziach sięgających nieba.
Ratatosk nie dała mi spokoju
Szkodząc memu snowi którego mi wielce trzeba.

Podła wiewiórko, zwierze przewrotne
co orłu i Nidhoggowi za posłańca latasz.
Smiech jeno wzbudzą twe czyny psotne
w Ysgardzie, w Midgardr i wielu innych licznych światach.

Bo kto pod wiecznym drzewem zmęczony
po boju z gigantami w snu krainę wnet ruszy
Temu jest sen spokojny przeznaczony
jeno Ragnarok na znak Hejmdala niech go skruszy!


Pieśń niosła się nad brzegiem jeziora.
Wilki atakujące Freyvinda i Bjolfa były pierwszymi które ja usłyszały, bo też i do nich kierowana była pieśń northmańskiego skalda.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-09, 21:09   

Dwa wilki zawachały się i padły nieprzytomne mężczyznom do stóp. Ale bestii było oczywiście więcej. Jedna skoczyła na krasnoluda ale Bjolf ugodził ją w bok swoją włócznią. Wilk zawył głośno. Para innych krążyła w koło northmana tocząc pianę z pysków.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-09, 23:46   

Krasnolud przeskoczył na omdlałymi basiorami i stanął obok Northmana, uniemożliwiając pozostałym oflankowanie go. Ostrzegawczo powiódł grotem włóczni przed ich pyskami, lecz zrozumiał, że ten prosty sygnał doń nie dotrze. Wilki toczyły pianę z pysków, ale nie wyglądały na wściekłe; wściekłe wilki nie żyją w stadach. Ktoś lub coś z pomocą swoich guseł, Sztuki, bądź wiary przywiódł tu te zwierzęta i wysłał na zatracenie. Ten ktoś, lub coś, siedzi na starym modrzewiu ponad goblińskim ścierwem. Bjolf obrócił głowę w kierunek upiornego drzewa i zwrócił nań swą rohatynę. Długi, modulowany okrzyk krasnoluda, całkiem nieludzki, metaliczny, przeciął leśną głuszę. Mroki rozbłysnęły blaskiem - grot broni rozjarzył się światłem, którego promień poszybował ku wrażemu stworzeniu w koronie drzewa (Lanca Wiary).
_________________
Раз мати родила!
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-10, 01:47   

Freyvind przestał miotać się pomiędzy dwoma wilkami starającymi się go wymanewrować i stanął plecami do krasnoluda zapewniając tym obu bezpieczeństwo od ataku z tyłu.
Nie uderzał wściekłych zwierząt czekając na ich atak aby pchnąć lub ciąć w obronie gdyby któryś z wilków zdecydował się skoczyć..

- Odwołaj volky vedmo! My ne tvoje wrogi ale goblyncov! - zawołał głośno.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-10, 21:08   

Bohaterom, wilkom i połowie chyba lasu, dane było poznać, że promień przywołany pradawnym zawołaniem krasnoluda, trafił celu. Okrótnie wysoki babski pisk obudził wszystkie ptaki w okolicy. Jęk ciągnął się za opadającym, zaczepiającym przy tym o gałęzie, humadoidalnym kształcie urywając się gdy ciało plusneło w płytkie jeziorko. Woda zasyczała, do mężczyzn doleciał zapach popalonych włosów.

Kiedy wilki tylko posłyszały wiedżmi wrzask, natychmiast czmychnęły w las. Również dwa uśpione wcześniej nothmańską pieśnią zwierzęta postawiły uszy i ruszyły za towarzyszami. Nawet pchnięty przez krasnoulda basior, który wydawał się leżeć martwy, odkuśtykał skomląc żałośnie w zarośla.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-11, 00:11   

Wrzask, plusniecie i uchodzące wilki złożyły się w jedno. Krasnolud jak się okazało nie tykał się kompromisów, jak już walnął to po całości.

Freyvind upewniwszy się we względnym bezpieczeństwie związanym z rejteradą basiorów rzucił się w stronę jeziorka nie wypuszczając miecza z dłoni.
- Nie dobijaj! - zakrzyknął do Bjolfa na wszelki wypadek gdyby ten zechciał iśc na całość.
- Chłopi z polany mówili wprost: "vedmy" - dodał patrząc na toń jeziora wzburzona upadkiem osoby do tej pory rezydującej na modrzewiu.
- Nie jedna, "vedma". "Vedmy". One nam wrogami nie są, te ścierwa goblińskie to pewnie jej robota, a jak jedna przez nas szczeźnie to reszta nas z tego lasu nie puści żywcem.

Northman wbił miecz w ziemię i rzucił się w wodę by wyciągnąć trafioną przez krasnoluda.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-11, 16:50   

- *My* żyjemy! - Bjolf odrzekł warknięciem, podnosząc z ziemi jeden z odrzuconych w wirze walki oszczepów - Ona żyje. Niech tak zostanie. Wybacz, ale czasu na retorykę, ni na bierną obronę nie stało. A kto jest naszym wrogiem, tłumaczyć mi nie powinieneś.
Drzewce oszczepu zatrzeszczały pod żelaznym uchwytem prawej dłoni; rohatyna czekała w lewej, gotowa. Rzucił okiem na Matta, ale ostatecznie ruszył za skaldem, osłaniając jego plecy.
- Martwi nie mielibyśmy już żadnych zmartwień! - zawołał za mężczyzną brnącym ku jeziorku.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-12, 19:39   

Bjolf zdążył jeszcze wypatrzeć Matta. Osiołek ugrzązł podczas ucieczki w pobliskich chaszczach i raczej prędko się z tamtąd nie wyplącze jesli ktoś mu nie pomoże.

Woda w którą wszedł Freyvind była letnia, dno nierówne i muliste. Na powierzchni unosiło się do góry plecami ciało trafionej. Głowa i nogi pozostawały zakryte pod wodą, długie ręce pływały szeroko rozłożone. Wyglądało na to że postać nie ma na sobie żadnego ubrania. Freyvind był po kolana w wodzie gdy wyciągnął dłoń w stronę topielca. Kiedy tylko jego palce dotknęły jej skóry, wiedźma poderwała się jak piorunem trafiona. Księżyc odbijający się w tafli jeziorka dawał całkiem sporo światła. Wiedźma była bardzo chuda i wysoka, przewyższała northmana prawie o głowę, poza tym przypominała młodziutką ludzką kobietę. Jej ciało było nagie miała na sobie jedynie jakąś mistyczną biżuterię, amulety wykonane z drewna kamieni, kości, piór i futra. wisiały one na jej biodrach, na szyi i nadgarstkach. Jej ciało pozbawione był jakichkoliwek włosów w tym brwi. Wiedźma wrzasnęła złapała się za głowę i obmacała łysinę zawyła jeszcze głośniej. Gdy jej obie ręce znajdowały się w górze, widać było wyraźnie otwartą ranę między drobnymi piersiami.

Wtedy wiedźma spojrzała na Freyvinda, jej wielkie oczy błyszczały niemal tak jak księżyc. Jej dłonie wystrzeliły do przodu powalając northmana na bok, kobieta przeskoczyła nad nim tylko po to by zatrzymać się przed wymierzonym w jej twarz grotem Bjolfowej włóczni. Wiedźma jęknęła w przerażeniu i cofnęła się do tyłu... lądując na Freyvindzie.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-12, 20:56   

Przewrócony przez kobietę powstał ociekając woda i prychając nią... tylko po to by znów wylądować w płytkim jeziorku gdy wiedźma przewróciła go cofając się znienacka.

Freyvind zaklął coś w northmańskim i ustawiając się przodem do jej pleców szybko sięgnął ku nagim ramionom dziewczyny unieruchamiając je i nie dając jej okazji na kolejne ekscesy. Szarpała się jednak taplając się w wodzie i kręcąc głową. Gdy przez chwilę ujrzał jej oblicze w oczach zobaczył ból i przerażenie, uspokajające słowa zamarły mu w ustach. Ciężko przezwyciężyć panikę zwykłymi słowy.

- Suttunga córo o przepastnych oczach
od Midgardr po Alfheim niech sławią twe imię.
Jam z Asów najpierwszy, o najwyższych mocach
urokiem twym pokonan dziś hołdy ci czynię.

Córo olbrzymów, dziś wrogość im odkładam
za uśmiech twój w Hellheim gotowym skoczyć.
Dziś runy zaklinam, byś była mi rada
jak ja tobie, daj ty mi się zauroczyć.


Skald sączył cicho w jej ucho "Pieśń o Odynie i Gunnlod", mając nadzieję iż na przerażoną i spanikowaną kobietę jej starożytna moc podziała łatwiej niżby czynił to względem skupionej i przygotowanej na urok wiedźmy.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-12, 22:00   

Wiedżma mimo obrażeń pozostawała wciąż groźnym zapaśnikiem i gdyby Freyvind nie podjął pieśni, sprawy mogły by potoczyc sie dla niego tragicznie. Wraz z melodią ciało wiedźmy zaczeło się odprężać, przestała stawiać opór. Jej ruchy stały się faliste, wężowe, jej nagie kształty idealnie przylegały do mokrego ubrania northmana. Freyvind spiewał sagę a kobieta leniwie przekręciła się do niego przodem, mrucząc przy tym jak zwierze. Jej nogi i ręce oplotły mężczyznę, jej oczy zalotnie obserwowały z góry jego twarz. Kiedy northman skończył pieśń, kobieta przekręciła ich oboje usadawiając teraz Freyvinda nad sobą w dwuznacznej pozycji.
- mhmrrmm... Pekne spevasz zelonooky kolduńe.... - wymruczała pojękując lubieżnie.
- ale drevnej vedmy zauroczit nemocz - jej ręce i nogi zacisnęły się na ciele northmana z taka mocą że ten dostał problemów z oddychaniem, nie było możliwości wyrwania się spod wpływu jej ogromnej siły. Ekspresja jej twarzy ani trochę się nie zmieniła, wciąż się uśmiechała i robiła wyzywające miny, otarła swój policzek o policzek Freyvinda i jęknęła.
- Mily moj... povesz li karlovemu koldunovi żeby osztep ostavil?... - wyglądało na to że trzymanie mężczyzny w żelaznym uścisku nie sprawia jej żadnego wysiłku.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-12, 22:42   

Przez głowę Freyvinda przemknęła (och jakże odkrywcza!) myśl, że źle ocenił siłę wiedźmy sugerując się pozorem chudego ciała.
Była silniejsza i trzymała go w mocnym uścisku, mogła go utopić gdyby trafiła jej się taka fantazja.
Od strachu przed takim losem z dala trzymało go tylko... dość niedwuznaczne zachowanie kobiety.
Być może bardziej doświadczony krasnolud miał racje rżnąc w wiedźmę czarem nie siląc się na konwenanse.

- Bjolfie... - stęknął w końcu, starając się łapać oddech. - Nie mam zbytnich nadziei, że możesz miec jakiś afekt do mych żeber, aby nie były w kawałkach... ale czy rozważyłbyś odłożenie broni?
Uśmiechnął się trochę głupkowato.
- Wszak nikt tu nikomu przecie krzywdy chyba nie chce uczynić.... - dodał starając się desperacko znaleźć na to potwierdzenie w oczach wiedźmy przylegającej lubieznie do jego ciała.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-13, 14:28   

Wiedźma załopotała zęstami... to znaczy "załopotała by" żęsami gdyby wciąż je miała. Całe jej ciało miało woń spalonych włosów, widać było że ich brak sprawia kobiecie dyskomfort.
- A... Ano... - przytaknęła
- Ja tu sama, jedina, mlada vedma jesm. A vy dva kolduny silne i straszne, bojim se. - zrobiła wystraszoną minę.
Freyvind mógł teraz "poczuć na własnej skórze" jak bardzo atletyczne jest ciało kobiety, jej brzuch, ramiona, nogi stały się twarde jak drewno.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-13, 21:24   

- Żaden z nas nie chce cię skrzywdzić, wiedźmo - krasnolud ozwał się wibrującym basem; mówił, uśmiechając się łagodnie, posyłając uspokajające spojrzenie Freyvindowi - Odłożę teraz broń, a Ty go uwolnisz. Nie spotka cię krzywda - masz słowo karła. Wkroczyliśmy tu jak intruzi, jak cyrkowe błazny, wiem o tym, wlokąc ze sobą własną śmierdzącą menażerię.
Wysunął w bok dłoń dzierżącą oszczep i odrzucił go kilka stóp dalej. Dłoń dzierżąca rohatynę uniosła się w górę i z rozmachem wbiła broń w ziemię, zanurzając żelazną stopkę głęboko w ściółkę i glebę. Ostentacyjnie odsunął się od sterczącego totemu śmierci, demonstrując dobrą wolą.
- Żałuję, że to zrobiłem - mówił, nadal miękko; gniew, który przebrzmiewał w jego głosie uleciał gdzieś wobec emanacji świata, emanacji która tu, przed nim, owijała Northmana długimi nogami w żelaznym uścisku; emanacji świata, który kochał i do którego tęsknił. Do świata wiedźm i guseł, który wreszcie odnalazł.
- Żałuję, że zrównałaś nas w traktowaniu z tym goblińskim ścierwem - ciągnął z wolna, gestem głowy wskazując na wyflaczone fetysze zwisające w drzewa - Żałuję, że zraniłem wilka, którego posłałaś k'nam na zatracenie. Ślubowałem chronić twój świat, nasz świat.
Jego rysy twarzy stężały, czoło i wydatny nos pokryły się zmarszczkami. Ręce, pozornie, splótł za plecami; w istocie prawa, sękata dłoń objęła brzozową rękojeść ciężkiego skramasaksa.
- Puść go, proszę - mruknął, ciszej, ale nadal słyszalnie - Jesteś piękna, wiedźmo. Takiego piękna nie winno się zabijać.
Ostatnie zdanie brzmiało dziwnie; mieszały się weń podziw i zimna determinacja. W głosie tym, który znów nabrał metalicznych nut, dało się wyczuć, że krasnolud zabije, jeśli będzie musiał. Nawet jeśli złamie mu to serce.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-13, 22:58   

Wiedźma uniosła siebie i Freyvinda w górę, odstawiła mężczyznę i sama wyszła powoli na suchą ziemię, omineła łukiem krasnuluda i podeszła pod modrzew, wspięła się na pień i usiadła na niskiej grubej gałęźi. machała długimi nogami i patrzyła się wielkimi oczami na krasnoluda.
- Taki jesi zly karle, że jak do nekogo molvisz, to on navet ne zna że go straszisz, a on se boi. - powiedziala wiedźma z niekrytym podziwem.
- Volki ne moje sut, oni do Volczej Baby należajut, ona ih rani bude ogledat i bude ńuhat. - Wiedźma rozłożyła ręce.
- Priszli vczera, trinadsetu malyh, jedin duży i devka jeszte panna. Napili se vody i hoteli devke rubat jedin za drugim. - Widźma aż się roześmiała.
- No to zeszela ja z dreva i molvim że tyle na raz to i kota picza ne da rady, jedino polovina może, a druga plovina na drevo viset, bo ne bude banda po lese mi hodit. - Wiedźma parsknęła
- Jak trebili drugov vaszat i presekat, to im se jebat juże nehotelo. - Wiedżma pogladzila się po łysej głowie i popatrzyła w stronę szamoczącego się Matta.
- Beru serst s osla i po roku s vaszego zivota - stweirdziła zwyczajnie.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-14, 16:34   

- Weźmiesz to, co damy - odrzekł równie zwyczajnie, nie okazując jakichkolwiek emocji - Nie przynależę światu, który daje cokolwiek za darmo, wiedźmo. Matt, droga pani, też nie wygląda na takiego, co czegokolwiek chce się pozbywać.
Opuścił luźne znów ramiona wzdłuż bioder i stanął w szerokim rozkroku. Zadarł do góry, patrząc na długonogie, wielkookie zjawisko. Nie czekał na odpowiedź, zmienił temat.
- Z nas banda żadna, a tę na poły rozsieczoną dognamy - kontynuował - i dorżniemy. Dziewka jest nasza. Nikt, ani nic innego szkody nijakiej nie dozna.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-14, 18:19   

Wiedźma obkręciła się kilka razy w koło gałęzi to wisząc głową w dół, to siedząc prosto.
- Serst mi koldune ty spalil i tylko osel ma dużo, czo bym se mogla brat. Jemu zimno ne bude ibo i tak teżkie nosi. Je jesm Drevna Vedma i toto je moje drevo. Jak na nim sede to moja mocz vse daleko, gde koreńe idu, to je vsegde tu. - wiedźma wskazała całą polankę.
- Czlovek, ale i karel i ork i vedma, jak se smrti boja i żivot tihy ma, spokajny. To żit może dlugo. Ale jak rok albo veczej odda, to jak smrt prihodi do starego, on vie, że mogl by jeste rok, dva żit, a ne bude. - Wiedżma się zaśmiała:
- Ale inny, czo se smrti neboja, żivot jego nespokajny, polny vojovańa. On ne pozna smrti od veku starego. Ale żadna vedma nebude hotela jego smrti, ibo togdy vedma trati. Togdy vedmy hcut, czoby taki muż dlugo żil, żeby vedmy rok se mogly brat. - wiedźma zastanowiła się nad czymś chwilę nerwowo pocierając podbródek, wkońcu wystrzeliła pomysłem:
- Albo! budem grat v kosti! ale to o pet rokov ide. jak vygrate to vy żit budete dlużej. - wiedżma uśmiechnęła się zawistnie;
- Ale togdy vedmy hcut vasz żivot skraczit.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-14, 18:44   

- Ten kto pierwszy o grze w kości mówi, temu one zwykle przychylne - roześmiał się Northman . - tedy ja w taki hazard nie wchodzę.
Freywind przekręcił lekko głowę.
- Tyś na nas wilki poszczuła i tyś awanturę poczęła, a jak się skończyła wiesz, bośmy śmierci twej nie chcąc na życie nie nastawali, gdyś z drzewa fikła. Tedy to ty nam roki winna nie my tobie. Jam już trzy roki komu oddał i dwa winny jeszcze jestem. Hazard taki mi nie straszny, bo jak Odyn do Vaelhall zawezwie to tym lepiej jak w pełni sił, a nie starego wieku.
- Może i Mattowi włosy zabrać winnaś, niechaj i będzie zadośćuczynienie za twe piękne loki śliczna dziewojo ale jeno jak i Bjolf się na to zgodzi. Osiołkowi zimno nie będzie. Ale roków chcesz ode mnie to za coś, a nie jeno złudne obietnice.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-14, 20:44   

Wiedźma wierciła się wyraźnie nieusatysfakcjonowana takimi odpowiedziami:
- To vy prihodite do lesa a ne les do vas! Ja jesm u sebe! My vedmy jesmo u sebe!
potarła podbródek i dodała już spokojniej:
vy prihodite to musite platit, albo My jesmo zle.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-14, 21:26   

- Tedy i platit będziem, ale za wysokiej ceny żądasz, bo my nie z tych co bezdurno roki z życia będą dawać. - Northman uśmiechnął się podchodząc bliżej. Miecz pod ramie zatknął przyglądając się wiedźmie. - Daj cene co ją ochotnie zapłacimy myto za przejście przez las dając, jeno taką co nie za wysoka.

- Mi za śpiew płacą, a choć ci piękną pieśń wyśpiewałem nijak złej ceny nie wołam - dodał żartobliwie i przekornie.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme made by Aiglon von Lupus based on subSilver