Tawerna Bibliotekarzy Strona Główna
RSS Panel

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Grzebul
2012-11-28, 11:19
[sesja] Daleko
Autor Wiadomość
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-11-24, 22:39   [sesja] Daleko

Był mroźny wiosenny poranek, Bjolf Ulfson przemierzał cienistą buczynę. Krępa postać kroczyła między kolumnami drzew. Nie było żadnej specyficznej drogi li ścieżki, którą Bjolf mógłby obrać. Był za to wąski górski strumyk i to właśnie za nim podążał w dół Ulfson.

Po kilku godzinach marszu Bjolf zdecydował się zrobić krótką przerwę. Przysiadł przy jednym ze strumyczków, na które rozwidlał się co jakiś czas strumień i nabrał cieczy w swoje sękate dłonie. Woda była krystalicznie czysta i mroźnie orzeźwiająca.

I gdy tak siedział i popijał ze strumienia, posłyszał w oddali jakieś krzyki. Cienkie głosiki musiały należeć do jakiś młodych kobiet albo dzieci... no albo strzygi jakiejś.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-11-25, 12:05   

Bjolf Ulfson już miał sięgać do wora podróżnego po skórzany bukłak i uzupełnić zapas wody, gdy *to* usłyszał. Zerwał się na równe nogi i nadstawił ucha. Ruszył w kierunku krzyków, do kogokolwiek by nie należały. Zdrowy rozsądek nakazywał ustąpić. W końcu, był wolnym krasnoludem; wolnym tak bardzo, jak tylko ktokolwiek z jego rodu mógł sobie wyobrazić, ale to... To odnajdywał swoim obowiązkiem.

Szybki, miarowy marsz przeszedł w trucht. Rohatynę wraz z jednym oszczepem przerzucił do lewej dłoni, w prawej trzymał pozostały. Owinięte wokół drzewców rzemienie aż zatrzeszczały pod uściskiem mocnych dłoni. Biegł między drzewami, węsząc kierunek wiatru; nie chciał by jego woń - pot i kwaśny, żelazisty zapach kolczugi zdradziły go wcześniej.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-11-25, 13:05   

Dystans okazał się dłuższy niż mogło by się początkowo wydawać. Krzyki mieszały się z teraz z szumem wody. Bjolf Ulfson dostrzegł wnet coraz więcej cieków, wszystkie biegły w tym samym kierunku łącząc się w coraz to większe i większe potoki. Mężczyźnie było ciężko pszemieszczać się między mokrymi śliskimi kamieniami i chociaż woda sięgała jedynie jego kostek, jej nurt był bardzo silny. Krzyki były coraz głośniejsze ich źródło musiało być już bardzo blisko. Potok stał się na tyle szeroki, że ponad nim roztaczała się pokaźna szczelina w koronach drzew. Wpadające przez nią promienie wiosennego słońca rozświetlały spowitą do tej pory w pomrokach buczynę. Bjolf wyhamował tuż przed samym brzegiem wodospadu, wysokiego na dobre dziesięć stóp. U jego podnóża roztaczało się płytkie rozlewisko, szerokie i długie na jakieś dwadzieścia stóp. Ulfson zobaczył tam grupę młodych, ludzkich chyba, niewiast. Dziewcza tarzały i wierzgały się w lodowatej wodzie połączone w bitewnych uściskach. Okładały się otwartymi dłońmi, kopały, szarpały za włosy, niektóre gryzły. Robiły przy tym oczywiście masę dzikiego babskiego hałasu. Część z nich odziana była w przemoczone, nadszarpane, brunatne koszule. Część... bo były w śród nich i takie, których koszule poszły już w strzępy odsłaniając mniej lub bardziej dojrzałe niewieście ciała. Na brzegu strumienia Bjolf dojrzał stertę łachów, co sugerowało że dziewczęta przybyły tu z zamiarem prania pościeli a nie siebie nawzajem.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-11-26, 00:16   

Bjolf zdębiał. Stał jak kretyn dobrą chwilę nim wreszcie oprzytomniał, rozluźnił chwyt i przerzucił wszystkie drzewce znów do lewej dłoni. Cofnął się o krok, po za krawędź wodospadu. Spodziewał się wiele; ciąg różnych scenariuszy, kończący się na szalejącej strzydze, wypełniał obrazami jego umysł w trakcie biegu. Tego jednak się nie spodziewał - stado półnagich dziewek w kąpieli może rozszarpać na strzępy podglądacza, jeśli tylko go spostrzegą, a on, delikatnie mówiąc, nie wyglądał jak Baldr z północnych legend.

Nie miał zamiaru interweniować. Zbadał jednak jedno ze zboczy po lewej strumienia, obserwując nadal rozwój wypadków. Kiedy dziatwa się uspokoi, ruszy dalej w dół strumienia. Ostatecznie, ich obecność świadczy o bliskości ludzkich siedzib.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-11-26, 18:31   

Dziatwa daleka była od uspokojenia się, młode pełne wigoru dziewoje sprawiały wrażenie że mogą pociągnąć batalię jeszcze długo. Bjolf Ulfson dostrzegł, nie tylko z lewej, ale i z prawej strony strumienia zbocze dogodne do zejścia w dół. Jednakże oko krasnoluda wprawionego w łowach dostrzegło coś jeszcze. Ktoś chował się za pniami drzew przy lewym brzegu strumienia. Bjolf widział jedynie kawałek czegoś co musiało być krótką włócznią, wystające z za jednego drzewa. Myśliwskie doświadczenie podpowiadało mu że czatujących, kimkolwiek byli, musiało być więcej.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-11-26, 22:03   

Krasnolud rozwiązał rzemień, którym spięty były zrolowane skóry niedźwiedzi przerzucone przez plecy. Zostawił je na lewym brzegu i począł schodzić zboczem, powoli, uważając by nie robić niepotrzebnego hałasu. Szedł po łuku, tak, by obejść uzbrojonych podglądaczy i, być może, ocenić ich liczbę.

Wyjątkowo czułe ucho być może zdołałoby wychwycić coś jeszcze; po za leniwym śpiewem ptaków, powoli budzących się do życia, po za szumem wody w potoku i bryzgiem piany na jej brzegach, po za dzięciołem wytrwale rozłupującym korę drzewa kilkaset jardów dalej... Krasnolud śpiewał kantyczkę cicho, basem tak niskim, że usłyszeć mógł go jedynie ktoś, kto stałby tuż obok. Kiedy finał przeszedł w zwierzęcy niemal pomruk i łowczy dotknął pięścią swoją pierś, spowiła go subtelna mgła, rozmywając jego kształty (Sanktuarium).
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-11-28, 13:40   

Ukształtowanie terenu nie sprzyjało Bjolfowi Ulfsonowi w skradaniu się. Buczyna była lasem pozbawionym runa, pokrywała ją jedynie gruba warstwa ściółki. Brak było też krzaków, jedynie młode buki. Na domiar złego krasnolud, walczące niewiasty jak i cały strumień znajdował się w jedynej nieciemnej części ciemnego przeważnie lasu. Tak więc każdy kto pozostawał w pomrokach, miał ich "jak na dłoni". Bjolf musiał jedynie liczyć, że mistyczne moce, które przywołał deklamując starożytne wersy stępią umysły nieznanych nieprzyjaciół.

Ulfson poruszał się bardzo powoli i ostrożnie, Babska wojna wciąż się toczyła, jednej nieco bardziej poturbowanej dziewczynie udało się wycofać z pierwszej linii na tyły swojego "oddziału". Ruda piegowata dziewoja przysiadła nad brzegiem strumienia dysząc ciężko i zakrywając dłonią krwawiący nosek.

Kiedy tak sobie z cicha pochlipywała z mieszaniną bólu i złości, "łowcy" opuścili w końcu swoją kryjówkę i rzucili się w cichym biegu ku niespodziewającej się niczego dziewczynie.

Bjolf widział teraz wyraźnie, że były to dwa gobliny i jeden większy - hobgoblin. Ten ostatni szybko wyprzedził swoich mniejszych kamratów i już chwytał bogom ducha winną dziewczynę za jej rude loki. Zatkał jej wyrywające się do krzyku usteczka swoją szponiastą dłonią i począł odciągać w stronę lasu. W tym momencie kilka niewiast zauważyło w końcu co się dzieje.
- Czrvenice od Grybov poryvajut!! - zakrzyknęła jedna z bardziej rozgarniętych nie zważając na okładającą ją dziewczynę która wnet i tak przestała. Niewiasty zaczęły zgodnie piszczeć i ruszyły na odsiecz kamratce. Wtedy do akcji wkroczyły dwa gobliny, zgodnie cisnęły włóczniami w babskie zbiorowisko raniąc jedną w udo a inną w przedramię.
- Hold back human bitches! Warknął hobgoblin w jakimś szkaradnym dialekcie orczej mowy
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-11-28, 19:43   

Bjolf nie czekał dłużej i zerwał sanktuarium. Ryknął, jak z bojowej surmy, ciskając oszczepem po szybkim dwukroku. Mierzył w jednego z goblinów, biorąc poprawkę na jego mierny wzrost i posturę. Wraz z opuszczającą jego dłoń bronią, wypuścił ciężko resztkę powietrza z płuc. Kiedy stał ponownie na obu nogach, w każdej z dłoni miał już po jednym tylko drzewcu; w lewej włócznię, w prawej pozostały oszczep.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-11-29, 11:12   

Hobgoblin wykrzywił zębatą szczękę w grymasie, widząc krasnoluda.
- And this fucking son of rocks, hold him as well! nobody will take from me my new mate - wywarczał do swoich kompanionów gardłowo, cokolwiek by to miało znaczyć, przerzucił rudowłosą dziewczynę przez ramię i już po prostu biegł w mrok buczyny.

Oszczep Bjolfa Ulfsona wbił się w plecy jednego z goblinów zanim ten był wstanie wykonać jakąkolwiek akcję. Stwór dychał co prawda jeszcze lecz osunął się na ziemię.
Drugi goblin popatrzył w stronę w którą oddalał się jego wyższy towarzysz, po czym wyciągnął mały krzemienny sztylet i cisnął nim w Bjolfa. Mizerna broń ześlizgnęła się po koszuli kolczej nie czyniąc szkody większej niż siniak może i otarcie lekkie.
- You can fuck those bitches alone ashole! -rzucił piskliwie goblin w stronę Ulfsona i rzucił się do ucieczki, w tym samym kierunku co hobgoblin.

Niewiasty szybko otrząsnęły się z szoku, dwie z nich chwyciły włócznie które posłużyły wcześniej do zranienia ich towarzyszek, inne dopadły konającego po trafieniu Bjolfa goblina i wspólnymi siłami najpierw nabiły go do końca na oszczep a potem wyszarpnęły go z ciała. Wszystkiemu towarzyszły oczywiście dziki wrzask Cztery dziewczyny cisnęły podniesionymi ze strumienia kamieniami w uciekającego goblina, jedna trafiła powodując, że stwór potknął się i przewrócił.
- dognat ih treba! krzyknęła w tutejszym narzeczu wspólnego na co wszystkie zgodnie krzyknęły:
-Hej!
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-11-29, 17:36   

Kiedy ostatnie kamienie dosięgnęły uciekającego goblina, Ulfson już biegł po łuku, tak by dosięgnąć jeszcze leżącego. Zrównawszy się z nim, trzasnął go w łeb okutą żelazem stopką ciężkich drzewców rohatyny. Nie zatrzymywał się, świadomie zostawiając stwora na pastwę rozszalałych dziewcząt. Kusiło go, by się obejrzeć i nacieszyć oczy widokiem rozszarpywanego na strzępy truchła, lecz biegł dalej. Wzrokiem szukał pomiędzy pniami ognistorudych loków dziewczyny, nasłuchiwał krzyków, węszył smród hobgoblina.
- Rude... - skwitował ciężko w biegu - zawsze mają przesrane.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-11-29, 23:01   

Trzaśnięty przez Bjolfa Ulfsona goblin osunął się bezwładnie na ziemię. Gdy krasnolud biegł w pogoni za hobgoblinem jego uszy wychwyciły podejrzany dźwięk, coś z impetem przecinało powietrze, jakby ktoś coś rozkręcał... proce? dużo proc? Bjolfowi nie było jednak dane długo się nad tym zastanawiać, kiedy chmara kamiennych pocisków uderzyła w jego ciało, zdążył poczuć z tuzin na piersiach, jeden wybijający mu zęba, Ostatnim co pamiętał było uderzenie w czoło. Wtedy nastała ciemność.


...żiv on?..

...żiv...

...ale ma dolgu brade...

...no...

...jak myslite stari on?...


...stari...

...glupa jesi Myska, glupa jak vse Gryby, za mali jest żeby bol stari...

...sama jesi glupa Repka...

...a v tvar hcesz?...

...zatknejte se!...


Bjolf otworzył powoli jedno oko, potem drugie. Otaczały go trzy kręgi wpatrzonych w niego niewieścich par oczu. Dziewczęta mizernie wyglądały, ich twarze były posiniaczone, ciała podrapane, ale wyglądało na to że nic poważniejszego im nie dolega.
- Budte zdravi Pane, my jesmo velmi rade, że vi żive. - Palnęła jedna z nich nie bardzo wiedząc co innego mogła by powiedzieć.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-11-29, 23:47   

- Mi tu najskorzej do radości. - mruknął basem, próbując usiąść - Chyba nie zaczniecie mi się tu znowu lać, hm? Baby...
Uniósł górną wargę i obmacał palcami zęby tak, żeby ocenić uszkodzenia. Później rozmasował czoło. Wreszcie, przejechał dłonią po swojej krasnoludzkiej dumie - krótki acz gruby, jasny warkocz upleciony z jego wąsów i brody był cały i zdrów; wilczo-smoczy łeb ze srebra który nań wisiał, również. Dopiero po chwili rozejrzał się uważnie, a raczej próbował się rozejrzeć (co skutecznie uniemożliwiał mu wianuszek dziewcząt). Zadarł więc płowy łeb do góry i sprawdził czy nadal ma nad nim korony drzew. Któryś z kamieni musiał mu chyba skaleczyć wygoloną skroń, bo prawe ucho było całe w lepkiej jusze.
- Znam dialekt podobny do waszego - zaczął bez specjalnego przekonania - ale zdaje mi się, że z równym powodzeniem mogę mówić tak, jak mówię. Wiem, że mnie rozumiecie. Co z rudą? Co z czrvenicą od Grybov? Kto mnie tak załatwił? I najważniejsze: brody sobie jeszcze nie obszczywam, więc nie przesadzałbym z tą długością...
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-11-30, 21:26   

Bjolf Ulfson wybadał brak prawej dolnej trójki oraz prawej górnej czwórki. Znajdował się w niższej części strumienia niż pamiętał, dziewczyny najwidoczniej przeniosły go z miejsca w którym padł, na szczęście pozbierały też to co miał przy sobie w chwili utraty przytomności. Drzewa rosły tu rzadziej i było znacznie więcej światła, musieli być gdzieś na skraju lasu. Mógł też dokładnie przyjrzeć się swoim towarzyszkom. Szesnaścioro kmieckich cór, mniej więcej w tym samym wieku, może dwa, może czy lata w tą czy w tamtą. chude i długie z dłońmi przywykłymi do ciężkiej pracy. Dziewczęta zdążyły trochę się ogarnąć, każda nosiła po dwa długie do pasa warkocze, były wśród nich szatynki, blondynki i brunetki. Wszystkie miały duże oczy, zielone lub niebieskie a jedna, może dwie, brązowe. Te z niewiast, których koszule ucierpiały w czasie walki, nieustanie naciągały poszarpany materiał zasłaniając krępujące miejsca. Bjolf mógł przysiąc, że dziewczyny miały nawet więcej siniaków niż gdy widział je ostatnio, widocznie im też dostało się od strzelców.
- Hej! - przytaknęły gromadnie na znak że rozumieją, chociaż mężczyzna słyszał jak niektóre przedrzeźniają po cichu "śę", "mogę", "muvię", "rudą", niektóre młodsze strasznie to śmieszyło ale jedno spojrzenie wysokiej blondynki uciszyło towarzystwo i właśnie ta przemówiła za grupę.
- Czrvenice goblynce poryvali - powiedziała dziewczyna z przerażeniem w głosie.
Goblynce kameńe kidali v vas i v nas, to my v ih takoże kidali i kriczali "goblynce svińce" Tak goblynce izbegli, to my do vas. Vy byli nesvedomi, to my vas sobrali. - Dziewczyna zachwiała się trochę, krasnolud zauważył że podpiera się na goblińskiej włóczni a jej noga jest przewiązana przekrwawioną szmatą na udzie, była jedną z tych które oberwały od martwych już napastników.
- Prvica!... - inna dziewczyna zwróciła się do wysokiej blondynki
Prvica my trebimo vraczat do Polany, otce budu radit, verojetno braty vozmu cepi i palki. Reszta grupy pokiwała głowami.
Prvica również kiwnęła i zwróciła się do Bjolfa:
- Pane hodij s nami do Polany, tam mużev mnogo, budemo bezpeczne.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-01, 12:44   

Bjolf uśmiechał się coraz szerzej. Uwielbiał słuchać języka prostego ludu; a im ów lud był bardziej odizolowany od 'wielkiego świata', tym melodyka jego mowy była pełniejsza, właściwsza naturze ludzi, z której wyrosła...
Wstał na równe nogi wspierając się na rohatynie i z zamachem wbił jej żelazną stopkę w ściółkę i skrytą podeń ziemią. Ostry, liściasty grot celował w niebo i korony drzew. Zaczął rozpinać swój szeroki pas i drewniane kołki kożucha.
- Sam ja sobie panem, gdy siedzę nad dzbanem - odparł, nadal szeroko uśmiechnięty - Ale dla was, krasawice, ja żaden pan. Jestem Bjolf.
Zdjął kożuch i narzucił go na ramiona Prvicy. Była wysoka, więc musiał prawie stanąć na palcach, co jeszcze bardziej go rozbawiło.
- Mocno krwawisz - wyjaśnił już poważniej, zapinając obciążony nożem i ciężkim skramasaksem pas bezpośrednio na koszulę kolczą - A im mniej juchy w człowieku, tym szybciej się wyziębia. Ja mam pod żelazem jeszcze pikowany kaftan. Pójdź koło mnie: ja będę miał oko na cię, a Ty na drogę. A po drodze wyjaśnisz mi, co zaszło nad strumieniem.
Rozejrzał się jeszcze, próbując wybadać czy dziewczęta nie zabrały przypadkiem z nad strumienia jego niedźwiedzich skór, ale niemal pogodził się już z ich utratą. Przynajmniej wtedy, gdy nie będzie mu już pisane wrócić nad ten strumień. Drugi ze swoich oszczepów zostawił dziewczynie, którakolwiek go akurat dzierżyła.
- Nie ma nad czym dumać - odezwał się już do wszystkich - Reszta dziewcząt za nami, dwójkami. Oczy szeroko otwarte. Do Polany!
_________________
Раз мати родила!
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-01, 19:22   

Prvica z wdzięcznością przyjeła kożuch Bjolfa Ulfsona
- Hvala vam dobry Pa... Bjolfe.
- Bjolfe! Bjolfe! - dwie dziewczyny podbiegły do mężczyzny trzymając w dłoniach jego niedżwiedzie skóry.
- Vasze tute koży? Pestka od Grybov dumala że toto medveda, ale Prvica govorila że może byt vasze. - druga dziewczyna złapała sie za głowę.
- Osmica ty jak neraz neczo govorit to jak byl by ja slyszala Gryba! Toto jest koża medveda! W odpowiedzi Osmica pokazała dziewczynie język.

- Hej! - odezwały się chóralnie dziewczyny na komende krasnoluda i momentalnie wykonały polecenie. Grupa poruszała się wyjątkowo szybko i sprawnie, nawet tempo Prvicy, mimo odniesionej rany, przyprawiało Bjolfa o zadyszkę.
- Ibo my Kazmirove hoteli myt nad potokom nasze odjeżde, jak nam matki nakazali, ale Grybove i Prstkove takoże myt hoteli i vode brudili... takto bylo... - wzruszyła ramionami Prvica.

Ulfson dowiedział się też że Prvica jest najstarszą córką z rodu Kazmirów. Kazmirowie, Grzyby i Paluchy to najwarzniejsze rodziny w Polanie, właściwie Starej Polanie, wioski do której właśnie zmierzali. Kazmirowych cór było tu cztery Prvica z racji starszeństwa przewodziła swoim siostrom i kuzynkom, miała swój odpowiednik w Treczy Paluchowej za którą biegła równa Kazmirom gromada czterech dziewcząt, ostatnią i największą grupą Grzybówien dowodziła Pestka, najsolidniej zbudowana dziewczyna ze wszystkich pozostałych. Grzybowie Byli też największym ale i najbiedniejszym rodem Polany, Kazmirowie najzacniejszym ich głowa, Jan Kazmir wójtował we wsi.

Dziewczyny podjęły piosenkę dla dodania sobie otuchy. Prvica zapodawała rym a reszta powtarzała.

...Jeszcze tolko czetyri zimy...

...Jeszcze tolko czetyri zimy!...

...I se najde moj jediny...

...I se najde moj jediny!...

...


Freyrvind Lennartson czół we wszystkich kościach działanie jakiś leśnych czarów. Przed chwilą szedł przez głębią dąbrowy, dostrzegł jakieś migotanie w między konarami drzew kiedy podszedł bliżej coś rozbłysło jasnym światłem i krajobraz zmienił się w mgnieniu oka. Otaczały go teraz stare buki, las był znacznie ciemniejszy jednak Freyrvind widział w oddali jakieś prześwity, zaczął się więc kierować w tym kierunku. Szybko znalazł się nad górskim strumieniem, woda spływała w kierunku w którym drzewa się rozrzedzały, nagle szum wody nasilił się, to drugi strumień wpadał do pierwszego. Niósł się śpiew tuzina niewieścich głosów.

...Za gorami za lesami...

...Za gorami za lesami!...

...Jest kralevicz z monetami...

...Jest kralevicz z mo...
na przeciw siebie Freyrvind dostrzegł grupę młodych dziewczyn której przewodził... krasnolud? Dziewczyny najwyraźniej zdążyły już dostrzec Lennartsona bo nagle piosenka się urwała.



...

- Muż jaki! - krzyknęła Prvica. Bjolf Ulfson również dostrzegł nieznajomego przy zbiegu strumieni. Cała grupa zatrzymała się.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-01, 19:46   

Freyvind Lennartsson nie wstrzyma� kroku zwalniaj�c go jednak krztyn�. Szybkim spojrzeniem omi�t� towarzystwo znajduj�c je przyjaznym. Nawet widok barczystego i uzbrojonego krasnoluda o wnikliwym spojrzeniu spod mocno zarysowanych brwi nie zniszczy�y tego wra�enia, gdy� grupka ledwo odzianych m�odych dziewoi widokiem by�a przyjaznym zasadniczo zawsze i wsz�dzie. Zdecydowanie za� przyjemniejszym ni� gobliny. W my�lach po�a�owa�, �e dziewcz�t nie by�o siedem, bo a� prosi�o si� o por�wnanie do starej ba�ni. Krasnolud i siedem dziewuch...

- (...)netami...
Z dala ku mnie pewnie bierzy!
Z dala ku mnie pewnie bierzy!
I samotno�� m� u�mierzy...
I samotno�� m� usmierzy...
- zanuci� zr�cznie moduluj�c powt�rzenia jakie sam musia� czyni�, nie pozwalaj�c by pie�� umilk�a urwana przez dziewcz�ta na widok podr��nika.

Freyvind leniwym ruchem wsun�� miecz pod pach� daj�c tym do zrozumienia, �e nie my�li o jego u�yciu. Zatrzyma� si� nie mniej ni� tuzin krok�w od najbli�szej z dziewczyn i z lekkim u�miechem zacz�� skuba� ko�c�wk� warkoczyka na swej brodzie.
- Witajcie nadobne panny, a i ty krasnoludzie przyjmij dobre s�owo powitania. �mia�o�� m� wybaczcie (o co was prosz�), ale... Zb�je jakowe� was napad�y? - rzek� w ko�cu wymownie patrz�c na poturbowane towarzystwo, rany dziewcz�t i poszarpane giez�a, spod kt�rych nie omieszka� dyskretnie poszuka� wzrokiem co przyjemniejszych ciekawostek.
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Amon 
Moderator


Wysłany: 2012-12-01, 21:57   

Veverka Grybovna, jedna z tych niewiast które w zasadzie odziane były już tylko w kawałek szmaty, przytrzymywanej nieustannie rękami podeszła do Treczy Prstkovnej, stanęła na palcach i wyszeptała do ucha wyższej od siebie dziewczyny:
- Trecza? odkudy Prvica znala że kralevicz ide k nam? Trecza wysyczała do dziewczyny:
- glupa jesi Veverka, glupa jak vse Gryby, to ne kralevicz a nasilnik. - Przerażona Veverka jęknęła i szybko zatkała sobie usta obiema dłońmi. Gdy to uczyniła materiał zsunął się z niej i upadł na ziemię, oczy dziewczyny zrobiły sie wielkie a policzki czerwone, padła na kolana desperacko owijając się w gałgany. Cztery Prstkovny wybuchły szyderczym śmiechem, Trecza wzieła się pod boki, doskonały humor sprawił że całkiem zapomniała o podbitych oczach.
- Vidite devy! za to Grybov tak mnogo! tolko muża vidi uże se razdeva! Veverka zaczeła łkać i coś tłumaczyć ale jej rozzłoszczone krewniaczki wzieły sprawy w swoje ręce. Pestka Grybovna złapała swoją siostrę za włosy i energicznie podniosła do góry.
- Ty bezstydna ty! Otcu styd rabisz! - zaczęła lać bogom ducha winną dziewczynę otwartą ręką po twarzy. Trecza aż się zaksztusiła ze śmiechu:
- To vy otcov znate? - Cztery Prstkovny i trzy Kazmirovny śmiały się głośno, nastroje wśród Grybovien były dalekie od obtymizmu, Pestka wygladała jakby za chwilę miała przemienić się w wilkołaka rozrywając przy tym swoje ludzkie ciało, Veverka ryczała, pozostałe Grybovny reprezentowały słabsze wersje swoich dwóch siostr: jedne ze spuszczonymi głowami stały jak cielenta, inne coraz mocniej zaciskały pięści. Prvica przerwała przedstawienie:
- Dost! govorite tuczas jak tamte goblynce do Czrvenicy! dziewczynom momentalnie zeszły uśmiechy z twarzy gdy wyobraziły sobie sytuacje.
- A vy Gryby! - Prvica zwróciła się przedstawicielek największego rodu - Dobrejszej se obranijte ibo uże jednoju vaszu sestre goblynce tuczas rasprostranajut! - Pestka puściła swoją krewniaczkę i nawet pomogła jej wstać i okryć się.
_________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-02, 12:30   

Krasnolud mruknął z niezadowolenia, obserwując kolejną odsłonę babskiej wojny. I westchnął z ulgą gdy Prvica zdusiła konflikt w zalążku. Przeniósł swój wzrok na northmana i uśmiechnął się kącikami ust, gładząc gruby warkocz brody.
- Słowa wasze, człeku, przyjmuję - odparł głosem tubalnym, poważnym z pozoru jeno; przebrzmiewała w nim wyraźna nuta rozbawienia, nuta serdeczna - A i śmiałość wybaczam. Daleko od domu przywiał was wiatr zachodni. Rad bym posłuchać, jakie wieści przynosicie, ale ruszać nam trzeba czym prędzej do siedzib ludzkich. Gobliny dziewki okrutnie poraniły, jedną uprowadzając. W dom odprowadzić je muszę.
Uniósł brew prawą, błyskając błękitem tęczówki. Badał nieznajomego uważnie, śledząc jego reakcje. Swobodnie oparł się ciężko o drzewce rohatyny pokazując, że i on złych zamiarów nie ma.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Leoncoeur 
Vilcoeur Alkoholic Band


Wysłany: 2012-12-02, 13:33   

- Wieści jak to wieści, nie zawsze dobre są. Bandytów śladem szedłem alem ich zgubił już kilka dni temu - mruknął Northman zbliżając się i stając między krasnoludem a dziewuchami.
- Myślałem, że to oni was napadli, ale jak gobliny... - Poskrobał się po brodzie jakby się nad czymś namyślając. W końcu wbił miecz w ziemię i ściągnął sakwę i płaszcz.
- Lepiej nawet że to gobliny, oj lepiej. - dodał zbliżając się do Veverki. Dziewczyna jakby chciała rzucić się do ucieczki, lecz powstrzymał ją delikatnym dotknięciem i zarzucił jej płaszcz na ramiona. Otarł lekkim ruchem łzy z zaryczanej twarzy.

Krasnolud milczał bacznie go obserwując, Freyvind uniósł kąciki ust wciąż zwracając się do niego.
- W dom odprowadzić to wiadomo, ale i pomóc by się zdało. Może tam kto w ich wsi tropić umie to może da się dziewczynę zratować nim zamęczą. Ja tu po bezdrożach już za długo wędruje by ciepłą strawę i odpoczynek przy ciepłym zapiecku przegapić. - Northamn przeniósł wzrok na dziewczęta. - Otce vaszu stravy i gosciny nie odmovią jak kto na pomoc sestry vaszu hodit budie? - odezwał się starając się naśladować akcent i zasłyszane słownictwo, tu i w czasie kilku spotkań z tutejszymi w ciągu ostatnich dni. Skutek był raczej mierny i zabawny.

- I co to na litość bogów jest "nasilnik". - zwrócił się ni to do Krasnoluda ni to to dziewczyn na powrót zakładając sakwę na plecy i jak wprzódy kładąc ostrze miecza na ramieniu
_________________
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
KAPOKRATES
 
 
Horus 
Moderator

Wysłany: 2012-12-02, 14:09   

- Najemnik, jak mniemam - odparł, ubawiony, na otwarte pytanie człowieka - ale to żaden pewnik. Słuch i intuicja ledwie. Księciem, wszelako, nie jesteście na pewno.
Poprawił i on wór podróżny na plecach i ciężki zwój zrolowanych niedźwiedzich futer. Gestem zaprosił człeka do wspólnego marszu, samemu ruszając z wolna a wprzódy upewniwszy się, że Prvica prowadzi obok, a reszta dziewcząt zań podąża.

- Bystrzyście - kontynuował, uważnie lustrując mijaną okolicę - I słusznie wyłowiliście, że jedna z dziewcząt przepadła. Byłem przy tym, trop miałem najświeższy z możliwych. Wiatr nawet nie rozniósł jeszcze krzyków... Ale coś mnie wstrzymało.
Dalszy fragment skwitował milczeniem, splunąwszy siarczyście juchą.
- Dwa gobliny, wiódł ich większy, hobgoblin - ciągnął z wolna, hucząc basem - Później ostał się już tylko ten ostatni, ale zbiegł w knieje z białogłową na ramieniu... Cóż, mój nieznajomy człeku, słusznie byłoby ruszyć w pogoń, na gwałt i krzywdę się nie godzić.
Milczał dłuższą chwilę, nie poświęcając na pozór uwagi nikomu, nim odezwał się znowu, krótko, cicho, niesłyszalnie niemal:
- Ktoś musi.
_________________
Раз мати родила!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme made by Aiglon von Lupus based on subSilver